Reklama

Od Jana Długosza do Michała Matyjasika - legenda Diabła Weneckiego i postać Mikołaja Nałęcza

Historia zna wiele przykładów ludzi, którzy zostali zapamiętani nie dzięki swoim rzeczywistym dokonaniom, lecz przez opinie, plotki lub błędy utrwalone przez innych. Raz przypięta etykieta potrafi przetrwać całe stulecia i całkowicie zmienić sposób postrzegania człowieka. Dobrym przykładem jest Mikołaj Chwałowic z rodu Nałęczów, właściciel Wenecji na Pałukach, który przeszedł do historii jako „Diabeł Wenecki”.

Historia zna wiele przykładów ludzi, którzy zostali zapamiętani nie dzięki swoim rzeczywistym dokonaniom, lecz przez opinie, plotki albo błędy utrwalone przez innych. Raz przypięta etykieta potrafi przetrwać całe stulecia i całkowicie zmienić sposób postrzegania człowieka. Dobrym przykładem jest Mikołaj Chwałowic z rodu Nałęczów, właściciel Wenecji na Pałukach, który przeszedł do historii jako „Diabeł Wenecki”.

Mikołaj Nałęcz żył w XIV wieku i należał do najważniejszych przedstawicieli wielkopolskiego rodu Nałęczów. Był kasztelanem nakielskim, sędzią ziemskim kaliskim, właścicielem rozległych majątków oraz fundatorem kościołów. To właśnie on podniósł Wenecję do rangi miasta i około 1390 roku wybudował tam murowany zamek, którego ruiny można oglądać do dziś. Źródła historyczne ukazują go jako sprawnego polityka i urzędnika, mającego znaczący wpływ na życie regionu.

Reklama

Mikołaj Nałęcz położył również zasługi na polu rozwoju polskiego prawa. Przypisuje mu się wprowadzenie rozróżnienia między datą dokonania czynności prawnej a datą wystawienia dokumentu. Świadczy to o jego dużej wiedzy, doświadczeniu i praktycznej znajomości prawa. Data dokonania czynności prawnej oznacza moment, w którym strony złożyły zgodne oświadczenia woli i doszło do zawarcia umowy. Potwierdzeniem takiego porozumienia mogło być choćby symboliczne uściśnięcie dłoni. Spisanie umowy na papierze mogło nastąpić później, zgodnie z dawną zasadą: verba volant, scripta manent - słowa ulatują, pismo pozostaje. Skutki prawne powstawały jednak już w dniu zawarcia umowy, a nie dopiero w dniu sporządzenia dokumentu, który ją potwierdzał.

Tym bardziej uderzające jest więc to, że tak złożona i zasłużona postać została w zbiorowej pamięci sprowadzona niemal wyłącznie do diabelskiego przydomka. Z czasem wokół jego osoby narosły opowieści o duchach, ukrytych skarbach i przeklętych ruinach zamku. Człowiek stopniowo ustąpił miejsca legendzie.

Reklama

W tym miejscu rodzi się pytanie: dlaczego właśnie Mikołaj Nałęcz, urzędnik, fundator i właściciel Wenecji został zapamiętany przede wszystkim jako „Diabeł Wenecki”? Jednej z odpowiedzi należy szukać w burzliwych wydarzeniach końca XIV wieku.

Mikołaj z Wenecji aktywnie uczestniczył w wojnie Nałęczów z Grzymalitami, której tłem była sukcesja tronu polskiego po śmierci króla Ludwika Węgierskiego, a także spory majątkowe i zajazdy. Po stronie Grzymalitów znajdował się ówczesny właściciel Żnina, arcybiskup gnieźnieński Bodzanta. Warto przypomnieć, że to on w 1384 roku koronował dziesięcioletnią księżniczkę węgierską Jadwigę na króla Polski, a w 1386 roku ochrzcił Jagiełłę i trzy dni później udzielił mu ślubu z Jadwigą. Mikołaj spalił między innymi należący do niego Żnin. Nic więc dziwnego, że człowiek, który złupił dobra Kościoła, mógł zostać przez kościelnych autorów umieszczony w diabelskim orszaku.

Reklama

Najstarszym zachowanym źródłem utrwalającym czarny wizerunek Mikołaja Nałęcza są „Roczniki” Jana Długosza. Spisując je w drugiej połowie XV wieku, kronikarz zachował pamięć o człowieku związanym z Wenecją, którego określił mianem „krwawego diabła”. Nie było jeszcze wtedy opowieści o skarbach ani duchach. Narodził się natomiast czarny mit okrutnego możnowładcy. Ponieważ Długosz uchodził za najwybitniejszego polskiego kronikarza, jego relacja przez stulecia była traktowana niemal jak niepodważalna prawda.

Sam Długosz nie był jednak wolny od błędów. Mylił daty, genealogie i niekiedy oceniał wydarzenia przez pryzmat własnych poglądów politycznych. Jako duchowny i bliski współpracownik kardynała Zbigniewa Oleśnickiego szczególnie surowo patrzył na osoby występujące przeciwko Kościołowi lub jego majątkom. W przypadku „Krwawego Diabła” badacz Józef Przyborowski wykazał, że kronikarz przypisał Mikołajowi Nałęczowi zbrodnie i wieloletnie więzienie, które nie znajdują potwierdzenia w źródłach. Według Przyborowskiego Długosz pomylił Mikołaja Nałęcza z Janem Czarnkowskim, traktując dwie różne osoby tak, jakby były jedną.

Reklama

Kariera urzędowa Mikołaja Nałęcza trwała nieprzerwanie aż do śmierci. Możliwe więc, że legenda narodziła się z historycznej pomyłki połączonej z niechęcią kronikarza.

Przez kolejne stulecia legenda żyła już własnym życiem. Adam Ignacy Naramowski podtrzymał pamięć o niej w XVIII wieku. Kazimierz Władysław Wójcicki odnotował w XIX wieku powiedzenie „wygląda jak diabeł wenecki”, co pokazuje, że postać ta wyszła poza lokalną tradycję i stała się elementem polskiej kultury. Następnie Karol Szajnocha, Zygmunt Gloger, Michał Wołowski oraz Otto Knoop wprowadzali ją do literatury, teatru i folkloru. W ten sposób historyczna postać coraz bardziej zamieniała się w bohatera ludowej wyobraźni.

Reklama

Równocześnie pojawiali się badacze próbujący oddzielić fakty od legendy. Zapoczątkował to Józef Przyborowski, a później kontynuowali między innymi Marian Gumowski oraz Jan Pakulski, który szczegółowo przeanalizował genealogię Nałęczów i polityczne tło życia Mikołaja z Wenecji. Dzięki ich pracy wiadomo dziś, że za legendą stał rzeczywisty człowiek uwikłany w brutalne konflikty XIV wieku, a nie jedynie baśniowy „diabeł”.

Pomimo tych ustaleń w XX i XXI wieku legenda nadal się rozwijała. Wanda Dobaczewska, a później Feliks Malinowski i Wojciech Łysiak popularyzowali ją wśród mieszkańców Pałuk i w całym kraju. Z czasem pojawiały się kolejne powieści, broszury turystyczne, audiobaśnie, serial „Korona królów” oraz komiks. W latach osiemdziesiątych XX wieku, podczas turnieju miast Żnin i Łęczyca, Diabeł Wenecki konkurował z Diabłem Łęczyckim. Każde pokolenie dopisywało własny rozdział do tej samej opowieści, często coraz bardziej oddalając się od historycznych źródeł.

Reklama

Najnowszym ogniwem tego wielowiekowego łańcucha jest książka Michała Matyjasika „Dyjabeł. Cztery żywioły Mikołaja Nałęcza” z 2025 roku. Autor nie buduje kolejnej legendy, lecz próbuje zdjąć z Mikołaja warstwy opowieści narosłe przez sześć stuleci. Łączy wiedzę historyczną z topografią Pałuk, analizą dawnych traktów, majątków i zachowanych źródeł. Zamiast pytać, jakim diabłem był Mikołaj Nałęcz, stawia pytanie, dlaczego w ogóle nim został.

Książka Matyjasika wiąże historię z konkretnymi śladami odnalezionymi w terenie, takimi jak kamień młyński w Gąsawce czy kafel z wizerunkiem „rozczochranego obwiesia”, który zainspirował autora w dzieciństwie. Symboliczną rolę odgrywa w niej Titivillus, średniowieczny demon błędów skrybów. Matyjasik żartobliwie sugeruje, że to właśnie on mógł „podstawić nogę” Długoszowi, gdy ten przypisał przydomek „Krwawego Diabła” niewłaściwej osobie. Literacka metafora prowadzi jednak do poważnego pytania: jeśli jedna pomyłka mogła przetrwać kilkaset lat, to ile podobnych błędów mogło znaleźć się w innych przekazach historycznych?

Reklama

Przypadek Mikołaja Nałęcza pokazuje, jak łatwo złożona postać historyczna może zostać sprowadzona do jednego przydomka. Przez wieki pamiętano przede wszystkim „Diabła Weneckiego”, a nie fundatora kościołów, sędziego, budowniczego zamku czy człowieka zasłużonego dla rozwoju prawa. Historia ta przypomina, że oskarżenia, uproszczenia i błędne informacje potrafią żyć znacznie dłużej niż fakty.

Mikołaj Nałęcz nie był zapewne ani bohaterem bez skazy, ani potworem znanym z legend. Był człowiekiem swoich czasów, uwikłanym w konflikty, zależności polityczne i spory możnych rodów. Dopiero spojrzenie przez pryzmat źródeł, a nie tylko późniejszej legendy, pozwala zobaczyć w nim kogoś więcej niż Diabła Weneckiego.

Reklama

Izabela Nowak, współpraca: Dominik Księski

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości