Reklama

Mąż nie odpuści

Na zdjęciu USG widoczny wycięty pęcherzyk
    Mąż nie odpuści
    Mieszkanka Wolic, która na początku sierpnia br. poddała się kolonoskopii w inowrocławskim szpitalu i wskutek naruszenia jelita grubego zapadła w śpiączkę, wreszcie się wybudziła. Jednak jej mąż uważa, że żona już nigdy nie odzyska pełnej sprawności. Zapowiada walkę o ukaranie odpowiedzialnych za - jego zdaniem - błąd w sztuce lekarskiej. Prokuratura inowrocławska jeszcze nie wydała decyzji o wszczęciu czy też odmówieniu wszczęcia postępowania w tej sprawie.

    O dramacie, który stał się udziałem małżeństwa z Wolic (gm. Barcin) w sierpniu br., pisaliśmy w artykule Feralna kolonoskopia w numerze Pałuk z 2 października. Przypomnijmy, że Zenon Stawicki namówił swoją żonę Mariannę do poddania się profilaktycznemu badaniu jelita grubego, tzw. kolonoskopii. Badanie przeprowadzono w Szpitalu Powiatowym w Inowrocławiu. Przy badaniu powinien być lekarz, ale Zenon Stawicki ma wątpliwości, czy tak było w przypadku jego żony, bo kiedy na chwilę znalazł się w gabinecie, gdzie przeprowadzono kolonoskopię, widział tylko pielęgniarkę. Kilka godzin po badaniu Marianna Stawicka miała  zapaść. Powodem było naruszenie jelita grubego. Nastąpiło zatrzymanie akcji serca i i 66-letnia mieszkanka Wolic zapadła w śpiączkę.

    Do dzisiaj leży w inowrocławskim szpitalu.
    W ostatnich tygodniach pacjentka powoli się wybudzała: - Stan żony polepszył się. Od 12 listopada nocuję w szpitalu i pielęgnuję ją. Żona ma jakiś kontakt z rzeczywistością. W tej chwili nie wypowiada żadnych słów, bo przeszła zabieg tracheotomii. Widać już jednak, że żona nie wróci do stanu sprzed tego badania. Będzie wymagała stałej opieki - mówi Zenon Stawicki.
W poprzednich tygodniach walczył on z dyrekcją szpitala o udostępnienie mu karty informacyjnej badań i leczenia szpitalnego żony. Wreszcie dyrektor placówki zdecydował się pokazać te dokumenty mężowi wówczas jeszcze nieprzytomnej pacjentki. Działania Zenona Stawickiego zmierzały do sprawdzenia, kto tak naprawdę wykonywał kolonoskopię: lekarz, który się pod wynikami podpisał, czy też pielęgniarka, bo Zenon Stawicki w gabinecie podczas feralnego badania nie widział żadnego lekarza. Jednak lekarz, który się podpisał pod badaniem, twierdzi, że to on je wykonał. - Jeśli rzeczywiście tak było, to mógłby chociaż jeden raz przyjść tutaj na oddział i zapytać o zdrowie pacjentki, którą doprowadził do takiego stanu i powiedzieć „przepraszam”, ale nie miał na tyle odwagi. Zresztą co do fachowości obsługi medycznej w tym szpitalu, to kolejne wątpliwości mam, odkąd dyrektor pozwolił mi wejrzeć w kartę leczenia żony - mówi Zenon Stawicki.
Otóż w związku z powikłaniami po kolonoskopii wykonano m.in. w szpitalu inowrocławskim  8 sierpnia w Zakładzie Diagnostyki Obrazowej tego szpitala USG jamy brzusznej Marianny Stawickiej. Lekarz medycyny, specjalista chirurgii ogólnej i radiolog w jednej osobie w wynikach napisał m.in: Pęcherzyk żółciowy niezmieniony bez złogów.
    Kiedy Zenon Stawicki zobaczył te wyniki, to złapał się za głowę. Przypomniał sobie, że żona 4 lata wcześniej w związku z kamieniem w pęcherzyku żółciowym przeszła operację wycięcia pęcherzyka w szpitalu w Szubinie. - Jak może lekarz stwierdzić, że coś jest w stanie niezmienionym i bez złogów, skoro to zostało wycięte? Pęcherzyk żółciowy to nie jakaś dżdżownica, która odrasta. Tak mi się przynajmniej wydaje - twierdzi Zenon Stawicki.
    Jak wynika z karty informacyjnej leczenia, rzeczywiście Marianna Stawicka przebywała od 8 do 13 sierpnia 2004 r. na oddziale chirurgicznym w szpitalu w Szubinie. Jak potwierdził wówczas na tej karcie swoją pieczątką i podpisem ordynator oddziału Wojciech Kuliński, rozpoznano: Cholecystitis chronica calculosa.ICC. (k 80). Zastosowano leczenie: Cholecystectomia laparpsopica (miało to miejsce 9 sierpnia 2004 r.). Wojciech Kuliński osobiście nie wykonywał tamtego zabiegu, a zrobił to inny chirurg z jego oddziału, jednocześnie też specjalista przyjmujący w przychodni w Barcinie. To poprzez jego skierowanie wówczas Marianna Stawicka trafiła do szubińskiego szpitala. Ordynator Wojciech Kuliński powiedział nam, że rzeczywiście zastosowane leczenie, jakie po łacinie zacytowaliśmy mu z karty, oznacza usunięcie pęcherzyka (woreczka żółciowego). - Nie jest możliwe, żeby pęcherzyk żółciowy odrósł - powiedział ordynator z Szubina.
    - Nie odpuszczę lekarzowi, który podpisał się pod kolonoskopią mej żony i twierdzi, że osobiście wykonał to badanie (lekarz ten rzeczywiście tak twierdził również w rozmowie z niżej podpisanym reporterem - przypis kg). Na razie nie skierowałem jeszcze sprawy do Izby Lekarskiej, ale zrobię to. Teraz nie mam czasu, bo jestem przy żonie, która leży już tu od kilku miesięcy, ma odleżynę na głębokość jakieś 3 cm i wielkości pięciozłotówki. Stan żony poprawia się, ale na święta na pewno nie wróci do domu. Jednak Izbę Lekarską, dodatkowo jeszcze z powodu tej historii z pęcherzykiem żółciowym, który jest, choć został wycięty, na pewno poinformuję bez względu na to, co zrobią organa ścigania, które powiadomiłem - powiedział Zenon Stawicki.
    Wyjaśnijmy, że mieszkaniec Wolic jesienią poinformował o podejrzeniu popełnienia przestępstwa policję i Prokuraturę Rejonową w Inowrocławiu. Wskazywał wówczas jako podejrzanego o błąd skutkujący bezpośrednim narażeniem życia lekarza, który podpisał się pod badaniem kolonoskopii Marianny Stawickiej. Do tej pory Zenon Stawicki nie otrzymał z prokuratury zawiadomienia o wszczęciu bądź o odmowie wszczęcia dochodzenia w tej sprawie.

Reklama

Karol Gapiński
Pałuki nr 879 (51/2008)

 

 

Inne teksty związane z tą sprawą:

Feralna kolonoskopia

Walczy o zdrowie żony i zadośćuczynienie

Kolonoskopia przed sądem

Gdyby nie miała ręki, byłbym szczęśliwy

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości