Sąsiedzkie weto
Kurza wojna
Sprzeciw sąsiadki, która nie chce, aby starsza kobieta trzymała w kurniku przy ul. Aliantów siedem kur spowodował interwencję Straży Miejskiej i wyznaczenie terminu likwidacji hodowli. Tymczasem w dziesiątkach posesji w Żninie trzymane są kury, kaczki, czy króliki dla potrzeb własnych. Tyle tylko, że w tamtych przypadkach sąsiedzi nie zgłaszają sprzeciwu, więc strażnicy miejscy zostawiają to w spokoju.
Halina Porowska jest bardzo przywiązana do swoich kur, które trzyma w pomieszczeniu gospodarczym na podwórzu domu przy ul. Aliantów fot. Karol Gapiński W ubiegłym tygodniu Halinę Porowską, 80-letnią mieszkankę ul. Aliantów w Żninie odwiedzili strażnicy miejscy. - Powiedzieli, że nie mogę trzymać tych kilku kur w pomieszczeniu gospodarczym na podwórku, ponieważ zabraniają tego przepisy. Tłumaczyłam im, że drób hoduję w tym kurniku od początku lat 70., kiedy tylko przeprowadziłam się tutaj z Gąsawy. Mało tego, kiedyś nawet miałam tutaj świnie i jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Teraz mam 7 kurek niosek. Wiosną miałam więcej, ale do kurnika wdarł się pies, który się tu przybłąkał i zagryzł dorodnego koguta i jedną kurkę. Utrzymuję się z emerytury, mieszkam z moją córką Anną Dobrogoszcz, która otrzymuje niewielką rentę. Te trochę jajek i raz na jakiś czas mięso to nasze dodatkowe utrzymanie. Dzięki tym kurkom możemy żyć na lepszym poziomie. Gdyby nie one, to byśmy klepały biedę - mówi Halina Porowska.
Kurnik
Halina Porowska i Anna Dobrogoszcz mieszkają w budynku, którym zarządza Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej. Pani Halina podkreśla, że nigdy nie miała, ani nie ma też obecnie żadnych zadłużeń, jeśli chodzi o opłaty czynszowe wobec gminy, która jest właścicielem budynku.
W skład czynszu wchodzi opłata za niecałe 6 metrów kwadratowych pomieszczenia gospodarczego w budynku na podwórzu. W budynku tym pomieszczenia gospodarcze mają też inni lokatorzy. Za niecałe 6 metrów kwadratowych pomieszczenia, w którym Halina Porowska stworzyła kurnik, wpłaca do kasy PGM 5,90 zł miesięcznie. Ów kurnik Halina Porowska nazywa też chlewikiem. Podobne pomieszczenia w budynku gospodarczym mają też pozostali lokatorzy. Oni jednak nie wykorzystują ich do celów hodowlanych. Cały czynsz z niektórymi opłatami to w przypadku Haliny Porowskiej nieco ponad 180 zł miesięcznie.
- Kiedy strażnicy przyszli w sprawie tych kur, domyślałyśmy się, że nasłała ich na nas sąsiadka obok, a dokładniej jej matka, która codziennie ją odwiedza, a nie mieszka wcale tutaj. To matka tej pani inspiruje ją do tego, żeby nasyłała na nas Straż Miejską - stwierdza Halina Porowska, a potwierdza to mieszkająca z nią córka.
Salmonella
Mieszkająca obok pani Karolina (nie chce przedstawić się w tekście z nazwiska) stanowczo zaprzeczyła teorii, że to jej mama namawiała ją do zgłoszenia sprawy strażnikom miejskim. - Po prostu mój synek, 6-letni Kacper latem zaraził się salmonellą. Podejrzewałam, że to przez te kury, ponieważ sąsiadka nie zabezpiecza tego pomieszczenia, gdzie je hoduje. Kury te biegają w związku z tym po całym podwórku, a nawet dalej, wychodzą na plac przed blokiem a także przed bar piwny - mówi pani Karolina.
- Siedzę tutaj za kontuarem od 14:00 do 22:00 a czasami jeszcze dłużej i kur tutaj nie widziałam, tylko piwoszy - zapewnia Wanda Wysocka, właścicielka baru.
Jednak sama Halina Porowska przyznaje, że zdarza się jej kurki wyprowadzać na zewnątrz, ale ma je wtedy cały czas pod opieką. Jej sąsiadka, która poinformowała Straż Miejską, jest przekonana, że zwłaszcza popołudniami kury są wypuszczane i chodzą po całym terenie samopas.
Pies na kury
Anna Dobrogoszcz ripostuje: - To ten synek sąsiadki specjalnie, psocąc się, odsuwa ogrodzenie, żeby kury uciekały na podwórze. I jeszcze je dręczy. Matka chłopca nie przyjmuje tego do wiadomości i skarży się, że Halina Porowska zwraca się do jej synka per szczeniaku. Pani Karolina dodaje też: - Sam fakt, że w tym roku pies jej zżarł 2 kury świadczy o tym, że są puszczane na świeże powietrze i chodzą po podwórku. Gdyby były zamknięte, to pies by się do nich nie dostał.
Wyjaśnijmy, że Halina Porowska z rodziną skonstruowała prowizoryczne ogrodzenie na świeżym powietrzu, tuż przy drzwiach swego pomieszczenia gospodarczego, gdzie trzyma drób. Dzięki temu kury mogą wyjść z zamkniętego pomieszczenia i pozostawać w obrębie ogrodzenia na świeżym powietrzu.
Skąd choroba?
Halina Porowska i jej syn Michał są przekonani, że syn sąsiadki nie dostał salmonelli, a jeśli już nawet, to na pewno nie od kur pani Haliny. - Gdyby kury były nosicielkami wirusa, to byśmy sami zachorowali, bo przecież spożywamy regularnie znoszone przez nie jajka. A poza wszystkim te kury kupiliśmy z hodowli w Sarbinowie pod Żninem. Są to odchowane, roczne kury, które były zaszczepione na wszystkie choroby. Poza wszystkim zaś, syn sąsiadki miał nie salmonellę, ale udar słoneczny, bo w upały podczas ostatniego lata przebywał za długo na słońcu na plaży. I to stamtąd zabrała go karetka - argumentują Michał i Halina Porowscy. Sąsiadka jednak zapewnia, że jej syn Kacper ma wirus salmonelli. - Nie mogę oczywiście udowodnić, że przyczyną są kury, ale faktem jest, że w piaskownicy mógł się zetknąć z odchodami tych kur, a że później, jak to dziecko, mógł niedokładnie umyć ręce i w efekcie salmonella mogła się przedostać do jego przewodu pokarmowego. Taką możliwość potwierdziła pani z „sanepidu”, która jednak powiedziała, że istnieją też inne drogi przenoszenia choroby, więc nie ma pewności, że to przez kury. Wolę jednak dmuchać na zimne. Piaskownicę zrobiliśmy w tym roku, znajduje się ona około 3 metry od kurnika i akurat teraz syn zachorował - mówi pani Karolina.
Panią Porowską i jej dzieci dziwi też to, że sąsiadka, choć jest lokatorką mieszkania prywatnego (właścicielka mieszka w Bydgoszczy) w budynku należącym do gminy, na podwórku administrowanym tak samo, jak i ów budynek przez PGM, z własnej inicjatywy stworzyła piaskownicę dla swego dziecka. - Czy aby nie powinien takich rzeczy robić ze swojej inicjatywy PGM, a nie lokatorka dla swego syna? - zapytuje Michał Porowski. Pani Karolina odpowiada, że z piaskownicy i z podwórka korzysta co najmniej dziesięcioro dzieci od 4 do 13 roku życia z 3 budynków pocztowych przy ul. Aliantów, które mają wspólne podwórko. - No i gdzie te dzieci miałyby się bawić? Podwórko jest dla ludzi, a nie dla kur, czy innych zwierząt. Zresztą to przez panią Porowską schodzą się tutaj bezdomne psy i koty, bo ona je dokarmia. Dlatego później jest brud, pełno odchodów na klatce schodowej. Chce pan dowodu, że ona dokarmia te zwierzęta? Proszę zobaczyć przed drzwiami pani Porowskiej miseczkę z mlekiem, którą ona tam wystawia - skarży się pani Karolina.
Te argumenty Michał Porowski i Anna Dobrogoszcz kwitują śmiechem. - Nie wiemy, jak ta pani liczy te dzieci, że wyszło jej 10 dzieci. Na pewno ich tyle tutaj nie ma. Co do miseczki z mlekiem, to mama ma suczkę Perełkę, która uwielbia mleko, ale musi je pić na korytarzu. Nie wiemy, tak sobie upodobała. Kiedy postawić jej miseczkę w mieszkaniu, to nie tknie mleka, aż skwaśnieje. Co zaś do bezdomnych kotów, to nie my, ale sąsiedzi z dołu wystawiają na podwórzu miseczki z jedzeniem, bo szkoda im tych głodujących, bezpańskich zwierząt - mówią.
Z prezesem PGM Stanisławem Wicińskim nie udało nam się skontaktować.
Piaskownica i odchody
Adam Milejczak, przewodniczący komisji bezpieczeństwa i ładu publicznego w Radzie Miejskiej Żnina uważa, że piaskownica na podwórku zrobiona z inicjatywy lokatora nie jest niczym złym. - Te dzieci też muszą się gdzieś bawić. Piaskownica nie stwarza jakiegoś niebezpieczeństwa, jak np. huśtawki, czy zjeżdżalnia, które potrzebowałyby atestu - uważa radny.
Tadeusz Kosiara, który w żnińskiej Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej odpowiada za kontakty z prasą uważa, że jest możliwość zarażenia się salmonellą poprzez odchody kur, jeśli są one nosicielami choroby. Jednak fakt spożywania na co dzień jajek od tych kur i nie zarażenia się przez tych konsumentów chorobą stanowi poważny argument przemawiający za tym, że kury te nie są nosicielami. Nie można jednak w tym przypadku stwierdzić, co mogłoby być przyczyną salmonelli u chłopca, ponieważ sanepid bada pod tym kątem próbki żywności tylko w przypadkach, kiedy doszło do zbiorowego zatrucia osób spożywających tę samą żywność, a nie w przypadkach pojedynczych zatruć. - Salmonellę mogą przenosić też szczury, czy myszy. Nie wiadomo zatem, co mogło być przyczyną zatrucia dziecka w takim jednostkowym przypadku - uważa Tadeusz Kosiara.
Pani Karolina argumentuje, że właśnie szczury w pomieszczeniach gospodarczych są liczne. - To przez te kury. Ja mam komórkę sąsiadującą z tym kurnikiem i muszę rozsypywać tam trutkę na szczury. Pojawiły się one tam, bo ciągnie je do tych kur i jajek - uważa. Halina Porowska odpiera ten zarzut, twierdząc, że w kurniku utrzymuje czystość, ściany są wygipsowane i pobielone, więc szczury nie znajdą tu sprzyjającego im środowiska. - Przecież pani Porowska ma działkę, czemu tam nie trzyma tych kur, tylko tutaj? - dziwi się pani Karolina. Halina Porowska tłumaczy nam, że ma 80 lat i trudno byłoby jej chodzić na działkę, aby doglądać ptasiego stadka. - A na dodatek miałam tam już włamania do altanki. Drżałabym po nocach o te kury, że coś im się może stać - mówi mieszkanka ul. Aliantów.
Przepisy są jasne
Małgorzata Drzewiecka, w Urzędzie Miejskim w Żninie zajmująca się sprawami dotyczącymi ochrony środowiska powiedziała, że uchwalony przez Radę Miejską regulamin zachowania czystości i porządku w gminie jasno precyzuje, że w granicach administracyjnych miasta jest zakaz prowadzenia hodowli bydła, koni, owiec, kóz, świń, drobiu i zwierząt futerkowych w posesjach niezwiązanych z rolnictwem.
Michał Porowski i jego matka wskazują jako przykłady liczne kurniki przydomowe, choćby na ul. Szpitalnej: - Na ul. Aliantów są nawet świnie hodowane. Czytałem nawet w gazecie, że gdzieś na Śląsku bodajże ktoś trzymał świniaka w wannie w łazience. Przecież kurniki na kilka kur to codzienność w miastach całego kraju. Mama prawie 40 lat trzyma w tym swoim kurniczku drób i nikomu to nie przeszkadzało. Dopiero tej pani. Uważam, że to czysta złośliwość, inspirowana przez matkę tej pani, a nie ją samą.
- Jeśliby mała hodowla drobiu była podstawą utrzymania rodziny, a pretensji nie zgłosiłby żaden z sąsiadów, to istnieje możliwość utrzymania takiej hodowli. Jednak w momencie, gdy uwagę zgłasza którykolwiek z sąsiadów, to bezwzględnie w wyznaczonym terminie trzeba taką hodowlę zlikwidować - mówi Małgorzata Drzewiecka.
Przewodniczący komisji porządku Adam Milejczak powiedział, że radni uchwalając zakaz trzymania zwierząt w mieście, mieli na myśli przede wszystkim duże hodowle przemysłowe. Na stadka składające się z kilku kur można patrzeć przymrużonym okiem. - Jednak w przypadku tych budynków pocztowych na ul. Aliantów, gdy mieszka w nich sporo rodzin, a podwórko jest wspólne, to hodowla powinna być zamknięta. O wszystkim przesądza dodatkowo sprzeciw jednej z lokatorek. Jakkolwiek myślę, że tak naprawdę to nie kury sąsiadki jej przeszkadzają, a po prostu jest to normalny konflikt międzysąsiedzki o szerszym podłożu, zaś kury są jedynie pretekstem - uważa żniński rajca.
Interwencje tylko na wniosek sąsiadów
P.o. komendant Straży Miejskiej Włodzimierz Dolaciński również jest zdania, że tłem konfliktu nie są kury, a przynajmniej nie tylko one. - Jednak prawo jest prawem i dlatego panią Halinę Porowską odwiedziła Straż Miejska. Lokatorka otrzymała termin do 12 października, żeby zlikwidować hodowlę. Jeśli tego nie zrobi, to ukarana może być mandatem, bądź sprawa zostanie skierowana do sądu. Zwykle dajemy na likwidację takich hodowli 2-3 tygodnie do miesiąca. Dodam, że nie chodzimy z własnej inicjatywy po posesjach sprawdzając, czy ktoś trzyma drób, albo króliki w mieście. Co najwyżej informację o zakazie takich hodowli przekazujemy mieszkańcom podczas patrolowania miasta. Wiemy, że są drobne hodowle w mieście, jednak jeśli nie przeszkadzają one sąsiadom, to zostawiamy je w spokoju - powiedział Włodzimierz Dolaciński.
- Nie wiem, co zrobię z tymi kurami. Ja po prostu chciałam żyć w spokoju, i żeby mi dali spokój. Jestem ugodową kobietą. A kurki bardzo lubię. Jestem do zwierząt przywiązana, bo pochodzę ze wsi. Wychowałam się w Gogółkowie na roli i zawsze byłam blisko zwierząt. Te kury będę musiała pewnie zlikwidować. Gdybym je nawet ubiła, to 7 sztuk w zamrażalniku lodówki nie zmieszczę, bo mam już tam mrożonki, a tyle mięsa od razu nie zdołamy zjeść. Może uda mi się komuś oddać te kurki na wieś - mówi przez łzy Halina Porowska.
Burmistrz może uratować ptaki
Po naszej wizycie w mieszkaniu na ul. Aliantów rodzina pani Haliny rozmawiała telefonicznie ze wspomnianą bydgoszczanką, właścicielką mieszkania, w którym mieszka sąsiadka Haliny Porowskiej sprzeciwiająca się hodowli kur na podwórku.
- Pani z Bydgoszczy powiedziała mojej córce, że jeśli sąsiadka nie wycofa zgłoszenia w sprawie kur do Straży Miejskiej, to zostanie jej wymówione to mieszkanie. Wcześniejszy bowiem lokator w tym mieszkaniu, nieżyjący już niestety, nigdy nie miał pretensji co do tej hodowli i wpisała się już ona w krajobraz tego domu. Dlatego właścicielka tego mieszkania, które zajmuje sąsiadka, była bardzo zdziwiona sytuacją - relacjonowała rozmowę z właścicielką sąsiedniego mieszkania Anna Dobrogoszcz.
Włodzimierz Dolaciński uważa, że Halina Porowska nie powinna jeszcze tracić nadziei: - Wprawdzie dotychczas nie mieliśmy jeszcze takiego przypadku, żeby nakazana przez nas likwidacja hodowli została wstrzymana, jednak myślę, że Halina Porowska, jako osoba starsza i zżyta ze swoim drobiem mogłaby napisać wniosek do pana burmistrza, ażeby warunkowo zgodził się on na utrzymanie tych kilku kur dla własnych potrzeb. W końcu od lat tę hodowlę prowadziła - mówi szef Straży Miejskiej.
- Ciężko będzie się rozstać z kurami. Jedna to nawet mi pod drzwi na piętro wchodziła i tam śpiewała. Taka jest przywiązana do mnie, jak i ja do niej. Gdzie mi tam do burmistrza pisać? Przecież on musi mieć ważniejsze sprawy na głowie. Smuci mnie jednak to, że tych kilka kurek może komuś przeszkadzać. I to jednej osobie tylko, gdy wszyscy spoglądają na to przychylnie - zakończyła Halina Porowska.
Karol Gapiński
Pałuki nr 867 (29/2008)
Inne teksty na ten temat:
Przedłużony kurzy żywot
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze