Reklama

Maksymilian Chirek na patrona mostu

Czesław Cieślak wystąpi do Rady Miejskiej, aby mostowi przez Noteć od ul. św. Wojciecha do rynku w Barcinie nadała imię Maksymiliana Chirka, legendarnego miejscowego aptekarza. Okazją po temu może być moment oddania do użytku tej przebudowywanej obecnie przeprawy przez rzekę.

     Most staromiejski w Barcinie jest przebudowywany od maja br. Prace będą zakończone do połowy listopada, kiedy to mija termin, który władze gminy podpisały z poznańskim wykonawcą inwestycji.
     Rewitalizacja mostu warta jest 2.499.000 zł i całkowicie odmieni wygląd tej przeprawy przez Noteć. Dzięki realizowanej inwestycji ten zakątek starego Barcina stać się ma prawdziwym miejscem reprezentacyjnym miasta. Wszak tą drogą do Barcina dostają się podróżni z północy i zachodu kraju.
     Dotychczas most nie miał oficjalnej nazwy ani patrona, choć przebiegał w ciągu ul. św. Wojciecha. Starsi mieszkańcy miasta nazywali go tradycyjnie mostem żelaznym.
     Czesław Cieślak, od kilku lat honorowy obywatel miasta, a także kustosz barcińskiej Izby Tradycji, chce, aby nowy most nazwać im. mgr. Maksymiliana Chirka, najsłynniejszego w historii Barcina farmaceuty, który od lat trzydziestych prowadził jedyną wtedy w mieście aptekę.
     Wszyscy starsi mieszkańcy doskonale wiedzą, że w tamtych czasach barcińska apteka nie była jedynie punktem, w którym sprzedaje się lekarstwa, by zarobić pieniądze, ale miejscem, w którym farmaceuta może człowiekowi pomóc, doradzić, wesprzeć go w chorobie. Maksymilian Chirek bowiem swój zawód traktował jak misję. Dlatego - zdaniem Czesława Cieślaka - zasadne jest, aby Rada Miejska Barcina nadała mostowi im. Maksymiliana Chirka.
     - Ktokolwiek przyjdzie do apteki  i prosi o pomoc - staram się mu jej udzielić... Taka była jego główna zasada. Dla magistra Maksymiliana Chirka każdy był najpierw człowiekiem a później dopiero... lekarzem, nauczycielem, księdzem, a nawet biskupem. Jeśli chodzi o mnie, to jestem mu wdzięczny, że przyjął mnie do pracy w aptece w Barcinie. Byłem człowiekiem chorowitym, bez żadnych kwalifikacji zawodowych. Uchodziłem za klerykała (Czesław Cieślak był wcześniej w niższym seminarium w Markowicach - przypis kg), a przecież były to ponure czasy stalinowskie, zaraz po drugiej wojnie światowej. Dla magistra Chirka liczył się człowiek.      Bardzo bym się cieszył, gdyby most łączący plac 1 Maja z ulicą św. Wojciecha nosił imię tego skromnego a jednocześnie zasłużonego dla Barcina aptekarza magistra Maksymiliana Chirka. I o to ośmielę się Wysoką Radę Barcina prosić - przekazał nam Czesław Cieślak. Honorowy obywatel Barcina dzięki współpracy ze Zdzisławem Bokwą, prezesem Towarzystwa Miłośników Miasta i Gminy Barcin, zebrał już wymaganych 50 podpisów pod wnioskiem do Rady Miejskiej i być może jeszcze w tym tygodniu złoży w jej biurze oficjalny wniosek w sprawie przygotowania projektu stosownej uchwały w sprawie nadania przeprawie przez Noteć w Barcinie imienia Maksymiliana Chirka.
     Warto przypomnieć, że obecnie patronem jednej z ulic oraz Szkoły Podstawowej nr 1 w Barcinie jest dr Stanisław Krzyś. Maksymilian Chirek z lekarzem tym wiele lat współpracował. Tworzyli swoisty tandem, a z lekarzem weterynarii Eugeniuszem Pilchem nawet tercet największych w mieście autorytetów. Do tych panów chodziło się z każdą bolączką, rzecz jasna nie tylko ludzką, i oni pomagali. Andrzej Chirek, syn legendarnego aptekarza Maksymiliana przyznaje, że tata często pomagał zwierzętom, zwłaszcza domowym, gdy trafiali do niego właściciele tych czworonogów. Farmaceuta znał bowiem specyfiki, które mogły pomóc nie tylko ludziom.
     - Zresztą kiedyś były to takie czasy, że rolnicy nie mieli ubezpieczenia zdrowotnego i porady lekarskie drogo ich kosztowały. Ojciec miał na tyle dużą wiedzę medyczną i doświadczenie, że niektóre dolegliwości sam potrafił zdiagnozować i podać na nie jakiś środek. Dlatego zwłaszcza okoliczni rolnicy do niego przychodzili. Tym bardziej, że apteka jest przy rynku, a wtedy rynek był placem targowym. Odbywały się też tutaj targi zwierząt, więc ci rolnicy zjeżdżali regularnie. Zaglądali do taty i radzili się u niego - opowiada Andrzej Chirek.
     Maksymilian Chirek zmarł 25 lat temu i dorosły już pokolenia barcinian, dla których nazwisko to mało mówi. Obecnie w mieście aptek jest już kilka, a nie jedna, jak kiedyś, a przede wszystkim aptekarz nie znaczy teraz dokładnie tego samego, co kiedyś. Przed dziesiątkami lat bowiem medykamenty: proszki, zioła, maści i inne farmaceuci przygotowywali sami w swych aptekach ze związków chemicznych sprowadzanych od producentów czy też ze zbieranych na polach i w lasach ziół.
     - Magister Chirek zawsze był na stanowisku i chętnie służył pomocą tym, którzy się do niego o taką pomoc zwracali. Była to nie tylko pomoc aptekarska, ale i często życiowa - dodaje Czesław Cieślak.
Maksymilian Chirek zmarł w 1986 r. i pochowany został na cmentarzu w Barcinie.
     Czesław Cieślak powiedział nam również, że wraz z członkami Towarzystwa Miłośników Miasta i Gminy Barcin w dalszej kolejności przedstawi radnym także propozycję nadania patronów drugiemu z mostów przez Noteć, czyli tego łączącego obwodnicę z ul. Powstańców Wielkopolskich. Mógłby to być, jak mówi Czesław Cieślak, most im. Henryka Hałasa. Patrona może mieć też kładka przez rzekę między ul. Wyzwolenia i Mostową.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1021 (36/2011)

Reklama

 

 

 

     Tak dla aptekarza, nie dla inżyniera
     Sądzę, że osoba magistra  Maksymiliana Chirka, zaproponowana przez honorowego obywatela naszego miasta Czesława Cieślaka - to dobry wybór na patrona mostu. Ktoś wprawdzie może zapytać: a co takiego ten aptekarz robił, że zasłużył, żeby go w tak wspaniały sposób upamiętnić, nadając jego imię mostowi? Przecież on tylko sprzedawał leki, to była jego praca i nie czynił to bezinteresownie?
     Oczywiście, że tak było, ale według mnie liczy się jednak jeszcze coś, co w swojej życiowej misji niósł Maksymilian Chirek. Coś, za co mu nie płacono, a co wynikało z jego osobistych przymiotów: życzliwość, dobre słowo, zrozumienie i zwłaszcza dyspozycyjność przez całą dobę i przez 7 dni w tygodniu. To cecha, której dzisiejszym aptekarzom w Barcinie niestety brakuje. Wystarczy przypomnieć wieloletnie zabiegi mieszkańców, w tym radnych, w celu ustanowienia nocnych i świątecznych dyżurów. Dzisiejsi farmaceuci Barcina, choć jest ich już kilku, a nie jeden, jak w czasach Maksymiliana Chirka, zapierają się rękami i nogami, by tych dyżurów nie pełnić, bo trzeba być cały czas w gotowości, a zysków z tej permanentnej gotowości nie ma żadnych. Maksymilian Chirek zawsze był gotowy pełnić swoją misję i żadnych dylematów w tym względzie nie miał. Dlatego zasługuje, aby mianować go patronem mostu.
     Pan Czesław Cieślak uważa, że patronem kolejnego mostu w Barcinie, a nawet patronem całego osiedla bloków wielorodzinnych w tym mieście powinien być inżynier Henryk Hałas, niegdysiejszy dyrektor Kombinatu Cementowo-Wapienniczego Kujawy, członek PZPR, wieloletni poseł na sejm PRL. Czesław Cieślak argumentuje, że inżynier powinien być patronem mostu, czy nawet osiedla, bo to dzięki niemu powstała cementownia i osiedle, i wielu ludzi zawdzięcza mu bardzo wiele, np. mieszkania.
     W tym przypadku pozwolę sobie jednak mieć całkiem odmienne zdanie, niż pan Czesław Cieślak. Otóż sądzę, że Barcin i jego mieszkańcy nie zawdzięczają inżynierowi Hałasowi tak naprawdę niczego. To raczej on zawdzięcza rodzinnym okolicom to, że swoją partyjna karierę mógł zbudować na tym, iż pan Bóg tak to wszystko urządził, że pod Barcinem znajdują się złoża kamienia wapiennego. Gdyby nie to zrządzenie opatrzności, to nie byłoby ani cementowni, ani posła Hałasa. ani osiedla w Barcinie, ani też osiedla w Piechcinie. To nie inż. Hałas to wszystko zbudował, tylko - powtarzam - inżynier Hałas  wyrósł na tym, co daje ta ziemia.
     Ewentualne nadanie imienia Henryka Hałasa czemukolwiek: czy to mostowi, czy ulicy, a tym bardziej całemu osiedlu uważam za krok w złym kierunku. Nie powinniśmy tworzyć pomników lokalnym kacykom z czasów PRL, których możliwości decyzyjne wynikały z partyjnego nadania i którzy na świat patrzyli zza przyciemnionych szyb służbowej wołgi, a na petenta zza przepastnego biurka w gabinecie I sekretarza, czy tym  podobnego stanowiska. O ile bowiem nawet nie mogę powątpiewać w przywiązanie, czy nawet miłość Henryka Hałasa do Barcina i do całej okolicy, to nie zgadzam się z tezą, że inżynier był dobry dla mieszkańców, bo niektórym z nich coś tam ważnego załatwił, któreś ważne dla czyjejś przyszłości drzwi otworzył. Przede wszystkim złe jest to, że taką władzę, takie możliwości jako przedstawiciel państwa totalitarnego ten działacz posiadał. I że mógł decydować o tym, komu i w jaki sposób korzyści udzielić. Według mnie świat powinien być tak zorganizowany, żeby wszystko co istotne dla mnie, zależało właśnie ode mnie, a nie od znajomości czy układów.
     Dlatego stawianie tych, którzy firmowali świat zorganizowany według całkiem innych zasad, oparty na  znajomościach właśnie i układach, jako patronów dzisiejszego świata uważam za nie do przyjęcia.

Reklama

Karol Gapiński
Pałuki nr 1021 (36/2011)

 

 

     List otwarty do Szanownego Pana Burmistrza Michała Pęziaka i Wysokiej Rady Miasta i Gminy Barcin

     Szanowny Panie Burmistrzu, Szanowni Państwo
     Nie jestem mieszkańcem Barcina, ani nawet mieszkańcem gminy, jednak to miasto zajmuje w mym sercu wyjątkowe miejsce. Pomimo że urodziłem się w Bydgoszczy i tam spędziłem większą część swojego dotychczasowego życia, zawsze utożsamiam się z Barcinem. Z niego pochodzi mój tata, w nim mieszkali od 1926 roku moi dziadkowie, w nim wychowywałem się przez kilka lat, w nim spędzałem wszystkie święta, wolne chwile i wakacje. Obecnie w Barcinie mieszkają moi rodzice.
     Od dziecka słuchałem zarówno od dziadków, rodziców i wielu innych osób opowieści o losach mojej rodziny i o historii Barcina. W naszej kamienicy oprócz tych wspomnień zawsze otaczały mnie magiczne przedmioty, zdjęcia i atmosfera pełna dawnych wydarzeń. Wszystko to tak mocno wpłynęło na mnie, że kiedy kończyłem studia historyczne, tematem mojej pracy magisterskiej również był Barcin i jego dzieje.
     Obecnie w miarę swoich możliwości i czasu biorę udział w różnych działaniach, które wiążą się z Barcinem. Zawsze śledzę prasę i strony internetowe, by na bieżąco wiedzieć, co się tam dzieje. Ostatnio przeczytałem dwa artykuły w „Pałukach” na temat propozycji nadania nazwy mostowi na ul. św. Wojciecha. Faktycznie po remoncie jego wygląd bardzo się zmieni, podobnie jak zmienia się cała starówka i takie kroki są jak najbardziej wskazane. Nasuwa się jednak pytanie, czy propozycja nazwy, jaką przedstawiono we wspomnianym tygodniku, jest trafna ?
     Z całym szacunkiem dla nieżyjących mieszkańców Barcina, a w szczególności dla wymienionego w artykułach Pana Chirka - dawnego właściciela apteki, nie zgadzam się na tę propozycję. Pomimo że faktycznie postać znana była w dawnym Barcinie, pomimo że był to człowiek lubiany, to nie jest to kandydat na patrona głównego mostu. Opisywanie dawnego aptekarza jako legendarnego farmaceuty jest delikatnie mówiąc bardzo naciągane. Przypisywanie mu wielkich zasług jest nie na miejscu, a handel lekami i pijawkami był dla niego zwykłym interesem przynoszącym zyski. Nie był on ani zasłużonym społecznikiem, ani też nie zajmował się farmacją w sposób charytatywny. Dlatego nie rozumiem, skąd wziął się pomysł tej kandydatury.
     Oczywiście nie jest moim zamiarem umniejszanie komukolwiek, a w szczególności wspomnianemu już Panu Chirkowi. Tym bardziej, że nie chciałbym tym sprawić przykrości jego rodzinie i potomkom, bo był to przecież prawy człowiek. Jednak, z całym szacunkiem, nie jest to osoba zasługująca na miano patrona. Takich ludzi, którzy sumiennie wykonywali swoją pracę, prowadząc własne interesy, było i jest pełno w Barcinie. Wielu w bardziej znaczący sposób poświęcało się bezinteresownie dla miasta i jego mieszkańców, kilku przeżyło przez to gehennę w okresie wojny, przebywając w więzieniach i obozach, a niejeden szykanowany był przez cały okres PRL.
     Wszystkie moje przemyślenia i tezy są spowodowane pewnym długotrwałym, a od niedawna nasilającym się procesem, który niepokoi mnie jako historyka. Zauważyłem, i nie jestem odosobniony w swych spostrzeżeniach, że historia Barcina jest w pewien sposób zakrzywiana i koloryzowana. Ukazują się pozycje wydawnicze oraz artykuły prasowe, które w nieprofesjonalny sposób analizują przeszłość. Wszystko to nie jest poparte żadnymi badaniami historycznymi, ani co gorsza nie posiada przynajmniej recenzji naukowej. Ośmielę się zauważyć, że takie działania prowadzą do często nieodwracalnych lub trudnych do naprawienia szkód w procesach ustalania faktów i kształtowania wiedzy.
     Pomijając jednak temat szeroko pojętej chronologii wydarzeń i losów Barcina, nie mogę nie wspomnieć o pewnych barcińskich patronach i osobach związanych z miastem, których przedstawienia nie są zgodne z prawdą historyczną.
     To miasto ma jakąś słabość do takich dziwnie dobranych „bohaterów”, jak choćby w postaci patrona ulicy Karola Świerczewskiego, który jest świetnym przykładem potwierdzającym moje spostrzeżenia. Przez wiele lat ukazywano go jako kogoś, kto kulom się nie kłaniał; kogoś, kto był wybitnym i odważnym dowódcą, legendą II wojny światowej, który zginął w walce. Tylko, że to nie miało nic wspólnego z prawdą, bo był to agent NKWD, wyjątkowo słaby dowódca, przez którego błędne rozkazy zginęło kilka tysięcy polskich żołnierzy. Jego nałóg pijaństwa i wręcz głupota były nie do zniesienia nawet dla jego współtowarzyszy, którzy postanowili go usunąć w zorganizowanej zasadzce.
     Innym bohaterem rodem z Barcina jest często wspominany, szczególnie w „Pogłosie Barcina”, Julian Nowicki, który doczekał się pomnika - tablicy i nawet był patronem jednej z ulic w Toruniu. Działacz komunistyczny, który przeniósł się z Barcina do Torunia, walczący o klasę robotniczą, według oficjalnej wersji zginął od policyjnej kuli. Niestety, ta historia też nie odzwierciedla prawdziwych wydarzeń, gdyż powody zarówno jego wyprowadzki z Barcina, jak i śmierci były o wiele bardziej prozaiczne. W Barcinie wszystko co miał po rodzicach „zmarnował”, a zginął przez alkohol w trakcie demonstracji wpadając pod ciężarówkę. Jest jednym z tych, którzy zniszczyli swoje życie przez nałóg.
     Kolejną postacią, która urosła w Barcinie do rangi wieszcza, bohatera i najwybitniejszego mieszkańca jest Jakub Wojciechowski. Zjawisko to jest fenomenem, absolutnie niewiarygodnym procesem, który z nieudacznika, nieuka i człowieka z marginesu, zupełnie nietolerowanego społecznie, wyniesiony został do godności poety i patrona. A wszystko m.in. przez Boya Żeleńskiego, który też był postacią bardzo kontrowersyjną. Wypromowanie Wojciechowskiego wymagało z jego strony wielkiego wysiłku, bo język, jakim pisał Jakub był daleki od poprawnej polszczyzny. Właściwie „Życiorys własny robotnika” trzeba było przetłumaczyć z języka Wojciechowskiego na polski, lecz po co tyle wysiłku, skoro wartościowych treści w tym wszystkim niewiele. Na kanwie tego „dzieła” powstał nawet film, ale streścić można go w jednym stwierdzeniu: choroby weneryczne były największą zmorą Wojciechowskiego w okresie pracy za granicą.
     W Barcinie Wojciechowski zapisał się w pamięci mieszkańców jako człowiek w długim, skórzanym płaszczu zamiatający ulice lub zaganiający pałką świnie na ubój w barcińskiej rzeźni. Zaczepiany przez wszystkie dzieci z powodu swojego wyglądu i specyficznego zapachu, obrzucał je świńskimi odchodami i gonił po ulicy. Kiedy zmarł, skrzynię z jego zwłokami wieziono na drabiniastym wozie, a w pogrzebie uczestniczyły cztery osoby i nie było nawet księdza. To chyba największy wyraz tego, kim on był. Teraz jednak można zostać obdarowanym medalem z jego wizerunkiem, tylko czy to w świetle mego wywodu nagroda, czy upokorzenie ?
     Szczęście, że upadł pomysł budowy pomnika na barcińskiej starówce.
     Jest jeszcze co najmniej jeden przykład takiej dziejowej pomyłki w Barcinie, wiążący się z II wojną światową , ale to zbyt delikatna sprawa, by o niej publicznie wspominać, dlatego przemilczę ten fakt.
     Apeluję zatem do osób, które mają wpływ na wybór patrona dla mostu, aby nie podejmować pochopnych decyzji, aby wybrać godnego człowieka, który zasłużył się czynem, postawą, swym życiem dla Polski, pałuckiej ziemi, miasta itd. Jest tylu wspaniałych ludzi, których imieniem niczego w Barcinie jeszcze nie nazwano, a jeżeli stwierdzą Państwo, że nie ma potrzeby nazywania mostu niczyim imieniem, to lepiej już niech nazywa się Mostem Staromiejskim lub niech nie ma żadnej nazwy, niż miałby sławić kogoś, kto niczym się nie wsławił.

Reklama

z poważaniem
Artur Skrzypczyk

Pałuki nr 1025 (39/2011)

 

 

 

     O zawiści!
     Jakaś ty wielka, mocna i bezwzględna!

       Artur Skrzypczyk  chce zaprotestować przeciwko kandydaturze mgr farm. Maksymiliana Chirka jako patrona mostu nad Notecią w Barcinie. I pomniejsza tę kandydaturę we wszelaki możliwy sposób; że uprawiał on tylko... „handelek lekami i pijawkami”, co było tylko (jak twierdzi Skrzypczyk) „interesem przynoszącym zyski”, że „nie był on ani zasłużonym społecznikiem” ani też (rzekomo) „nie zajmował się farmacją w sposób charytatywny”.  Jakby tego było mało, Skrzypczyk wyciągnął z przeszłości kilka ciemnych postaci, które Barcinowi nie przyniosły żadnej chwały (choć w PRL-u musiały być... czczone i poważane), jak gen. Karola Świerczewskiego, agenta NKWD, dalej komucha Juliana Nowickiego, czy wreszcie „poetę” Jakuba Wojciechowskiego. Wywołanie tych osobników i przeciwstawienie ich postaci mgr Maksymiliana Chirka, aptekarza z Barcina, jest głębokim nadużyciem, wręcz swoistą hochsztaplerką historyczną. Na takie potraktowanie Maksymilian Chirek na pewno nie zasłużył.
       Artur Skrzypczyk powinien umieć czytać ze zrozumieniem wszelakie teksty, jakie mu wpadają w ręce (a tego chyba nie zrobił - czytając choćby tekst Karola Gapińskiego - vide: Pałuki 37/2011, s. 14-15). Myślę, że gdyby Artur Skrzypczyk bliżej się przyjrzał postaci Maksymiliana Chirka, to może by coś jeszcze zauważył, nie tylko handelek lekami i pijawkami??
       A co? Może Maksymilian Chirek  miał głosić wszem, wobec i każdemu z osobna, jak to na początku wojny ukrywał w komórce na zapleczu apteki barcińskiego lekarza żydowskiego pochodzenia, dra Stefana Giebockiego? Przecież za takie coś w latach okupacji hitlerowskiej groziła kula w łeb! A i po wojnie jakoś nie przyszło mu do głowy, żeby się tym chwalić! Bo Maksymilian Chirek był bardzo skromnym człowiekiem. Skromnym i bardzo... nieśmiałym.
       W przypadku dra Giebockiego warto dodać, że  - co prawda - udało mu się wymknąć z Barcina do rodzinnej Łodzi, ale właśnie tam został złapany i zamordowany (pozostał po nim jedynie dyplom ukończenia studiów lekarskich, dziś w posiadaniu syna Maksymiliana Chirka - Andrzeja, również magistra farmacji).
       A organizowanie leków dla Polaków, które przecież były głównie przewidziane dla Niemców (wg groźnego hasła Nur für Deutsche) - za to również można było oberwać kulą w łeb.
       Dla takich zorganizowanych leków Maksymilian Chirek miał na strychu schowek, zamaskowaną skrytkę, w której chował owe leki, zanim nie powędrowały w świat dla potrzebujących Polaków, ludzi podziemia, ukrywających się, a także więźniów obozów koncentracyjnych (szczególny tu casus prof. Franciszka Adamanisa z Poznania, a podówczas więźnia obozu koncentracyjnego w Gusen, a swego czasu kolegi i przyjaciela ze studiów Maksymiliana Chirka, a także żony profesora Adamanisa pozostawionej w Poznaniu z córkami, którą Chirek wspomagał.
       Nie można nie wspomnieć o tym, że Maksymilian Chirek został w czasie wojny w Barcinie obłożony  aresztem domowym za... wyleczenie pewnej Niemki, której nie potrafi wyleczyć lekarz niemiecki (sic!). Dużo nie brakowało, a wylądowałby w obozie koncentracyjnym albo...  na froncie wschodnim (jako forma zemsty niemieckiego lekarza, że polski aptekarz potrafił wyleczyć jego rodaczkę, a jego wiadomości okazały się nie wystarczające). Maksymiliana Chirka uratowało wtedy wstawiennictwo niemieckiej właścicielki apteki w Barcinie, wdowy po aptekarzu von  Kulessa (zmarł jeszcze w 1932 r.).
       Warto też dodać, że wg relacji Henryka Napieralskiego („Wolni wolnością”, Gdańsk 1997, s. 20), Maksymilian Chirek i Franciszek Tafelski przez całą okupację utrzymywali kontakt z pewnym ukrywającym się w Bydgoszczy księdzem.  Czy w czasie okupacji niemieckiej należało się chwalić takimi działaniami? Czy raczej ukrywać to w najgłębszej tajemnicy, bo można było przez nieostrożność stracić życie! Dziwne, że „historyk” tego nie wie.
       A jeszcze na chwilę powrócę do tak pogardzanej przez Artura Skrzypczyka kwestii „handelku lekami”.
Otóż, w końcu XVIII w. Komisja Edukacji Narodowej w ramach „Szkoły Głównej Koronnej” (jeśli „historyk” Skrzypczyk tego nie wie, to podpowiem: dziś jest to Uniwersytet Jagielloński w Krakowie) powołano po raz pierwszy w Polsce Katedrę Farmacji i Materii Medycznej. Nie było to jednoznaczne z wybudowaniem specjalnego gmachu ani nawet z wynajęciem odpowiednich pomieszczeń. Ta pierwsza katedra akademickiego nauczania farmacji znalazła przytułek w aptece „Pod Słońcem” w Krakowie, której właścicielem był Jan Szaster.        Pomieszczenia tej apteki na zapleczu łącznie z aptecznym laboratorium, stały się pierwszymi salami wykładowymi i salą ćwiczeń dla pierwszych studentów farmacji, a Jan Szaster pierwszym profesorem tej Katedry, choć nie zaprzestał „handelkowania” lekami, boć przecież z czegoś musiał żyć, zaopatrywać aptekę i... sale ćwiczeń w potrzebne surowce dla swoich studentów itp. I nikt mu przez następne lata (i wieki) nie wycierał nosa, że... „handelkuje” lekami.
       A wracając do współczesności - apeluję do Pana Burmistrza Michała Pęziaka i Wysokiej Rady Miasta i Gminy Barcin: nauczmy się szanować naszych cichych bohaterów lokalnych społeczności. Magister farmacji Maksymilian Chirek wart jest tego, aby jego nazwisko upamiętniało most nad Notecią w Barcinie!
       Na koniec mam pytanie: czy w myśl logiki, jaką reprezentuje Artur Skrzypczyk, to dr Stanisław Krzyś, miejscowy lekarz po II wojnie światowej w Barcinie, będący patronem Szkoły nr 1 i ulicy w Barcinie - też nie zasłużył sobie na pamięć mieszkańców, bo... leczył także za pieniądze? Rad bym to wiedzieć.

Reklama

dr hab. n. farm.
Aleksander Drygas

Pałuki nr 1025 (39/2011)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości