W styczniu 2016 r. wybuchła w Żninie afera dotycząca nielegalnych przyłączy poza obiegiem WiK. Żyło nią przez kilka tygodni całe miasto, a mieszkańcy załamywali ręce nad tym, jak w ogóle mogło dochodzić do takich rzeczy w spółce gminnej.
Prokuratura postawiła wtedy zarzuty byłemu pracownikowi spółki komunalnej WiK w Żninie Andrzejowi T. oraz wciąż tam pracującym Bogdanowi C. i Ryszardowi G. w związku ze sprawą nielegalnych przyłączy wodociągowych. Proceder, który podejrzanym zarzucił prokurator, miał trwać od 2007 r. do jesieni 2015 r. Według śledczych, kwota strat, na jakie podejrzani narazili swój zakład pracy realizując prywatnie zlecenia, które powinni robić w ramach pełnionych przez siebie etatów, była nie mniejsza niż 1.250.000 zł. W zainteresowaniu prokuratury znajdowało się 712 przypadków podłączeń wodno-kanalizacyjnych. Andrzej T., który pracując jeszcze w WiK był kierownikiem działu technicznego, usłyszał zarzut korupcji gospodarczej z art. 296a paragraf 1 i 4 kodeksu karnego. Ponadto były kierownik usłyszał 5 zarzutów z artykułu 270 paragraf 1 kk, dotyczących fałszerstwa dokumentów. Kolejny zarzut prokuratura postawiła Andrzejowi T. z artykułu 284 paragraf 1 (przywłaszczenia) w związku z artykułem 11 kodeksu karnego (co do łącznej kwalifikacji czynów). Dotyczyło to przywłaszczenia sobie przez byłego kierownika 4 służbowych telefonów komórkowych.
Sam WiK swoje straty szacował na 1,35 miliona złotych. W kolejnych kilkunastu miesiącach śledczy nie zdołali uprawdopodobnić dowodami swoich pierwotnych podejrzeń. Nie ma dokumentów, a świadkowie niewiele pamiętają. Dlatego akt oskarżenia wobec trójki podejrzanych trafił wprawdzie do Sądu Rejonowego w Żninie, ale prokurator Wojciech Jabłoński oskarżył ich o wspólne i w porozumieniu działanie na szkodę spółki, która poniosła w wyniku tego straty w wysokości 91.720 zł. Oskarżeni za wykonane poza obiegiem przyłącza przyjmować mieli według prokuratury nie mniej niż 1.000 zł korzyści majątkowych.
Wczoraj przed południem ruszył proces w tej sprawie. Przewodniczy mu w Sądzie Rejonowym w Żninie sędzia Robert Tuchciński. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im przez prokuraturę czynów. Poza częściowym przyznaniem się Andrzeja T. do sfałszowania dokumentów, ale też nie we wszystkich spośród 19 przypadków, które są ujęte w akcie oskarżenia. Andrzej T. przyznał się do podpisania niektórych wniosków o zezwolenia na realizację przyłączy. Co prawda, on i pozostali oskarżeni skorzystali z odmowy składania wyjaśnień, ale na kilka kwestii podniesionych przez swego adwokata Henryka Bińka, były kierownik działu technicznego WiK odpowiedział. Tłumaczył m.in., że niektóre podpisy na dokumentach umieścił za wiedzą i na prośbę klientów.
Andrzej T., odpowiadając na pytania swego pełnomocnika stwierdził, że nie było żadnego porozumienia między nim a Ryszardem G. i Bogdanem C. w sprawie przyłączy. Realizował te zlecenia ten, do kogo klient się zgłaszał. Andrzej T. powiedział, że pracując w WiK odpowiadał za sieć wodociągową i nigdy nie korzystał prywatnie ze sprzętu i materiałów należących do firmy. Materiały zawsze były kupowane w sklepach, a za magazyn odpowiadali inni. Magazyn zresztą co roku był inwentaryzowany i nigdy nie było stwierdzonych w nim żadnych nieprawidłowości.
Były kierownik WiK odniósł się również do sprawy telefonów służbowych, których przywłaszczenie zarzucono mu w akcie oskarżenia. Dodajmy, że wartość tego mienia prokuratura wyliczyła na 4.797 zł. Andrzej T. powiedział na wczorajszej rozprawie, że był upoważniony jeszcze przez Eugeniusza Dobaczewskiego, gdy ten był prezesem, do przedłużania umów z operatorem sieci. Odbywało się to w ten sposób, że opiekun firmy WiK z ramienia sieci T-Mobile kontaktował się z Andrzejem T., gdy zbliżał się termin wygaśnięcia umowy. Wtedy było analizowane wykorzystanie wszystkich aparatów służbowych i w oparciu o to dostosowywano limit połączeń dla poszczególnych numerów w następnych aneksach do umowy. Telefony podczas eksploatacji ulegały zniszczeniu. Często operator dostarczał nowe modele w ramach umowy. Dlatego ich wartość na fakturach była obliczana nie na kilka tysięcy złotych, lecz na kilka złotych.
Andrzej T. zapewnił, że żadnych telefonów ani innego mienia nie zabrał z WiK. Nie miał na to nawet szans, gdyż praktycznie został wyrzucony ze swego biura, gdy odwoływano prezes Marię Stawicką. Zdążył tylko zabrać swoje rzeczy i musiał opuścić firmę. Nie dano mu nawet możliwości wytłumaczyć się i rozliczyć z powierzonych telefonów. - Ja ich nie zabrałem, ani nie sprzedałem - powiedział wczoraj Andrzej T.
Na inne pytania swego obrońcy Andrzej T. też udzielił odpowiedzi. Powiedział, że nie zgadza się nawet z kwotą 91.970 zł, którą zawarto w oskarżeniu. Ale nawet jeśli założyć tę kwotę, to i tak z tego 60% to koszty materiałów do wykonania przyłączy, a jeszcze do tego trzeba doliczyć transport. Ponadto Andrzej T. powiedział, że WiK nie ma monopolu na wykonywanie przyłączy. To, kto je wykonuje, zależy wyłącznie od inwestora, bo to wynika z ustawy. W samym Żninie, zdaniem Andrzeja T., może być 15 podmiotów, które takimi zleceniami się zajmują. Ponadto Andrzej T. zasugerował, że firmy prywatne przedstawiając kosztorys wykonania takiej inwestycji mogą przedstawiać go korzystniej z punktu widzenia inwestora, gdyż nie uwzględniają w nim podatku VAT czy kosztów transportu. Andrzej T. zapewnił, że nie zawyżał sztucznie kosztów wykonania przyłączy przez WiK, aby zachęcić zleceniodawcę do skorzystania z usługi prywatnie.
Bogdan C. i Ryszard G. nie przyznali się do winy i też odmówili wyjaśnień. Sędzia Robert Tuchciński w każdym przypadku dla przypomnienia czytał zaprotokołowane wcześniejsze zeznania oskarżonych, które złożyli na etapie dochodzeniowym. Andrzej T., zaznaczył, że był podczas składania zeznań na tamtym etapie pod wpływem środków uspokajających, był zdenerwowany i sugerowano mu, że jeśli nie będzie obciążał kolegów, to zostanie aresztowany. Z kolei w przypadku zeznań złożonych na etapie dochodzeniowym przez Bogdana C., które odczytał sędzia, wynikało, iż wtedy podejrzany mówił o kwotach 100-150 zł, które otrzymywał, ale uznawane to było jako premia za pracę dla WiK i tak to przynajmniej on odbierał. Tę kwestię próbował poruszyć wczoraj prokurator w pytaniu do oskarżonego, ale nim je zadał, zostało ono przerwane. Oskarżeni bowiem odmówili składania zeznań. Odpowiadali jedynie na pytania swoich pełnomocników.
Janusz Kanarek, adwokat Ryszarda G. wniósł do sądu o zdjęcie ciążącego na jego kliencie środka zapobiegawczego w postaci dozoru policyjnego. Pełnomocnik podkreślał, że Ryszard G. dotychczas wzywał się na każde wezwanie, ma stały adres i pracę, a poza tym ciąży na nim jeszcze inny środek zapobiegawczy w postaci zabezpieczenia majątkowego o wartości około 1.200.000 zł. Dlatego zdaniem adwokata na tym etapie sprawy dozór policyjny nie jest potrzebny. Ten sam wniosek dotyczący Bogdana C. złożył jego pełnomocnik Antoni Saliński.
Z kolei Henryk Biniek powiedział, że na wcześniejszym etapie tytułem środka zapobiegawczego zabezpieczono majątek jego klienta o wartości kilkuset tysięcy złotych. W tamtym jednak momencie rozpatrywano możliwość spowodowania przez podejrzanych szkód w wysokości 1.250.000 zł. Teraz, jak zwrócił uwagę Henryk Biniek, mowa jest o nieco ponad 90.000 zł, a przy obniżeniu tego o koszty materiałów, które i tak byłyby potrzebne do zrobienia przyłączy, raczej należy tutaj mówić o 40.000 zł. Dlatego zdaniem adwokata, środek zapobiegawczy w postaci zabezpieczenia majątku o wartości kilkuset tysięcy złotych nie ma żadnego uzasadnienia. Wniósł zatem do sądu o zdjęcie tego środka zapobiegawczego z Andrzeja T.
Na kolejną rozprawę zostaną wezwani pierwsi świadkowie, a tuż przed nią odbędzie się jeszcze posiedzenie, na którym sąd rozpatrzy wnioski pełnomocników o zwolnienie ich klientów ze wspomnianych środków zapobiegawczych.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1332 (34/2017)
Inne teksty na ten temat:
Za przyłącza do prywatnej kasy
Prezes wydłuża abolicję dla legalizujących przyłącza
Majątki podejrzanych zabezpieczone
Straty wyliczają na 1,35 mln zł
Akt oskarżenia najwcześniej w sierpniu
Do przesłuchania jeszcze 400 świadków
Brali za przyłącza od 1.000 zł w górę
Kluczowy świadek nie pojawił się
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze