Reklama

Interweniuje Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami

Psy są wiązane do żłobów w stajni, stoją na deszczu z głowami przywiązanymi do płotu, wyją przeraźliwie po nocach. Dokarmiają je wczasowicze z sąsiedztwa. Gmina nie widzi podstaw do odebrania czworonogów, TOZ zgłasza sprawę policji i prokuraturze, zaznacza, że właściciel psów nie jest zdolny do samodzielnego egzystowania i nie powinien mieć pod opieką zwierząt.

Poskręcany łańcuch na żądanie inspektorek został ostatecznie przez właściciela psów rozplątany fot. Sylwia Wysocka

     - Czujemy się bezradni, od dwóch lat prosimy w Urzędzie Gminy w Gąsawie, żeby ktoś zainteresował się losem dwóch psów, rozmawiamy z właścicielem schroniska, wspólnie z weterynarzem ze Żnina znaleźliśmy nawet nowy dom dla jednego z nich, niestety właściciel zmienił zdanie i psa nie wydał, choć wcześniej mówił, że go już nie chce. Podsunięto nam myśl, że jak w urzędzie panuje znieczulica na los biednych czworonogów, to może pomocy trzeba szukać w lokalnej prasie. Te psy są maltretowane, źle traktowane, wyją po nocach prosząc o pomoc. Przywiązywane są do płota bezpośrednio do obroży albo do żłobów po koniach, nie mają możliwości się położyć, muszą stać i karmione są sieczką przez właściciela. To pewnie efekt tego, że dwa lata temu poszukałyśmy nowych właścicieli do jego dwóch koni, którzy je odkupili, bo stan tych koni też nas przerażał. Psy w czasie od maja do września czy nawet października mają dużo lepszy okres w roku, bo właściciele domków letniskowych dokarmiają je, przynoszą odpadki, resztki po posiłkach, kupują karmę. Boję się myśleć, jaki los mają od późnej jesieni do wiosny, kiedy nas tu nie ma - reporter dyżurujący usłyszał w słuchawce lamentujący głos kobiety, która opowiadała o losie czworonogów ze Słonecznej Doliny w Laskach Małych w gminie Gąsawa.
     Mieszkanki Lasek Małych opowiadają, że jak przyjechała kontrola z Urzędu Gminy, to pan Zygmunt pokazywał worek karmy, który dawno temu kupiła mu jedna z mieszkanek Słonecznej Doliny, a który pokazuje też policji na dowód tego, że posiada karmę dla psów. Kobiety zapewniały, że boją się o los psów i nie mogą pogodzić się z tym, jak są one traktowane. Podkreślają, że ich właściciel to ponad 80-letni, samotnie mieszkający mężczyzna, który od pewnego czasu wykazuje pewne zaburzenia, przenosi się w czas wojny, zabezpiecza wrota deskami na krzyż, widzi pościnane głowy, niemieckich żołnierzy. Uważają, że nie jest on w stanie dalej tak samotnie egzystować, stąd ich działania w pozyskaniu dla niego opiekunki z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. - Opiekunkę mu przyznano, przyjeżdża, ale z tego co wiemy, nie wpuszcza jej do mieszkania, tylko każe np. rwać pokrzywy. To jest bardzo trudny człowiek, borykający się z miażdżycą czy demencją, która w ostatnim czasie bardzo postępuje. Do tego na jedno oko nie widzi, na drugie w stopniu kilkunastu procent, na operację się nie zgodził, bo tu się nim zaopiekowaliśmy i był wożony do lekarza - mówią letnicy, którzy złego traktowania zwierząt doszukują się w chorobie mężczyzny.
     Jedna z pań opowiada, że dwa lata temu na widok stanu jego koni, podjęli działania. Na plecach miały rany, ktoś widział, jak właściciel okładał konia drągiem. - Żal było na te zwierzęta patrzeć, dlatego jedna z sąsiadek znalazła nowego właściciela, który konie odkupił. Przy pomocy weterynarza ze Żnina udało się nam znaleźć też gospodarstwo, które chciało przyjąć Sabę, suczkę pana Zygmunta. Sam nam mówił, że chce się jej pozbyć, że ma problem ze szczeniakami, ale jak przyszło co do czego, z jej wydania się wycofał tłumacząc, że musi ona jeszcze pozostać, bo jest szczeniak, który nie potrafi jeszcze szczekać i ona musi go tego nauczyć, a szczeniak był już samodzielny, odchowany - opowiadają właścicielki okolicznych działek. Wiosną, podobnie jak w poprzednich latach, były małe szczeniaki, sąsiadki znalazły dwa i dzięki zaangażowaniu jednej z nich udało się im znaleźć dom pod Bydgoszczą. Pan Zygmunt sam opowiada o kolejnych, które zabrał od niego gospodarz i był zadowolony.
     NIE POMOGŁY, A JESZCZE ZASZKODZIŁY
     Po jednej z interwencji w gąsawskim urzędzie, jak opowiadają interweniujące mieszkanki, przyjechała wizytacja, która nie przyniosła żadnego pozytywnego skutku, a wręcz przeciwnie - jeszcze zaszkodziła. - Panie z urzędu nagadały na nas, że się skarżymy, że chodzimy do ratusza i jednej z sąsiadek pan Zygmunt zabronił wstępu na swoją posesję, a wcześniej chodziła ona, sprzątała w budach, wokół nich, nosiła wodę i jedzenie. Po wizycie usłyszała, że ma zakaz wstępu, bo donosi do Urzędu - opowiadają. Zapewniają też, że od urzędniczki usłyszały, że gmina ma na utrzymaniu trzy bezpańskie psy i jeśli one znajdą dla nich domy, to Urząd zabierze wówczas te dwa z posesji w Słonecznej Dolinie.
     Skontaktowaliśmy się z pracownicą ratusza, która w zakresie swoich obowiązków ma też ochronę nad zwierzętami. Sylwia Najrzał po konsultacjach z wójtem i uzyskaniu zgody na udzielenie informacji zgodziła się przedstawić nam sprawę widzianą oczyma urzędnika. W ratuszu pracuje od stycznia, poprzedni pracownik pełniący te obowiązki przebywa obecnie na urlopie wypoczynkowym. Sylwia Najrzał odwiedziła posesję pana Zygmunta trzy razy: 16 czerwca, 14 i 21 lipca. Pierwsze dwa razy uczestniczyła w interwencji na wniosek jednej z mieszkanek z policją, a za trzecim razem z sołtysem i lekarzem weterynarii z Rogowa Sławomirem Andryszakiem. - Po pierwszych dwóch wizytach uznałam, że w mojej ocenie psy te nie wyglądają na zagłodzone, że są w dobrej kondycji zdrowotnej, miały przy budach wodę. Za trzecim razem poprosiłam też lekarza weterynarii o ocenę tych psów. Potwierdził moje spostrzeżenia, nie doszukał się na ich ciele żadnych ran czy otarć. Jednak moja rola na tym się tam nie kończy, bo zaplanowałam kolejne wizyty w tym gospodarstwie, tak co dwa tygodnie - zapewnia Sylwia Najrzał. Trudno było pytać ją, dlaczego psów nie odwiedzają zimą, kiedy nie ma wczasowiczów i zdane są one tylko na łaskę starego, chorego człowieka, gdyż o sprawie dowiedziała się ona w czerwcu, wcześniej prowadził ją inny urzędnik. Usłyszeliśmy, że trudno było odwiedzać psy zimą z uwagi na fakt, że zgłoszenie wpłynęło do Urzędu na przełomie maja i czerwca. Mieszkanki jednak zapewniają, że sprawa psów zgłaszana jest już od dwóch lat i widocznie problemu nie przekazała poprzedniczka pani Najrzał.
     Zapytaliśmy natomiast o sprawę cytowanej wymiany psów, którą mieszkanki uznały za bezczelną propozycję. - Nie było ze strony tutejszego Urzędu żadnych warunków dotyczących zabrania psów, nie padła żadna obietnica czy też złośliwość. Panie mówiły, że poszukały już domy dla szczeniaczków i stąd moja prośba, że skoro posiadają takie możliwości, szerokie znajomości, to może i dla naszych bezdomnych psów też uda się im poszukać nowych domów. Każdy mieszkaniec może zaangażować się w poszukiwanie nowego domu dla bezdomnych zwierząt - wyjaśnia urzędniczka.
     Zapytana o ocenę sytuacji, czy uważa, że pan Zygmunt jest w stanie właściwie zająć się psami przyznała, że jest to osoba w podeszłym wieku, żyje bardzo skromnie i że jemu też by pomoc się przydała. Zapewniła też, że Urząd Gminy w Gąsawie podjął kroki w sprawie udzielenia pomocy panu Zygmuntowi.
     SZYBKA REAKCJA
     Po telefonie od zaniepokojonej wczasowiczki z Lasek Małych postanowiliśmy działać. Skontaktowaliśmy się z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami w Polsce - oddział Kłecko. Tam usłyszeliśmy, że liczba interwencji w ostatnim czasie w związku z porzuceniem i niewłaściwym traktowaniem zwierząt gwałtownie rośnie. Zgłoszenie zostało przyjęte a kontrola miała się odbyć na początku tego tygodnia. Jednak z uwagi na niepokojące wieści i fakt, że inspektorki tego oddziału poświęcają swej misji każdą wolną chwilę, kontrola odbyła się w sobotę przed południem. Najpierw była rozmowa z oczekującymi na przedstawicieli towarzystwa mieszkankami, które opowiedziały o sytuacji i próbach szukania pomocy, zwłaszcza w gąsawskim Urzędzie czy bydgoskim schronisku. Zostały one pouczone, że kiedy są świadkami krzywdzenia zwierząt, natychmiastowej pomocy trzeba szukać w jednostkach opieki nad zwierzętami.
     WIZYTA
     Do gospodarstwa oddalonego od drogi głównej prowadzi długi, zarośnięty wjazd, uchylona brama, za nią rozpościera się zaniedbane podwórze, pełne złomu, desek, odpadów z drewna, starych garnków, jest jakaś lodówka, wanna, chwasty, poobwieszane drzwi od zaniedbanych, rozpadających się budynków otaczających podwórko z dwóch stron i drzwi pozabijane deskami na krzyż.
     Pojawił się 83-letni gospodarz. Mężczyzna ma problemy ze słuchem, co sprawiało, że kontakt z nim jest utrudniony. Inspektorki Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami Urszula Walkiewicz i Mirosława Kucner wyjaśniły, że docierają do nich informacje o złym traktowaniu przez niego zwierząt. Mężczyzna zapewniał, że jest to nieprawdą. - Psy są ładne, wypasione, czy tak wygląda bieda? Nie biję ich, za co mam je bić, przecież są moje - mówił. Do psów zabraniał dochodzić, zwłaszcza do kilkuletniej suczki Saby twierdząc, że jest ona agresywna i może dojść do nieszczęścia. To jednak nie powstrzymało Urszuli Walkiewicz, która do Saby doszła, pogłaskała, pies się cieszył, przytulał do niej, skakał. Inspektorka nakazała oswobodzenie psa z uwagi na fakt, że łańcuch był poskręcany. Suka miała obrożę (jak zapewniali mieszkańcy, były to obroże od nich), ale nie była ona upięta na karabińczyk pozwalający na swobodne ruchy łańcucha i dlatego pies okręcał sobie go wokół szyi. Mieszkanki zapewniały, że takie karabińczyki też przekazały, ale nie znalazły one uznania w oczach właściciela psów. Właściciel sprzeciwiał się odplątaniu psa, mimo że inspektorka zapewniała, że psa utrzyma. Ostatecznie zdjął z szyi psa obrożę przez głowę. Z uwagi na fakt, że łańcuch przywiązany był do płotu na wysokości około metra, inspektorka łańcuch zaplątany w druty odwiązała i przywiązała do słupka przy ziemi, przez co łańcuch się wydłużył. Przy budzie leżały wystające z płotu druty, deski, z których wystawały gwoździe, jakieś wyrzucone, prawdopodobnie parowane ziarno, garnek z wodą, który po umyciu przez inspektorkę i wymianie wody przeciekał w kilku miejscach.
     Buda Rokiego, syna Saby, była w podobnym stanie, sklecona z wielu materiałów, ale zapewniająca dach nad głową. Młody 2-letni pies uwiązany był na ciężkim, grubym łańcuchu, na takim, na jakim wiąże się konie czy krowy. Biegał po starej kuchence gazowej, z boku zagrodzony był wanną ze złomem. Szczekał na widok kota chodzącego po podwórzu, co denerwowało i powodowało reakcję gospodarza, który krzyczał na psa. Roki też dostał świeżej wody. Na koniec psy zostały też dokarmione.
     Inspektorki nakazały zmienić psom łańcuchy na lekkie i dłuższe, spuszczać psy na 12 godzin, żeby mogły po posesji biegać. Mężczyzna kategorycznie na to nie wyraził zgody, zapewniał, że psy mu wówczas uciekną. Przedstawicielki Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami tłumaczyły, że wystarczy, żeby zamknął bramę i psy nie uciekną, gdyż posesja jest ogrodzona z jednej strony budynkami, z drugiej płotem, jedyną możliwość ucieczki stanowi otwarta brama. Ale pomimo zaleceń, nie spuścił psów po wyjściu osób kontrolujących.
     Podczas spisywania protokołu właściciel stwarzał problemy, nie chciał podać prawdziwego wieku, numeru posesji, nie chciał też podpisać dokumentu o odbytej kontroli i zaleceniach. Na pytanie, kiedy karmi psy zapewnił, odpowiedział, że kiedy chce, nie chciał pokazać karmy dla nich, mówił, że jedzą to co jest - ziemniaki, resztki po posiłkach.
     OCENA POKONTROLNA
     - Interwencja dotyczyła złego traktowania psów przez właściciela, osiemdziesięcioletniego pana, który notorycznie źle te psy traktuje. Zaniedbuje je poprzez to, że nie żywi ich we właściwy sposób, o czym dowiedziałyśmy się od osób przyjeżdżających do domków letniskowych, ludzie słyszą, że je bije, mamy też świadków, że psy były na drutach przywiązywane do płotów, do koryt po koniach - mówi Urszula Walkiewicz.
     Inspektorki podkreśliły, że właściciel zwierząt nie jest osobą, która może mieszkać sama. - Potrzebuje on wsparcia drugiej, normalnie funkcjonującej osoby, jest to osoba, która powinna być pod opieką kogoś z rodziny czy umieszczona w ośrodku pomocy, a już z pewnością nie powinien on mieć pod opieką zwierząt, bo on już sobie nie radzi, jego posesja jest zaniedbana, niechlujna, porozrzucane są po niej śmieci, o które zwierzęta mogą się kaleczyć - mówi Mirosława Kucner.
     Inspektorki zwróciły uwagę na niekontrolowane namnażanie tych psów. - Suczka szczeniła się kilka razy, nie wiadomo, co się z tymi szczeniakami stało, jedna z sąsiadek dla dwóch znalazła domy, inne, według wersji właściciela, odebrał od niego jakiś pan, co też można różnie interpretować - mówi Mirosława Kucner.
     Panie wspominają o interwencjach w Urzędzie Gminy w Gąsawie, które skończyły się niczym, bo żadnych zmian nie zaobserwowano. - Wizytacja z ratusza stwierdziła, że psy są w dobrej kondycji, ale nie ustaliła już tego, że są w dobrej kondycji, bo wszyscy donoszą im jedzenie. Z gminy, jak mówią mieszkanki, padła propozycja, żeby przestać dokarmiać psy, to psy będą zagłodzone i będzie podstawa, żeby je odebrać. Należy nazwać to po imieniu: ludzie mają przestać karmić psy, żeby zadowolić gminę, która będzie mogła stwierdzić, że psy są zagłodzone, żeby można było podjąć interwencję. To są jakieś kpiny - mówi Urszula Walkiewicz.
     Sylwia Najrzał tłumaczy, że na chwilę obecną nie ma podstaw, żeby te psy zabrać, są one w dobrej kondycji, co potwierdza też lekarz weterynarii i jest to pewne fałszowanie obrazu, bo ludzie dokarmiają i nie widać u nich biedy. - Nie chodzi nam o to, żeby psy zagłodził, tylko o to, by mieć podstawę by je odebrać, pokazać, że dzieje się im źle - mówi urzędniczka.
     DALSZE KROKI
     Sprawa przez oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami zgłoszona zostanie na policji i prokuraturze, bo gmina musi interwencyjnie psy odebrać. - Psy są młode, nie są w ogóle agresywne, więc można by im jeszcze poszukać dobre, odpowiedzialne domy. One skaczą, szczekają, cieszą się na widok człowieka, wbrew temu, co mówił o nich właściciel - podkreśla Mirosława Kucner.
     O dalszych działaniach w tej sprawie będziemy informować na łamach naszego tygodnika.
     Film w zakładce Filmy.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1328 (30/2017)

Reklama

 

 

Inne teksty na ten temat:

Wójt chce współpracować

TOZ ma sprzymierzeńców

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości