- Ja już widzę ten armagedon jak wszystkie gminy w jednym terminie jadą do punktów odebrać węgiel, są tam setki tirów, te tiry nagle wracają i mieszkańcy, którzy znajdą się pod murem, chcą ten węgiel kupić i zaczną się kolejki i sytuacje trudne, które my będziemy musieli rozwiązywać - tak handel węglem przez gminę widzi włodarz Szubina. Mimo tego samorząd zamierza w ten projekt wejść.
Burmistrz Szubina Mariusz Piotrkowski zakomunikował mieszkańcom (stało się to 20 października na sesji Rady Miejskiej), że samorząd przygotowuje się do tego, by pośredniczyć w handlu węglem. Na razie czeka na wejście w życie odpowiedniej ustawy, która po przyjęciu przez Sejm ma trafić do Senatu, później z powrotem do Sejmu, a dopiero na końcu do podpisu Prezydenta RP.
- Do wejścia w życie ustawy jest jeszcze długa droga, niemniej gmina Szubin wejdzie w tą dystrybucję. Mam nadzieję, że w tej ustawie, a później w rozporządzeniu, będą określone ramy prawne i te rozwiązania szczegółowe, o które postulowały samorządy - mówił burmistrz Szubina.
Zasada ma być taka, że za 1.500 zł gmina kupuje tonę węgla, a za 2.000 zł może ją sprzedać. Ta różnica 500 zł ma wystarczyć na pokrycie wszystkich kosztów związanych z redystrybucją tego węgla. Między innymi transportu. Ustawa dopuszcza korzystanie z pomocy podmiotów trzecich. Dopuszcza też to, że nie trzeba w tym zadaniu stosować ustawy o zamówieniach publicznych. Jeśliby dopuszczała, to - jak szacuje włodarz Szubina - gminą zajęliby się tym zadaniem w styczniu, albo i później.
Mariusz Piotrkowski powiedział, że gmina zamierza dystrybuować węgiel we współpracy z podmiotem trzecim, który będzie dysponował odpowiednim placem z zapleczem technicznym. Przysłowiowy Kowalski przyjedzie na plac, wybierze i zdecyduje, czy i ile kupić węgla. Uda się do urzędu, tam dokona formalności, otrzyma dokument, z którym wróci na plac i tam dostanie maksymalnie 2 tony węgla, który firma dostarczy do domu klienta. Gmina teoretycznie będzie odpowiadać za jakość węgla, chociaż może nie mieć wpływu na to, jaki węgiel trafi na plac. Dlatego władze Szubina martwią się, że w przypadku złej jakości węgla zostaną z surowcem na placu, którego nikt nie będzie chciał.
Burmistrz pokreślił, że o szczegółach na razie nie może nic powiedzieć, bo nie są na razie znane. Gmina otrzymała jedynie pismo od wojewody, aby wstępnie określić zapotrzebowanie na węgiel.
- Ja wiem ile maksymalnie możemy sprzedać tego węgla, ale ile osób i na co się zdecyduje - nie wiem. Nie wiem też co dostaniemy - wyjaśnia Mariusz Piotrkowski. - Na pewno będziemy kupować w etapach. Na początku zakupimy mniejszą partię. Patrząc i słysząc co się dzieje, obawiam się tego, że mieszkańcy kupią na próbę np. 100-200 kg, sprawdzą jak to się pali i wtedy podejmą decyzję czy kupują czy nie. Myślę, że będzie duże zapotrzebowanie, że węgla może brakować. Ale może być też tak, że ten węgiel jest taki sobie i będą czekać na coś innego. A my zostaniemy z hałdą węgla, którą kupiliśmy i za którą będziemy musieli zapłacić. Czekają nas wyzwania. Nie pierwsze w tym roku i podejrzewam, że nie ostatnie.
Mariusz Piotrkowski uspokoił, że sprawa dystrybucji węgla przez gminę nie rozstrzygnie się w najbliższym tygodniu czy dwóch. Najpierw musi wejść w życie ustawa.
Byliśmy na jednym z szubińskich składów opałowych. Mężczyzna prowadzący skład (chciał zachować anonimowość) powiedział, że w tej chwili sytuacja jest patowa. Ruch na składzie praktycznie zamarł, nie po raz pierwszy w tym roku, bo rząd ogłosił, że węgiel będzie po 2.000 zł. Przez cały październik nasz rozmówca sprzedał tyle węgla ile rok temu w jednym tygodniu października. Najpierw rząd ogłosił, że węgiel będzie za 966,60 zł i powiedział klientom żeby nie kupowali. Składy opałowe nie weszły w projekt, bo nie chciały dokładać do interesu. Wtedy cena za tonę wynosiła około 2.000 zł i ludzie nie kupowali, bo miało być taniej. Jak się okazało, że taniej nie będzie i cena skoczyła do 3.000 zł, to zaczął się ruch.
Teraz ceny się ustabilizowały na poziomie około 3.200-3.400 zł za tonę, ale znowu jest zastój, bo gminy mają sprzedawać za 2.000 zł. Sprzedaż stanęła. Na placu w Szubinie jest węgiel z Kazachstanu, dobrej jakości, ale nikt nie chce teraz brać. Klienci czekają na węgiel za 2.000 zł. Jak się okazało węgiel kolumbijski też jest jakościowo dobry. Najgorszy jest australijski i indonezyjski. Właściciel składu powiedział, że nie będzie go sprzedawać, bo nie zamierza potem walczyć z reklamacjami. Jego zdaniem gminy też mogą zderzyć się z tym problemem, jeśli taki węgiel trafi na ich składy.
Remigiusz Konieczka, 24 X 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze