Trwająca 17 lat likwidacja łabiszyńskiej GS zakończyła się
Majątek sprzedali, pieniądze podzielili
W ubiegłym tygodniu zakończył się proces likwidacji Spółdzielni Handlowo-Rolniczej w Łabiszynie. Nieruchomości, za które odpowiadał obecny likwidator Bogdan Jędykiewicz, trafiły w ręce prywatne lub stały się własnością gminy. Uzyskany dzięki transakcji majątek podzielono między 36 członków spółdzielni.
Członkowie Spółdzielni Handlowo-Rolniczej podczas ostatniego zebrania fot. Bartosz Woźniak
Decyzja o likwidacji spółdzielni zapadła ponad 17 lat temu i spowodowana była zadłużeniem, jakie nad nią ciążyło. Sprzedaż majątku w postaci nieruchomości była jedynym rozwiązaniem, aby spłacić wierzycieli i podzielić pozostałą część między udziałowców, czyli członków spółdzielni. W innym przypadku nie zostałoby nic, gdyż wierzyciele i tak przejęliby na poczet długów i rosnących od nich odsetek należny im majątek, tyle że na drodze sądowej i w postępowaniu komorniczym.
Niestety likwidacja spółdzielni od początku nie przebiegała tak, jak większość spółdzielców by sobie tego życzyła (pisaliśmy o tym w Pałukach nr 7,8,33/2011). Wokół poprzedniego likwidatora, którym był zmarły w ubiegłym roku Leszek Najsztub, narosło wiele kontrowersji, jeśli chodzi o przeprowadzanie procedury likwidacyjnej. Już sama długość jej trwania budziła zdumienie i wątpliwości. Tym bardziej, że odsetki od niespłaconych długów ciągle rosły. Likwidator nie zwoływał walnych zebrań, ani nie przedstawiał rocznych planów. Burmistrz Łabiszyna Jacek Idzi Kaczmarek zgłosił nawet sprawę do prokuratury, ale ta umorzyła śledztwo ze względu na małą szkodliwość społeczną czynu.
Na proces likwidacji ożywczo podziałał wybór Bogdana Jędykiewicza na stanowisko likwidatora, co nastąpiło 2 lutego 2011 roku decyzją walnego zebrania członków spółdzielni. Mimo spadku po poprzedniku w postaci wielu problemów prawnych, dokumentacyjnych i finansowych (kiedy objął funkcję likwidatora, w kasie było 76 groszy), w ciągu kilku miesięcy udało mu się wraz z kilkoma współpracownikami, przede wszystkim przewodniczącym rady nadzorczej spółdzielni Piotrem Kachelskim i księgową Elżbietą Ruks, doprowadzić sprawę do szczęśliwego końca. - Nie korzystaliśmy z żadnego biura adwokackiego w sprawie likwidacji. Wszystko robiliśmy we własnym zakresie. Jeździliśmy do sądów, sami uzupełnialiśmy braki i niedociągnięcia w aktach. Dzięki temu zaoszczędziliśmy sporo pieniędzy - podkreślił likwidator.
Nieoceniona okazała się pomoc burmistrza Kaczmarka w dostępie do gminnych prawników, użyczeniu miejsca w Urzędzie Gminy na archiwizację dokumentów płacowych i pracowniczych oraz umorzenie podatku od nieruchomości za lata 2009-2011. Dzięki temu wiele problemów, z którymi do tej pory borykał się likwidator, zostało rozwiązanych.
Likwidację opóźniło o kilka tygodni niespodziewane pojawienie się dwóch małych działek stanowiących drogę wewnętrzną w mieście, które okazały się być własnością spółdzielni, o czym nikt wcześniej nie wiedział. Ostatecznie gmina przejęła te dwie dróżki w poczet dróg publicznych miasta Łabiszyna.
Bogdan Jędykiewicz przeprowadził przede wszystkim sprzedaż reszty majątku spółdzielni, a więc sklepu we Władysławowie za 21.500 zł (zaliczka z umowy wstępnej wpłynęła już w 1995 r., dopiero teraz kupujący mógł dopłacić 20.000 zł) i garaży z działką 1800 m2 przy ul. Szubińskiej za 120.000 zł.
Zyski z tych transakcji pozwoliły na uregulowanie opłat w ZUS i odsetek karnych naliczonych za działalności poprzednika. Część dochodów pochłonęły m.in. opłaty sądowo-notarialne, wynagrodzenie dla trzech pracowników, wynajem pomieszczeń na archiwum od Katowickiego Węgla.
Ogółem od lutego br. przychody spółdzielni sięgnęły 143.867,66 zł, natomiast rozchody wyniosły 50.200,66 zł. Po zapłaceniu podatków i uzyskanym zwrocie podatku VAT, do podziału między członków spółdzielni pozostało 56.801 zł. Kwota ta podzielona na 36 członków dała 1.577,83 zł na osobę plus wkład udziału członkowskiego - około 57 zł. Pieniądze po walnym zebraniu, które odbyło się w restauracji Hacjenda, wypłacała każdemu z obecnych członków Elżbieta Ruks.
Zanim do tego doszło, walne zebranie członków Spółdzielni Handlowo-Rolniczej w Łabiszynie jednogłośnie podjęło uchwały dotyczące: zatwierdzenia sprawozdania likwidatora z procesu likwidacji, zatwierdzenia sprawozdania finansowego, wypłaty członkom spółdzielni udziałów podstawowych, zatwierdzenia podziału pozostałych środków pieniężnych między członków spółdzielni, zatwierdzenia zakończenia likwidacji na dzień 18 października 2011 r., zobowiązania likwidatora do wykreślenia spółdzielni z rejestru sądowego, złożenia do depozytu sądowego należności przysługującej Leszkowi Najsztubowi pomniejszonej o opłatę sądową z tego tytułu.
Lista obecności na zebraniu nie wypełniła się w całości, gdyż na 36 członków, zweryfikowanych w 1994 r.,
przybyło 26. Na liście, zgodnie z wymogami prawa, figurował także członek spółdzielni i poprzedni likwidator Leszek Najsztub.
Na sali pojawili się również, jako zaproszeni goście, burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek i przewodnicząca Rady Gminy Teresa Paliwoda.
Po zakończeniu formalnych aspektów zebrania o głos poprosił burmistrz, który powiedział: - Jest to koniec pewnego etapu w historii gminy Łabiszyn. Takie spółdzielnie decydowały kiedyś o życiu gospodarczym naszej gminy i tworzyły nową jakość. Pozytywne w tej likwidacji jednak jest to, że wszystkie obiekty spółdzielni są wykorzystywane gospodarczo przez nowe podmioty w usługach, handlu czy przetwórstwie. Jestem pełen podziwu dla ludzi, którzy doprowadzili w tak trudnym okresie czasu tę absurdalną gospodarczo sytuację do końca. Jest to ich ogromny sukces i słuszna była decyzja, jeśli chodzi o wybór takiego zespołu likwidatorskiego. Dziękuję za współpracę w tej sprawie.
- Z łezką w oku patrzę na to, że GS została zlikwidowana - powiedziała z kolei Teresa Paliwoda. Na koniec podziękowała za bardzo dobrą współpracę i życzyła wszystkim pomyślności w następnych latach.
Zebranie odbywało się w miłej, spokojnej i bezkonfliktowej atmosferze. Była kawa, herbata i ciasto, a na koniec obiad. Wszystko zgodnie z planem, jaki przyjął likwidator Bogdan Jędykiewicz i jego współpracownicy.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1028 (43/2011)
Komentarz
Gorący kartofel zjedzony
Likwidacja GS w Łabiszynie dobiegła wreszcie końca. Ileż to zależy od właściwego człowieka na właściwym miejscu.
Wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej; jawniej, taniej i przede wszystkim krócej. Gdyby kilkanaście lat temu postawiono na innego człowieka... Ale gdybać i płakać nad rozlanym mlekiem nie ma już sensu. Część mleka się wylała, ale na szczęście drugą część dało się uratować. Jakby to nie zabrzmiało, opatrzność też miała w tym swój duży udział.
Nowy likwidator prowadził proces likwidacji spółdzielni w całkowicie odmienny sposób od poprzednika. A więc: było walne zebranie z przedstawieniem planu do realizacji, była jawność w dostępie do dokumentów, była przejrzystość finansowa poprzez założenie rachunku bankowego, była współpraca z władzami gminy, były spłacane długi i odsetki wobec wierzycieli, było zabezpieczenie dokumentów pracowniczych, było dotrzymywanie umów, był bieżący kontakt z mediami. Tego wszystkiego zabrakło przez okres wcześniejszych 17 lat, dlatego likwidacja trwała tak długo.
Kiedy elementarne zasady działania w sferze gospodarczej zostały spełnione, proces likwidacji spółdzielni został natychmiast przyspieszony i, co najważniejsze, zakończony. Trwało to zaledwie kilka miesięcy, a przecież zaszłości w wielu sprawach sięgały kilkunastu lat.
Tym bardziej należą się słowa uznania dla Bogdana Jędykiewicza i jego współpracowników, już za sam fakt podjęcia się zadania dokończenia likwidacji spółdzielni, co było przecież wzięciem do rąk gorącego kartofla. Upór i konsekwencja w działaniu przyniosły pozytywne zakończenie sprawy.
Pozwoliło to na koniec uniknąć konfliktów i nieporozumień, oczyściło atmosferę. A nie jest to przecież bez znaczenia w tak małej społeczności jak Łabiszyn, gdzie wszyscy wszystkich znają. Można powiedzieć, iż rozwiązanie sprawy nastąpiło w taki sposób, że nikt z zainteresowanych nie będzie unikał powiedzenia sobie na ulicy zwykłego dzień dobry.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1028 (43/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze