Na Niedzielę Palmową: Krótkie rekolekcje dla zabieganych księdza Huberta Nowaka
Komu się kłaniasz?
Znów coś stało się jakby za szybko. Nie zdążę się odpowiednio przygotować. A przecież było całe czterdzieści dni. Właśnie: to nie wina Wielkanocy, że już za kilka dni. To znów ja coś przegapiłem, pozwoliłem się zaskoczyć, zmarnowałem szansę.
Przydałby się jakiś klucz, jakaś pomoc - jak pytania do rachunku sumienia. Kluczem tych kilku wielkopostnych (czy raczej już wielkotygodniowych) refleksji niech będzie logo spotkania młodzieży w Kolonii.
Światowy Dzień Młodzieży w Kolonii będzie zgromadzeniem około miliona młodych ludzi z całego świata. Przebiegać ono będzie pod hasłem "Przybyliśmy oddać my pokłon". Nie są to słowa przypadkowe: w Ewangelii wg Mateusza wypowiadają je przybyli ze Wschodu Mędrcy, których zwykliśmy nazywać Trzema Królami. A Kolonia to właśnie miasto Trzech Króli, gdyż - jak chce pobożna tradycja - w majestatycznej kolońskiej katedrze spoczywają ich doczesne szczątki. Pamięć o Mędrcach ze Wschodu jest w Kolonii wciąż żywa i mobilizuje do naśladowania ich wędrówki ku Prawdzie.
PYTANIE O CHRYSTUSA
Pierwsze pytanie, które postawić trzeba to właśnie "Pytanie o Chrystusa". O Niego wszak chodzi. To ze względu na Niego przeżywamy najbliższe dni i świętujemy. O Niego muszę zapytać sam siebie - i nie ucieknę przed tym pytaniem. Bo nawet jeśli nie będę chciał zobaczyć Chrystusa-Boga to będę musiał zobaczyć Chrystusa-świątka frasobliwego przy drodze, to będę musiał zobaczyć Chrystusa-dzieło sztuki w muzeum, to będę musiał zobaczyć Chrystusa-rekord świata w Rio de Janeiro, to będę musiał zobaczyć Chrystusa-tradycję, bo bez Niego polskiej kultury po prostu zrozumieć się nie da. Nie wymigam się od tego pytania. Pora więc je zadać... Chrystus sam pytał uczniów "Za kogo uważają mnie ludzie" i później "A wy za kogo mnie uważacie?" Właśnie: kim On jest dla mnie - świątkiem, dziełem sztuki, rekordem świata, tradycją? Bohaterem przeczytanej dawno książki, dawno słyszanej opowieści? Czasami tak Go traktuję - jak kogoś z przeszłości. A przecież Chrystus jest TERAZ. Świętować mamy Jego Zmartwychwstanie. Jest kimś realnym, obecnym, żywym. Czy mam odwagę tak chociaż pomyśleć? Czy tylko ciągle wracam do Chrystusa z przeszłości, sprzed tysięcy lat, a nie przychodzi mi do głowy myśleć o Nim w czasie teraźniejszym. Mało - czy mam odwagę czekać na Chrystusa, który przychodzi z przyszłości? Tak naprawdę, to od nikogo więcej nie zależy w moim życiu i żaden człowiek nie ma z nikim tyle wspólnego, co z Nim. Czy jest tego świadom, czy nie, czy się na to godzi czy nie, czy w to wierzy czy nie. Bo bez Niego człowiek sam siebie nie zrozumie - i bez Niego nie można zrozumieć człowieka (warto wrócić do papieskiej homilii z Warszawy w 1979 roku). Czy widzę ten realny związek pomiędzy mną i Nim?
PYTANIE O PRAWDĘ
Ciężka sprawa - a to akurat pytanie z Wielkiego Tygodnia. Z Wielkiego Piątku dokładniej. To Piłat pyta "A cóż to jest prawda?" Nie wiem, czy kpi, czy rzeczywiście o prawdę mu chodzi. I nie słyszymy nic oprócz zapewnienia Chrystusa, że przyszedł "aby dać świadectwo prawdzie". Dzisiaj o prawdzie nie wypada mówić - to nie w dobrym tonie. A przynajmniej o prawdzie obiektywnej, wiążącej wszystkich. Bo każdy ma prawo mieć swoją prawdę - taką, która mu wygodniejsza. Każdy ma prawo mieć swoją moralność - na swoją miarę. A im jest ubrana w ładniejsze słowa i im mniejsze wymagania stawia - tym lepsza. Etyka do własnego użytku, usprawiedliwiająca moje czyny. Pomieszanie z poplątaniem - uzurpuje sobie prawo decydowania co jest dobre a co złe, co jest prawdą a co nią nie jest. I jeszcze chcę wmówić sobie, że kryją się w tym jakieś wymagania. Tyle tylko, że jeśli mówimy o różnych prawdach, to nie ma tu miejsca dla Prawdy. Bo Prawda ma to do siebie, że jest jedna. Wiele może być co najwyżej racji - i każdy swojej racji broni, chce jej dowieść, o nią się będzie spierał... Nie idzie wtedy o prawdę i nie jej szukam - chcę tylko za wszelką cenę udowodnić swoją rację. W imię czego? "No bo ja tak uważam". Hmm... wątpliwa sprawa, bo uważać mogę sobie wszystko, i to naprawdę marny punkt wyjścia. Nie tworzę prawdy - prawdę odkrywam i chcę żyć według niej. Z prawdą jest jak z prowadzącą gwiazdą - nie dyskutuję, gdzie ma mnie prowadzić tylko idę za nią. A to wymaga posłuszeństwa prawdzie. To chyba największy kłopot dzisiaj... Czy mnie stać na taką wielkość, by się uznać mniejszym od Prawdy - nie ja ją tworzę, wymyślam - to ona mnie określa i w jej imię muszę dokonywać wyborów nieraz bardzo trudnych. Format życia powiększać do wymagań prawdy, a nie doginać prawdę do własnego poziomu.
PYTANIE O ODWAGĘ
Odwaga w Wielkim Tygodniu ma na imię Weronika. Odwaga nierobienia tego co wszyscy i tak jak wszyscy. Kobieta, która przedarła się przez tłum i stanęła po stronie skazańca. Jak często jedynym motywem moich czynów, jaki umiem wskazać to "Bo wszyscy tak robią". Gorzej jeszcze, gdy jest to usprawiedliwienie. "Bo wszyscy tak robią" - i co z tego! "Badania opinii publicznej wskazały, że..." - i co z tego! "Zdaniem ekspertów..." - i co z tego! "Parlament przegłosował" - i co z tego! Badania opinii publicznej skazały Chrystusa na śmierć ("Nie tego uwolnij, lecz Barabasza!"), zdaniem ekspertów na nią zasłużył ("stwierdziliśmy, że ten człowiek podburza nasz naród"), i jeśli nie parlament, to Najwyższa Rada domagała się wykonania wyroku. Jedna kobieta miała odwagę przeciwstawić się temu wszystkiemu. Ryzyko bycia po stronie Chrystusa - narażanie siebie. Prędzej czy później trzeba za to zapłacić. Pewien człowiek wspomina swą rozmowę z bratem Rogerem z Taize: "Co zrobić, by jakoś jednoznacznie odsunąć się od wszystkich niepotrzebnych spraw, odsunąć się od świata? Nie martw się - bądź po stronie Chrystusa, a świat prędzej czy później odsunie się od ciebie!" To chyba tak właśnie jest. Czy mam odwagę coś dla niego zaryzykować, czy mam odwagę coś dla Niego stracić? Czy mam odwagę wybrać inaczej - nie "bo wszyscy", ale "bo Chrystus?"
PYTANIE O MIŁOŚĆ
Trudne. Może najtrudniejsze pytanie. Bo najpierw trzeba ustalić o jaką miłość chodzi. Żadnego słowa nie używa się dziś częściej. Nie da się słuchać radia dłużej niż pięć minut, by nie usłyszeć "piosenki o miłości". Banał, serce na walentynki - czerwone i puste... Już szóstoklasista umawia się z dziewczyną, a dla licealistów wymyślono www.wpadka.pl... I w sumie to za chwilę uwierzymy, że miłość równa się zaspokajaniu pragnień i nie znaczy wiele więcej niż fizjologia... All you need is love?
Ale nie ma co rozdzierać szat - sposób jak odróżnić miłość od tego co nią nie jest? Kształt krzyża z kolońskiego logo jest bardzo charakterystyczny - zakończony tak, jakby można go w coś wbić, jakby był probierzem czegoś. Czego? No właśnie: miłości. Koloński krzyż jak probierz - co jest, a co nie jest miłością. To prosty sprawdzian: to, do czego krzyż nie pasuje miłością nie jest. Choćbym nie wiadomo co sobie wmawiał, nie wiadomo jak się starał - miłości ze swego egoizmu nie zrobię. I muszę się pytać kogo kocham i jak kocham. Muszę się pytać od kogo miłości się uczę. I czy czasami nie kocham tylko siebie... Muszę krzyżem moje miłości pomierzyć. Za pobożnie to brzmi? Może... Ale miłość przecież jest oddawaniem, oddawaniem siebie. Nie mogę brać, kalkulować co dostanę, a co mi się należy - i mówić, że chodzi mi o miłość. "Nie ma większej miłości, niż oddać życie". To format miłości pokazany przez Chrystusa. Tracić, oddawać. Kiedy mnie kosztuje, kiedy boli - wtedy do tego formatu się przybliżam. I nie musi to być żadne widowiskowe poświęcenie - zwyczajne, codzienne sprawy. Tu się sprawdza miłość. Pytaj się o swoją miłość.
PYTANIE O POWOŁANIE
Nie jestem na ziemi przypadkiem. Nie jestem znikąd i nie wiadomo po co. Jestem tu w konkretnym celu. Moje zadanie na całe życie. I od niczego nie zależy bardziej moje szczęście, niż od odkrycia go i wypełnienia. Jeśli się z moim powołaniem minę, to minę się ze samym sobą. To tak, jakbym żył przez pomyłkę. Strach myśleć... Ale czy chociaż czasami tak patrzę na moją pracę, na moje sprawy rodzinne, na moje obowiązki - jak na zadanie od Chrystusa otrzymane. Czy ja wiem po co na ziemi jestem? Czy ja wiem na czym mi najbardziej zależy? Czemu poświęcam swój czas? Czy nie pozwoliłem, aby coś się w życiu stało samo, przez przypadek, nieodpowiedzialnie - a potem tłumaczę "tak miało być". Nie można się tym wykręcić. Moje powołanie - moja tożsamość. Czy do niego wracam? Czy wracam do wyborów, które określiły moje życie - żeby zacząć od nowa, wciąż swoje wybory ponawiać świadomie.
PYTANIE O JEDNOŚĆ
Może najpierw trzeba by zapytać o jedność z sobą samym - to znaczy czy ja jestem jeden, cały - czy popękany w setki kawałków. Tak jak świat wokół - który dziś przedstawia się nie jako jedną opowieść, ale jako serię klipów - co chwila inny, następny - bo poprzedni już się znudził... Czy moje patrzenie na świat nie jest czasem takie - jak na różne niemające ze sobą nic wspólnego fragmenty, nie jak na całość, którą on jest? Żałosne skutki tego, co się nazywa czasami atomizacją rzeczywistości. Pokawałkowany świat. A on przecież jest jednością. I ja też - a to wszystko, co we mnie pęknięte Chrystus scala. To jest właśnie - oczywiście w wielkim uproszczeniu - zbawienie: Chrystus scala na powrót to co popękało przez grzech... I o to się mam pytać: co nie jest jednością, co jest pęknięte, co mam Mu zanieść, by to scalił na powrót.
I jeszcze trzeba zapytać o innych - odkryć, że jedność to wcale nieujednolicenie wszystkich. Wręcz przeciwnie - to ukazanie różnorodności, odmienności każdego. Aby każdy mógł w pełni być sobą. Czy ja pozwalam ludziom, by byli sobą? Czy nie zagłuszam ich, nie przytłaczam? Czy godzę się na nich takich, jakimi są (co oczywiście nie znaczy, że nie stawiam im żadnych wymagań i niczego od nich nie oczekuję!). To także pytanie o moją identyfikację z ludźmi - z moją rodziną, z moimi sąsiadami, z moją ulicą, z moim miastem, z moim regionem, z Polską, z Europą... czy ja jestem stąd?
A DALEJ...
I pewno jeszcze trzeba zapytać o wiele spraw. Niech te pytania prowokują - warto do nich wracać. A zapamiętać je łatwo - wszystkie są zawarte w logo kolońskiego spotkania. Coraz częściej będzie się ono pojawiało w kościołach, w mediach, na flagach i koszulkach... I wszędzie tam będą się pojawiały te pytania. Apogeum nastąpi w sierpniu w Niemczech. Najpierw, od 10 sierpnia w różnych niemieckich diecezjach, potem - od 15 - w Kolonii i okolicznych miastach, a 20 i 21 na błoniach Marienfeld całość zakończy czuwanie miliona młodych razem z Janem Pawłem II.
Niech te pytania towarzyszą nam teraz w Wielkim Tygodniu, niech towarzyszą w drodze do Kolonii - niech towarzyszą, kiedy transmisję z kolońskich wydarzeń będziemy śledzić...
Ksiądz Hubert Nowak
Pałuki nr 683 (11/2005)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze