Perspektywicznym okiem po rezerwacie
Łapać ryby gołymi rękami
Przekroczyć bramy rezerwatu w Biskupinie to tak jakby wejść w inny świat odrywając się całkowicie od cywilizacji. Czas przestaje tutaj być problemem i przeszkodą, to co starosłowiańskie miesza się ze średniowiecznym i współczesnym.
Można to poczuć wszystkimi zmysłami. Z megafonów rozlega się muzyka na flety i fujarki, pachnie dymem z ognisk, gdzie indziej wędzoną rybą, miodem, ziołami, dziegciem, smołą. Można poczęstować się rybą smażoną na ognisku z dodatkiem rzeżuchy wodnej i zagryźć to podpłomykiem pieczonym w glinianym piecu chlebowym, zobaczywszy wcześniej jak miele się na nie mąkę na kamiennych żarnach. Można spróbować siły swoich rąk rąbiąc drewno siekierką z krzemiennym ostrzem lub kręcąc liny z Wikingami. Delikatniejsze ręce mogą sprawdzić się w lepieniu z gliny. Oczy cieszą piękne swą prostotą stroje, biżuteria z bursztynu, srebra czy miedzianego drutu. Atrakcji tych jest jeszcze wiele i codziennie zaskakują nowe, inne.
Broń i metale
Przy szałasie, gdzie wykonuje się strzały zawsze stoi kilku zainteresowanych. Zarówno krzemienny grot jak i pióra przymocowuje się do drewnianego trzonka klejem organicznym i rozmoczonymi ścięgnami zwierzęcymi. Taką strzałę można kupić za płacidła lub wykorzystać w praktyce strzelając z łuku lub kuszy. Chętnych nie brakuje, a efekty są różne. "Od śmiechu porobiły mi się już zajady" - mówi młoda pani, która instruuje strzelających. Celem są tarcze lub naszkicowane postacie zwierząt czy ludzi. Niektórzy strzelają podobno najlepiej gdy wyobrażą sobie swój własny cel.
Środa to dzień w sposób szczególny poświęcony metalom i broni. Z pieca w brązowni często lęcą iskry, bo pan Zbigniew Dolski dokłada węgla by uzyskać odpowiednią temperaturę. Piec wykonano pod jego okiem na bazie doświadczeń ludowych. Wnętrze zrobiono z kamienia, który oblepiono na zewnątrz gliną. Nad ziemią wystaje tylko komin - im wyższy tym lepiej. Z brązu wytopione mają być repliki orginalnych eksponatów pożyczonych przez muzeum. Jest tu bransoleta, którą nosiły kobiety w czasach jeszcze przed Chrystusem, szpila, siekiera, sztylet. Można dobić targu i zamówić jakiś odlew dla siebie. Wykonywane jest też specjalne zamówienie dla pani z Bractwa Miecza i Kuszy - klamra do paska w stylu średniowiecznym. Młoda dama sama projektuje i wraz z panem Dolskim wykonują model z wosku pszczelego. Posłuży on do utworzenia glinianej formy, która następnie zostanie zalana roztopionym brązem. Metal nadaje się do wylania gdy temperatura w piecu dochodzi do około 1500 stopni Celsjusza. Ocena czy jest on dostatecznie rozgrzany jest sprawą trudną, wymaga doświadczenia - pan Dolski robi to "na oko". Mnie nie udało się zobaczyć jak wygląda zalewanie formy. Piec nie nagrzał się dostatecznie "nie dowieźli węgla". Ciekawe jak w takich sytuacjach radzili sobie nasi przodkowie?
Nieopodal w kuźni obróbce poddawane jest żelazo. Kłuje się tu przede wszystkim podkowy i noże sierpikowate - narzędzia najbardziej uniwersalne. Najmniejsze noże podobno były używane do golenia, większe służyły jako narzędzia myśliwskie, te z dziurkami mogły być noszone na szyi jako ozdoby lub amulety. Imponujące wrażenie na zwiedzających robi zwisający z dachu miecz - wykłucie takiego cacka trwa kilka tygodni. Bracia Wojciech i Maciej Sławińscy, dla których kowalstwo jest życiową pasją, wyjaśniają zainteresowanym jak przebiega proces kucia. Pokazują różnego typu kleszcze kowalskie - używanie jednego z nich zależy od kształtu obrabianego metalu, kolce do wybijania dziur, siekiery do odcinania. Żelazo, nim przybierze odpowiedni kształt, kilka razy wędruje z żaru na kowadło i syczy hartowane w zimnej wodzie. Miechy - serca kuźni - pracują rzeczywiście w rytmie serca.
Rybacy
W olszynowym dymie wędzą się ryby. Rybacy z Gospodarstwa Rybackiego w Łysininie, którzy przygotowali tę część wystawy, częstują też gotowaną na ognisku zupą rybną i rybą smażoną. Do wędzenia, jak doradzają, można używać drewna drzew liściastych, najlepiej owocowych - to bardzo wpływa na kolor i zapach. Koniecznie musi być to drzewo, które samo uschło i dopiero potem zostało wyrąbane. Wędzenie trwa około 3 godzin, zawsze odbywa się w niewysokiej temperaturze, by skóra ryb nie popękała. Wcześniej oczywiście trzeba rybę moczyć w solance przez 3-4 godziny.
Chętni mogą spróbować łapania gołymi rękoma ryb pływających w specjalnym zbiorniku. Zdobycz można wziąć do domu na kolację. Rybacy demonstrują również jak dawniej z lnianych i bawełnianych nici robiono sieci. Wielkość oczek zależy od gatunku ryby do połowy którego sieć ma być użyta. Można też obejrzeć inne sprzęty rybackie: kute ościenie stosowane do połowu ryb przy brzegu i w trzcinach oraz obciążniki zrobione z różnych materiałów: ceramiczne, wapienne i ołowiane. Dużym zdziwieniem dla mnie było gdy dowiedziałam się, że wróżba z liści akacjowych "kocha, lubi, szanuje"... jest zwyczajem rybaków.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze