Reklama

Konwojował BOR, ucierpiał w wypadku

Szubin, sąd, BOR, wypadek, policjant, motocykl
     Konwojował BOR, ucierpiał w wypadku
     Dwóch policjantów na służbowych motocyklach pojechało do Piechcina.

     W drodze powrotnej pilotowali pojazdy Biura Ochrony Rządu, jednak do celu nie dotarli, gdyż jeden z nich zderzył się z osobówką.
     15 marca w Sądzie Rejonowym w Szubinie odbyła się pierwsza rozprawa przeciwko Dariuszowi G. z Wolic, który został oskarżony o spowodowanie wypadku, w którym ucierpiał funkcjonariusz policji. Oskarżony nie przyznał się do winy. Sprawę prowadzi sędzia Jacek Tadych.
     Do wypadku doszło 7 października ubiegłego roku około 13:40 w Bielawach w gminie Barcin. W jego wyniku poszkodowany został Filip S., policjant z Komendy Powiatowej Policji w Żninie, który tego dnia z kolegą na motocyklu pilotował pojazdy Biura Ochrony Rządu z ministrem Radosławem Sikorskim. Policjanci mieli pilotować konwój dwóch samochodów osobowych i autobusu bez sygnałów dźwiękowych i świetlnych. Poszkodowany przed sądem zeznał, że tuż przed zderzeniem jechał około 1 metr od krawędzi jezdni z prędkością około 60-70 km/h, wtedy zauważył, że z zatoczki autobusowej z prawej strony wyjeżdża samochód.
     - Widząc, że nie jestem w stanie ominąć tego pojazdu, zacząłem hamować, motor zaczął drgać jak przy hamowaniu, odpuściłem hamulce i ponownie zacząłem hamować aż do zderzenia - mówił Filip S. - Uderzyłem w lewy przedni błotnik samochodu, który stał pod kątem. Co się działo po wypadku, nie wiem, mam tylko przebłyski.
     Kierowcą samochodu, w który uderzył motocyklista był Dariusz G., który tego dnia mercedesem jechał wraz z dwoma kolegami do pracy w Lafarge. W zatoczce autobusowej zatrzymał się, żeby odebrać od kolegi klucze do szafki. Zatrzymał swój samochód przodem do maski samochodu kolegi, odebrał od niego klucze i chcąc włączyć się do ruchu dojechał do krawędzi jezdni.
     - Na drodze był duży ruch - zeznawał Dariusz G. - Widziałem, że coś przejechało szybko od strony Inowrocławia. Był to motocykl. Zauważyłem też drugiego motocyklistę, który jechał blisko prawej krawędzi jezdni. Motocyklista stracił panowanie nad kierownicą, na co wskazywał tor jazdy. Ja stałem cały czas w zatoczce, ale widząc, że motocykl leci na mnie, próbowałem coś zrobić, cofnąć się, ale nie zdążyłem. Po zderzeniu zorientowałem się, że uderzył we mnie policjant.
     Kierowca mercedesa podkreślał także, że jest pewien, iż jego samochód obrysem nie przekroczył krawędzi jezdni, a motocyklista po prostu stracił panowanie nad pojazdem.
     Przed sądem opinię wyrażał biegły Piotr Aleksandrowicz, który powiedział, że droga hamowania Filipa S. wynosiła w sumie około 70 metrów, a motocyklista bezpośrednio przed podjęciem czynności hamowania poruszał się z prędkością co najmniej 93 km/h. Orzekł on także, że kierujący mercedesem w momencie zderzenia z pewnością nie stał w zatoczce autobusowej, a motocykl uderzył w przód samochodu.
     - Uważam, że kierowca samochodu przekroczył krawędź jezdni od 0,5 do 1 metra - mówił Piotr Aleksandrowicz. - Nie jestem w stanie natomiast dać stuprocentowej odpowiedzi na pytanie, czy w chwili zderzenia samochód stał czy poruszał się.
     Jednym ze świadków w sprawie był Marcin K., drugi z policjantów pilotujący pojazdy Biura Ochrony Rządu. Zeznał on, że jechał przed kolegą, i w momencie, kiedy mijał zatoczkę autobusową, mercedes powoli wysuwał się na jego pas ruchu.
     - Filip jechał za mną około 50 metrów - mówił Marcin K. - Po ominięciu zatoczki usłyszałem huk, zauważyłem parę po uderzeniu, widziałem jak kolega toczy się po jezdni.
     Taki widok mieli także pozostali świadkowie zdarzenia, którzy zeznawali przed sądem, czyli pasażerowie mercedesa Tomasz S. i Łukasz B., kierowca i pasażerka drugiego auta z zatoki autobusowej, czyli Arkadiusz i Dorota W., jadący od Inowrocławia tuż za policjantami Jan, Jolanta i Natalia K. oraz jadący od Barcina Mariusz O. Ich zeznania były zbieżne. W większości nie potrafili oni odpowiedzieć, czy Dariusz G. przekroczył krawędź jezdni, podkreślali, że motocyklista, który jechał jako drugi zaczął hamować, a motocyklem zaczęło rzucać.
     W wyniku zderzenia Filip S. doznał złamania kości promieniowej prawej ręki, zwichnięcia stawu łokciowego, wstrząśnienia mózgu oraz ogólnych potłuczeń. Leczył się przez pięć miesięcy.
     Na następnej rozprawie, która zaplanowana jest na połowę kwietnia, wypowiadać się będzie kolejny biegły.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1049 (12/2012)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości