Kronikarz wsi
W Turze - niewielkiej miejscowości położonej malowniczo nad Notecią - mieszka zdun Witold Krall. We wsi znany jest nie tylko z tego, że potrafi dobre piece stawiać. Jego pasją jest historia, a szczególnie spisywanie dziejów Turu.
Od lat zbiera informacje o swojej wsi. Znajduje je w starych dokumentach administracyjnych i kościelnych, kronikach, artykułach prasowych, odwiedza archiwa państwowe. Spisał również relacje starszych mieszkańców. Wielu z nich już nie żyje, jak uczestnicy powstania wielkopolskiego. Na podstawie zebranego materiału napisał kronikę Turu.
"Uważam, że wśród wielu zainteresowań najbardziej pragniemy poznać historię swej rodzinnej miejscowości i regionu. Ciekawi nas szczególnie, skąd wzięła się nazwa, czym trudnili się i jak żyli mieszkańcy, jaki był ich wkład w historycznym zapisie narodowym naszej ojczyzny" - mówi.
W zbieraniu materiałów pomagała rodzina i znajomi. Dostarczali mapy, fotografie, pomagali w nawiązywaniu kontaktów. Każdy życzliwie traktował hobby zduna, który przy okazji spotkań rodzinnych i towarzyskich potrafił snuć ciekawe opowieści. W miejscowej szkole przybliżał uczniom przeszłość wsi.
"Tur była to osada rybacka położona przy szlaku bursztynowym. Bory i moczary obfitowały we wszelką zwierzynę - żyły tutaj niedźwiedzie i woły polskie, czyli tury. Od tych zwierząt pochodzi nazwa wsi. Według legendy spotykano takie okazy, że dwóch chłopów między rogami zabitego mogło usiąść" - opowiada Witold Krall.
Najstarsza wzmianka, którą odszukał o Turze, pochodzi z 1377 r. Wtedy to Samoklęski i Tur stanowiły własność braci Wojciecha i Marcina, którzy otrzymali od króla pozwolenie na budowę mostu na Noteci i pobieranie cła. Otrzymali także zgodę na założenie miasta Rudy.
Witold Krall w kronice odnotowuje właścicieli wsi. Sporo informacji dotyczy miejscowej huty oraz kościoła parafialnego w Samoklęskach Dużych. Odnotowani są duchowni i ważniejsze wydarzenia jak np. odprawienie w 1861 roku manifestacyjnego nabożeństwa dla uczczenia powstania listopadowego. Sporządził imienny wykaz uczestników powstania wielkopolskiego z Turu i okolic - obejmuje on około 80 nazwisk.
"Powstaniec wielkopolski Jan Wiśniewski opowiedział mi pełen humoru fortel powstańców, w którym brał udział. W Żurczynie stał na posterunku mały oddział powstańców. Patrolowali odcinek na linii Olek - Zamość. Zostali zaalarmowani, że Niemcy w sile kompanii posuwają się tyralierą z Głęboczka, aby zaatakować oddział. Powstańcy postanowili odeprzeć nieprzyjaciela poprzez zaskoczenie. Posmarowali sobie twarze sadzami. Udając Murzynów wyskoczyli z zasadzek niezrozumiale krzycząc. Niemcy myśleli, że Polacy otrzymali posiłki wojsk kolonialnych z Francji, których piekielnie się bali. Nie pomogły rozkazy i nawoływania dowódcy. Wpadli w panikę, pozostawili czterech zabitych. Powstańcy z tej akcji, pomimo, że było ich niewielu, wyszli bez strat" - wspomina.
O tych i innych ciekawych zdarzeniach opowiada historyk-amator Witold Krall, którego celem stało się napisanie monografii Turu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze