Pozostaje edukować, naprawiać, zabezpieczać
Meble tego nie zrobiły
Na korytarzach bloku socjalnego w Barcinie są poobijane i gdzieniegdzie porysowane ściany. Radni i administrator skarżą się, że mieszkańcy nie dbają o wspólną własność. Z kolei mieszkańcy bloku mówią, że u nich są tak samo porysowane ściany i zabrudzone klatki, jak w innych blokach.
meble2 - Ściana na parterze jest poobijana i porysowana. Widać jednak, że zniszczenia nie zostały zrobione celowo. Można podejrzewać, że powstały raczej podczas wprowadzania i wyprowadzania rowerów i wózków. Członkowie komisji zagospodarowania przestrzennego i rozwoju wybrali się z wizytą do bloku socjalnego. Od jesieni zeszłego roku mieszka w nim 38 rodzin, które mają umowy najmu do jesieni 2010 roku. Na ostatniej sesji Henryk Popławski dość ostro skrytykował mieszkańców tego bloku za to, że nie dbają o to, co otrzymali od gminy.
- Blok socjalny jest najlepszym przykładem tego, jak szanuje się coś, co się dostaje za darmo - stwierdził Henryk Popławski. - Uszkodzona elewacja zewnętrzna, wyrwana ławka, połamane drzewa, połamane krzewy. Wejście na klatki schodowe wiąże się z lekkim obrzydzeniem, są one brudne, zachlapane. Ściany porysowane, i to nie tylko porysowane. Mówiło się, że to podczas wnoszenia mebli. Nie. To, co jest uszkodzone podczas wnoszenia mebli to jedno, ale te wszystkie napisy wyryte - tego już meble nie zrobiły. Mieszka tam niewiele rodzin, a wygląda to makabrycznie.
Wątpliwość co do tego, czy warto udzielać takiej pomocy socjalnej potrzebującym wyraziła też Jadwiga Mateńko: - My wysiłkiem ogromnym, wielkimi nakładami budujemy piękne mieszkania, piękny blok, darujemy je osobom potrzebującym - mówiła Jadwiga Mateńko. - To jest wysiłek całego społeczeństwa. Odmawiamy sobie drogi, odmawiamy sobie większej ilości obiadów dla dzieci. Nasuwa się jedyna konkluzja, że system opieki socjalnej jest niewłaściwie zbudowany w Polsce, że nakłada na nas taki obowiązek, że pretensje społeczeństwo rości ogromne. Trzeba być bardzo ostrożnym w tym socjalu.
To jednak jeden z nielicznych napisów na ścianach Mieszkańcy się bronią. Twierdzą, że na 38 rodzin są nie więcej niż 4 rodziny, które można by podejrzewać o to, że cokolwiek niszczą. Podkreślają też, że wszystkie uszkodzenia i braki można wytłumaczyć, a nie są one gorsze niż w jakimkolwiek innym bloku. Gdzieniegdzie widać wyryte napisy na ścianach klatek i są to jedyne ślady wandalizmu. Poza tym ściany są poobijane. Na korytarzach stoją wózki dziecięce i rowery. Niektóre podparte są o ścianę. Stąd mogły powstać ślady i zniszczenia. Trzeba zaznaczyć, że ani w bloku, ani dookoła niego nie było żadnych śmieci. Sprzęty na placu zabaw, oprócz jednej ławki, która faktycznie jest zniszczona, są w dobrym stanie i widać, że dzieci chętnie z nich korzystają.
Lada moment minie pierwsza rocznica wprowadzenia się mieszkańców do bloku socjalnego w Barcinie - Bywa gorzej, a radni z naszego powodu taką aferę robią, że szok - mówi jedna z mieszkanek. - Jedna ławka jest wyrwana i postawiona pod szczytem bloku, ale nie wiem, dlaczego. Wydaje mi się, że ci, którzy stawiali huśtawki przestawili ją. W środku, w klatkach ściany są obite i porysowane, to prawda, ale na zewnątrz ja nie widzę, żeby było coś zdewastowane. Może trochę pokopane są ściany, ale wydaje mi się, że nie jest tragicznie. Wystarczy wejść do innych bloków i będzie gorzej. Nie można też powiedzieć, żeby było u nas brudno. Każdy dba o swoje mieszkanie i o swoją klatkę, ale przecież nie będziemy sprzątać klatek co pół godziny.
Co czwartek klatki w bloku socjalnym są sprzątane przez sprzątaczkę, poza tym mieszkańcy starają się sami utrzymywać czystość.
- Niech oni przejdą się po domach i zobaczą, że jest tu czyściutko i schludnie. Oczywiście znajdą się wyjątki, ale nie jest tak, że wszyscy nie dbają. Wydaje mi się, że radni szukają dziury w całym. Klatki są popisane, owszem, nie powiem, dwa narożniki są wybite. Ale tu też dużo dzieci mieszka, nie jesteśmy w stanie zawsze ich upilnować. Ja też nie mogę zagwarantować, że tego moje dzieci nie zrobiły. Nie wiem, co im przyjdzie do głowy. Ale każdy się stara, i to nie jest tak, że nie dbamy, bo dostaliśmy - skarżyła się mieszkanka bloku socjalnego.
- Trzeba zadać sobie pytanie, jakimi lokatorami zasiedla się ten blok. Nam pozostaje tylko zabezpieczać, naprawić i edukować - stwierdził Stefan Firszt, dyrektor Wodbaru, który administruje blokiem socjalnym.
Podobny do barcińskiego blok socjalny stoi od dwóch lat w Trzemesznie. Wiceburmistrz Zygmunt Nowaczyk wspomina, że wiele osób starało się o te mieszkania, ale teraz od dwóch lat rodziny, które do nich trafiły, mieszkają tam nadal i nie powodują problemów.
- Ja słyszałem, że w Barcinie jest problem, ale u nas problemu nie ma - powiedział wiceburmistrz Zygmunt Nowaczyk. - Nie pamiętam, żeby były jakieś ostre dewastacje. U nas to funkcjonuje tak, że jeśli jest jakiś problem, to mieszkańcy sami go zgłaszają. Ale przeważnie starają się o zrobienie dla nich jakichś nowych rzeczy. Poza tym zdarzy się, że ktoś komuś zaleje mieszkanie, ale także sytuacje zdarzają się w każdym bloku, to są po prostu wypadki.
Ani w Trzemesznie, ani w Barcinie mieszkańcy bloku socjalnego nie organizowali się w samorządy mieszkańców. Stefan Firszt twierdzi, że problem leży nie w braku zorganizowania samorządu mieszkańców, ale w złym doborze lokatorów i braku edukacji. Przyznaje, że on także dostrzega problem w Barcinie.
- Radni mają rację, przecież to jest nie do pomyślenia, żeby po roku eksploatacji klatki wyglądały tak, jak tam wyglądają - mówi Stfan Firszt. - W żadnym bloku spółdzielczym klatki po roku nie wymagają malowania, a w bloku socjalnym trzeba by już malować. Ale my po roku nie będziemy malować.
Szefa Wodbaru nie przekonuje tłumaczenie, że ściany na klatkach są poobijane od rowerów i wózków, które tam stoją. Uważa, że jeśli ktoś nie ma piwnicy, w której mógłby sprzęt trzymać, to powinien przechowywać go w mieszkaniach, a nie na klatkach. Ale oprócz zaniedbanych klatek, mieszkańcy bloku socjalnego stwarzają też inne problemy.
- Wiemy, że oni w ogóle wiele rzeczy niszczą. Domofony były wyrwane ze skrzynek, skrzynki na listy wyglądają, jakby otwierane były śrubokrętem, ławki powyrywane - podkreśla Stefan Firszt. - Sam widziałem, jak drzwi zewnętrzne samozamykalne podpierane były cegłami. Mieszkańcy mówią, że dzieci mają sobie swobodnie chodzić. Ludzie między sobą mówili też, że widzieli mieszkańca, który nieczystości wylewał przez okno. Ja nie mówię, że wszyscy z tego bloku tak się zachowują, ale wystarczy, żeby dwie, trzy takie osoby były, a otoczenie wygląda jak wygląda. W mieszkaniach komunalnych też bywa różnie. Są tacy, którzy nie dbają, ale są też tacy, którzy zachowują wzorowy porządek i nie ma z nimi żadnych problemów.
Mieszkańcy sugerują, że warto byłoby ich odwiedzić w mieszkaniach, wtedy można by cokolwiek powiedzieć o tym, jak dbają o wspólne dobro. Uważają, że na podstawie klatek schodowych nie można stwierdzić, czy gmina dobrze czy źle zrobiła, oddając do użytku blok socjalny.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 919 (38/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze