Punktem kulminacyjnym tegorocznej Jesieni na Pałukach był jubileusz 40-lecia zespołu Pałuczanki. Wszyscy członkowie zespołu otrzymali podpisane przez dyrektora Artura Krajewskiego dyplomy z podziękowaniami za wkład i zaangażowanie w rozwój życia kulturalnego oraz "za wspieranie i promowanie działalności artystycznej Żnińskiego Domu Kultury".
Jesień na Pałukach składała się w tym roku z dwóch części składowych: Jarmarku Sztuki Ludowej i występów zespołów muzycznych na scenie przed żnińską wieżą ratuszową.
Punktem kulminacyjnym imprezy był jubileusz 40-lecia zespołu Pałuczanki. Wszyscy członkowie zespołu otrzymali podpisane przez dyrektora Artura Krajewskiego dyplomy z podziękowaniami za wkład i zaangażowanie w rozwój życia kulturalnego oraz "za wspieranie i promowanie działalności artystycznej Żnińskiego Domu Kultury".
Zespół powstał w roku 1983 i na przestrzeni lat wystąpił niezliczoną ilość razy w całej Polsce i za granicą, otrzymując nie raz i nie dwa nagrody i wyróżnienia na festiwalach – także na najważniejszym w Polsce Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym. Ostatnim sukcesem Pałuczanek był występ w finale Ogólnopolskiego Konkursu Kultury Ludowej Jawor u źródeł kultury w Muzeum Wsi Kieleckiej w Tokarni, gdzie występował w czerwcu 2023 jako jedyny reprezentant województwa kujawsko-pomorskiego. - Pamiętam jak wspaniale przyjmowała nas publiczność podczas wszystkich pięciu wyjazdów na Litwę – mówi instruktor zespołu, akordeonista Wojciech Pełczyński – Wielkim sukcesem były też koncerty w Veseli nad Morawą, gdzie publika dosłownie nie dawała nam zejść ze sceny – to było jeszcze za czasów Andrzeja Rosiaka. Wspominam też wspaniale festiwale w Kamieniu Pomorskim i na Wolinie, gdzie zdobywaliśmy pierwsze nagrody.

Najstarsza śpiewaczka "Pałuczanek", Urszula Ertman z jubileuszową pamiątką, fot. Dominik Księski
Na występie w Żninie wyróżniały się solistki. Agnieszka Rochowiak z Dochanowa, czystym i pięknym głosem śpiewała, że "każdy chwali obce kraje, my - swoje Pałuki". W tym roku zdaje maturę, śpiewu uczył ją Marek Nowak, a ludzie ze środowiska muzycznego Żnina widzą w niej nadzieję pałuckiej pieśni ludowej. Co tu dużo mówić – doceniono ją także na czerwcowym festiwalu w Kielcach, gdzie otrzymała wyróżnienie indywidualne. Druga z solistek – Natalia Owczarzak z Białożewina, wnuczka najstarszej śpiewaczki z zespołu, Uszuli Ertman – przyjeżdża z Poznania, gdzie teraz mieszka, tylko na ważniejsze występy. Za wspaniale zaśpiewaną pieśń "W moim ogródeczku" dostała wielkie brawa publiczności.
Drugim zespołem, który prezentował najwyższy poziom wykonawczy była Piekielnica z Biskupina. To zespół, działający przy Muzeum Archeologicznym, w skład którego wchodzą gospodynie, nauczycielki, archeolożki i kobiety innych zawodów. Poznały się na warsztatach śpiewu białego, prowadzonych przez Malwinę Peszek z Poznania i śpiewają razem od 2017 roku. – Śpiewamy za rzadko – mówi jedna z wokalistek – ale Jesień na Pałukach to dla nas miejsce obowiązkowe. Zwracał uwagę oryginalny repertuar. W połowie ubiegłego wieku radiowcy jeździli po wioskach i nagrywali pieśni ludowe, aby uchronić je od zapomnienia, jeśli – co uznawano za prawdopodobne – nie zostaną przekazane następnym pokoleniom w drodze naturalnej sukcesji. Do takich nagrań, przechowywanych obecnie w Muzeum Regionalnym w Wągrowcu, sięgnęły piekielnice z Biskupina. Zaprezentowały bardzo ciekawe pieśni i pięknie je śpiewały. Zdecydowanie powinny występować częściej, bo słuchanie ich było świętem dla uszu.
Gdy zespół Kalina z Chabska (gmina Mogilno) zaczął śpiewać, energia objęła cały rynek. Rytmiczne piosenki skłaniały wszystkie dłonie do klaskania, a nogi do rytmicznego podrygiwania. Stareńką pieśń "Z tamtej strony jeziora" ("nie byli to ptaszkowie, tylko kawalerowie") zaśpiewali z werwą i dbałością o wykończenie frazy. – Bardzo dobrze się w Żninie śpiewa, tu jest wspaniała publiczność, ludzie którzy lubią tę muzykę, znają ją i kochają – usłyszeliśmy od opiekuna zespołu Marii Rogowicz.
Folk-Rom z Janowca postawił na spokojniejszy repertuar. Trzy panie: Janina Kozłowska, Jadwiga Urbańska i Jadwiga Pilarowska zaprezentowały m. in. evergreen, którego nie można nie zaśpiewać na rynku w Żninie - utrzymane w stylistyce lat trzydziestych tango Spotkamy się przy starej baszcie, którego autorem jest legendarny muzyk pałucki – Gabriel Leśniewski. Jadwiga Pilarowska powiedziała po koncercie: - W końcu i ja śpiewam! Córka moja tu śpiewała, wnuczka moja tu śpiewała, a na końcu babcia wzięła się za śpiewanie. Ten sam utwór przypomniał nam zespół Jaśmin, który repertuar dobrał bardziej swobodnie – było w nim i bajo-bongo, i jambalaya, a nawet "przepijemy naszej babci domek mały".
Tulipan z Łabiszyna to zespół, który działa w ramach tamtejszego Klubu Seniora. – Śpiewamy, bo lubimy, spotykamy się raz w tygodniu – mówią panie, które podkreślają 45 lat istnienia zespołu, prowadzonego przez niestrudzonego akordeonistę Romana Bleję.

Zespół Emka z Rogowa tworzą Maciej Frankowski i Marek Zaremba, działają od 13 lat, grają na weselach, na poprawinach, na poldkach - wszędzie tam, gdzie trzeba, fot. Dominik Księski
Zespoły na scenie zmieniały się jeden po drugim – słuchaliśmy jeszcze zespołu Emka z Rogowa, chóru Harmonia z Janowca Wielkopolskiego i zespołu Czerwone Róże. Wykonawcy prezentowali piosenki z Pałuk, uzupełniane ludowymi przebojami ogólnopolskimi.
W latach poprzednich prezentacje zespołów obejmowały całe województwo i ujmowało się to tak: "z Pałuk, Kujaw i Borów Tucholskich". Teraz – mam wrażenie, że stało się to przypadkiem – zaprezentowały się prawie wyłącznie zespoły z Pałuk, co nabrało cech przeglądu dużej części działających tu grup wokalnych.
Napisałem "prawie", gdyż na scenie wystąpiła także grupa "Dworek polski" z Chojnic prowadzona przez Annę Piekarską-Więcławek. Zaprezentowali nie repertuar ludowy, a dworski, ubrani byli w stroje szlacheckie. Śpiewali "Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani", tańczyli mazura, kujawiaka i poloneza. Tego ostatniego zaprezentowali wraz z zaproszonymi gośćmi z publiczności, co wywołało aplauz prowadzącego koncert Patryka Cyranowskiego: - Proszę państwa, tego w Żninie jeszcze nie było, to pierwszy polonez tańczony na rynku! - prowadzący zapowiadał wszystko w emocjonalnym stylu i podkreślał przy każdej okazji, na jak wspaniałej imprezie jesteśmy.

Zespół "Dworek polski", fot. Dominik Księski
Zespół "Dworek polski", w którym młodzież uczy się równego stawiania kroków w tańcu, podobał się publiczności, choć mam wątpliwość, czy tego typu novum rzeczywiście tej imprezie jest potrzebne.
Novum była też nieobecność na Jesieni na Pałukach twórców ludowych. Brak wspólnego języka między dyrekcją ŻDK i środowiskiem twórców ludowych zaowocował tym, że swe stoiska rozstawiło w Żninie tylko czterech twórców ludowych, nie odbył się też coroczny Zjazd Twórców Ludowych. .
Myślę, że przyczyną konfliktu było niezrozumienie przez organizatorów, czym się różni twórczość ludowa od rzemiosła mniej lub bardziej artystycznego. Na kilkudziesięciu straganach dominowało bowiem właśnie rzemiosło artystyczne, które cieszyło się - jak zawsze - dużym zainteresowaniem. Bardzo dobrze, że w Żninie na jarmarku można kupić żabę z kamieni, aniołki z drewna czy ręcznie malowane nostalgiczne obrazki. Różnica między twórczością ludową a rzemiosłem artystycznym jest jednak fundamentalna. Twórczość ludowa wyrasta z tradycji tej ziemi. Przekazywana jest z ojca na syna, z matki na córkę. Z mistrza na ucznia, twórcy mają bowiem swoich uczniów, aby kontynuowali tradycję haftu, rzeźby, stroju. Czy tożsamości naszych małych ojczyzn zagraża globalizacja? Koreański pop? Filmy Disneya? Unia Europejska? Nie. Tej tożsamości możemy zagrozić tylko my. Nie dbając o nią, nie hołubiąc jej, nie stwarzając preferencji, bo sztuka ludowa nie ma szans na wygraną z komercją, jeśli… jeśli nie jest szanowana przez nas samych, przez nasze instytucje kultury.
Dyrektor ŻDK Artur Krajewski uważa, że to Stowarzyszenie Twórców Ludowych powinno zabiegać o przeprowadzenie zjazdu w Żninie. Osoby reprezentujące twórców uznały takie podejście za brak szacunku: – Nas zawsze do Żnina zapraszano - usłyszałem. Dyrektor nie widzi potrzeby preferencji finansowych dla twórców ludowych, uważa że niesprawiedliwym jest, że jedni płacą, a inni nie płacą. Twórcy dowodzą, że preferencje, wyróżnienie tej gałęzi kultury, powinno być czymś naturalnym. Dyrektor, którego pytałem w piątek, czemu twórcy ludowi muszą przywieźć własne stoły i krzesła, zaręczał mi, że stoły i krzesła dostaną przecież za darmo. Prezes oddziału STL Zygmunt Kędzierski dziwił się: - W regulaminie jak byk napisane, że każdy musi sobie stoły i krzesła zapewnić sam.
Rozmawiałem z wielu osobami ze żnińskiego środowiska osób związanych z kulturą i nikt nie miał wątpliwości, że przez brak znajomości przez nową dyrekcję ŻDK obyczajów, form i zjawisk Żnin utracił coś bardzo ważnego. – Miasto powinno dopłacać twórcom ludowym za obecność na Rynku – mówili nieco złośliwie jedni. – Andrzej Rosiak, Gabrysia Gólcz w grobach się przewracają, widząc, co się dzieje – mówili drudzy. – Rządzą dyletanci i ludzie nie z branży – dodawali inni.
Prezes oddziału STL Zygmunt Kędzierski był obecny na imprezie i chodził po płycie rynku pełen żalu. – Najbliższy Zjazd Twórców Ludowych będzie w Toruniu, a na następny rok już mamy propozycję z innych miejsc, bo są w instytucjach kultury poza Żninem ludzie, którzy wiedzą, ile znaczy praca twórców, zrzeszonych w Stowarzyszeniu. Poproszę, aby nie używać w Żninie nazwy Jarmark Sztuki Ludowej, jeśli na jarmarku nie ma już prawie twórców ludowych.
Stoisk z tandetą czy artykułami gospodarstwa domowego (kompletnie nie przystających do imprezy) było mało. Dużą popularnością cieszyły się miody, kiełbasy i sery. Publiczności było dużo. Dzień był słoneczny, impreza – choć o wiele mniejsza, niż w latach świetności (nie był nawet zajęty stoiskami cały rynek) była ciekawa, koncerty – wspaniałe, ale Jesień na Pałukach nieco wypadła z torów.
Dominik Księski, 17 IX 2023
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze