Reklama

Koniec z piwem

Było dobre, stało się złe, dziś już go nie ma
    Koniec z piwem
     Z początkiem lutego wszyscy pracownicy żnińskiego browaru otrzymali trzymiesięczne wypowiedzenia umów o pracę. Samego piwa Leszek już się nie produkuje. Sprzedawane jest to, które wyprodukowano jeszcze w ubiegłym roku. W Żninie sprzedawcy wycofali się już ze sprzedaży tego piwa ze względu na fatalną jakość.

Brama browaru w Żninie jest zamknięta i wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie nie przejedzie przez nią żaden samochód z beczkami  fot. Remigiusz Konieczka 

    O tym, że w żnińskim browarze są problemy pisaliśmy już we wrześniu 2005 roku. Wtedy to Browar Leszek miał - jak się później okazało - przejściowe problemy z uiszczeniem opłat z tytułu akcyzy. Browar stracił na pewien czas status składu podatkowego, a to z kolei skutkowało brakiem pozwolenia na produkcję piwa. Produkcja piwa później ruszyła, jednak już na przełomie 2005 i 2006 roku do naszej redakcji zaczęły dochodzić niesamowite informacje.
    Te informacje wiążą się z osobą nowego kierownika browaru Dariusza Piechowskiego, który zastąpił na tym stanowisku poprzedniego kierownika Mariana Kawkę. Właścicielami browaru są Szwedzi, natomiast na miejscu ich interesu pilnuje assistant v-ce president, jak określa siebie Dariusz Piechowski.
    - Wszystkie problemy w firmie wiążą się z osobą Dariusza Piechowskiego - takie zdanie usłyszeliśmy od osoby, która zna bardzo dobrze zakład, ale ze względu na swoje bezpieczeństwo nie chce ujawniać nazwiska. - Przyjechał do Żnina, wszedł do zakładu i nawet się nie przedstawił. Oznajmił tylko, że jest szefem. Jego nieprofesjonalne podejście do produktu było początkiem końca naszego zakładu. Po prostu jest to nieodpowiednia osoba na nieodpowiednim miejscu. Zaczął obiecywać inwestycje, mówił o planach, a i tak okazało się, że to było niemożliwe. Twierdzi, że ma całkowite pełnomocnictwo od właścicieli. Jak jest naprawdę? On tylko to wie. Mówił, że chce rozwijać zakład, a sprzedaż spadała. Jednym słowem mówił co innego i robił co innego. Do tego dochodziły jego polecenia, które nie trzymały się kupy i były wydawane wbrew jakiejkolwiek logice.
    Jak się dowiedzieliśmy właściciele odwiedzali Żnin bardzo rzadko, raz, może dwa razy na rok.
- Sprzedaż spadała, średnio o 50% co roku, a on mówił, że jest coraz lepiej. Pracownicy widzieli całą tę sytuację i nie mogli nic zrobić, bo kontakt z właścicielami był praktycznie niemożliwy. Nie przyjmował do wiadomości uwag pracowników. Jak w ubiegłoroczne mrozy mówili mu, żeby zabezpieczył sprzęt przed mrozem, bo może popękać, to on stwierdził, że jak przymrozi, to wtedy będzie się martwił. I jak przymarzło, to popękało - twierdzi nasz rozmówca.
    Już wcześniej do naszej redakcji doszła informacja od jednego z byłych pracowników, że do tanków z piwem dolewana jest woda. Teraz te informacje się potwierdziły. - Wodę kazał lać do tanków prosto z węża, to była kranówa. Jak to może smakować, to chyba nie muszę mówić - wyjaśnia nasz rozmówca.
    Cała ta sytuacja wpływała na jakość oraz na sprzedaż piwa, która drastycznie spadała. W tej chwili jedynie na palcach można policzyć odbiorców piwa Leszek.
    Jednym z nich był Leszek Król. W jego sklepie piwo Leszek kupowali mieszkańcy prawie z całej Polski: z Gdańska, Szczecina, Poznania, Krakowa oraz wielu obcokrajowców, a także mieszkańcy Żnina i okolic. Sprzedaż piwa zaczęła spadać drastycznie w 2006 roku.
    - Na początku ludzie mówili, że coś się dzieje z piwem. Mówiłem o tym kierowcom, ale oni powiedzieli, że muszę rozmawiać z ich szefem. Tylko, że z nim nie szło rozmawiać. Rozmowy z tym człowiekiem prowadziły do tego, że tylko on ma rację. W ogóle nie słuchał tego co się do niego mówiło. Nie przyjmował do wiadomości tego, że piwo jest niedobre. Powiedział, że Szwedzi takie lubią - informuje Leszek Król. Przestał sprzedawać żnińskie piwo na przełomie maja i czerwca 2006 roku. Wtedy - jak to określił - pojawiło się piwo, które zaczęło się ruszać. Pojawiał się osad, kwas, jeszcze w butelce piwo fermentowało co powodowało, że kapsel wyskakiwał.
    - Na trzy zamówione skrzynki oddawałem dwie - informuje właściciel sklepu.
Piwo Leszek sprzedawały także sklepy PSS Społem. Można je było kupić na popularnej Jedynce. Ale, jak nam powiedziała prezes zarządu PSS Społem w Żninie Teresa Janus, piwa Leszek już nie sprzedają.
Główną przyczyną wycofania go ze sprzedaży był spadek zainteresowania piwem, a przyczyniła się do tego kiepska jakość, na którą narzekali klienci.
    - Piwo słabo schodziło. To co ludzie kupują, to mamy w ofercie, a "Leszka" kupować nie chcieli - mówi Teresa Janus.
    Pomimo tego klienci w sklepie Leszka Króla nadal pytają o piwo Leszek. Pamiętają stary smak. - Ludzie się przyzwyczaili do tej marki. Koneserzy piwa brali po dwie, trzy butelki. "Leszek" miał opinię niezłego piwa za dobrą cenę. Jak to jest, że można było kiedyś to piwo dobrze zrobić i dobrze sprzedać, a teraz nie? Przecież w dzisiejszych czasach zły towar się nie sprzeda, biorąc pod uwagę konkurencję. Z dnia na dzień to się nie stało. Kiedyś było dobrze, a teraz jest źle. Tak to najkrócej mogę scharakteryzować - powiedział nam Leszek Król.
    Teraz sytuacja w zakładzie wygląda tak, że wszyscy pracownicy, a jest ich ok. 10, otrzymali trzymiesięczne wypowiedzenia. Kierownik powiedział pracownikom, że właściciele stwierdzili, że dłużej nie będą dokładać do interesu. W związku z tym likwiduje się miejsca pracy.
    Z naszych informacji wynika, że w tej chwili sprzedawane jest piwo wyprodukowane jeszcze we wrześniu.
W Powiatowym Urzędzie Pracy dowiedzieliśmy się, że pracodawca w tym wypadku nie musiał zgłaszać faktu dokonania zwolnienia grupowego, ponieważ zwolnił mniej niż 20 osób.
    - Jeśli jest zatrudnionych mniej niż 20 osób, to przepisów wynikających z ustawy o szczegółowych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunku pracy z przyczyn niedotyczących pracowników, nie stosuje się - informuje Barbara Bogucka, dyrektor PUP w Żninie. - Pracodawca może robić co chce. - Jego zarządzanie i nieprofesjonalne podejście spowodowało to, że 10 osób straci pracę, bo ten pan nie zarządzał, a bawił się w zarządzanie browarem. Oczywiście on twierdzi, że robił wszystko dobrze, tylko z ludźmi nie mógł współpracować. Jak zwykle wszyscy są winni, tylko nie on - mówi osoba związana kiedyś z browarem.
    Pracownicy, którzy otrzymali wypowiedzenia, będą pracować do końca kwietnia.
    Co dalej z zakładem? Nie wiadomo. Jak się dowiedzieliśmy w Izbie Celnej w Toruniu Browar Leszek nie zalegał z opłatami za akcyzę i nie stracił statusu składu podatkowego.
    Wiemy, że browar przeszedł kontrolę pracowników Okręgowego Urzędu Miar w Bydgoszczy, ale jaki był jej wynik oraz to, czy były jakiekolwiek zastrzeżenia w stosunku do browaru, pozostaje tajemnicą służbową. Tak nam wyjaśnił zastępca dyrektora OUM Ryszard Muszyński.
    Co na to Dariusz Piechowski? We wtorek i środę nie było go w Żninie, spotka się z nimi dopiero w piątek, informacje uzyskane od niego opublikujemy za tydzień. Nie chciał odpowiadać na pytania zadawane przez telefon. Powiedział, że informacje telefoniczne są źle odczytywane przez reporterów.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 783 (7/2007)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości