Oboje uwielbiają kolekcjonować. Ona pokochała piękne porcelanowe lalki, które kupuje w Polsce i za granicą. Natomiast on tworzy modele statków, maluje obrazy, a w także zbiera różne rzeczy, jak np. talerze, dzwonki czy łyżki. Ich dom jest wypełniony skarbami. - Dzięki tej pasji człowiek ma chęci do życia. Daje to ogromną radość i satysfakcję, gdy dom jest wypełniony pięknymi rzeczami - mówi Irena Lewandowska, która wraz z mężem Jerzym mieszka w Łabiszynie i gdzie małżonkowie swoje życie wypełniają fascynującym hobby.
- W pierwszej chwili lalki kojarzą się z małymi dziewczynkami, które bawią się nimi i przebierają. Jednak pani jest w dostojnym wieku i posiada ogromną kolekcję porcelanowych lalek. Dlaczego zaczęła pani je kolekcjonować?
Irena Lewandowska - 15 lat temu byłam z córką na zakupach w Anglii. W jednym sklepie spodobała mi się porcelanowa lalka w białej sukience, o czym powiedziałam mojej córce. Ona dwa dni później kupiła mi ją. Byłam bardzo szczęśliwa. Potem doszły kolejne, a gdy moja kolekcja zaczęła liczyć 5 lalek, wpadłam w kolekcjonerski szał. Chciałam ich mieć coraz więcej, ponieważ każda była inna, miała w sobie niezwykły urok. Obecnie posiadam 185 lalek, ale w każdej chwili może to się zmienić. Dodam, że niektóre z nich posiadają certyfikat, a do tego własne imiona. Gdy jakaś nie ma imienia, to po prostu ją nazywam po swojemu.
- Istnieje przecież wiele lalek porcelanowych, które mają różne sukienki, dodatki czy mimikę twarzy. Wybór nie jest łatwy. W jaki sposób kupuje pani porcelanowe lalki?
I. L. - Gdy już kupuję lalkę, to musi mi się podobać. Aczkolwiek nie odrzucam tych, które mi się nie podobają, a dostanę jakąś od kogoś. Jedna z moich lalek ma niezbyt miłą minę, a nawet można rzec, że przerażającą, aczkolwiek jej strój jest piękny. Dodam, że tylko jedna lalka mi się powtarza, tak to wszystkie są wyjątkowe. Oprócz tego zwracam uwagę na cenę, ponieważ istnieją takie lalki, które kosztują ponad 100 zł. Jednak wiele z nich jest porzucanych, sprzedawanych za niską cenę w sklepach ze starociami. Najdroższa kosztowała mnie 25 zł. W ten sposób porcelanowe lalki znajdują u mnie nowy dom, a ja o nie dbam. Posiadam też lalki, które są chłopcami. Mam ich mniej niż dziewczynek, ale są równie piękni. Kiedyś spodobała mi się jedna lalka chłopiec i chciałam go kupić. Jedna dziewczynka powiedziała, że on ma brata i nie można rozdzielać rodzeństwa. To kupiłam ich obu.
- Posiada pani ogromną kolekcję. To na ten moment aż 185 lalek, które wymagają również opieki, ponieważ trzeba zadbać o elementy porcelanowe oraz ich ubranka. W jaki sposób dba pani o swoje lalki?
I. L. - Dwa razy w roku piorę im ubranka. Jest wtedy dużo pracy, ponieważ muszę rozebrać wszystkie lalki i w odpowiedni sposób wyprać sukienki. Do tego trzeba zadbać o ich porcelanowe elementy. W czasie wielkiego prania zdarza się, że mówię do moich lalek. Nie wiem, dlaczego, ale tłumaczę im co właśnie robię.
![]() |
| Jerzy Lewandowski nazywa te piękne rzeczy klamotami fot. Angelika Uścińska |
Jerzy Lewandowski - Moja żona nigdy się nie pomyliła, gdy po praniu ubiera lalki. Zawsze pamięta, która z nich jaką sukienkę miała. To jest imponujące przy takiej ilości lalek.
- Lalki są ładnie ułożone na półkach i na pewno wzbudzają zainteresowanie wśród rodziny czy odwiedzających państwa gości. Ty bardziej że jest na czym oko zawiesić, ponieważ lalki są różne. Jaka jest reakcja innych na pani kolekcję?
I. L. - Na początku, gdy jeszcze nie wszyscy wiedzieli, że kolekcjonuję lalki, byli bardzo zaskoczeni i zachwyceni. Miło mi się robiło, gdy tak reagowali. Teraz może są już przyzwyczajeni do takiego widoku, ale kolekcja wciąż się powiększa, więc zawsze mogę czymś ich zaskoczyć. Aczkolwiek zdarzało się, że członkowie rodziny bali się spać w pokoju pełnym lalek. Wtedy odwracają lalki do ściany, aby one na nich nie patrzyły.
- Piękne lalki mają swoje miejsce tutaj w domu. Elementy porcelanowe są bardzo delikatne i nieostrożność może skutkować niestety zniszczeniem lalki. Czy zdarzyły się sytuacje, w której któraś z lalek ucierpiała?
I. L. - Gdy przychodzi do nas rodzina czy znajomi, informuję ich, aby nie dotykali lalek. Zdarza się, że ciekawość jest zbyt wielka, więc ignorują ten zakaz. Tylko jedna lalka ucierpiała. Nasza kochana wnusia bawiła się w pokoju, a to bardzo ruchliwe dziecko. W trakcie zabawy jedna lalka spadła i się uszkodziła, pękła jej główka, ale dziadek naprawił. Wnusia rozpłakała się i przepraszała mnie z całego serca. Oczywiście nic złego się nie stało, ale od tamtej pory wnusia pamięta, że trzeba być ostrożnym i dbać o lalki babci.
![]() |
| Te obrazy zostały namalowane przez Jerzego Lewandowskiego fot. Angelika Uścińska |
J. L. - Tak samo jest w przypadku moich modeli statków. Ludzie dotykają np. sznurki, które utrzymują żagle. Wtedy boję się, że model statku zostanie uszkodzony. Można podziwiać, ale najlepiej z daleka.
- Skoro zaczął się temat statków, to trzeba przyznać, że stworzył pan wiele modeli. Jedną są małe, niektóre z nich na serio ogromne. Skąd takie zainteresowanie tworzeniem modeli statków?
J. L. - Kiedyś żeglowałem, więc ta miłość do statków pozostała. Pierwszy model, jaki zacząłem składać, to ten wielki okręt flagowy cara Piotra I, który nazywa się "Ingermanland". To było w połowie lat 70. Kiedyś też kupowałem gazetki z różnymi elementami, które pozwaliły budować model statku. Jeden element do gazetki, która po kilku numerach stała się coraz droższa. Stwierdziłem, że sam będę budować statek według planów, korzystając z tego co mam pod ręką. Na szczęście mój dziadek był ślusarzem, więc wykorzystywałem jego stare metody do tworzenia niektórych elementów. Model "Ingermanland" budowałem aż 20 lat z przerwami.
- Każdy z modeli ma dużo szczegółowych elementów, które nie są duże. Oznacza to, że wymaga to dużo pracy oraz staranności. W jaki sposób buduje pan modele statków?
J. L. - Najważniejsze są plany statku. Bez tego człowiek nie jest w stanie budować statku, ponieważ to tam są zawarte wszystkie wymiary poszczególnych elementów. Jakoś trudno byłoby budować statek bez dokładnych wymiarów. Oprócz tego chętnie czytam o tych statkach, aby lepiej zrozumieć mechanikę działani żagli, czy ogólnie żeglugi. W szufladzie mam pełno różnych sznurków, ponieważ musiałem dopasować odpowiednie do żagli. Żagle znów moczyłem w herbacie, aby miały taki lekko brązowy odcień. Kiedyś zabrałem żonie korale, ponieważ potrzebowałem do storzenia bloczków w statku "Wodnik". Specjalnie przygotowałem sobie pewne narzędzia, aby ułatwić sobie pracę. Zrobiłem formy do armatek, co ułatwiło mi wykonywanie ich w takiej ilości dla statku "Ingermanland". Potem przydało się to do innych modeli. Przede wszystkim człowiek musi mieć cierpliwość i wytrwałość, bo zdarzało się, że jakiś element musiałem robić kilka razy. Estetyka to podstawa!
![]() |
| Irena Lewandowska z jedną ze swoich pięknych lalek fot. Angelika Uścińska |
- Zacznijmy od tego, że zaczął pan budować modele statków, były inne czasy. Aktualnie są sklepy, gdzie można kupić potrzebne rzeczy do budowania modeli. Jak sobie pan w takiej sytuacji radził?
J. L. - Kiedyś nie było sklepów modelarskich. Gdy ktoś miał drzewo, to przynosiło się kawałek do domu. Czekałem aż drewno wyschnie, kupiłem piłę specjalną i ciąłem na odpowiednie kawałki. Wszystkie maszty szlifowałem papierem ściernym, więc w domu był ogromny bałagan. Drewno to nie jedyny materiał, z którego robiłem statki, ponieważ wykorzystywałem również plastik. Z tego materiału statki nie są tak imponujące, jak z drewna, ale swój urok mają. Dla mojej żony zrobiłem plastikowego Titanica. Dużo z tych statków plastikowych po prostu wydałem znajomym. Na ten moment w domu mam 7 modeli statków z drewna.
I. L. - Tak samo jest, gdy zacznie malować swoje obrazy. Wszędzie jest bałagan.
- Tworzy pan modele ogromne i przede wszystkim piękne. Jednak wśród nich ukrywają się takie, które są w butelce. Zastanawiam się, w jaki sposób pan je tam umieścił?
J. L. - To już jest zależne od modelu, ale gdy jest skomplikowany, to najpierw trzeba zrobić model statku poza butelką. Następnie podzielić go na cztery części i ostrożnie wsunąć do butelki. Żagle można postawić przez jedno pociągnięcie sznurków. Sposób działania zależy od tego, jaki jest statek. Dużo problemów sprawiają galeony. Byłem w tym na tyle dobry, że po zawodach wojewódzkich w Bydgoszczy w latach 80., w których zająłem trzecie miejsce, wysłano mnie do Lublina na mistrzostwa Polski. Tam zdobyłem dwa brązowe medale. Oba modele "Golden Hind" w butelce i "Santa Maria", które wtedy zrobiłam, zostały zakupione przez Szweda.
- Nic dziwnego, że takie estetyczne modele zostały zakupione. Bardzo elegancko prezentują się na półce. Czy jeszcze jakieś modele pan sprzedał?
J. L. - Kiedyś zbierałem na malucha w 1979. Zrobiłem model statku cara Piotra I, ale był dwa razy mniejszy niż "Ingermanland", który nazywa się po polsku "Przeznaczenie". Pojechałem do Gdańska do komisu, aby tam wystawić mój statek za 40.000 zł. Po miesiącu dostałem telefon, że jest zainteresowany kupiec, ale za cena 25.000. Zgodziłem się na taki układ. Model statku kupił Niemiec. Okazało się, że była to 1/4 ceny malucha w tamtych czasach.
![]() |
| Kolejny imponujący model statku fot. Angelika Uścińska |
- W państwa domu wyróżniają się lalki, modele, ale również bardzo dużo obrazów statków czy krajobrazów. Na wystawie w Wozowni mówił pan, że to również pana pasja. Jak ona się zaczęła?
J. L. - Malować zacząłem w 2008 roku. Te wszystkie pierwsze obrazy nie były ładne, ponieważ dopiero się uczyłem. Jednak moi znajomi bardzo chętnie je zabierali, ponieważim się podobały. Pierwsze obrazki malowałem na szkle, ponieważ nawet nie wiedziałem, że można kupić blejtramy w Łabiszynie. Kupuję farby o różnych odcieniach, ponieważ nie mam tak ogromnej wiedzy, aby wiedzieć, które farby połączyć, aby otrzymać dany kolor. Ze względu, że bardzo lubię statki, to one są głównym tematem moich obrazów. Oprócz tego czytam książki, szukam informacji w internecie, aby wzbogacić swoją wiedzę. Kiedyś w Kazimierzu zabrałem menu, ponieważ był tam ładny widok, który później sobie namalowałem.
- Państwa dom to taki skarbiec, ponieważ bardzo dużo rzeczy państwo kolekcjonują, a do tego mogą zawsze liczyć na wsparcie rodziny. Jakie rzeczy dokładnie państwo kolekcjonują?
I. L. - Wsparcie od rodziny, to nie tylko pomoc w kupowaniu, ale raz zdarzyła się taka ciekawa sytuacja. Mam lalkę zakonnicę, która posiada różaniec oraz biblię. Kiedyś moja wnuczka odkryła, że biblię można otwierać. Zapytałam się, czy może odczytać treść, ale ona stwierdziła, że są zbyt małe literki. Może kiedyś bym to odkryła, ale w tej sytuacji pomoc wnuczki okazała się niezawodna. Bardzo się cieszę, że rodzina i znajomi tak bardzo o nas dbają, bo ogólnie w tym domu kolekcjonuje się wszystko.
![]() |
| Jerzy Lewandowski przy "Ingermanland", który sam zbudował fot. Angelika Uścińska |
J. L. - Uwielbiamy również układać puzzle, a więc dostajemy takie układanki od rodziny. Dzięki rodzinie udało mi się być na statku, którego model stworzyłem, a dokładnie chodzi o "Golden Hind". Było to bardzo ciekawe doznanie. Aż przypomniało mi się, gdy w ósmej klasie wygrałem wycieczkę na "Latającego Holendra" i nie pojechałem, ponieważ wtedy były egzaminy. Na szczęście miałem okazję widzieć również inne statki. Do tego rodzina przez cały czas pamięta o tym, aby podczas swoich wycieczek kupić "klamoty", jak ja to nazywam, czyli m.in. dzwonki, talerzyki, łyżki, kufle, magnesy na lodówkę. Czyli troszkę tego jest, bo kolejka liczy ponad 500 rzeczy. Na pewno w najbliższym czasie na pewno nie zrezygnujemy z kolekcjonowania.
- Dziękuję serdecznie za rozmowę.
Z Ireną i Jerzym Lewandowskimi
rozmawiała Angelika Uścińska, 12 VII 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze