Reklama

I po Leszku

Alojzy Grochowalski likwidatorem
    I po Leszku
      Od tygodnia gąsawska spółdzielnia jest w stanie likwidacji. Czuwać będzie nad nią dotychczasowy prezes. Majątek, jaki pozostał, zostanie zbyty w przetargach nieograniczonych. - Mój plan stworzenia kompleksu handlowo-usługowego w tym miejscu bierze w łeb - powiedział gąsawski przedsiębiorca Witold Mrówczyński.

Prezes Alojzy Grochowalski: - „Trochę jest mi przykro, że na koniec spada na mnie niezbyt słuszna krytyka”  
    fot. Remigiusz Konieczka

    Zaraz na samym początku walnego zebrania prezes Alojzy Grochowalski złożył sprawozdania z 12-letniej pracy na tym stanowisku. Znalazły się w nim wypowiedzi prezentowane na naszych łamach w poprzednim wydaniu Pałuk. Prezes mówił o tym, że chciał dwa tygodnie po wyborze podać się do dymisji, o tym, że sytuacja na początku była katastrofalna. Wspomniał również, że został otwarty punkt sprzedaży opału, że powstał sklep z artykułami ochrony roślin. Prezes ustosunkował się również do sprzedaży nieruchomości, w tym spółdzielczej piekarni. Wyjaśnił dlaczego nieruchomości były zbywane i co z tego miała spółdzielnia.
    - Jeżeli coś sprzedawałem, to było przeznaczane na następne rzeczy. Podział, wycena, to wszystko kosztuje. Wiele rzeczy trzeba było po GS wyprostować. Nie było pieniędzy, a były potrzebne. Takie były procedury. Nie uchylam się od odpowiedzialności. Podobno jest kandydat na likwidatora. Chętnie mu to oddam. Odsunę się na bok. Jeżeli nie wybierzecie mnie likwidatorem, to będę miał więcej czasu i na rowerze będę mógł pojeździć. Mam serdecznie dość spółdzielni i zagęszczonego klimatu. Ale nie żałuję. Trochę jest mi przykro, że na koniec spada na mnie niezbyt słuszna krytyka - mówił Alojzy Grochowalski.
    - Wrócić wstecz, to powrót na zgliszcza. Jak się budowało spółdzielnię, to pamiętamy wszyscy. Były problemy z przekształceniem, a my robiliśmy wszystko co w naszej mocy - usprawiedliwiał członków Jan Owczarzak.
    Obecni członkowie jednogłośnie przyjęli uchwałę o likwidacji spółdzielni i  rozpoczęli wybór likwidatora. Prezes Alojzy Grochowalski zapowiedział, że nie będzie kandydował na to stanowisko, jeśli na sali znajdzie się drugi kandydat.
    - Jeśli nie będzie kontrkandydata, to stawiam swoją osobę do dyspozycji - mówił prezes. - Poczekamy. Jeśli jest taka osoba, to może teraz się ujawnić.
- Czekamy, ale ile można czekać - niecierpliwił się przewodniczący zebrania Tadeusz Kaszak. - No i nie ma kontrkandydata.
    Ktoś wstał i formalnie zgłosił kandydaturę Alojzego Grochowalskiego, reszta zaczęła bić brawo, ale żeby formalności stało się zadość zarządzono głosowanie, w wyniku którego były prezes jednogłośnie został wybrany kandydatem na likwidatora, a później 29 głosami za wybrano go likwidatorem spółdzielni Leszek.
    - Myślałem, że opozycja coś szykuje, ale to był blef - podsumował głosowanie Alojzy Grochowalski.
    - Taki wynik mobilizuje do działalności. Do likwidacji przystąpię bez zwłoki. Nie spodziewałem się takiego poparcia. Jestem zaskoczony. I tu może zwrócę się do prasy. Niech pan napisze, jak pan chce. Okazuje się, że z tym prezesem nie jest tak źle.
    Największy problem członkowie spółdzielni mieli z określeniem formy zbycia nieruchomości. Zarząd zaproponował, aby cztery nieruchomości zbyć w przetargu nieograniczonym. Z kolei Mieczysław Gęsicki, jeden z członków, złożył wniosek, aby sprzedaż nastąpiła w przetargu ograniczonym tylko do mieszkańców z terenu gminy Gąsawa. Wniosek dotyczył wszystkich nieruchomości. Radca prawny spółdzielni Bogusław Szymczak zalecił, aby członkowie głosowali dwa razy. Raz propozycję Zarządu, a drugi raz wniosek Mieczysława Gęsickiego. To  zdezorientowało członków spółdzielni: - To co teraz głosujemy? - pytali.
    - Za przetargiem nieograniczonym.
    - Nieograniczonym do mieszkańców Gąsawy?
    - Nie. W przetargu nieograniczonym może wziąć udział każdy, nawet z Krakowa.
Wszystkie nieruchomości: pomieszczenie biurowe, plac opałowy, sklep ze środkami ochrony roślin i magazyn, zostaną sprzedane w przetargu nieograniczonym. Maszyny i urządzenia w postaci taśmociągu, ciągnika C-360 i ładowacza typu cyklop, zostaną zbyte w przetargu ograniczonym do członków spółdzielni.
    Członkowie spółdzielni zdecydowali o przetargu nieograniczonym, pomimo, że na zebraniu część z nich wspomniała o osobach, które chętnie zakupiłyby nieruchomości spółdzielni Leszek.
Jeden z członków rady nadzorczej Tadeusz Wieczorek powiedział, że do zakupu części z nieruchomości chętny byłby jego syn. Jednak tydzień po zebraniu powiedział Pałukom, że najprawdopodobniej syn zrezygnuje z ubiegania się o nieruchomość.
    - Nie wiadomo, jaka będzie wycena i czy będzie się kalkulowało. Na razie nie będzie się starał. Zobaczymy - powiedział.
    Swoich chęci nabycia placu i zabudowań nie krył Witold Mrówczyński, właściciel Vit-Paszu w Gąsawie.
    - Decyzja ta komplikuje mi sytuację. Liczyłem, że spółdzielcy będą konsekwentni i sprzedadzą w przetargu ograniczonym. Prezes sprzedając poszczególne nieruchomości w przetargu ograniczonym dla mieszkańców lub członków twierdził, że popiera lokalnych przedsiębiorców. Moje pytanie dzisiaj brzmi, dlaczego? Na piekarnię byli chętni z zewnątrz, a pomimo to przetarg został ograniczony. Tutaj są chętne osoby stąd i robi się przetarg nieograniczony. Przez to mój plan stworzenia kompleksu handlowo-usługowego w tym miejscu bierze w łeb - stwierdził przedsiębiorca.

Remigiusz Konieczka
Pałuki Wkładka Magazynowa nr 315 (41/2008)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości