Reklama

Mechanizm zatrudnień w PUP w Żninie

Sędzia Jacek Tadych: Jeszcze raz się pani odezwie, to się bardzo wkurzę
   Mechanizm zatrudnień w PUP w Żninie
     Przed Sądem Rejonowym w Szubinie zeznawali byli i obecni pracownicy Powiatowego Urzędu Pracy w Żninie. Z ich wyjaśnień wynika, że umowę na czas określony zawierano w PUP kilkakrotnie. Tym samym pracownicy również godzili się na łamanie prawa. Ale jak wszyscy zeznali - chcieli pracować.

 

     Dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Żninie Barbara B. jest oskarżona o to, że jako funkcjonariusz publiczny, pełniąc obowiązki dyrektora PUP w Żninie, usuwała z akt osobowych pracowników i niszczyła umowy o pracę pomiędzy pracownikami a Powiatowym Urzędem Pracy na czas określony, w celu uniknięcia zawarcia umowy na czas nieokreślony. Proceder taki miał miejsce wobec 8 pracowników.
     Podczas pierwszej rozprawy w marcu zeznawała była kadrowa w PUP Krystyna M. i obecna kadrowa Barbara D. Z ich wyjaśnień wynika, że umowy pracowników PUP na czas określony były niszczone na polecenie pani dyrektor. Barbara B. zaprzeczyła tym zeznaniom i nie przyznaje się do zarzucanych jej czynów.
     W Wielki Czwartek odbyła się kolejna rozprawa. Sąd przesłuchiwał byłych i obecnych pracowników żnińskiego PUP.
     Leszek D., zastępca dyrektora PUP w Żninie wyjaśnił, że słyszał, że w PUP dzieją się takie rzeczy.
     - Nie rozmawiałem z oskarżoną na ten temat. Nie rozmawiałem z oskarżoną na temat tego procederu, chociaż o nim słyszałem. Za sprawy kadrowe była odpowiedzialna oskarżona. Jak sprawę już ujawniono, to również nie rozmawiałem z nikim z pracowników na ten temat. Do moich obowiązków należy utrzymanie urzędu, również podlegają mi usługi rynku pracy oraz oddział organizacyjny. Nie rozmawiałem nigdy z panią M. (byłą kadrową - am) na temat niszczenia dokumentów. Również nie rozmawiałem na ten temat z panią D. (obecną kadrową - am) - zeznał Leszek D.
     Leszek D. dodał też, że w żnińskim PUP były kontrole Najwyższej Izby Kontroli. Wynika z nich, że PUP działa bez żadnych zastrzeżeń. Kiedy wicedyrektor PUP zastanawiał się, jakie jeszcze kontrole miały miejsce w urzędzie, oskarżona próbowała odświeżyć jego pamięć i szeptem podpowiedziała, jaka instytucja przeprowadziła kontrolę. Wówczas przewodniczący składu orzekającego sędzia Jacek Tadych zwrócił Barbarze B. uwagę, że jeśli powie jeszcze jedno słowo, to się bardzo wkurzy.
     - Były kontrole z Urzędu Wojewódzkiego, ale nigdy nie zgłaszano żadnych zastrzeżeń - kontynuował zeznania Leszek D. Dodał, że zastrzeżeń wobec działalności PUP nie zgłaszała Rada Powiatu i Wojewódzki Urząd Pracy.
     Agnieszka P., referent w PUP zeznała, że pierwsza umowa o pracę została zawarta na czas określony od 5 stycznia do 31 grudnia 2006 r. Miesiąc przed wygaśnięciem umowa została wymieniona na inną umowę o pracę, lecz z tą samą datą początkową - od 5 stycznia 2006 r. do 31 grudnia 2007 r. - Wiem, że na ten temat rozmawiałam z kadrową panią M. oraz później z oskarżoną. Pani M. przyznała, że umowa będzie wymieniona. Nie pamiętam, czy mówiła kto podjął taką decyzję. Nie pamiętam, czy ktoś mnie informował, czy ta stara umowa zostanie zniszczona. Wiedziałam, że jest to niezgodne z prawem, ale chciałam utrzymać pracę. Byłam w ciąży - wyjaśniła Agnieszka P.
     Agnieszka S. była zatrudniona w PUP do 13 czerwca 2008 r. na stanowisku doradcy zawodowego. Z pracy w Urzędzie zwolniła się z dwóch powodów: zmieniła miejsce zamieszkania oraz psuła się atmosfera w miejscu pracy po kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Według świadka atmosfera w PUP po kontroli była nieciekawa. Agnieszka S. na początku pracy w PUP została zatrudniona na czas określony od 9 lipca do końca grudnia 2003 r. Następnie dostała umowę o pracę na czas określony w ramach robót publicznych w okresie od stycznia do lipca 2004 r. Kolejna umowa została zawarta od 5 lipca do 15 września 2004 r., również w ramach robót publicznych. Następne umowy na czas określony zawierano w okresie od 16 września 2004 r. do 31 grudnia 2007 r. - w tym okresie umowy były kilkakrotnie podmieniane. Od 1 stycznia 2008 r. miała umowę na czas nieokreślony. Zanim Agnieszka S. odbierała umowy, rozmawiała z kadrową Krystyną M. Wcześniej natomiast szła do Barbary B. - Ja sama szłam do oskarżonej, jak się kończyła umowa i ona mówiła, że „zobaczymy”. Mówiła, że nie będzie źle. Nie padło z ust pani dyrektor, że umowa będzie podmieniana. Pani M. powiedziała mi, żebym oddała umowę o pracę. Informowała mnie, że kolejna umowa będzie z tą samą datą początkową, ale inną datą końcową. Jak zmieniano mi pierwszą umowę, to nie pytałam, tylko oddałam poprzednią umowę. Podobna sytuacja miała miejsce z kolejną umową. Procedura była taka sama. Myślę, że pani dyrektor wiedziała, że umowy są podmieniane. Pytałam panią dyrektor, czy jest możliwość zawarcia umowy na dłużej niż 6 miesięcy. Uzyskałam informację, że nie wszyscy nadają się do tego, by mieć umowę na czas nieokreślony. Przestraszyłam się tego procederu i dwóch umów nie oddałam, a ostatnią mam potwierdzoną notarialnie. Po kontroli, kiedy składaliśmy zeznania inspektorom PIP, to atmosfera się pogorszyła. Niektórzy dostawali tyle pracy, że nie można sobie było z tym poradzić. Dotyczyło to tych pracowników, którzy zeznawali przed inspektorami. Podczas spotkania z pracownikami w maju 2008 r. pani dyrektor powiedziała, że zna nasze zeznania i może powiedzieć, kto co zeznał przed inspektorem pracy. Z tego powodu zwolniłam się z pracy - zeznała Agnieszka S.
     Katarzyna N., pośrednik pracy, zatrudniona od 2006 r. w PUP wyjaśniła, że zawarto z nią umowę od 30 czerwca do 30 września 2006 r. Następnie umowa została przedłużona o 3 miesiące. - Ta umowa została podmieniona. Początek został 30 czerwca 2006 r., a opiewała do końca grudnia 2006 r. Ja rozmawiałam na ten temat z panią M. Ja chciałam dalej pracować, dlatego godziłam się na to i podpisywałam zmieniane umowy. Według mnie pierwsza umowa została zniszczona. Nie słyszałam, ażeby dyrektor mówiła, że zna nasze zeznania, które składaliśmy przed inspektorem pracy. Nie słyszałam tego też od innych pracowników - wyjaśniła Katarzyna N.
     Wanda R. zeznała, że przez cały okres pracy w urzędzie miała umowę na czas określony. 30 grudnia 2006 r. nie przedłużono z nią umowy, chociaż chciała dalej pracować. Pracowała na stanowisku referenta.
     - Miałam żal, że nie przedłużono ze mną umowy na czas nieokreślony. Umowę na czas określony miałam zawartą od 25 czerwca 2003 r. do 31 sierpnia 2003 r. Kiedy mi się kończył okres tej umowy, poszłam do pani dyrektor i chciałam zapytać, co ze mną będzie dalej. Dyrektor powiedziała, że będę miała dalszą umowę. Nic więcej mi nie powiedziała. Później byłam wezwana przez kadrową M. I pani M. powiedziała, żebym oddała umowę o pracę. Nie miałam jej przy sobie. Wówczas podpisałam nową umowę od 25 czerwca 2003 r. do 30 września 2003 r. Było to w ramach prac interwencyjnych. Pod koniec okresu, na który byłam zatrudniona, poszłam ponownie do pani dyrektor. Powiedziała, że będę miała dalszą umowę. Ponownie poszłam do kadrowej. Chciała ode mnie umowę. Nie miałam jej przy sobie i podpisałam nową umowę z tą samą datą początkową od 25 czerwca do grudnia 2003 r. Tej umowy też nie oddałam. Ja się cieszyłam, że mam pracę - opowiedziała Wanda R.
     Paweł N. pracował w PUP do 25 kwietnia 2008 r. jako pośrednik pracy. Z pracy odszedł na własną prośbę. W momencie, kiedy zwalniał się z pracy w PUP, był zatrudniony na czas nieokreślony. Z pracy zwolnił się z powodu - jak to ujął - nieciekawej atmosfery. Jego zdaniem atmosfera ta była spowodowana kontrolą PIP w Urzędzie. Od pracowników dowiedział się, że w głównej mierze musiał się przyczynić do tego, że w PUP pojawiła się kontrola. Zaprzecza, by przyczynił się w głównej mierze do kontroli.
     Pracę w PUP Paweł N. rozpoczął 4 lipca 2005 r. Umowa została zawarta do 3 sierpnia 2005 r. Drugą umowę zawarto z datą 4 lipca 2005 r. do 2 września 2005 r. Kolejną od 4 lipca 2005 r. do 31 grudnia 2005 r. - Przed każdym końcowym okresem trwania umowy szedłem do pani dyrektor i pytałem co będzie dalej. Słyszałem wówczas od pani dyrektor, że będzie kolejna umowa i kierowano mnie do kadrowej. Byłem zdziwiony tym procederem. Przecież w sumie potwierdzałem nieprawdę w tych umowach. Chciałem jednak dalej pracować i nie kwestionowałem tego procederu. Mam jeszcze jedną umowę od 4 lipca 2005 r. do 3 stycznia 2006 r., chociaż nie wiem dlaczego, gdyż poprzednia umowa była do końca grudnia 2005 r. Następnie od 4 stycznia 2006 r. do 30 czerwca 2006 r. Następnie od 4 stycznia 2006 r. do 30 września 2006 r. Kolejną od 4 stycznia 2006 r. do 30 czerwca 2007 r. Ja uważam, że podpisywanie tych umów na czas określony miało być motywacją do naszej pracy, ale przyniosło to odwrotny skutek. Po pewnym czasie przestało mnie to nawet interesować, czy będzie kolejna umowa, czy nie - wyjaśnił Paweł N.
     Termin następnej rozprawy został wyznaczony na 20 maja.

Reklama

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 896 (15/2009)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości