Zupełnie niespodziewana, poniesiona w dramatycznych okolicznościach, śmierć Bartka Bolińskiego to niewyobrażalna strata dla jego najbliższych. Zostawił przecież żonę i dwoje dzieci w wieku szkolnym. Ale tak naprawdę to strata również dla całej lokalnej społeczności. Bartek był tą osobą, która barcinian i nie tylko ich inspirowała do życia pełną piersią. Jako sportowiec, który kajakiem wędrował przez życie, wszędzie tam, gdzie dopłynął dzięki sile swoich mięśni, promował gminę, którą kochał najlepiej, jak potrafił.
(...) Dokładamy swoją cegiełkę jako kajakarze Barcin. Zorganizowano pomoc dla bohaterskiego strażaka. My jako kajakarze z Barcina dołożymy swoje km. 26 grudnia od godziny 9:00 na 1 km odcinku Noteci będziemy nabijać km. Za każdy przepłynięty km 20 zł wpłynie od sponsorów na zbiórkę dla Piotrka. Trzymajcie kciuki za tę akcję, ale przede wszystkim za Piotrka. W prywatnym czasie był świadkiem wypadku chciał pomóc a sam został ciężko poszkodowany. Świadcząc dobro spotkała go tragedia dlatego zróbmy wszystko żeby dobro do niego wróciło. Pozdrawiamy. Kajakami przez życie Barcin - tak brzmi ostatni post, który w sobotnie przedpołudnie 16 grudnia na swoim koncie społecznościowym opublikował Bartosz Boliński z Kniei. Kilka godzin później okazało się, że był to w ogóle ostatni, publiczny apel wygłoszony przez Bartka.

fot. archiwum
UŚMIECHNIĘTY MĄŻ, OJCIEC I SPOŁECZNIK
Post ów oczywiście zupełnie nie dziwił tych, którzy Bartosza znali. To była postać niezwykle pozytywna, otwarta na pomoc innym. Był inspiracją dla wielu barcinian i nie tylko, jak żyć i czerpać z życia to co jest najcenniejsze. Zawsze uśmiechnięty, pełen energii, z błyskiem działania w oczach. Ale przede wszystkim był kochającym i kochanym mężem oraz ojcem. Jak wspomina Maria Boryczka sołtyska Kniei, w której Bartosz Boliński w ostatnich latach mieszkał, w jej oczach i chyba w oczach wszystkich mieszkańców był wzorem ojca. Był też niezrównanym społecznikiem. Aktywizował cała Knieję, nie tylko młodych ludzi przez sport. Organizował mecze wioska kontra nowe osiedle nad jeziorem (gdzie sam mieszkał). Grali najczęściej w siatkówkę. Sołectwo zawsze mogło na niego liczyć.
Prawdopodobnie sobotni trening 16 grudnia ten pasjonat kajakarstwa postanowił podjąć również z uwagi na przygotowanie się do wyzwania, które rzucił na drugi dzień nadchodzących świąt. Przecież było wiadomym, że sam będzie chciał 26 grudnia wypływać tych kilometrów dla Piotrka Milczarka - bohaterskiego strażaka z Białogardu - jak najwięcej.
Może chciał Bartek przed nadchodzącym wyzwaniem rozruszać mięśnie, a może przepłynąć się po Noteci, by zobaczyć, czy szlak jest drożny i nie tamują go jakieś gałęzie, czy obalone przez bobry lub od wiatru drzewa. Poza tym po odwilży lód na Jeziorze Wolickim się roztopił i było dość ciepło, jak na połowę grudnia. Temperatura wahała się od 3 do 6 stopni Celsjusza. Bartek był oczywiście także miłośnikiem przyrody, widok brzegów widzianych z wody zawsze go cieszył. A była sobota, dzień wolny, więc postanowił zwodować swój profesjonalny kajak.
Niestety, ta wyprawa okazała się ostatnią w życiu Bartosza Bolińskiego, doświadczonego wodniaka, o którym pisaliśmy kilka razy także na naszych łamach. Był on przecież uczestnikiem kajakowej wyprawy z polskiego wybrzeża na Bornholm, także spływu wzdłuż fragmentu polskiego wybrzeża Bałtyku i wielu innych eskapad. Planował jeszcze większe wyzwania. Myślał o kajakowych wyprawach u wybrzeży Islandii, a także Grenlandii. Był wizjonerem, który podnosił sobie poprzeczkę do przeskoczenia coraz wyżej. I tak było do tej soboty.

Uczestnicy zeszłorocznej wyprawy na jeziorze Como, gdzie też promowali gminę Barcin: Dionizy Fanslau, Łukasz Sobolewski, Marek Nowakowski, Zbigniew Mordarski, Bartosz Boliński. fot. archiwum
PRZEWRÓCONY KAJAK, PRZERWANE ŻYCIE
W sobotę o 14.03, jak poinformował nas kilkadziesiąt minut później st. bryg. Paweł Filipiak zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Żninie, dyżurny otrzymał zgłoszenie, że na akwenie kajak się wywrócił, a do wody wypadł 37-letni kajakarz. Niestety nie wypłynął.
Sytuację widziała z brzegu jego małżonka. Na miejsce zadysponowano 3 zastępy OSP Barcin, 4 PSP Żnin, 2 PSP Bydgoszcz PSP Toruń, pogotowie i policję, a także WOPR Kruszwica i WOPR Żnin. Strażacy dysponowali dwiema łodziami ratunkowymi. Zostały one zwodowane na przystani żeglarskiej w Barcinie I natychmiast pomknęły na akwen wolicki, by poszukiwać kajakarza. Od razu też wezwano specjalistyczna grupę ratownictwa wodnego z PSP w Bydgoszczy. Przez kilka godzin trwały poszukiwania mężczyzny prowadzone również z udziałem tych nurków z Bydgoszczy.
Na miejscu działał też Nadgoplański WOPR z Kruszwicy, który posiada sonar. To umożliwiało kontynuowanie poszukiwań nawet po zmroku. Była też Specjalistyczna Grupa Sonarowa JRG z Torunia. Ze zgłoszenia wynikało, że wywrotka kajakarza nastąpiła od północnego brzegu w Kniei.
Około 20.00 ciało mężczyzny zostało wyciągnięte przez nurków współpracujących z ekipą sonarową na brzeg. Jak przekazała rzeczniczka żnińskiej policji kom. Wioleta Burzych, lekarz stwierdził zgon mężczyzny a ciało zostało zabezpieczone do przeprowadzenia sekcji zwłok. Dalsze czynności, które pozwolą ustalić okoliczności i bezpośrednią przyczynę śmierci są prowadzone przez policjantów z barcińskiego komisariatu. Ciało zostało odnalezione około 150 m od brzegu, ale wywrotka kajaka przed 14.00 nie musiała nastąpić dokładnie w tym miejscu. Bartek być może walczył o uratowanie ukochanego kajaka i w ten sposób stracił życie. Gdy woda go pochłonęła, ciało też mogło spłynąć nieco dalej od miejsca, w którym się wywrócił.
Tak przedstawiają się suche informacje z komunikatu policji i hipotezy na temat przyczyn i przebiegu tragedii. Zapewne wyniki sekcji dadzą więcej odpowiedzi. Ale za tymi informacjami kryje się przede wszystkim ogromna tragedia i rozpacz najbliższych Bartka Bolińskiego. Śmierć zabrała go niemal pod oknami domu - w tym miejscu, od którego widoku kilka lat wcześniej, jego wielka, życiowa pasja się zaczęła.

Działania poszukiwawcze trwały kilka godzin fot. arch. KPP Żnin
SPOTKANIE PRZYJACIÓŁ Z WIDOKIEM NA JEZIORO
Jak sam mi Bartek opowiadał, pewnego dnia latem 2018 r., gdy mieszkał już nad samym Jeziorem Wolickim w Kniei pewnego dnia gościł u siebie kilkoro kolegów: Jacka Ojczenasza, Łukasza Rybczyńskiego i Marka Nowakowskiego. Delektując się chwilą relaksu w przyjacielskim gronie spoglądali na jezioro. A widok był piękny. W tle drugi brzeg z nasypem starej linii kolejowej i wiadukt nad kanałem łączącym Jezioro Wolickie z Jeziorem Kierzkowskim.
Zwrócili uwagę na to, jak dużo pływa po akwenie kajakarzy. Któryś z obserwatorów rzucił mimochodem, że trzeba by było wybrać się na taką wyprawę kajakiem, ale może nie z Barcina Notecią nad jezioro, bo to raptem 3 km. Żadna wyprawa. Może więc popłynąć do Wiktorowa? Przecież Wolickie jest połączone kanałem z Jeziorem Kierzkowskim, a to z Jeziorem Ostrówieckim. Po chwili stwierdzili, że to byłaby nadal zbyt krótka wycieczka. Żadne wyzwanie. Rzucali więc dalsze pomysły, aż zapadła decyzja: płyniemy kajakami nad Morze Bałtyckie. Oczywiście mieli już jakieś doświadczenie na kajakach, ale 255 km z Kniei do Gdańska - takiej wyprawy wcześniej nie odbywali. Od rzuconego pomysłu do jego realizacji minęły raptem 2 tygodnie. Spływ czterema kajakami potrwał 5 dni. Były to jednostki starego typu, dwuosobowe. Płynęli pojedynczo, gdyż trzeba było zabrać ekwipunek, w tym namioty i śpiwory. Wyprawa zakończyła się sukcesem.

Bartosz Boliński na "Kajak Jamboree" w Gdyni fot. archiwum
WYZWANIA
W 2020 r. w lipcu kajakarze zrealizowali kolejny cel swój. Tym razem w eskapadzie Morzem Bałtyckim z Ustki do Helu (5 dni - 155 km) udział wzięli: Bartosz Boliński, Łukasz Rybczyński, Piotr Grochowiak i Marek Nowakowski. Również popłynęli na 4 kajakach, tym razem 2 mieli pożyczone z wypożyczalni w Barcinie.
Wreszcie w 2021 r. barcińscy kajakarze podjęli najtrudniejsze z wyzwań, które zdołał zrealizować w swoim krótkim życiu Bartosz Boliński. Tym razem była to trasa z Kołobrzegu na wyspę Bornholm. W linii prostej to 110 km. Trudność polegała na tym, że cały odcinek trzeba pokonać jednego dnia. Trzeba też pamiętać, że płynąc kajakami trudno utrzymać na morzu prosty kurs. Powtarzał to zresztą często na swoich spotkaniach z publicznością chyba najsłynniejszy z polskich podróżników - kajakarzy Aleksander Doba. Bartek znał tego podróżnika, kiedyś nawet zrobił sobie z nim zdjęcie.
Barcinianie zdawali sobie wówczas sprawę, że płynąc samotnie, mogliby zgubić kurs. Wynajęli do asekuracji kuter James Cook z Kołobrzegu. Jego szyper specjalizuje się w asekurowaniu różnych śmiałków podejmujących wyzwania, czy to wpław, czy na kajakach np. w okolicach polskiego wybrzeża. Ostatecznie okazało się, że barcinianie nie zgubili kursu. GPS pokazał, że pokonali tamtego sierpniowego dnia 110 km do brzegów duńskiej wyspy. Ich podróż trwała 17 godzin. Wypłynęli z Kołobrzegu jeszcze przed świtem, a do celu dotarli o zachodzie słońca. Jak wspominał Bartosz Boliński, wrażenia na mecie były niesamowite. Byli mocno zmęczeni wiosłowaniem, ale wielką frajdę sprawił widok polskiego szkunera Zawisza Czarny, który akurat przepływał koło Bornholmu. Słońce chyliło się ku zachodowi w tle rozpostartych żagli tej jednostki. Panowie, a tym razem byli to jedynie Bartosz Boliński i Marek Nowakowski na dwóch kajakach, nie mieli czasu na zwiedzanie wyspy. Załadowali sprzęt na Jamesa Cooka, sami też wsiedli na jego pokład i zaraz po przyłożeniu głów do swoich koi, zasnęli. Obudzili się już w Kołobrzegu.
W zeszłym roku odbył też z kolegami wyprawę kajakową po Jeziorze Como we Włoszech, ale tę oceniał później przede wszystkim jako nagrodę za wcześniejsze wyzwania, bo możliwość smakowania alpejskich widoków z poziomu tafli lombardzkiego jeziora, była takim właśnie dodatkowym benefitem za wysiłek sportowy.
WIZJONER
Miał więc Bartosz Boliński na uwadze swoje osobiste wyzwania, ale jednocześnie nie zaniedbywał tego, na czym mu zależało jako barcinianinowi i Pałuczaninowi najbardziej. Jak wspomina Marcin Ruciński, prezes Barcińskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, a prywatnie kuzyn tragicznie zmarłego kajakarza, Bartka zawsze bolało to, że otaczają nas liczne jeziora, rzeki, że nasz odcinek Noteci jest fragmentem Wielkiej Pętli Wielkopolski, a tak mało na tych wodach widuje podczas treningów innych kajakarzy. Podczas swoich wypraw kajakowych zawsze promował Barcin. Miał ze sobą flagę z jego herbem. Tak samo chciał promować kajakarstwo wśród barcinian. Był wizjonerem, który w wyobraźni widział na Noteci i okolicznych jeziorach dziesiątki uśmiechniętych, jak i on ludzi w kajakach, z werwą zanurzających wiosła w wodzie.
Stąd też latem br. Marcin Ruciński jako prezes BOSiR zaprosił swego kuzyna do zorganizowania spływu z BOSiR-em dla miłośników wioseł. Plany mieli jeszcze większe. Zamiarem było stworzenie pod egidą BOSiR-u miejsc biwakowych zarówno przy stanicy żeglarskiej, jak i w terenie. Plan był taki, że zorganizowane grupy kajakarzy będą mogły podczas spływów Notecią nie tylko rozbić namiot w samym Barcinie, nieopodal stanicy, gdzie wyznaczone by zostało takie pole biwakowe. BOSiR dysponując samochodem mógłby stąd zawozić namioty także w teren, kilka czy kilkanaście kilometrów dalej, by w innych, wyznaczonych miejscach można było rozbić namioty, rozpalić ognisko, spędzić noc, by kolejnego dnia ponownie wsiąść do kajaków. Niestety, tych planów pod egidą Bartka Bolińskiego już się nie uda zrealizować. Owszem, BOSiR chce promować kajakarstwo i prezes Marcin Ruciński pewnie tego tematu nie odpuści, ale bez Bartka - co sam przyznaje - będzie bardzo trudno. Tym bardziej, że kuzyn inspirował też poprzez opowieści. Przecież chętnie spotykał się z miłośnikami sportu, rekreacji, podróży, by opowiadać im na prelekcjach o kajakowych wyprawach.
MĘŻCZYZNA, KTÓRY NAPĘDZAŁ SERCA POZYTYWNĄ MYŚLĄ
- Bartek Boliński, Bartuś, Boluś… Mąż i Ojciec, Brat, Syn. Przyjaciel dla wielu. Dla wielu Kolega, Mentor. Człowiek, który chciał tak bardzo z życia czerpać to co najlepsze i zarażać tą pełnią życia. Pasjonat sportu od najmłodszych lat. Tyczkarz w bydgoskim klubie Zawisza, potem kajakarz, ale także amator innych dyscyplin sportowych. Zawodowo czuwał nad bezpieczeństwem innych i zawsze bezinteresownie niósł pomoc. Bartek kochał sport i przygody z nim związane, lecz przed sportem zawsze była rodzina. Rodzina była najważniejsza. Wieczny optymista, który zarażał uśmiechem każdego i motywował każdego. Kto go poznał, kto z nim porozmawiał, ten starał się być lepszym człowiekiem – najlepszą wersją samego siebie. Każdy kto miał ten zaszczyt go poznać, dostał kawałek jego pozytywnych myśli do serca. One zostaną już z nami na zawsze, w sercu i umyśle. Będzie go przez to tak bardzo wszystkim brakować. Był jak płomień który rozpalał innych by znaleźli swoją pasję. Człowiek, o którym by można było nie jedną książkę napisać. Bartku – do zobaczenia - podzielił się z nami Łukasz Rybczyński, członek grupy Kajakami przez życie, towarzysz kajakowych wypraw i przyjaciel Bartka.
Ostatnie pożegnanie ś.p. Bartosza Bolińskiego nastąpi 22 grudnia. Uroczystości pogrzebowe, poprzedzone różańcem (o 10.30), rozpoczną się o 11.00 w kościele pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego. Następnie zmarły zostanie odprowadzony na cmentarz parafialny św. Jakuba w Barcinie.
Cześć Jego Pamięci!
Karol Gapiński
PO9R2
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze