Sarbinowo II - Rada wezwała prezesa do rozliczenia
Gdzie są pieniądze na ogrzewanie?
14 stopni Celsjusza w mieszkaniach spółdzielni w Sarbinowie II. Prezes spółdzielni zapowiada, że w lutym grzać będzie tylko tyle, by instalacja się nie zniszczyła, bo ludzie nie płacą należności. Zadłużenie lokatorów sięga 74.000 zł, a spółdzielnia ma 130.000 zł długu u dostawcy opału. Ludzie mówią, że do spółdzielni oprócz wpłat za ogrzewanie wpływają pieniądze za czynsze, za chlewiki, a nic się nie remontuje, nie inwestuje, więc pieniądze powinny być.
Jerzy Bandurski z termometrem, który wskazuje 15 stopni ciepła w kuchni - najcieplejszym pomieszczeniu w mieszkaniu fot Sylwia Wysocka Mieszkańcy, członkowie Spółdzielni Mieszkaniowej w Sarbinowie II chcą rozliczenia prezesa spółdzielni Aleksandra Pobudko.
- Pieniądze muszą być wyprowadzane na zewnątrz. Bo my płacimy za ciepło, większość ludzi płaci po 4 zł od metra, tak jak zgodnie wnioskowaliśmy, czyli o złotówkę mniej niż narzucił nam prezes, bo od członków rady wiemy, że na siedem osób tylko trzy przychyliły się do propozycji 5 zł od metra. Płacimy czynsze, płacimy za ciepło, za chlewiki płacimy, za wszystko płacimy, a pieniędzy nie ma. Więc, albo wynagrodzenie miesięczne prezesa i pracowników spółdzielni jest tak kosztowne, albo pieniądze wyciekają na zewnątrz. Nawet członkowie rady nie wiedzą, ile zarabia prezes, a słyszymy, że dodatkowo zarządza blokami w Żninie i Wapnie - mówi mieszkanka jednego z bloków.
Wszyscy mieszkańcy, z którymi udało się porozmawiać, powtarzali zgodnie, że w mieszkaniach jest zimno. Przed telewizorem siedzą pod kocami.
- Wracamy z pracy, dzieci ze szkoły, teraz mróz stał się znacznie dotkliwszy. Marzniemy na przystankach i w drodze do domu i marzymy o tym, żeby się rozgrzać. Mieszkanie i rodzina kojarzy się z ciepłem, jednak u nas zostaje rodzina, bo trudno mówić o cieple, kiedy termometry wskazują po 14-15 stopni - opowiada inna mieszkanka.
Mieszkańcy mówią o ciągłych przeziębieniach, lekach, jakie muszą wciąż zażywać, bo w mieszkaniach chłód. Na ścianach wychodzi pleśń i grzyb.
- Można popsikać na grzyba specjalnymi środkami, na te czarne plamy, jakie pojawiają się na naszych ścianach, a za kilka dni jest na nowo. Malować można co miesiąc. Mieszkania są niedogrzane, jest w nich zimno i wilgotno. Od prezesa słyszymy, że jest grzyb, bo nie wietrzymy, a nie wyobrażam sobie smrodu, jaki by tu panował, gdybyśmy nie wietrzyli tej stęchlizny - mówi mieszkanka jednego z mieszkań.
Inni mówią, że na dłuższą metę tak się nie da żyć, bo płacą i marzną, inni buntują się i mówią, że nie zapłacą za ciepło, bo go nie ma.
Mieszkańców przeraża informacja, że nad spółdzielnią wisi zadłużenie, że zastawiona została kotłownia wraz z wyposażeniem na poczet zaciągniętego kredytu w wysokości 150.000 zł.
Prezes mówi, że o długach spółdzielni mieszkańcy wiedzą i nie jest to żadna tajemnica.
- Jeszcze przed świętami zaległości płatnicze mieszkańców sięgały 85.000 zł, na 140 rodzin zadłużonych było 110 i były to krótkoterminowe zadłużenia z okresu 3-4 miesięcy w wysokości od 800 do 2.000 zł. Od 1 października podnieśliśmy opłatę za ogrzewanie do 5 zł za metr, w połowie listopada sołtys Barbara Polus zwołała zebranie, na którym odwołano podwyżkę. Na palcach jednej dłoni można policzyć osoby, do których dotarła informacja, że miał zdrożał z 330 zł za tonę do 580 zł. Obecnie jesteśmy w bardzo złej sytuacji, mamy poważne długi, bo wstrzymanie się mieszkańców od płacenia należności prowadzi do prawdziwego kryzysu, nie mamy na opał, na prąd, na ZUS. Węgla może wystarczy nam do końca stycznia, może uda się nam ten miesiąc przeżyć, co dalej nie wiem. Będziemy palili tylko tyle, by nie zamarzła woda i nie spowodowała awarii instalacji. Zredukujemy ciepło do minimum. Nasz dostawca węgla wypowiedział nam dalsze dostawy miału. Zerwał umowę, gdyż zalegamy 130.000 zł i poinformował, że nie będzie nam dostarczał opału. Każdy z mieszkańców dostanie informację na temat zadłużenia i o tym że od 1 lutego dostarczanie ciepła zostanie zredukowane do minimum. Poinformuję jeszcze w tym tygodniu burmistrza, centrum kryzysowe i związek rewizyjny spółdzielni mieszkaniowych o zaistniałej sytuacji - powiedział Aleksander Pobudko.
- Dla mnie wypowiedzi prezesa to żenada, pokazuje tylko swoją nieudolność, nierzetelność i niestaranność. Bo jak inaczej nazwać to? Większość płaci po 4 zł, co wcześniej każdy mieszkaniec zadeklarował pismem, jakie wysłał do spółdzielni. Jeśli nawet nikt by nie płacił, to gdzie są pieniądze z lata? Dlaczego wtedy z pieniędzy na CO nie zakupił węgla? Remontów też żadnych nie robi, więc na co idą te pieniądze? Na płace - mówi mieszkaniec spółdzielni.
Inny mieszkaniec opowiada o ociepleniu bloku, które miało być zrobione z pieniędzy ze sprzedaży jednego z mieszkań, a mieszkańcy tego bloku zostali obciążeni po 1.500 zł za ocieplenie.
Jerzy Bandurski, który kilka tygodni temu zgłosił się do nas w sprawie zimna, jakie panuje w jego mieszkaniu, zapewnia, że to co mówił w tej sprawie prezes spółdzielni jest nieprawdą, gdyż nikt nie przyszedł, nie płukał i nie odpowietrzył grzejnika (sam nie może tego zrobić, gdyż kaloryfery nie posiadają odpowietrzników).
- Przyszedł tu kiedyś jeden specjalista rzekomo, dotknął grzejnika i powiedział, że tak musi być, a grzejnik na górze letni, a na dole jak lód. Teściowa ma 88 lat przy grzejniku siedzi zawinięta w koc. Trudno się nawet kąpać w takich warunkach. W artykule powiedział, że trzeba przyjść do spółdzielni i awarię zgłosić na specjalnym druku i to zrobiłem 25 listopada - do dziś zero reakcji, ani odpowiedzi, ani usuniętej awarii - mówi Jerzy Bandurski.
Mieszkańcy twierdzą też, że zapewnienia prezesa, że automatycznie przez cały czas trzymana jest równa temperatura na piecach są nieprawdą, bo w dzień kaloryfery są letnie, a w nocy zimne.
- Śpimy pod pierzynami, na to jeszcze koce albo kołdry, grube polarowe piżamy i skarpety, a rano tragedia by wyjść z łóżka do mieszkania, gdzie jest 15-16 stopni. Mieszkamy w blokach, płacimy za ogrzewanie jak w dużych miastach i marzniemy - mówi mieszkaniec.
Inni zapewniają, że do spółdzielni oprócz wpłat za ogrzewanie wpływają pieniądze za czynsze, za chlewiki, a nic się nie remontuje, nie inwestuje, więc powinny być pieniądze.
- „Jedynka" odłączyła się od spółdzielni i ten blok wygląda zupełnie inaczej, gdyby mieli ciepło, to by sobie we wspólnocie żyli luksusowo - mówi jeden z mieszkańców.
- To prawda, do wspólnej kasy wpłacamy tyle samo przez trzy lata, co płaciliśmy do spółdzielni, ale za to naprawiliśmy dach, wymieniliśmy drzwi wejściowe, drzwi do piwnicy, okno na klatce, bo się lało przez nie, wymalowaliśmy klatkę i zbieramy na ocieplenie budynku. I to przez trzy lata zrobiliśmy - mówi mieszkanka „jedynki".
We wtorek rano prezes spółdzielni podał dokładne dane w sprawie zadłużenia - na 140 rodzin 90 ma zadłużenie na łączną kwotę 74.000 zł.
- Rozważymy sprawę z zarządem i podejmiemy stosowną uchwałę. Jak mówiłem, uważam, że sytuacja jest bardzo zła i zmuszeni będziemy od 1 lutego wymówić dostawę ciepła do mieszkań. Z bólem serca to robię, ale od 1 stycznia przedsiębiorstwo Jerzego Zielińskiego wymówiło nam dostawę opału. Skierujemy pisma do mieszkańców - jeśli przez styczeń nie wpłynie znaczna kwota z zadłużenia, to od 1 lutego ogrzewanie będzie minimalne, zabezpieczające tylko sieć przed awarią Te pieniądze nie zostały zdefraudowane, wydane na cokolwiek, tylko ich nie było, nie wpłynęły od mieszkańców - tłumaczy Aleksander Pobudko.
Mieszkańcy pokazują pisma i tłumaczą, ile było podwyżek. Do grudnia 2007 roku za ogrzewanie
1 metra płacili 3 zł, od stycznia 2008 było to już 3,50, kolejna podwyżka w sierpniu na 4 zł i od października na 5 zł. Na to się nie godzą.
- Na zebraniu prezes zapytany, ile spala miału dziennie powiedział, że 1,5 tony. Zakładając, że pali sześć miesięcy w okresie grzewczym, to jest 183 dni po 1,5 tony to jest 275 ton miału, a nie 500, jak opowiada po gazetach. Sam czynsz, licząc tylko po 45 zł od mieszkania, to ponad 75.000 zł. Nie robi żadnych napraw czy remontów, więc gdzie są te pieniądze? Nie rozlicza się z nami, nie wiemy, ile co kosztowało, na co poszły nasze pieniądze. Traktuje nas jak ciemnogród, dzwonimy - rzuca słuchawką, piszemy - pisma lądują w koszu, jak spotka - to wyzwie i naubliża jeszcze - mówi mieszkaniec.
Mieszkańcy mówią, że we wsi działa Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Wsi Sarbinowo II i jeśli z kotłownią sobie nie radzi prezes, to stowarzyszenie ją chętnie przejmie i udowodni, że będzie ciepło i będzie za co kupić miał. A prezes - dodają - niech spłaci długi, jakich narobił.
Burmistrz Maciej Sobczak: - My nie możemy ingerować w spółdzielnię, nie jest ona w żaden sposób nam podległa, jest to oddzielny podmiot, nad którym nie mamy nadzoru. Jeśli koszty ogrzewania poszły w górę, to mieszkańcy muszą je ponieść. Tak jak w przypadku domów jednorodzinnych mieszkańcy muszą więcej wydać na opał z racji podwyżek, tak i spółdzielcy też muszą zapłacić większą cenę. Jedyne co możemy, to wypłacamy dodatki mieszkaniowe dla osób z Sarbinowa, którym takie dodatki przysługują. Spółdzielcy muszą zdawać sobie sprawę, że przy zadłużeniu i nieregulowaniu płatności będą musieli ponieść tego konsekwencje - mówi burmistrz Maciej Sobczak.
- Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby przestał grzać w ogóle. Już teraz na prąd wielu sobie dogrzewa, zwłaszcza tam, gdzie są małe dzieci, a teraz kiedy grzejniki zrobią się zupełnie zimne, to nie wiem, jak mieszkańcy postąpią i boję się najgorszego. Nie wiem, jakie będą dalsze kroki, być może postaramy się go zawiesić. Nie wiem, trudno mi dziś powiedzieć. Jedno jest pewne, że dalej tak być nie może - mówi mieszkanka Sarbinowa, która walczy o ciepło w domach.
Jeden z członków Rady Nadzorczej Spółdzielni, który chciał wypowiedzieć się tylko anonimowo, poinformował nas, że Rada wezwała prezesa Aleksandra Pobudkę do przygotowania sprawozdania finansowego.
- Zwołaliśmy zebranie rady, na które nie przybył i w związku z tym wystosowaliśmy szereg pytań, głównie tych finansowych, i pisemnie przesłaliśmy je do Aleksandra Pobudki, by przygotował się do udzielenia nam odpowiedzi na te pytanie, czyli do rozliczenia finansowego. Pismo trafiło w ostatnim dniu grudnia do prezesa, tak więc w połowie stycznia chcemy zwołać zebranie rady, na którym ma się z nami rozliczyć. Po tym jak wypadnie zebranie i kwestia pieniędzy, zdecydujemy co dalej. Dalsze kroki po tym zebraniu podejmiemy w zależności, jak zostanie nam wyjaśniona sprawa finansowa spółdzielni - powiedział członek rady nadzorczej.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 882 (1/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze