Zdzisława Makowiecka po śmierci męża chciałaby prowadzić gospodarstwo rolne, ogranicza ją jednak umowa na dzierżawę, jaką maż zawarł sześć lat temu
fot. Magdalena Kruszka
Mamlicz, mąż, żona, Zdzisława Makowiecka
Mąż wydzierżawił, żona chce uprawiać
Zdzisława Makowiecka z Mamlicza znalazła sobie sposób na życie. Od 17 kwietnia formalnie prowadzi gospodarstwo rolne, praktycznie jednak wiąże jej jeszcze ręce umowa, którą mąż zawarł za życia. Dzierżawca chce zgodnie z umową uprawiać ziemię jeszcze przez cztery lata, wdowa jednak tak długo czekać nie chce.
Zdzisława Makowiecka z Mamlicza skarży się, że jej mąż podpisał w 2007 roku umowę dzierżawy na 10 lat, nie uwzględniając warunków jej ewentualnego wcześniejszego zerwania. Rzecz dotyczy dwóch działek o powierzchni 2,43 ha znajdujących się tuż przy jej posesji. W czasie trwania tej umowy postanowiła zmienić dzierżawcę i z nowym podpisała umowę, nie zdając sobie sprawy z tego, że poprzednia umowa nie zawiera żadnego zapisu o możliwości rocznego wypowiedzenia.
- Ja już nie chcę, żeby ten człowiek dzierżawił ode mnie ziemię, to jest moja własność i chyba mogę decydować o tym, co z nią zrobię i komu wydzierżawię czy sama będę uprawiać - mówi Zdzisława Makowiecka.
Do dotychczasowego dzierżawcy ma spore zarzuty. Według niej, nie dba on o odpowiednią kulturę rolną gleby, która była w świetnej kondycji, kiedy ją przejmował. Zarzuca, że wyorał kamienie graniczne i zaorał rów. Twierdzi też, że ustawiając i włączając deszczownię zalewa jej ogródek i budynki na jej posesji.
- On sobie nic z ludzi nie robi - mówi mieszkanka Mamlicza. - Zalewa mi chałupę, która już swoje lata ma. Boję się, że się rozsypie. Sąsiedzi też się skarżyli, mówiliśmy mu, ale on nic sobie z tego naszego gadania nie robił.
Dzierżawca przyznał, że raz zdarzyło się podczas ustawiania deszczowni, że na dachy leciało.
- Nie trwało to jednak dłużej niż 10 minut, poza tym, jak deszcz pada, to też na dach leci, a jak podlewamy ogródek, to jest cisza, nikt pretensji nie ma - mówi dzierżawca i dodaje, że to właśnie on doprowadził działki do dobrej kultury rolnej poprzez to, że pozostałości plonów, na przykład kukurydzy czy marchwi, zostawały w ziemi i stanowiły dla niej naturalny nawóz: - Co roku ziemię nawożę, bo wiem, że ziemia bez nawozu jest jak dom bez cementu. Ja doprowadziłem tę ziemię do jakiejś kultury, zresztą po plonach to widać. Z roku na rok są coraz lepsze - powiedział dzierżawca.
Zdzisława Makowiecka jest jednak zdecydowana, żeby umowę zerwać i wraz z synem i córką poprowadzić samodzielnie gospodarstwo rolne. Wysłała do dzierżawcy pismo, w którym informowała go, że w trybie natychmiastowym wypowiada umowę dzierżawy. Uznała, że dzierżawca naruszył artykuły kodeksu cywilnego, w których mowa jest o tym, że wydzierżawiający może wypowiedzieć dzierżawę bez zachowania terminów wypowiedzenia, jeśli dzierżawca bez zgody wydzierżawiającego oddaje przedmiot dzierżawy osobie trzeciej do bezpłatnego używania albo poddzierżawia go. Powołała się także na artykuł kodeksu cywilnego mówiący o tym, że dzierżawca powinien wykonywać swoje prace zgodnie z wymaganiami prawidłowej gospodarki i nie może zmieniać przeznaczenia przedmiotu dzierżawy bez zgody wydzierżawiającego. Zaznaczyła, że ziemia jest uprawiana przez ojca i brata dzierżawcy, a nie przez niego samego.
- Bracia mi pomagają, a ja im, na tym polega współpraca i tak to się odbywa w rodzinie - wyjaśnia dzierżawca. - Poza tym, jak nie miałem siewnika do kukurydzy, to po prostu wynająłem usługę. Zawarłem umowę dzierżawy na 10 lat i tego się trzymam. Gdybym wiedział, że to ma być krócej, to w ogóle bym się na to nie decydował. Nie spodziewałem się takich cyrków.
W odpowiedzi na pismo Zdzisławy Makowieckiej napisał, że nie przyjmuje wypowiedzenia umowy dzierżawy, ponieważ zawierał umowę na 10 lat i taki okres czasu ma zamiar ziemię uprawiać.
W przypadku krótszego okresu czasu dzierżawa nie miałaby sensu, ponieważ nad doprowadzeniem zubożałej ziemi do obecnego stanu pracowałem latami - czytamy w piśmie. Biorąc pod uwagę nakład inwestycji, jakie poczyniłem na przestrzeni lat, między innymi w postaci nawozów, aby doprowadzić wyjałowioną ziemię do obecnej wysokiej kultury, Pani żądania odstąpienia od umowy dzierżawy są nie tylko nieetyczne, ale w świetle prawa bezpodstawne, albowiem pomimo zmiany właściciela umowa jest umową i cały czas obowiązuje.
Zdzisława Makowiecka, mimo odmowy, postanowiła jednak zrealizować swój plan i oświadczyła, że od 17 kwietnia wraz z dziećmi zaczęła prowadzić gospodarstwo rolne. Będzie ono źródłem jej dochodów. Wcześniej mogła liczyć tylko na rentę rodzinną. Pracowała także sezonowo, w miarę możliwości. Innych dochodów nie miała. Teraz spodziewa się, że dochód przyniesie jej gospodarstwo. Dlatego też nie oglądając się na nikogo i na nic, poprosiła sąsiada o pomoc i zasiała na swoim polu mieszankę. Jednocześnie poinformowała Komendę Powiatową Policji w Żninie o całej sytuacji.
- Ja muszę się zabezpieczyć, bo jak spotkałam się z ludźmi, którzy wcześniej uprawiali tę ziemię, to usłyszałam, że oddadzą sprawę do sądu - mówi Zdzisława Makowiecka. - Jestem tego świadoma, ale jestem zdecydowana walczyć. Przecież to jest moja własność, a ja obrabiam tylko własną ziemię, bronię swojej rodziny i swojego domostwa.
Dzierżawca zaprzecza, jakoby nosił się z zamiarem złożenia w sądzie pozwu. Przyznaje, że nie chce tracić czasu w sądach, ponieważ zajęty jest pracą.
- Ja dzierżawę płaciłem i pewnie gdyby ona przyszła do mnie, usiedlibyśmy, porozmawiali, to jeszcze bym jej dołożył do tej dzierżawy - mówi dzierżawca. - Ona jednak z dnia na dzień oświadczyła, że zrywa umowę, bez żadnej empatii, bez dogadania się. W moim odczuciu to się nie trzyma kupy. To ona mnie straszyła sądem. Ja nie mam czasu się bawić w sądy.
Zapytany, co zamierza zrobić w sytuacji, w której pole zostało już obsiane, przyznał, że jeszcze nie wie, bo nie miał czasu zastanowić się, jak sprawę potraktować.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1107 (18/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze