Zasłużeni ludzie Pałuk
Ksiądz Marian Heliński
Ksiądz Marian Heliński przez ponad 50 lat był proboszczem parafii w Gębicach pod Mogilnem, w czasie wojny działał w konspiracji, będąc żołnierzem - kapelanem AK.
Marian Heliński, pochodzący ze znanej, aczkolwiek obecnie zapomnianej, a od lat osiadłej w stolicy Pałuk rodziny, urodził się w 1912 r. w Żninie. Tu uczęszczał do miejscowego Gimnazjum i zdał maturę.
Ojciec Mariana Helińskiego prowadził przed wojną w Żninie, przy ul. Śniadeckich 12 skład z konfekcją, a przede wszystkim męskimi kapeluszami (dziś znajduje się tam sklep akcesoriów samochodowo-motoryzacyjnych p. Szulca i spółka). Na cmentarzu parafialnym w Żninie znajduje się rodzinny grobowiec Helińskich.
Po ukończeniu seminarium duchownego i otrzymaniu święceń kapłańskich - ksiądz Marian Heliński był wikariuszem w jednej parafii w Bydgoszczy i tam zastał go wybuch wojny w 1939 r. Poszukiwany przez Gestapo ukrywał się przez dłuższy czas pod Bydgoszczą i w Żninie, lecz ciągle zagrożony aresztowaniem przez hitlerowców, zmuszony był do ucieczki. Udało mu się przedostać do Warszawy, a stamtąd w 1940 r. pojechał do Garwolina. Dzięki pomocy księdza kanonika, dra Adama Dawidczyka, proboszcza garwolińskiej parafii, opiekującego się z narażeniem życia uciekinierami przed hitlerowskimi siepaczami, ksiądz uzyskał lewe dokumenty i przybrał nowe, okupacyjne nazwisko - Marian Urbański, sprawując posługi religijne w oddalonej o około 10 km od Garwolina ubogiej wsi - Uninie, gdzie znajdowała się mała kaplica.
Ksiądz Marian Heliński vel Urbański, często przyjeżdżał rowerem do Garwolina, gdzie mieszkało kilka rodzin wysiedlonych ze Żnina. Przebywał także w naszym skromnym okupacyjnym mieszkaniu. Ksiądz Marian działał w konspiracji, będąc żołnierzem - kapelanem AK, często spieszył z posługą religijną do rannych partyzantów, przebywających właśnie na rekonwalescencji w małym majątku ziemskim pp Migdalskich, w niezbyt odległym od Unina Łętowie.
Ja również korzystałem z "gościny", trwającej kilka tygodni, dzieląc z księdzem Helińskim wspólny pokój. Mój pobyt spowodowany został koniecznością ukrycia się po wsypie w naszym plutonie "Niepodległość-AK".
Aresztowano wówczas trzech moich bliskich z konspiracji przyjaciół: Zbigniewa Zimnego, Ryszarda Wieteskę i Adama Jakimiaka. Dwóch pierwszych hitlerowcy zamordowali, a A. Jakimiak zdołał szczęśliwie zbiec z posterunku niemieckiej żandarmerii w Garwolinie.
U księdza Helińskiego był punkt kontaktowy rejonu AK. Przybywali tam kurierzy i łącznicy przywożąc z Warszawy konspiracyjną prasę i instrukcje bojowe. Ksiądz często, a było to w styczniu-lutym 1944 r. udawał się do pobliskich lasów, gdzie na ośnieżonych, leśnych polanach odprawiał msze św. polowe dla pododdziałów AK. Nieraz mu towarzyszyłem.
Kiedy w lipcu 1944 r. wkroczyła na tereny Podlasia Armia Sowiecka, hitlerowcy wzmocnili w Garwolinie swój garnizon i postanowili tu bronić się, wypędzając ludność cywilną z miasta.
Grupa uciekinierów (w tym także moi rodzice) udała się do Unina, gdzie dzięki pomocy księdza Mariana, znalazła schronienie i wyżywienie w ubogich, acz życzliwych unińskich rolników.
Po wojnie ksiądz Marian Heliński, uzyskał z powrotem właściwe dokumenty i przez ponad 50 lat był proboszczem parafii w Gębicach pod Mogilnem, zyskując wielki szacunek wśród swych parafian. Po przejściu na emeryturę, co miało miejsce kilka lat temu, zamieszkał w Bydgoszczy przy ul. Kostki Napierskiego.
Z żalem wielkim (nie tylko ja zresztą), dowiedziałem się o śmierci księdza, który 24 II 1993 r., zmarł w wieku 81 lat. Pochowany został ma cmentarzu parafialnym w podmogileńskich Gębicach, w swej parafii, której poświęcił wiele lat swego duszpasterskiego posłannictwa. Cześć Jego pamięci.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze