ZSS Trójka, Żnin, policja, uczniowie, pobicie, bójka
Między bójką a pobiciem
Jeszcze przed rozpoczęciem ferii zimowych uczeń ZSS Trójka w Żninie wrócił ze szkoły w pobrudzonym ubraniu i z licznymi siniakami na ciele. Rodzice dziesięciolatka na podstawie jego słów uznali, że był on zastraszany i został pobity przez dwóch starszych od siebie chłopaków. Według nich dyrekcja szkoły sprawę zbagatelizowała, więc fakt pobicia zgłosili na policji.
Pani Anita jest mieszkanką osiedla górskiego w Żninie. Jej syn Norbert ma 10 lat i uczęszcza do IV klasy Szkoły Podstawowej w Zespole Szkół Społecznych Trójka w Żninie. Około dwóch miesięcy temu siostra Norberta zaobserwowała, że brat niechętnie uczęszcza na obiady szkolne. Konsumpcja tych obiadów wiąże się z przechodzeniem uczniów z jednego budynku szkolnego do drugiego, gdzie znajduje się stołówka. Budynki znajdują się w odległości kilkudziesięciu metrów od siebie. - Zdziwiła mnie informacja, że Norbert nie chce chodzić na obiady. Zapytany dlaczego, odpowiadał, że po prostu nie zawsze ma ochotę na posiłek. Przyjęłam to do wiadomości, ale starałam się go zachęcić, by mimo wszystko chodził na te obiady, a jeśli już nie ma któregoś dnia ochoty, to może dać komuś innemu swój obiad. Byłam w każdym razie nieco zdziwiona tym zachowaniem syna, bo dotychczas zawsze chętnie chodził w szkole na obiady - opowiada matka 10-latka.
PIERWSZE SYGNAŁY
Już w tamtym okresie dostrzegła ona pewnego dnia kilka siniaków na ciele chłopca: w okolicy łopatek i na nodze. Syn wyjaśniał jej, że to drobne urazy spowodowane upadkiem. Później przyszły święta. W trakcie ferii świątecznych rodzice chłopca na moment mogli zapomnieć o niepokojących sygnałach w jego zachowaniu. W nowym roku, zaraz po wznowieniu zajęć Norbert wrócił po lekcjach do domu przyprowadzając ze sobą swego kolegę Janka. - Chłopcy wówczas wyznali mi, że mieli konflikt z jakimiś chłopakami. Niejaki H., K. oraz Michał mieli ich zaczepiać i bić. Przyznaję, że nieco to zbagatelizowałam. Myślałam, że chodzi o konflikt między rówieśnikami, drobne przepychanki chłopców. Jednak w następnych dniach Norbert wykazywał niechęć już nie tylko do chodzenia na obiadki szkolne. On w ogóle niechętnie szedł do szkoły. Po zajęciach zaś wydzwaniał do nas, czyli do mnie lub do swego taty, byśmy przyjechali go odebrać ze szkoły. Wcześniej powroty do domu na pieszo nie sprawiały mu żadnego problemu. O tym, że był wtedy zastraszany, dowiedziałam się dopiero później. Również później dowiedziałam się, że tamtą bójkę, o której sygnalizował mi syn i jego kolega Janek, widziała też pani pracująca w stołówce szkolnej. Ona szarpiących się chłopców przegoniła, a napastników postraszyła mówiąc, że zrobiła im zdjęcia, jak napastują młodszych kolegów. W rzeczywistości żadnych zdjęć pani ta nie robiła, ale chciała w ten sposób utemperować starszych chłopaków - mówi pani Anita.
BÓJKA ZA STUDNIĄ
W kolejnych dniach chłopca odwoziła do szkoły jego babcia. Po zajęciach Norbert także dzwonił po rodziców, aby go odbierali ze szkoły. Nie zawsze jednak było to możliwe. We wtorek 8 stycznia - jak wynika z jego późniejszej opowieści - Norbert po skończonych lekcjach poszedł do stołówki na obiad. Przed stołówką stała m.in. jedna z mam - znajoma matki Norberta, która czekała na swoje dziecko. Była ona świadkiem, jak najpierw ze stołówki wyszli starsi chłopcy: H. i K. - są to uczniowie klasy szóstej w podstawówce oraz klasy drugiej gimnazjum. Chłopcy ci są dużo roślejsi od Norberta i górują nad nim siłą fizyczną. Po chwili ze stołówki wyszedł także Norbert. Zachowywał się nietypowo. Był niespokojny i rozglądał się wokół niepewnie. Nie miał też ze sobą plecaka, po który zaraz się wrócił. W tamtej chwili znajoma pani Anity ubierała w budynku szkoły swą córkę. Gdy wyszła z nią, Norberta już nie dostrzegła. Pomyślała, że już poszedł do domu, ale jakoś w drodze powrotnej go nie dostrzegła, a chłopak powinien wracać tą samą trasą.
W tym czasie Norbert wyszedł już z plecakiem ponownie ze szkoły. H. i K. wciąż na niego czekali. - Oni zaciągnęli syna za budynek szkoły, koło studni. On dopiero później mi to opowiedział. Mówił, że został uderzony pięścią w mostek i przewrócił się. Był kopany po całym ciele przez tych dwóch chłopaków, z których jeden ma niemal ze 2 metry wzrostu. W pewnej chwili syn spróbował wstać. Widział za żywopłotem ciocię Sylwię [chodzi o panią, która odbierała swą córkę ze szkoły i widziała kilka minut wcześniej zaniepokojonego Norberta - przypis kg] wychodzącą z terenu szkoły. Chciał do niej biec, ale został ponownie powalony na ziemię przez jednego z napastników, który uderzył go pięścią pytając: „Jeszcze ci mało?” Dopiero po chwili, gdy Norbert leżał już zbity na ziemi, napastnicy uciekli - opowiada pani Anita.
Dziesięciolatek zdołał się pozbierać i zadzwonił z telefonu komórkowego po tatę. Był zapłakany. Tłumaczył, że się przewrócił. Ojciec nie bardzo mógł w tamtym momencie przyjechać po syna, ponieważ był w pracy.
CHŁOPAK PRZERYWA MILCZENIE
- Ale Norbert nie przyznał się, że go pobito. Gdyby tak, to byśmy zerwali się z pracy czy odłożyli nasze zajęcia, by przyjechać. Przyszedł do domu sam. Odzież miał ubrudzoną. Tłumaczył mi, podobnie jak swemu tacie, że tylko się przewrócił. Następnego dnia w środę znów nie chciał w szkole pójść na obiad. Pani, która zatrzymuje ruch samochodowy przed przejściem, gdy przechodzą przez jezdnię do i ze szkoły dzieci, mówiła synowi, by szedł już na obiad. Rozterki Norberta zaobserwowała też jedna z pań nauczycielek, pani Alicja Adamczyk. Norbert tłumaczył, że nie chce iść na obiad, wreszcie nie wytrzymał i rozpłakał się. Oznajmił pani, że boi się, bo H. i K. biją go i zastraszają, mówiąc, że to jeszcze nie koniec. Pani Adamczyk powiedziała, że porozmawia o tym problemie z panią dyrektor, a on ma iść na ten obiad. Do domu wrócił po 15:00, dużo później niż zwykle w środy. Tłumaczył, że tak długo był na obiedzie. Było to tłumaczenie dla mnie niepokojące, bo obiady w szkole wydawane są od 12:00. Wieczorem tego dnia, gdy Norbert szedł pod prysznic, zauważyłam na jego ciele liczne siniaki. Były na plecach, łopatkach, barkach, brzuchu. Było dla mnie oczywiste, że tak liczne zasinienia nie mogły powstać wskutek upadku. Zaczęłam wypytywać syna o przyczyny jego obrażeń. Wreszcie Norbert rozpłakał się i przyznał, że został pobity, że jest zastraszany w szkole przez starszych chłopaków. Poskarżył się, że boli go w piersiach. Wyjawił, kto konkretnie go prześladuje i bije - opowiada dalej pani Anita.
RODZICE CHCĄ REAKCJI
Matka czwartoklasisty po wyznaniach syna zadzwoniła do Małgorzaty Krawczyk, wychowawczyni klasy, do której uczęszcza Norbert. Opowiedziała o zdarzeniu i usłyszała, że pani wychowawczyni już o sprawie wie, gdyż poinformowała ją wcześniej pani Adamczyk. - Mąż rano w czwartek pojechał do szkoły i chciał rozmawiać z panią dyrektor. Powiedział pani w sekretariacie, z jaką sprawą przychodzi. Pani dyrektor nie było, a pani w sekretariacie roześmiała się, bagatelizując zdarzenie. Mówiła, że to dlatego, iż Norbert rzucał śnieżkami. Byliśmy zbulwersowani takim bagatelizowaniem sprawy. Około 10:00 mąż raz jeszcze pojechał do szkoły i zastał panią dyrektor. Usłyszał od niej, że sprawa ma zostać wyjaśniona. Jednak syn ani tamci chłopcy później nawet nie mieli rozmowy z pedagogiem szkolnym. Na rozmowę z początku nie wezwano nawet rodziców, a jedynie uczestników zdarzenia. Chłopacy, którzy pobili mojego syna, tłumaczyli, że to tylko przepychanki i usprawiedliwiali się, że Norbert jakoby jednemu z nich skoczył na plecy. Już to widzę, kiedy oni są wyżsi od niego i było ich dwóch, a ja mam uwierzyć, że to on zaczynał? Przecież to bzdura, on jest koniec końców jedynym poszkodowanym, nie oni. Odnosimy z mężem wrażenie, że szkoła chce zamieść sprawę pod dywan. Chcę bowiem powiedzieć, że napastnicy, którzy prześladowali i pobili mojego syna, są blisko spokrewnieni z dyrekcją szkoły - mówi pani Anita. Dyrektor żnińskiej Trójki Aneta Dawidowicz jest ciocią jednego z chłopców, którzy pobili Norberta, a pani wicedyrektor jest mamą drugiego z napastników.
WIZYTA U LEKARZA
W piątek, cztery dni po pobiciu, Norbert nie poszedł już do szkoły. Odczuwał ból w piersiach. Wieczorem tamtego dnia ból stał się silniejszy, chłopiec płakał i stracił na chwilę oddech. Pani Anita pojechała z synem do żnińskiego szpitala. Na pogotowiu dziesięciolatek został zbadany przez lekarza i poddany prześwietleniu. - Okazało się, że syn ma uraz brzucha, stłuczone żebra i mostek, liczne zasinienia. Pan doktor powiedział mi, że dobrze się stało, że przyszliśmy. Syn wprawdzie nie musi być hospitalizowany, ale uraz brzucha może skutkować w najbliższych dniach bólem czy zapaścią. Gdyby się coś z synem działo, to mam od razu jechać z nim na pogotowie - mówi pani Anita.
(...) Konsultacja chirurgiczna. Uraz brzucha 4 dni temu, od tego czasu dokuczliwości bólowe w nadbrzuszu i ból przy oddychaniu. Brzuch miękki, niewielka bolesność palpacyjna w nadbrzuszu i okolicy lędźwiowej i prawej. Pacjent w chwili obecnej nie wymaga interwencji chirurgicznej (...) - czytamy w opisie obrażeń stwierdzonych w badaniu i na podstawie wywiadu lekarskiego.
WIZYTA NA POLICJI
Ten opis wydany przez doktora Miłosza Jasińskiego posłużył następnego dnia w sobotę pani Anicie jako dowód dla policji. Matka bowiem zdecydowała powiadomić organy ścigania o przestępstwie pobicia i zastraszania syna. Dodatkowo poinformowała również, że według niej dyrekcja w szkole nie zareagowała prawidłowo na sytuację. Matce chodziło o to, że jej zdaniem nie wyciągnięto konsekwencji wobec sprawców. - Ja nie żądałam, by ich wydalono ze szkoły. Jednak dla sprawiedliwości i nauki na przyszłość powinni mieć nie tylko obniżone oceny ze sprawowania, ale też być wywołani na szkolnym apelu celem poddania krytyce ich postępowania. Powinni też pofatygować się na polecenie dyrekcji - w końcu panie dyrektorki to nie tylko pedagodzy i wychowawcy młodzieży, ale w tym przypadku jednocześnie ich najbliższa rodzina - i przyjść do Norberta i do nas - jego rodziców z przeprosinami. Tymczasem ci sprawcy bawią się bez żadnej kary na ulicach, nawet drwiąco jeden z nich spoglądał na mnie, gdy byłam na schodach domu, a on stał na naszej ulicy. Pofatygował się tutaj dla zabawy, choć mieszka w innym punkcie miasta. Dla przeprosin już pofatygować się nie raczył - mówi pani Anita.
WIZYTA W SZKOLE
Matka chłopca wspomina o tym, że dopiero w pierwszym tygodniu ferii otrzymała telefon ze szkoły z prośbą o przybycie na spotkanie z dyrekcją placówki jej i jej męża. Takie spotkanie odbyło się w zeszłą środę około południa. - Pani dyrektor powiedziała przy wychowawcy, że jeszcze żadna kara wobec sprawców nie została zastosowana, gdyż dyrekcja sama decyzji o karze dla uczniów i jej rodzaju nie może podjąć. Oznajmiła, że może to uczynić tylko rada pedagogiczna. Stwierdziłam, że nie podjęto żadnych kroków w szkole w związku z tym, że doszło do pobicia. Pani dyrektor odpowiadała, że gdyby to było zgłoszone policji, to byłoby pobicie. A ja twierdzę, że szkoła grała na czas licząc na to, że nie zrobiona została mojemu synowi obdukcja. Nadzieja dyrekcji była według mnie taka, że Norbert szybko wydobrzeje, a potem nawet jeśli pójdzie do lekarza, to doktor już nie wykryje śladów pobicia. Ja uważam, że to szkoła powinna pilnować, co robią uczniowie. Nauczyciele, dyrekcja, pedagog szkolny - powinni się zainteresować, że dziecko zachowuje się w szkole inaczej, jest wystraszone, boi się, wreszcie zostało pobite. I to szkoła ma obowiązek informować policję, że na ich terenie doszło do pobicia - stwierdza kategorycznie matka Norberta.
Zaraz po wyjściu ze spotkania z panią dyrektor zdenerwowana zwróciła się do nas z prośbą o interwencję. - Pani dyrektor powiedziała wprawdzie, że jeszcze dzisiaj po południu będzie rada pedagogiczna w tej sprawie, ale ja obawiam się, że to wszystko cały czas jest przez dyrekcję prowadzone tak, by zamieść to pod dywan - uważa matka pobitego chłopca.
- Materiały w tej sprawie przekazaliśmy już prokuratorowi rejonowemu. Ustaliliśmy, że podejrzani nieletni są blisko spokrewnieni z opiekunami dzieci w szkole. Stąd m.in. zachodzi też pytanie, czy sprawowano należycie tę opiekę i czy nie doszło do celowego zatajenia faktu, że być może miało miejsce popełnienie czynu zabronionego przeciwko dziesięciolatkowi. Proszę o tę sprawę pytać w prokuraturze - oznajmił nam nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie. Prokuratura podjęła dochodzenie, ale jego szczegółów nie zdołaliśmy poznać. Szef Prokuratury Rejonowej w Żninie Wojciech Jabłoński przebywa w tym tygodniu na urlopie.
SINIAKI ZESZŁY
Dom rodzinny Norberta odwiedziliśmy w zeszły czwartek, 9 dni po pobiciu, którego miał stać się ofiarą. Podzieliliśmy się z matką chłopca przemyśleniami, że nie warto publikować zdjęcia i wizerunku jej czy dziecka z uwagi na jego dobro. Chcąc jednak dla potrzeb tej publikacji zilustrować historię, zasugerowaliśmy matce dziesięciolatka, że może warto zrobić zdjęcie sińców na jego ciele, które pozostały po pobiciu. Pani Anita poinformowała nas, że Norbert leży w swoim pokoju. Poszła do niego, a po chwili powróciła. - Te siniaki praktycznie są już niewidoczne, więc raczej zdjęcia nie ma co robić, bo niewiele by ono powiedziało - oznajmiła mama chłopca.
SZKOŁA REAGOWAŁA
Rada Pedagogiczna w ZSS Trójka rzeczywiście się odbyła. Nawet dwie w pierwszym tygodniu ferii. Dyrektor placówki Aneta Dawidowicz poinformowała nas, że o szczegółach sprawy nie chce rozmawiać, zwłaszcza że toczy się równoległe postępowanie wymiaru sprawiedliwości. Wobec uczniów wyciągnięte zostaną konsekwencje regulaminowe. - Nie jest tak, że nikt nic nie zrobił. Działania zostały podjęte, postępowanie jest w toku. O tym, jakie kary zastosowane zostaną wobec uczniów przez szkołę, nie chcę mówić. Nie chcę również mówić o tym, jakie było tło tego całego zdarzenia. Zapewniam, że chłopcy, którzy są podejrzani o to pobicie, będą przez nas potraktowani tak, jak byłby każdy inny uczeń - zapewnia pani dyrektor. O konsekwencjach, które dotyczą uczestników zdarzenia, a wyciągnięte zostały przez szkołę, pierwsi dowiedzą się bezpośrednio zainteresowani. Dowiedzieliśmy się również nieoficjalnie, że zaraz po wznowieniu zajęć szkolnych w placówce odbędzie się specjalny apel poświęcony tej sprawie.
Stowarzyszenie My Ruch Społeczny - organ prowadzący szkołę zapewnia, że dyrekcja placówki podjęła działania w celu wyjaśnienia okoliczności sprawy zgłoszonej przez rodziców Norberta.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1093 (4/2013)
Więcej informacji:
- Prokuratura - bez zarzutów
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze