Reklama

Jaszczuk i Kaźmierczak zawarli ugodę

Dariusz Kaźmierczak: - "Przyjechaliśmy przygotowani na walkę". 
Zbigniew Jaszczuk: - "Nieoczekiwanie wystąpili z propozycją zawarcia ugody".
    Jaszczuk i Kaźmierczak zawarli ugodę
    Starosta Zbigniew Jaszczuk w niewłaściwy sposób wypowiedział umowę o pracę byłemu kierownikowi wydziału komunikacji w żnińskim starostwie Dariuszowi Kaźmierczakowi. Będzie musiał wypłacić obecnemu wiceburmistrzowi Żnina odszkodowanie w wysokości 10.522,14 zł. Starosta uważa, że Dariusz Kaźmierczak zgodził się na ugodę, bo "doszedł do wniosku, że lepiej będzie dla niego, jak kolejnych ośmiu świadków nie będzie przesłuchiwanych przed sądem".

    Przypomnijmy, że w połowie ubiegłego roku starosta Zbigniew Jaszczuk zawiesił ówczesnego kierownika wydziału komunikacji Dariusza Kaźmierczaka po doniesieniach pracownika tego wydziału Marka F. Pracownik dostarczył staroście notatki, w których napisał o niedociągnięciach kierownika podczas wydawania dowodów rejestracyjnych. Starosta postanowił odsunąć Dariusza Kaźmierczaka od kierowania wydziałem i polecił przenieść go na inne stanowisko pracy. Ponadto po kontroli w wydziale komunikacji dokonanej przez Stanisława Kowalskiego okazało się, że wydano około 2.400 praw jazdy bez podpisania decyzji. 11 października starosta podjął decyzję o rozwiązaniu umowy o pracę z Dariuszem Kaźmierczakiem. Informację tę Dariusz Kaźmierczak otrzymał podczas pobytu w sanatorium. 20 października złożył pozew do Sądu Pracy w Szubinie o uznanie wypowiedzenia umowy o pracę za bezskuteczne i wniósł o przywrócenie do pracy. 28 października starosta wycofał oświadczenie woli dotyczące pierwszego wypowiedzenia z powodu nieaktualnych terminów. Zbigniew Jaszczuk liczył, że kierownik będzie przebywał w sanatorium do 30 października.  
    Tymczasem pobyt przedłużył się do 3 listopada. Nie dotrzymałby więc terminu trzymiesięcznego wypowiedzenia. Dariusz Kaźmierczak nie zgodził się na wycofanie pisma z 11 października.
    31 stycznia tego roku Dariusz Kaźmierczak został odwołany z funkcji przewodniczącego Rady Miejskiej w Żninie. W tym samym dniu skończył się trzymiesięczny okres jego wypowiedzenia w starostwie, a od 2 lutego jest wiceburmistrzem Żnina.
    23 stycznia podczas pierwszej rozprawy strona pozwana, czyli starostwo, chciała zawrzeć z Dariuszem Kaźmierczakiem ugodę. Nie zgodził się na to pełnomocnik wiceburmistrza. Sąd postanowił więc kontynuować rozprawę. Starostwo złożyło wniosek o przesłuchanie 11 świadków, a pełnomocnik wiceburmistrza o przesłuchanie 7 świadków.
    21 marca sąd przesłuchał wicestarostę Michała Pęziaka, sekretarza powiatu Andrzeja Hłonda oraz pracownika wydziału komunikacji Marka F.
    Przedwczoraj sąd miał przesłuchać kolejnych świadków zgłoszonych przez starostwo. Jednakże na początku rozprawy sędzia zapytał, czy istnieje szansa na zawarcie ugody. Pełnomocnik Dariusza Kaźmierczaka stwierdził, że do tematu ugody można wrócić. Po 15-minutowej przerwie Zbigniew Jaszczuk i Dariusz Kaźmierczak, a także ich pełnomocnicy zdecydowali się na zawarcie ugody. Sąd wydał postanowienie, zgodnie z którym pozwany (starostwo) zobowiązał się do 15 czerwca zapłacić na rzecz powoda 10.522,14 zł z ustawowymi odsetkami, w razie opóźnienia płatności, tytułem odszkodowania za wypowiedzenie umowy o pracę z naruszeniem przepisów o rozwiązywaniu umów w tym trybie. Ugoda zawarta pomiędzy wiceburmistrzem i starostą wyczerpuje wszelkie roszczenia Dariusza Kaźmierczaka z tytułu stosunku pracy ze starostą. Pod treścią ugody podpisali się: Dariusz Kaźmierczak i jego pełnomocnik oraz pełnomocnik starostwa. Zbigniew Jaszczuk nie złożył podpisu, pomimo próśb pełnomocnika Dariusza Kaźmierczaka obawiającego się, że starosta nie dochowa warunków ugody. Sędzia wyjaśnił, że wystarczą podpisy pełnomocników.
     Świadkowie, którzy mieli przedwczoraj zeznawać, to przede wszystkim pracownicy wydziału komunikacji, których przełożonym był Dariusz Kaźmierczak. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zeznania, które mieli złożyć obciążyłyby zdecydowanie wiceburmistrza. Dariusz Kaźmierczak zaprzecza tym doniesieniom.
    - "Sąd zaproponował ugodę. My nie byliśmy przekonani do jej zawarcia. Przyjechaliśmy przygotowani na walkę. Zgodziliśmy się na propozycję sądu, gdyż z wypowiedzi sędziego wynikało, że nawet gdyby przywrócił mnie do pracy, to i tak starosta by mnie zwolnił. Czyli efektem tego całego działania i tak by była wypłata odszkodowania. Skoro więc sąd zaproponował trzymiesięczne odszkodowanie, gdzie stroną winną zostało starostwo, czyli Zbigniew Jaszczuk, a pokrzywdzoną ja, toteż przystaliśmy na tę propozycję. Ponadto sędzia mógłby nas też postrzegać jako furiatów, którzy nie są skłonni do przyjęcia konsensusu. Nie pojechaliśmy jednak dzisiaj (23 maja - am) po ugodę. Wystąpiła ona ze strony sądu. Nie ja ją proponowałem, gdyż mój mecenas jest bardzo przygotowany do każdej sprawy. Przypominam, że to pan Jaszczuk pierwszy proponował ugodę, której nie przyjęliśmy. Zgodziliśmy się na propozycję ugody ze strony sądu" - powiedział Dariusz Kaźmierczak.
    Starosta Zbigniew Jaszczuk powiedział nam, że zaskoczyła go decyzja Dariusza Kaźmierczaka i jego pełnomocnika, którzy w trakcie rozprawy przed Sądem Pracy nieoczekiwanie wystąpili z propozycją zawarcia ugody. Takie rozwiązanie starosta zaproponował w styczniu na pierwszej rozprawie, ale wtedy Dariusz Kaźmierczak nie wyraził na to zgody. - "Ciekawe jest zatem, co było przyczyną takiej decyzji. Najprawdopodobniej pan Kaźmierczak po rozprawie, która odbyła się w marcu, na której przesłuchano trzech świadków, doszedł do wniosku, że lepiej będzie dla niego, jak kolejnych ośmiu świadków nie będzie przesłuchiwanych przed sądem. W trakcie przesłuchań zapewne świadkowie ujawniliby kompromitujące fakty i sytuacje, jakie miały miejsce w wydziale komunikacji, kiedy wydziałem tym kierował pan Kaźmierczak. Wybory samorządowe już za kilka miesięcy, więc lepiej żeby niektóre sprawy szybko ucichły, co jest w interesie pana Kaźmierczaka. Osobiście zadowolony jestem z takiego obrotu sprawy. Pracownicy wydziału komunikacji mogą wreszcie spokojnie, bez dodatkowego stresu, wykonywać swoje zadanie, a nie jeździć po sądach i opowiadać o postępowaniu swojego byłego na szczęście już szefa. Zawarta ugoda to rozwiązanie, które określa w takiej sytuacji Kodeks Pracy. Pan Kaźmierczak zrezygnował z przywrócenia go do pracy, gdzie w pozwie do sądu podał wartość przedmiotu sporu w kwocie 42.088 zł. Sam też opłaci swojego adwokata. Sprawa w sądzie spowodowała skrócenie okresu wypowiedzenia, a tym samym zmniejszyła wydatki starostwa. Zawarta ugoda w kwestii odszkodowania znosi się wzajemnie w zdecydowanej większości z ewentualną wypłatą wynagrodzenia w okresie wypowiedzenia. W tym konkretnym przypadku najważniejsze jest to, że w wydziale komunikacji jest teraz normalna praca. Pracownicy i interesanci traktowani są we właściwy sposób, a przełożeni nie muszą co kilka tygodni zwracać uwagę na niewłaściwe postępowanie kierownika największego wydziału. Warto też dodać, że już na jesieni pan Kaźmierczak wystąpił do Sądu Pracy z wnioskiem o wycofanie pozwu w sprawie zawieszenia w czynnościach służbowych na stanowisku kierownika wydziału, a sąd przychylił się do jego wniosku. Pewnie zrozumiał, że decyzja o zawieszeniu w czynnościach służbowych była zgodna z prawem. Ciekawe zatem, jak czują się radni, którzy na posiedzeniu komisji rewizyjnej, jak również na sesji byli za uwzględnieniem skargi, którą pan Kaźmierczak napisał na starostę. Sprawa drugiego wniosku o moje odwołanie była również ściśle związana z tym, że postanowiłem wreszcie zrobić porządek z panem Kaźmierczakiem. Po wtorkowej rozprawie ten etap został definitywnie zakończony" - dodał starosta.
    Starosta powiedział, że wypłaci wiceburmistrzowi odszkodowanie z budżetu starostwa.

   Arkadiusz Majszak
 Pałuki nr 745 (21/2006)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości