Gdy po raz pierwszy usłyszał o triathlonie, nie myślał, że będzie jednym z najlepszych zawodników. Każdego roku poprawiał swoje wyniki, przez co budowała się jego forma. To pozwoliło mu wielokrotnie stawać na podium. Chętnie dzieli się swoją pasją z innymi, przygotowując ich do startów w triathlonie. - Mój najwyższy pułap to 1/2 IRONMAN"A. W sumie mógłbym ukończyć pełnego IRONMAN"A, ale nie startuję. Chcę zająć jakieś medalowe miejsce, a nie tylko go ukończyć. Stopniowo przygotowuję się do tego, aby osiągnąć więcej - mówi Marcin Ruciński obecnie zawodnik, trener II klasy Triathlonu i współzałożyciel Fundacji SODA z Barcina.
Angelika Uścińska: - Jest pan znaną osobą w świecie triathlonu, która zdobywa niezwykłe osiągnięcia. Trzeba przyznać, że triathlon jest wymagający, ponieważ składa się z trzech części: pływanie, bieg oraz jazda na rowerze. Skąd w ogóle zainteresowanie tą dyscypliną sportową?
Marcin Ruciński: - O triathlonie usłyszałem na przełomie 1998/1999 roku. Byłem wtedy na Akademii Wychowania Fizycznego i od kolegi połknąłem bakcyla triathlonu. To wszystko powoli zaczęło we mnie kiełkować. Jakoś ta dyscyplina sportowa bardzo mi się spodobała, ponieważ dużo rzeczy, które dzieją się w triathlonie i wokół niego, ma wpływ na kształtowanie psychiki. Zawsze ustawiam sobie cel i dążę do tego, aby go zrealizować poprzez systematyczną pracę, dlatego miałem predyspozycje do startu w triathlonie. Zaczęło mnie to wciągać tak na poważnie. Gdy jeszcze pracowałem w Policji, to poznałem kolegę policjanta z Torunia, z którym nadal utrzymuję kontakt, Dariusza Olewińskiego. On jest trenerem triathlonu w Toruniu. W tamtym czasie był czołowym zawodnikiem w Bydgoszczy. Dariusz przekazał mi wszystkie tajniki triathlonu. Dodatkowo dał mi namiary do trenera z Torunia, Jerzego Ciesielskiego, który ówcześnie był czołowym zawodnikiem w ligach pro. W ramach ciekawostki powiem, że mój trener ścigał się z taką legendą jak Jurek Górski. Małymi krokami od 1999 roku zacząłem pojawiać się aktywnie w świecie triathlonu.
- Widać, że ten temat bardzo pana pochłonął. Przez ten cały czas rozwijał pan swoje umiejętności, aby w końcu wystartować w zawodach. Kiedy po raz pierwszy pan wystartował w triathlonie?
- Pierwszy mój start odbył się w 2004 roku w zawodach ogólnopolskich. To było takie moje pierwsze przetarcie z tym wszystkim. Od razu nie miałem żadnych sukcesów. Zaczynałem od małych kroków, które co roku poprawiałem. Wtedy ścigałem się na dystansach 1/8, 1/4 IRONMAN"A czy olimpijka, więc dystans 1/2 czy pełnego IRONMAN"A był dla mnie totalną abstrakcją. Poza tym nie miałem czasu na częstsze treningi przez pracę. Służyłem przez 10 lat w Policji, a potem przez 15 lat byłem w siłach specjalnych Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej w Warszawie oraz Jednostki Wojskowej Grom. Od kwietnia tego roku jestem na emeryturze. Jednak czasu na treningi czasem i tak brakuje. Wtedy nie myślałam też, że będę w czołówce najlepszych zawodników w Polsce. W dużej mierze chodziło o zabawę, jednak mój charakter nie pozwalał mi zwalniać. Chciałem cały czas poprawiać swoje wyniki, więc co rok ustalałem sobie realny cel do zrealizowania. Jednego roku chciałem być minutę za moim kolegą czy w kolejnym wyprzedzić go w części rowerowej triathlonu. Małe cele, które sobie stawiałem w różnych okresach mojego życia, sprawiły, że moja forma prawidłowo się budowała. Do tego przez cały czas byłem w kontakcie z moim trenerem, z którym ustalałem, na jakie kroki na zawodach pozwala moja forma. Triathlon stał się moim uzależnieniem i dzień bez zmęczenia fizycznego był… trudno było mi się odnaleźć.
![]() |
| Zawody ogólnopolskie ENEA Bydgoszcz Triathlon 1/8 IRONMAN"A rok 2019 - I miejsce w kategorii M 40 jako TriBa BOSiR Barcin fot. z archiwum Marcina Rucińskiego |
- Skoro triathlon to pana uzależnienie, które ma pozytywny wpływ na pana życie. Jednak czasem łatwo jest przesadzić do takiego stopnia, że to, co dawało radość, staje się źródłem problemów w życiu prywatnym. Czy taka sytuacja miała miejsce w pana karierze sportowej?
- To prawda, że nie wyobrażam sobie życia bez sportu, uczestniczenia w triathlonie. W moim życiu pojawił się taki niebezpieczny moment. W 2007/2008 zawody i starty stały się dla mnie najważniejsze. To znaczy, przekładałem treningi ponad rodzinę, życie prywatne, ponieważ zbyt szybko chciałem osiągać wyniki. Niestety to bardzo martwiło moją żonę, a także trójkę dzieci. Wtedy musiałem to ukrócić, dać sobie rok czy półtora roku przerwy, aby wszystko sobie poukładać w głowie. Tym bardziej, że powstawała bardzo zła atmosfera w rodzinie, ponieważ chciałem trenować, a nie mogłem. Niestety, byłem zbyt ambitny w swoich celach. Warto jednak poszukać balans pomiędzy treningami, zawodami, rodziną czy pracą. Do sportu wróciłem w 2010 roku i moje nastawienie było o wiele lepsze. Dlatego, jak ktoś przychodzi do mnie na treningi, to moje praktyczne doświadczenie, które zebrałem po tym “upadku”, pozwala mi go poprowadzić tak, aby on pogodził rodzinę, pracę i pasję.
- Odpowiednia forma sama nie przyjdzie, aby osiągać wybitne wyniki i zawsze być w czołówce. Trzeba czasu oraz odpowiednich działań, dzięki czemu powoli przychodzą zamierzone cele. W jaki sposób pan przygotowuje się do udziału w triathlonie?
- Triathlon to nie tylko bieganie, pływanie czy jazda na rowerze, ale to całość życia, w którego zakres wchodzi odpowiednie żywienie, nawadnianie, regeneracja organizmu itd. Nie da się być najlepszym zawodnikiem, bez włączenia tych rzeczy w swoje życie. Gdy zaczynałem w triathlonie ważyłem 135 kg. Teraz moja waga startowa wynosi 83 kg przy wzroście 194 cm. Kiedyś nie mogłem przebiec kilometra, a teraz startuję w 1/2 IRONMAN"A, który składa się z 1.900 m pływania, 90 km jazdy rowerem i półmaratonu. Aktualnie osiągnąłem mój najwyższy poziom odpowiedni dla mojej obecnej formy. Ogólnie cały ten trening do triathlonu to jest ogromny temat, ponieważ do startu przygotowuje się przez cały rok. We wrześniu mam roztrenowanie, a od października zaczynają się treningi, które kończą się BPS-em (Bezpośrednim Przygotowaniem Startowym) na przełomie kwietnia i maja. Trzeba mieć na uwadze, że to trzy dyscypliny, do których jest trudno przygotować się w dwa miesiące. Jest to możliwe, ale gdy ktoś chce to zrobić rekreacyjnie lub w formie zabawy. Jednak na wyniki trzeba bardziej zapracować. Codziennie wstaję o 4.30 lub 5.00 wypijam minimum 1 litr wody z zawartością cytryny, miodu i kurkumy. 30-40 minut poświęcam na kształtowanie mobilności, trening funkcjonalny, lekki stretching itd. przed właściwym treningiem. Ostatnie trzy tygodnie też były mocne, czyli 17 godzin tygodniowo, a w zeszłym 16,5. To są duże obciążenia dla człowieka, który sport traktuje jako hobby a ma jeszcze do tego obowiązki związane z pracą i rodziną. Czasem w tygodniu wychodzi 20 czy 21 godzin treningowych i wtedy dopiero robi się niezły “młyn”. Człowiek wstaje przemęczony i kładzie się spać wyczerpany. Takie tygodnie pojawiają się sporadycznie w całym mezocyklu, ale też są potrzebne, bo to jest TRIATHLON. Przy takim trybie życia powinno spać się minimum 8 godzin. Jednak nie zawsze chodzę o odpowiedniej godzinie spać, ponieważ żona chce spędzić razem ze mną wieczór. Niestety już o 22 wchodzę w fazę długiego snu. W ciągu dnia mam 2-3 treningi, a w okresie regeneracji tylko jeden. Tak naprawdę trening i wszystko, co się wokół nas dzieje, a ma też wpływ na nasze samopoczucie, nie może nas wykończyć. Ten efekt wyczerpania i zmęczenia nie może być permanentny. Przyznam, że kiedyś totalnie wyczerpany zmuszałem się do treningów. Po pracy wypiłem cztery espresso i ćwiczyłem, ale efektów nie było. Teraz już wiem, że to nie jest odpowiednia droga, a dużo ludzi zaczynających swoją przygodę ze sportem i stawiających sobie cele, tak właśnie postępuje.
![]() |
| Na podium w zawodach ogólnopolskich ENEA Bydgoszcz Triathlon 1/8 IRONMAN"A sztafeta rok 2018 fot. z archiwum Marcina Rucińskiego |
- Osiąganie wyników w triathlonie jest wymagające, ponieważ to trzy różne dyscypliny. Trzeba szybko biegać, dobrze pływać i jeszcze mieć siłę na jazdę rowerem. Czy któraś z tych części sprawia panu najwięcej trudności?
- Dominujący jest rower, to trzeba zaznaczyć na początku. Najłatwiej jest z rowerem, ponieważ on był zawsze obecny w moim życiu. W młodości to był jedyny środek transportu. Kiedyś to były inne czasy, gdyż często spotykałem się z kolegami i razem jechaliśmy rowerami nad jezioro się wykąpać. Zawsze było dużo ruchu. Moim najsłabszym punktem jest właśnie bieganie, ponieważ nigdy nie byłem biegaczem. Jestem wysokim gościem, więc moje predyspozycje są gorsze, ponieważ mam problem np. z pozycją biegową. Przez cały czas analizuję i robię dużo ćwiczeń, aby to poprawić. Natomiast pływanie jest techniczne. Mój kolega i współzałożyciel Fundacji SODA Radosław Sosiński, który jest trenerem pływania mówi, że to kaleczę. Pływanie daje mi system, który mnie rozluźnia i traktuję to jako taką drugą dyscyplinę, którą bardzo lubię. W triathlonie pływanie jest po to, aby to przepłynąć i “przeżyć” (stracić jak najmniej energii), bo wszystko rozgrywa się na rowerze i bieganiu. Nigdy pływak nie wygrał triathlonu.
- W triathlonie można startować solo albo w sztafecie. Wtedy można skupić całą energię na jednym dystansie. Woli pan samodzielnie pokonać cały triathlon czy raczej działać drużynowo?
- Stanowczo wolę stratować solo. Jednak biorę udział w sztafecie, ale robię to dla zawodników. To jest ciekawe doświadczenie, gdy można poczuć te wszystkie emocje wraz z trenerem. To właśnie chcę dać moim podopiecznym. Mogę brać udział wraz z moim synem, co fajnie działa na psychikę. Do tego z sztafetą mam fajne wspomnienie. Od tego też po części narodził się pomysł utworzenia grupy triathlonowej TriBa BOSiR Barcin. Miało to miejsce w Przechlewie na zawodach ogólnopolskich, gdzie w spartańskich warunkach namiotowych, na drugi dzień rywalizowaliśmy z zaawansowanymi zawodnikami, a i tak zajęliśmy wysokie miejsce medalowe.
![]() |
| Zawody ogólnopolskie ENEA Bydgoszcz Triathlon 1/8 IRONMAN"A sztafeta rok 2018. zajęliśmy drugie miejsce TriBa BOSiR Barcin - wspomina Marcin Ruciński. fot. z archiwum Marcina Rucińskiego |
- Każda czynność podczas biegu, jazdy czy pływania ma wpływ na to jak ukończy pan zawody. Dość często te zawody są długie, więc stąd pojawia się pytanie, o czym pan myśli w takich chwilach?
- Skupiam się na tym, aby realizować swoje cele, które po części sobie ustalam. W pływaniu nie zawracam uwagi na tempo, bo nie ma na to czasu. Mój organizm to czuje, że balansuje na granicy wytrzymałości. Jest to sygnał, że jeżeli pociągnę ręką zbyt szybko i mocno przez jakiś okres czasu, to mogę w jakimś stopniu przesadzić. Wiem, że muszę odpuścić, ponieważ to nie jest ten zakres intesywności, w którym powinienem płynąć. W takiej sytuacji nie chcę wychodzić z wody zbyt zmęczony. Gdy zaczyna się odcinek rowerowy, to skupiam się na mocy. Mam ustawione strefy i zakres mojej pracy, których nie mogę przekroczyć, ponieważ wtedy nie będę w stanie pobiec tyle, ile założyłem. Natomiast przy bieganiu pracowałem na tętnie i tempie biegu, ale od pół roku pracuję również na liczniku mocy, który daje mi większą precyzję i dokładność tego, co robię. Przez cały czas kontroluję mój organizm, a także staram się spożywać w odpowiednim momencie żele energetyczne i nawadniam się różnymi płynami, co jest szczególnie ważne zwłaszcza na dystansie 1/2 i pełnym IRONMAN’IE.
- Jest o panu głośno, ponieważ pana nazwisko widnieje w czołówce najlepszych triathlonistów. Bierze pan udział w wielu zawodach, więc nagród nie brakuje. Jednak które z nich są dla pana najważniejsze?
- W czasie swojej kariery zdobyłem troszkę pucharów i medali. Są to większe czy mniejsze osiągnięcia. Najważniejsze z nich są ustawione na biurku. Pierwsze miejsce w kategorii mężczyzn M40 w ENEA Bydgoszcz Triathlon na dystansie 1/8 w 2019 roku. Wtedy dużo zawodników z województwa i okolic było nastawionych, aby mnie pokonać i zabrać mi pierwsze miejsce w tej kategorii. Na forach jedna ekipa z Bydgoszczy próbowała mnie zdemotywować. Na zawody pojechałem z ogromną presją, aczkolwiek udało się stanąć na najwyższym stopniu podium. 3 miejsce na OCEANLAVA Triathlon Polska na dystansie 1/2 IRONMAN’A w kategorii M 45-49 Bydgoszcz - Borówno 2020. Są to bardzo prestiżowe zawody w województwie, w których biorą udział również osoby z zagranicy. Musiałem włożyć dużo wysiłku, aby zająć 3 miejsce. W tym roku udało mi się zająć także 3 miejsce w kategorii mężczyzn M40 w Enea Żnin Triathlon na dystansie 1/2 IRONMANA’A.
![]() |
| Marcin Ruciński zdobył wiele nagród, które trzyma na półkach oraz biurku fot. Angelika Uścińska |
- Cała rodzina wie, że pan trenuje, bierze udział w zawodach i przede wszystkim osiąga wyniki. Gdy ma się na co dzień styczność ze sportem, bardzo łatwo jest złapać bakcyla. Czy ktoś z rodziny chce startować w triathlonie tak jak pan?
- Mój najstarszy syn Beniamin, 19-latek, został zarażony pasją sportu. Jestem z niego dumny, ponieważ udało mu się zająć 1 miejsce w kategorii Najlepszy z Pałuk w zawodach Enea Triathlon organizowany w Żninie. Po raz pierwszy wystartował na 1/8 IRONMAN"A, pokonał innych zawodników z naszego regionu, którzy dłużej od niego trenują. Przygotowywałem go do tych zawodów przez dwa miesiące, jednak do niczego nie zmuszałem. Wychodzę z takiego założenia, że nie będę naciskał na dzieci, aby poszły w moje ślady. To powinno w nich zakiełkować samo, a ja mogę im w tym pomóc. Syn był troszkę zniechęcony tym, ile trzeba trenować, więc dużo z nim o tym rozmawiałem. To wpłynęło na jego ostateczną decyzję, aby spróbować.
- Wspominał pan, że trenuje pan inne osoby, co nie jest łatwym zadaniem. Każdy z nas jest inny, ma inne predyspozycje oraz możliwości czasowe. Jednak posiada pan doświadczenie w tej dziedzinie. W jaki sposób pan trenuje zainteresowanych uczestniczeniem w triathlonach?
- Choć przeszedłem wiele kursów w tej dziedzinie, np. kurs trenera II klasy PZTri (Polskiego Związku Triathlonowego), to nie jestem teoretykiem, który przeczytał tylko książki, żyje z wirtualnych informacji i opiera się wyłącznie na cyferkach, które wyznaczają algorytmy. Dowiedziałem się wielu nowych rzeczy od innych ludzi. Jednak przerabiałem to wszystko na sobie, więc to jest moja baza, doświadczenie - praktyka. Początki są trudne, tego nie da się ukryć, ale ważną rolę odgrywa trener. Trener musi scalać grupę. To nie mogą być tylko wyłącznie suche treningi, ale coś więcej. Między trenerem a zawodnikami musi wytworzyć się więź obopólnego zrozumienia i jak to mówię “czytania siebie na wzajem”. Tutaj musi być czas na mocny akcent i również kawkę z ciastkiem np. Coffee Ride, jak to czasami prezentuje Szosa Żnin. Aktualnie trenuję Marcina Marciniaka, mieszkańca Żnina i mojego syna, ponieważ poprzedni grupa się rozerwała. Niektórym ciężko jest wrócić do treningów przez COVID czy znaleźli inną grupę. Staram się aktywnie uczestniczyć w treningach moich podopiecznych, ponieważ każdy dzień jest inny, a to oznacza, że trzeba czasami zmienić - dopasować ćwiczenia. Jest dzień, że ktoś może czuć się zmęczony z powodu ciężkiego dnia w pracy, więc zakres ćwiczeń będzie inny. Zawodnik nie może się wykończyć albo co gorsza doznać urazu. Dlatego czasem trening to rozmowa przy kawie, dzięki czemu podopiecznemu poprawia się humor i jest w stanie rozwijać się dalej. Kolejnym motywatorem jest branie udziału w zawodach i widoczny postęp.
![]() |
| Mniejsze czy większe osiągnięcia zawsze motywowały Marcina Rucińskiego do polepszania swoich wyników fot. Angelika Uścińska |
- Sport jest ważną częścią pana życia. Nie dość, że sam aktywnie uczestniczy pan w różnych zawodach, to na dodatek chce dzielić się pan z pasją z innymi. Dlaczego powstała fundacja SODA?
- Zamysł fundacji SODA, czyli Supprt Organizowania Dziecięcej/Dorosłej Aktywności, powstał dwa lata temu. Od kwietnia działamy z projektem dla dzieci z gminy Barcin i Żnin. Triathlon jest inspiracją tego czym aktualnie się zajmujemy i co chcemy zaoferować dzieciom. Zanim jednak powstała fundacja SODA, to funkcjonował klub TriBa BOSIR Barcin. W 2010 w tamtym czasie triathlon zaczął brylować tutaj w powiecie. Mój kuzyn Bartek Boliński, który prowadzi grupę Kajakami Przez Życie powiedział, że ludzie dopytują się o treningi, przygotowania do startu w tej dyscyplinie sportowej, dlatego warto byłoby organizować jakieś spotkania tematyczne. Spotkania odbywały się co tydzień w sobotę. Do tego w BOSIR pojawiali się ludzie zainteresowani startem w triathlonie i chcieli się do niego porządnie przygotować. Wśród nich znalazła się Marta Turek. Zainteresowanie było tak wielkie, że stwierdziłam, że warto założyć grupę: TRIBA BOSIR Barcin. Grupa funkcjonowała przez okres trzech lat i bardzo dużo osiągnęła. Po prostu mieliśmy silną ekipę: Radosław Sosiński, Piotr Grochowiak, Robert Muszyński, Bartosz Krasoń, Krzysztof Nowak (obecny Prezes Klubu Dąb Barcin), Dagmara Szaforz, Marta i Michał Turkowie. Niestety poszło to w rozsypkę, gdyż moja praca, podczas której musiałem wyjeżdżać na misje, nie pozwalała mi w odpowiedni sposób zająć się grupą. Wtedy narodził się też pomysł z Fundacją, ponieważ Radek Sosiński zaproponował, abyśmy zajeli się pracą z dziećmi, a także organizacją zawodów.
- Dzieci łatwo zachęcić oraz zniechęcić do sportu. Wystarczy złe podejście i dziecko już nie chce brać udziału w treningach, nie ma ambicji, aby stawać się lepszym. Jak wygląda praca z dziećmi w fundacji SODA?
- Praca z dziećmi nie jest łatwa, ale poprzez zebrane doświadczenie tutaj w Polsce i za granicą oraz wiedzę przekazywaną mi przez Radosława Sosińskiego wiem, jak postępować. Najważniejsza zasada to nigdy nie naciskać. Dość często głównym problem jest rodzic, który chce, aby dziecko osiągało wyniki w dziedzinach, w których on sam sobie nie poradził. Dziecko samo musi przekonać się do tego sportu, aby z uśmiechem na twarzy przyjmowało wszystkie obciążenia treningowe, jakie przekazuje mu trener. Wtedy jest w stanie wejść na szczyt i się tam utrzymać. Gdy dziecko nie jest mentalnie gotowe na to, rodzic i trener naciskają, to efekt jest krótkotrwały, nazywa się to efektem góry. Takie dziecko szybko wchodzi na szczyt i szybko z niego spada, ponieważ pojawia się niechęć, brak siły i motywacji. W Fundacji musimy wytłumaczyć rodzicom więcej niż dziecku, ponieważ to przez ich nacisk młodsi się wypalają. Zajęcia muszą zawierać w sobie zabawę, aby każdy czerpał z nich przyjemność. Chcemy pokazać pełne spektrum aktywności fizycznej. W walce z grami komputerowymi, gdzie efekty są widoczne po pokonaniu bossa, nie będzie łatwo, ale pracujemy nad odpowiednim organizowaniem zajęć. Od kwietnia organizowaliśmy spotkania dla dzieci. Program zawierał zabawę i dużo różnorodności, czyli m.in. pływanie, boksowanie, wycieczki rowerowe, biegi, kajaki, mini zawody. Inspirujemy się szkołą fińską, która budzi kreatywność oraz pozwala zobaczyć predyspozycje dziecka i je rozwijać w odpowiednim kierunku, ponieważ dziecko, które np. słabo biega może okazać się świetnym pływakiem. Oprócz tego ważna jest komunikacja. Dzieci przez COVID były zmuszone do posługiwania się komunikatorami w internecie, więc rozmowa tzw. face to face bywa dla nich trudna. Tym w Fundacji zajmuje się Radek Sosiński trener II klasy pływania i psycholog sportowy, ponieważ to on jest mentorem budowania relacji towarzyskiej i interpersonalnych pomiędzy dziećmi a trenerem.
![]() |
| Marcin Ruciński jest człowiekiem, który każdego dnia pracuje na swój sukces fot. Angelika Uścińska |
- Osiągnął pan wiele, ale nie jest łatwo zrezygnować z dalszego progresu, gdy możliwości są na wyciągnięciu ręki. Jakie ma pan plany na przyszłość?
- Chciałbym w przyszłości stworzyć grupę zawodników, ludzi którzy będą mieli aspiracje takie jak ja, aby być triathlonistami, a przede wszystkim wojownikami i walczyć w Polsce o czołowe miejsca, nie tylko w traithlonie, ale również w innych dyscyplinach. Pokazać wszystkim - tak jak kiedyś to robiła TriBa BOSiR Barcin, że ludzie z prowincji mogą skopać “tyłek” nie jednemu. Mamy już nazwę TT SODA oraz dwóch warriors-ów Marcina Marciniaka i Beniamina Rucińskiego. Serdecznie zapraszam do TT SODA bo to jest wyzwanie, które daje moc nie zapomnianych wspomnień, których nigdy nie kupisz. Zobaczymy czy mi sił starczy, bo taki młody to już nie jestem. Borykam się też z brakiem sponsorów, ponieważ sport kosztuje, więc mam nadzieję, że ktoś będzie zainteresowany wspieraniem utalentowanych sportowców. Dużą uwagę chcę skupić na Fundacji. Nasze działania mają uświadomić dzieciom, że sport jest fajny i również może dawać dużo satysfakcji. Z tego powodu w przyszłym roku będę startować wyłącznie na dystansie 1/4 oraz 1/8 IRONMAN"A z uwagi na fakt, że czas, siły i środki zostaną wtłoczone w Fundację. Z takich planów dalekosiężnych, to myślę o założeniu przedszkola prywatnego o charakterze sportowym.
- Czy chciałby pan jeszcze coś dodać tak na koniec?
- Chciałbym na koniec podziękować: mojej żonie Karolinie, że wytrzymała i wytrzymuje z takim wariatem jak ja i cały czas mnie wspiera w tych szalonych pomysłach. Moim synom, rodzicom, teściom i osobą najbliższym, którzy pod moją nieobecność związaną z moją praca zawodową byli wsparciem i pomocą dla Karoliny. Mojejmu przyjacielowi, współzałożycielowi Fundacji SODA - Radosławowi Sosińskiemu, który uczy mnie chłodno, z rozwagą i spokojem podchodzić do niektórych spraw. Trenerowi Jerzemu Ciesielskiemu oraz przyjaciołom i kolegom ze świata sportu i byłej mojej pracy za wskazówki, rady i wsparcie psychiczne. Burmistrzowi Gminy Barcin panu Michałowi Pęziakowi oraz prezesom BOSiR Barcin, byłej - Lenie Patalas i obecnemu - Krzysztofowi Wolskiemu za wsparcie finansowe i możliwość trenowania na obiektach sportowych.
- Dziękuję serdecznie za rozmowę.
Angelika Uścińska, 20 VIII 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze