Praca w wydziale komunikacji w świetle procesu w Sądzie Pracy
Jajeczka w Wielki Piątek
Według wicestarosty żnińskiego Michała P., były kierownik wydziału komunikacji w żnińskim starostwie, a obecnie wiceburmistrz Żnina Dariusz K. niewłaściwie odnosił się do pracowników. Sekretarz powiatu Andrzej H. twierdzi, że od czasu, kiedy Dariusz K. został przewodniczącym Rady Miejskiej w Żninie, uważał, że jest bezkarny.
W połowie ubiegłego roku starosta Zbigniew Jaszczuk zawiesił ówczesnego kierownika wydziału komunikacji Dariusza K. po doniesnieniach pracownika tego wydziału Marka F. Pracownik dostarczył staroście notatki, w których napisał o niedociągnięciach kierownika w wydawaniu dowodów rejestracyjnych. Starosta postanowił odsunąć Dariusza K. od kierowania wydziałem i polecił przenieść go na inne stanowisko pracy. Ponadto po kontroli w wydziale komunikacji dokonanej przez Stanisława K. okazało się, że wydano około 2.400 praw jazdy bez podpisania decyzji. 11 października starosta podjął decyzję o rozwiązaniu umowy o pracę z Dariuszem K. Informację tę Dariusz K. otrzymał podczas pobytu w sanatorium. 20 października złożył pozew do Sądu Pracy w Szubinie o uznanie wypowiedzenia umowy o pracę za bezskuteczne i wniósł o przywrócenie do pracy. 31 stycznia tego roku Dariusz K. został odwołany z funkcji przewodniczącego Rady Miejskiej. W tym samym dniu skończył się trzymiesięczny okres jego wypowiedzenia w starostwie, a od 2 lutego jest wiceburmistrzem Żnina.
Nie najlepsza atmosfera
23 stycznia podczas pierwszej rozprawy strona pozwana, czyli starostwo, chciała zawrzeć z Dariuszem K. ugodę. Nie zgodził się na to pełnomocnik wiceburmistrza. Sąd postanowił więc kontynuować rozprawę. Starostwo złożyło wniosek o przesłuchanie 11 świadków, a pełnomocnik wiceburmistrza o przesłuchanie 7 świadków. Przedwczoraj sąd chciał przesłuchać wszystkich świadków zgłoszonych przez starostwo, jednakże podczas 6-godzinnego posiedzenia udało się przesłuchać 3 osoby: wicestarostę Michała P., sekretarza powiatu Andrzeja H. oraz pracownika wydziału komunikacji Marka F. Naprzeciwko siebie zasiedli: starosta Zbigniew Jaszczuk i Dariusz K. wraz z pełnomocnikami. Wicestarosta zeznał, że sprawa rozpoczęła się od notatki służbowej Marka F., z której wynikało, że Dariusz K. polecił wydawanie tymczasowych dowodów rejestracyjnych bez pobierania opłat skarbowych i komunikacyjnych. Starosta zarządził kontrolę wydziału w zakresie pobierania opłat za wydawane dokumenty. Przeprowadził ją inspektor kontroli w starostwie Stanisław K. oraz 2 pracowników wydziału komunikacji: Tomasz M. i Adrian K. - Oprócz przypadku, o którym napisał pan F., miały miejsce inne podobne uchybienia, które dotyczyły zarówno uiszczania opłat z opóźnieniem jak i nieuiszczania ich w ogóle. Dariusz K. zaprzeczył wszystkim zarzutom. Pan K. był skonfliktowany nie tylko z panem F., ale i z innymi pracownikami. Atmosfera w pracy nie była najlepsza. Kierownik w sposób nie do końca grzeczny się do tych pracowników odnosił. Uważał, że on jest w tym wydziale najważniejszy. Nawet dochodziło do bójek pomiędzy Dariuszem K. i pracownikami. Słyszałem informację, że powód potrafił się pobić z jednym z pracowników. Z jednym się pobił, drugiego wrzucił do wody podczas spotkania zorganizowanego przez wydział, którym kierował powód. To były jakieś uroczystości obchodzone poza starostwem i poza godzinami pracy. Nie wiem, czy były konflikty pomiędzy powodem a starostą, a jeśli były, to na tle funkcjonowania wydziału. Byłem świadkiem sytuacji pod koniec maja 2005 r. kiedy starosta zażądał wglądu do dokumentów rejestracyjnych pojazdu należącego do matki powoda, na co powód odrzekł, że tylko on może te dokumenty oglądać, zasłaniając się ustawą o ochronie danych osobowych - zeznał Michał P.
Protokołu nie sporządzono
Wicestarosta dodał, że podczas konfrontacji Marka F. i Dariusza K. przeprowadzonych w starostwie padały różne oskarżenia, między innymi o to, że Marek F. bierze łapówki. Dariusz K. zaprzeczał wszystkim zarzutom kierowanym przez Marka F. Z kolei Marek F. opowiedział, że w czasie wzmożonego wpływu wniosków o rejestrację koleżanka z pracy Aleksandra P. poprosiła go o pomoc, by załatwił część wniosków. Zgodził się i w zamian za to otrzymał prezent. Michał P. zeznał, że nie było protokołu z kontroli dotyczącej niepodpisanych decyzji o wydaniu prawa jazdy. - Co się stało, że w sprawie wykazania tak poważnych uchybień nie sporządzono protokołu? - dociekał pełnomocnik Dariusza K. - Jeśli chodzi o decyzję praw jazdy, to nie sporządziliśmy odrębnego protokołu, bo pracownicy odszukali wszystkie takie przypadki i my potem te decyzje podpisywaliśmy. Pan F. mógł całą procedurę rejestracji pojazdów przeprowadzić od początku do końca - odpowiedział Michał P. Wicestarosta zeznał, że nie był skonfliktowany z Dariuszem K., jak również nie czuje do niego niechęci. Nie jest również jego przeciwnikiem politycznym. Przyznał, że jeszcze 27 maja 2005 r. pracę byłego kierownika oceniał dobrze. Taką wiedzę wówczas posiadał.
Co sekretarz chciał?
Sekretarz powiatu Andrzej H. zeznał, że już w latach 2001-2002 zaczęły docierać do niego informację, że były kierownik niewłaściwie odnosił się do przełożonych, pracowników i petentów. Starosta przeprowadzał z Dariuszem K. na ten temat rozmowy, jednak nie przyniosły one oczekiwanych rezultatów. - Od pewnego czasu starosta poprosił mnie, żebym uczestniczył w tych rozmowach z powodem. 5 listopada 2002 r. w związku z docierającymi negatywnymi sygnałami na temat pracy kierownika i wydziału, starosta postanowił zwołać zebranie ze wszystkimi pracownikami wydziału. Na tym spotkaniu pracownicy nie chcieli nic mówić na temat pracy wydziału i kierownika. Na tym spotkaniu powód poprosił kilku pracowników, żeby wypowiedzieli się na temat skarg. Ci pracownicy powiedzieli, że nie jest tak źle, jak mówi starosta. Starosta postanowił omówić te kwestie indywidualnie z pracownikami wydziału. Kilku pracowników przyszło bezpośrednio do starosty i zgłosiło skargę na powoda, że obraża ich w obecności innych pracowników i petentów. Ja uczestniczyłem w tych spotkaniach. Tematem rozmów były też anonimy, które wpływały do starostwa z informacjami o tym, co się w wydziale dzieje. W okresie późniejszym było spotkanie na temat usprawnienia pracy wydziału oraz wpływających do starostwa anonimów. Stwierdziłem ponadto, że powód w związku z wykonywaną funkcją przewodniczącego Rady Miejskiej często opuszczał stanowisko w godzinach pracy nie wpisując się przy tym w książce wyjść. Zwróciłem na to uwagę powodowi, a on powiedział, że się go czepiam - powiedział Andrzej H. Według sekretarza powiatu, kiedy były organizowane spotkania okolicznościowe pracowników ze starostą, Dariusz K. nie pozwalał w nich uczestniczyć pracownikom. Sekretarz dodał, iż były również sytuacje, że kiedy poprosił któregoś z pracowników wydziału komunikacji do siebie, to po powrocie były kierownik wypytywał go, co sekretarz od niego chciał.
Innych nie ukarano
And rzej H. uważa, że po decyzji o zawieszeniu Dariusza K. atmosfera w wydziale komunikacji się poprawiła. Jego zdaniem, były kierownik od czasu, gdy został przewodniczącym Rady Miejskiej w Żninie uważał, że jest bezkarny i że nic złego nie może mu się stać. Ponadto zdaniem Andrzeja H., pracownicy musieli odnotowywać, o jakie dokumenty i w którym dniu prosił ich starosta. Sekretarz wie, że Dariusz K. nakazał pracownikom wydziału, żeby sporządzali notatki służbowe za każdym razem, kiedy starosta zażądał dokumentów do wglądu. Według wiedzy sekretarza, starosta nie stosował żadnych formalnych środków (kara upomnienia, czy nagany) wobec Dariusza K., gdyż nie chciał nadawać sprawie rozgłosu. Sekretarz zeznał, że z informacji, które posiada wynika, iż pracownicy zanosili teczki dotyczące praw jazdy kierownikowi. Według sekretarza, Dariusz K. mówił pracownikom, że prawa jazdy mogą wydawać, a decyzję podpisze póżniej. Andrzej H. dodał, że nic mu nie wiadomo, jakoby inni pracownicy upoważnieni przez starostę do podpisywania decyzji dotyczących wydania prawa jazdy zostali przez starostę ukarani. - Z tej przyczyny nie rozwiązano stosunku pracy z żadnym pracownikiem wydziału oprócz powoda - powiedział sekretarz. Andrzej H. zeznał również, iż motywem kontroli wydziału komunikacji była notatka służbowa Marka F.
Koszyczek z jajkami
Podinspektor w wydziale komunikacji Marek F. oświadczył, że 22 marca ub.r. zostały zgłoszone do rejestracji dwa samochody: osobowy i ciężarowy, będące własnością Waldemara Sz. Z relacji Marka F. wynika, że Waldemar Sz. Z relacji Marka F. wynika, że Waldemar Sz. zgłosił się w wydziale po zamknięciu kasy starostwa. Wówczas Dariusz K. wezwał Marka F. do gabinetu i polecił zarejestrować oba pojazdy. Według Marka F., taki sposób rejestracji samochodów nie jest zwyczajny, ponieważ petent zgłasza się do rejestracji i oczekuje w kolejce. - Powód polecił mi, żebym jeszcze w tym samym dniu dokonał rejestracji zgłoszonych pojazdów, a opłata zostanie przekazana następnego dnia. Ja zarejestrowałem jeden pojazd a kolega drugi. Tego samego dnia Sz. otrzymał tymczasowe. Po upływie terminu ważności tymczasowego dowodu, to jest w kwietniu, zgłosił się kierowca pana Sz. po stały dowód ciągnika siodłowego. Powód polecił mi wydać dowód. Stwierdziłem, że do tego dnia nie została uiszczona należna opłata za rejestrację pojazdu. Ja informowałem kierowcę, żeby przekazał panu Sz., że nie ma uiszczonej opłaty. Poinformowałem powoda, że nie ma wpłaconej stosownej opłaty, na co powód polecił mi ten dowód wydać. W maju zgłosił się pan Sz. po dowód stały tego drugiego pojazdu. Powód polecił Rafałowi B. wydać dowód. Wtedy poinformowałem, że dowodu nie wydam, bo nie uiszczono opłaty za pierwszy i drugi pojazd - relacjonuje Marek F. Podinspektor w wydziale komunikacji dodał, że 22 lub 24 maja zeszłego roku poszedł do kasy starostwa i wyciągnął potwierdzenie opłat za obydwa samochody dokonanych przez Waldemara Sz. Skserował potwierdzenie wpłaty i załączył do akt. Wówczas wydał dokumenty. Według Marka F. następnego dnia Dariusz K. zorganizował naradę pracowników wydziału komunikacji, podczas której stwierdził, że F. nie będzie rządził wydziałem oraz nie będzie pokazywał swojego widzimisię. Wwyniku zaistniałej sytuacji Marek F. został przesunięty na inne, jego zdaniem, gorsze stanowisko. Poczuł się pokrzywdzony. - Ponadto dzień przed naradą powód podszedł do mnie i stwierdził, że " co by było, gdyby pan Sz. napisał oświadczenie, że wpłacone pieniądze pobrał pan, a nie wpłacił do kasy". Ponieważ mieszkamy w tej samej miejscowości, poszedłem do starosty i chciałem mu o tej sytuacji opowiedzieć w domu. Starosta powiedział, że są to sprawy służbowe, więc nie będziemy o tym rozmawiać w domu. Wówczas sporządziłem notatkę służbową, którą przedstawiłem staroście. Potem wicestarosta przejął nadzór nad wydziałem i przywrócił mnie na poprzednie stanowisko - zeznał Marek F. Podinspektor na pytanie sądu dotyczące przyjmowania łapówek wyjaśnił, iż pod jego adresem padały ze strony Dariusza K. zarzuty, że bierze łapówki. Wyjaśnił, że w Wielki Piątek zeszłego roku pomógł koleżance z pracy zarejestrować jeden samochód, ponieważ miała nawał pracy. Zapytał wówczas żartobliwie, co za to dostanie. Koleżanka powiedziała, że dostanie buzi. Kiedy zarejestrował pojazd, koleżanka podarowała mu mały koszyczek z jajkami. Marek F. przypuszcza, że o to chyba chodziło Dariuszowi K. Na pytanie pełnomocnika, które dotyczyło brania łapówek, Marek F. zeznał tak: - Potwierdzam, że na pewnym spotkaniu u starosty powiedziałem mu, że zdarzały się takie sytuacje, iż przyjmowałem od petentów po zarejestrowaniu pojazdów drobne upominki. Z reguły były to kawa i słodycze. Chyba raz był alkohol. Starosta stwierdził, że coś takiego nie powinno mieć miejsca, że to nieetyczne. W moim odczuciu, nie były to łapówki. Widziałem taką sytuację, że jak wszedłem do gabinetu powoda, to był tam razem z panem Sz. i stała na stole butelka, a w kieliszkach rozlany był alkohol. Taka sytuacja miała miejsce w 2005 r.
Miasto wywołujące drżenie
Marek F. przyznał, że w czerwcu 2005 r. otrzymał od starosty nagrodę pieniężną, podobnie jak pozostali pracownicy starostwa. Nie przypomina sobie, by wcześniej sporządzał notatki służbowe dla przełożonych. Oświadczył również, że Dariusz K. stwarzał negatywną atmosferę w wydziale. Zdaniem Marka F., pracownicy byli zastraszeni, a były kierownik starał się, żeby stosunki w pracy były jak najgorsze. Dodał, iż były przypadki, że Dariusz K. podczas rozmowy z nim w cztery oczy obmawiał innych pracowników wydziału, a później w rozmowie z innymi pracownikami obmawiał jego. Pracownicy zaczęli sobie nawzajem nie ufać. - Kiedy kierownikiem był jeszcze powód, w momencie, gdy dojeżdżałem z kolegami z Janowca do pracy, widząc tablicę z napisem "Żnin" to ja cały drżałem - wyznał Marek F. Sąd postanowił odroczyć rozprawę do 23 maja. Przesłuchani na niej zostaną pozostali, zgłoszeni przez starostwo świadkowie, pracownicy wydziału komunikacji. Dariusz K. i jego pełnomocnik złożyli wniosek o przesłuchanie 7 świadków, między innymi byłych pracowników wydziału komunikacji. Dariusz K. i jego pełnomocnik złożyli wniosek o przesłuchanie 7 świadków, między innymi byłych pracowników wydziału komunikacji i radnych Stanisława S. i Jerzego K. mających zeznawać, że starosta namawiał ich, by głosowali za odwołaniem Dariusza K. z funkcji przewodniczącego Rady Miejskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze