Barcin, kuria, ksiądz Grzegorz Grzybowski, dług
Kuria straciła z księdzem kontakt
Los księdza wikariusza z parafii św. Jakuba, który decyzją prymasa Polski z dniem 1 stycznia został urlopowany, a później nie otrzymał przydziału do nowej parafii, obecnie pozostaje nieznany. Kuria straciła z kapłanem jakikolwiek kontakt.
Ksiądz Grzegorz Grzybowski pełnił do końca 2013 r. posługę wikariusza w parafii św. Jakuba Większego w Barcinie. Z dniem 1 stycznia 2014 roku arcybiskup Józef Kowalczyk, w tamtym czasie prymas Polski, skierował księdza Grzegorza Grzybowskiego na urlop. Przyczyną tej decyzji ojca Kościoła w Polsce był dług, który kapłan zaciągnął wobec jednej ze swoich parafianek w Barcinie. Chodziło o kwotę kilkudziesięciu tysięcy złotych. Mimo nakazu sądowego kapłan nie spłacił tego długu. Tymczasem do Kurii Arcybiskupiej w Gnieźnie cały czas napływały pisma ze skargami na księdza, który sprzeniewierzył zaufanie mieszkanki Barcina i naraził ją na straty finansowe. Przypomnijmy: ksiądz Grzegorz Grzybowski został wikariuszem w barcińskiej parafii św. Jakuba Większego w połowie 2009 roku. W tym też roku pożyczył od jednej z parafianek 30.000 zł. Pieniędzy nie oddał, mimo że w maju 2011 roku zapadł wyrok nakazowy sądu cywilnego, aby wikariusz prawie 90-letniej parafiance dług oddał. Sprawa nabrała rozgłosu medialnego jesienią 2011 roku. Pisaliśmy wówczas, że księdza nie zmobilizował wyrok nakazowy sądu w tej sprawie ani upomnienie kanoniczne biskupa nałożone również dlatego, że wikariusz z Barcina podważał autorytet swego obecnego i poprzedniego proboszcza oraz samego księdza biskupa i całego Kościoła. Ksiądz był wielokrotnie przez kurię wzywany i w Gnieźnie przed swoim przełożonym w hierarchii kościelnej zobowiązywał się do spłaty długu. Słów jednak nie przekładał na czyny. Mimo spłaty pewnej części długu, większość zobowiązań nadal na nim ciążyła, a co więcej, ksiądz nie miał żadnego oficjalnego porozumienia z synem swojej wierzycielki. Ten podkreślał, że faktycznie do całej kwoty powinny być jeszcze naliczane odsetki. Wreszcie prymas stracił cierpliwość i oddalił księdza Grzegorza z parafii w Barcinie. Co więcej, kapłan nie otrzymał przydziału do nowej parafii, do której miałby pojechać pełnić posługę. Zimą ksiądz opuścił Barcin i nie było wiadomo, gdzie trafi. Jego dalsze losy nie są znane barcinianom do dzisiaj. W związku z tym otrzymywaliśmy od mieszkańców starego miasta zapytania, czy może wiadomo już, gdzie trafił ksiądz, który przez 3,5 roku pełnił posługę w Barcinie. Jednak nazwiska księdza Grzegorza Grzybowskiego nie dostrzegliśmy na liście takich przydziałów. Nasze pytanie w tej sprawie skierowaliśmy do księdza Zbigniewa Przybylskiego, rzecznika prasowego Archidiecezji Gnieźnieńskiej.
- Kontakt z księdzem Grzegorzem niestety straciliśmy. Nie wiemy, gdzie on teraz przebywa. Na pewno miejsca w żadnej naszej parafii sobie nie znalazł. Całą korespondencję do księdza kierujemy na znany nam adres jego domu rodzinnego. Decyzja o ewentualnym przydziale nowej parafii, do której mógłby trafić ksiądz Grzegorz Grzybowski, należy wyłącznie do księdza prymasa - przekazał ks. Zbigniew Przybylski.
Syn poszkodowanej przez wikariusza parafianki również nie wie, gdzie przebywa ksiądz - dłużnik. Uregulował jedynie 6.000 zł, ale nadal jest winny 30.000 zł plus odsetki. - Komornik, który miał prowadzić egzekucję, oddał mi tę sprawę, bo nie mógł ustalić miejsca pobytu księdza i nie miał możliwości fizycznego dokonania egzekucji na poczet długów. Słyszałem w jednej wersji, że ksiądz wyjechał do Anglii, a w drugiej, że znalazł sobie parafię poza naszą diecezją, ale to raczej plotki, a jak jest w rzeczywistości, to nie mam pojęcia. Odsetki cały czas rosną, a my niemal straciliśmy nadzieję na odzyskanie całej sumy, którą przywłaszczył ksiądz - powiedział syn poszkodowanej.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1170 (29/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze