Przeprosił za to, czego nie powiedział
Między przekrętem a przestępcą
Stefan Moritz nie przeprosił publicznie prezesa zarządu Henryka Popławskiego za to, że w ubiegłym roku na walnym zgromadzeniu członków Spółdzielni Mieszkaniowej Kujawy zarzucał mu przekręty.
„Przepraszam pana Popławskiego za to, że nie powiedziałem, że pan jest przestępcą” - powiedział Stefan Moritz po długim wywodzie, z powodu którego znów może trafić do sądu Stefan Moritz w ubiegłym roku wspominał o zamianie mieszkań dwóch lokatorek: - Na jakiej zasadzie jedna z tych pań przejęła mieszkanie, tego nie mogę zrozumieć - mówił Stefan Moritz. - Na jakich zasadach my mieszkania sprzedajemy? Jeśli jest dłużnik, to występuje się o eksmisję do sądu i tyle. Żeby takie przekręty robić. To jest przekręt normalny. Takie coś się dzieje w naszej spółdzielni, jak to jest możliwe?
- Jeśli chodzi o tego pana, to jeden proces ten pan już przegrał, który mu wytoczyłem za zniesławienie i przegrał go, i jeśli pan mówi o przekrętach, to ja bym proponował bardzo ostrożnie się poruszać - uprzedzał wówczas prezes spółdzielni.
Z powodu słów, które w ubiegłym roku powiedział Stefan Moritz, Henryk Popławski 4 października 2010 roku złożył pozew do Sądu Rejonowego w Szubinie, domagając się ukarania Stefana Moritza za pomówienie. Prezes wyjaśniał, że zarzut skierowany do zarządu o dokonywanie przestępstw i narażanie spółdzielni na straty był nieprawdziwy i mógł wpłynąć na utratę zaufania członków spółdzielni, a także na utratę przez niego pracy. 10 stycznia 2011 roku zawarta została ugoda, w której strony ustaliły między innymi, że Stefan Moritz przeprosi Henryka Popławskiego za wyrażone podczas ubiegłorocznego walnego zgromadzenia pod jego adresem słowa.
Gdy Stefan Moritz otrzymał głos, poprzedził swą wypowiedź szerokim wyjaśnieniem sytuacji. Upominany kilkakrotnie przez przewodniczącą zgromadzenia Krystynę Bartecką kontynuował wątek, który podjął w ubiegłym roku. - Chodzi o to, że w ubiegłym roku na zebraniu zadałem pytania Radzie Nadzorczej, a w szczególności komisji rewizyjnej - tłumaczył Stefan Moritz. - Chodziło o transakcję przy zamianie niby mieszkania. Do końca zebrania, ani do dziś żadnej odpowiedzi nie otrzymałem. W tej chwili chyba spółdzielcy też nie wiedzą, jak do tego doszło.
Ponadto wyjaśniał on, że na ubiegłorocznym zebraniu nie powiedział ani słowa pod adresem prezesa, które byłoby ubliżające. Podkreślał, że nie pomawiał go o nic, tylko zadał pytanie Radzie Nadzorczej, przy czym do prezesa się w ogóle nie zwracał. Przyznał, że po zapoznaniu się z protokołem postanowił złożyć doniesienie do prokuratury w celu wyjaśnienia transakcji.
- Przedtem to inaczej nazywałem, bo mówiłem, że to może być przekręt, ale teraz się liczę ze słowami, bo wiem, do czego zdolny jest pan prezes, chociaż prezes to za duże słowo jest - mówił Stefan Moritz. Cytował on także fragment wniosku, w którym Henryk Popławski domagał się wypłaty zadośćuczynienia w wysokości 20.000 zł oraz podanie wyroku do wiadomości publicznej.
- O żadnych przestępstwach nie było mowy, to jest udokumentowane w protokole z zebrania - bronił się pozwany. - A pan prezes wiedział, że jest dochodzenie w prokuraturze i chcąc mnie zastraszyć, dopiero 4 października mu się zachciało informować, że ja jakieś pomówienie na niego złożyłem na tym zebraniu. Albo nie czytał protokołu, albo coś wymyślił, że jest przestępcą. Ja takiego słowa nie użyłem, a za takie słowo chciał, aby mnie ukarano. Posiedzenie sądu się odbyło, na którym pan sędzia zaznaczył z góry, że żadnych pieniędzy ode mnie pan Popławski nie otrzyma, to wtedy pan Popławski zjechał do tego, żeby przeprosić go w prasie, w „Pomorskiej” i w „Pałukach”. Na to pan sędzia się też nie godził i zapytał, czy jestem skłonny do ugody. Powiedziałem wtedy, że nie wiem za co, ale jeśli już tak jest, to zgadzam się. Wtedy nastąpiło to, czy na zebraniu mogę przeprosić. Jeśli taka potrzeba zajdzie, to przeproszę, jeśli jest za co.
Po tych wyjaśnieniach Stefan Moritz ponownie wrócił do sprawy zamiany mieszkań, którą poruszył już w zeszłym roku. Przypomniał, że wówczas nie zostało to wyjaśnione, ponieważ prezes jedynie wstał i wykrzyczał, że sprawę załatwił z burmistrzem. Sugerował, że nie tylko członkowie spółdzielni, ale także Rada Nadzorcza chyba nie wiedziała, jak do tej zamiany doszło. Wspomniał, że 5 marca dłużnicy z mieszkania na ul. Pakoskiej spłacili 15.000 zł długu, przy czym później składając zeznania nie wiedzieli, skąd mieli pieniądze na spłacenie tego długu, ani na jaką kwotę dług spłacili. Twierdził, że tego samego dnia nastąpiło zrzeczenie się tego mieszkania własnościowego na rzecz spółdzielni, a po dwóch tygodniach do tego mieszkania wprowadziła się pani, która wcześniej mieszkała w lokalu gminnym, a po dwóch latach mieszkanie to wykupiła. Stefan Moritz podkreślał, że całe zrzeczenie powinno się odbywać notarialnie, a na mieszkanie powinien odbyć się przetarg.
- Jak można spłacić 15.000 zł i zrzec się mieszkania na rzecz spółdzielni? - pytał Stefan Moritz. - To jest niezrozumiałe. Niech wszyscy wiedzą, jaka transakcja to była, czy to był przekręt może. Mieliśmy prawo domniemywać, że doszło do korupcji. Kto zrobił korupcję, nie wiadomo w końcu. Wszyscy umywają ręce. I że ja powiedziałem, że to jest przekręt, przepraszam bardzo, ale tak powiedziałem, że to jest chyba przekręt, ale nie powiedziałem, że pan jest przestępcą. Nadmieniłem, że brak jest nadzoru. Mówię to, żebyście państwo wiedzieli, że trzeba patrzeć na ręce zarządowi. My mamy prawo kontrolować zarząd, co wyprawia, bo prywata była, jest i się nadal prowadzi.
Krystyna Bartecka kilkakrotnie nawoływała do tego, żeby Stefan Moritz wykonał tylko to, co sąd mu nakazał, a nie relacjonował przebiegu rozprawy i zaprzestał kontynuowania swojego wywodu. Zagroziła, że będzie zmuszona odebrać mu głos.
- No to niech pani odbierze - zachęcał Stefan Moritz. - Dlaczego pani mi przerywa? Mam iść i pana prezesa jeszcze w rękę pocałować, tak?
- Niech pan Moritz mówi, bo jak on powiedział, że zrobiliśmy przekręt, to ta sprawa znowu pójdzie do sądu - wtrącił Henryk Popławski.
Stefan Moritz przez kilka chwil nadal omawiał wątek zamiany mieszkań. W końcu uczestnicy walnego zgromadzenia zaczęli się niecierpliwić. Po kolejnym wezwaniu Krystyny Barteckiej do dyscypliny Stefan Moritz powiedział: - Wobec tego przepraszam pana Popławskiego za to, że nie powiedziałem, że pan jest przestępcą [nie ma błędu w druku, dokładnie takie słowa zabrzmiały na sali - przyp. red.].
Po tych przeprosinach głos postanowił zabrać Henryk Popławski, który wyjaśniał, że gdyby po doniesieniu do prokuratury złożonym przez Stefana Moritza był cień wątpliwości, dotyczący zamiany mieszkań, to inny zarząd prowadziłby zebranie, bo obecny siedziałby w więzieniu. Tłumaczył, że do Spółdzielni przyszli lokatorzy, którzy byli zadłużeni i mieli własnościowe prawo do lokalu. Zgodnie z prawem zrzekli się prawa do tego lokalu wycofując wkład budowlany, który pokrył ich zadłużenie. Złożyli wniosek do zarządu o zamianę na mieszanie komunalne w gminie, a inna osoba w gminie złożyła odwrotny wniosek o zamianę mieszkania. Doszło do tego, że burmistrz i zarząd wyrazili zgodę na zamianę mieszkań.
- Pozbyliśmy się lokatorów, którzy byli naszymi potencjalnymi dłużnikami, a zyskaliśmy osobę, która rzetelnie płaci - tłumaczył Henryk Popławski. - I ta osoba po dwóch latach, zgodnie z obowiązującym w naszej spółdzielni regulaminem, przekształciła mieszkanie we własnościowe. Poza wszystkim innym trzeba troszeczkę rozumieć przepisy prawa, trzeba rozumieć to, o czym się mówi, żeby zajmować głos.
Henryk Popławski odniósł się także do tego, co Stefan Moritz mówił o przebiegu rozprawy sądowej. Podkreślał, że nie wyglądała ona tak, jak on ją przedstawił.
- Ledwie weszliśmy na salę sądową, to pan Moritz mnie przeprosił, zwrócił mi połowę kosztów rozprawy, a drugą połowę zwrócił mi sąd - informował Henryk Popławski i wyjaśnił też, że po podpisaniu wszystkich protokołów z zeszłorocznego zebrania i po zastanowieniu się założył Stefanowi Moritzowi drugą już sprawę sądową z artykułu 212 (pierwszą Stefan Moritz przegrał).
- W trakcie rozprawy pan Moritz przeprosił mnie, wyraził chęć zawarcia ugody, na co ja się zgodziłem, bo ja nie jestem mściwym człowiekiem - mówił prezes spółdzielni. - Treść ugody mówi, że „strony zawierają ugodę następującej treści: Stefan Moritz przeprasza..”, a skoro przeprasza, to czuje się winny. Dzisiaj padły znowu słowa o przekręcie i najprawdopodobniej w kontekście tego, jak pan Moritz mnie przeprosił, ponownie złożę sprawę do sądu i wrócimy do tego tematu.
Następnego dnia prezes zastanawiał się, czy kolejny pozew przeciwko Stefanowi Moritzowi składać. Stwierdził, że na walnym zgromadzeniu był przekonany, że to zrobi, kiedy jednak się z tym przespał, przemyślał, na chłodno przekalkulował, to nabrał wątpliwości co do tego, czy jest sens to robić.
- Jeśli pozew złożę, to stanę się zwolennikiem tego, aby przed rozprawą przeprowadzać badania psychiatryczne przed rozprawą - powiedział Henryk Popławski. - Ten pan opowiada kompletne bzdury. Ja nie wiem, czy on wie, o czym mówi, a na pewno nie rozumie tego, o czym mówi. Dla mnie jego wystąpienie jest jednoznaczne z tym, że nie wypełnił tego, do czego się zobowiązał. To była kpina, a nie przeprosiny, widowisko. To jest biedny żałosny człowiek i nie wiem, czy jest sens pastwić się nad nim. Chyba szkoda zachodu.
Film z wystąpieniem Stefana Moritza można obejrzeć na naszej stronie internetowej www.paluki.tygodnik.pl
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1011 (26/2011)
Niebezpieczne słowa i przejęzyczenia
Nie udały się Stefanowi Moritzowi przeprosiny. Zamiast załagodzić sytuację i zażegnać spór, tylko go zaostrzył. Trudno mi powiedzieć, czy zdanie Przepraszam pana Popławskiego za to, że nie powiedziałem, że pan jest przestępcą było przygotowane wcześniej i miało zostać wygłoszone dokładnie w takim brzmieniu, w jakim zostało, czy po prostu Stefan Moritz tak się zapętlił w swoich tłumaczeniach, wyjaśnieniach i doprecyzowaniach, że w wielkim finale doszło po prostu do przejęzyczenia.
Sądzę, że druga opcja jest bardziej prawdopodobna. Tegoroczne wystąpienie Stefana Moritza było zdecydowanie bardziej stonowane niż ubiegłoroczne. Dało się odczuć na początku, że waży słowa, stara się tak je dobierać, żeby nie urazić prezesa. Tyle tylko, że im dalej brnął w wyjaśnieniach, tym mniej zrozumiałe się one stawały i tym więcej niebezpiecznych słów typu przekręt, czy stwierdzeń zamiatanie pod dywan się pojawiało. Krystyna Bartecka prowadząca Walne Zgromadzenie często mu przerywała, próbowała go dyscyplinować i sprowokować, żeby już w końcu przeprosił prezesa. Widać było, że to także zbija z tropu Stefana Moritza, który z tego powodu traci wątek.
Henryk Popławski zastanawia się, czy czasem nie złożyć kolejnego pozwu. Moim zdaniem mija się to z celem, szkoda na to czasu i energii. Stefan Moritz jest jak uciążliwa mucha, która denerwuje, ale krzywdy nie zrobi. Nie znalazł poparcia wśród członków spółdzielni, nie dał mu wiary sąd. Zdaje się, że cały czas strzela do własnej bramki i największą krzywdę wyrządza sobie sam. Nie ma co go bardziej pogrążać ciągając po sądach, bo podejścia raczej już nie zmieni, a prezesowi, który z roku na rok ma coraz mocniejszą pozycję w spółdzielni szkody wyrządzić nie jest w stanie.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1011 (26/2011)
Jeszcze dołożył
Przecieraliśmy oczy ze zdumienia kolejno czytając zdanie, wygłoszone przez Stefana Moritza jako przeprosiny prezesa Henryka Popławskiego. - Wobec tego przepraszam pana Popławskiego za to, że nie powiedziałem, że pan jest przestępcą.
Oczywiście nie można tego potraktować jako przeprosiny. Miał przeprosić za to co powiedział. Czyli jeśli zarzucał robienie przekrętów, wypowiedziane zdanie powinno mieć formę przeprosin za zarzucenie robienia przekrętów.
Co w końcu zrozumiałem z wygłoszonego przez Stefana Moritza zdania? Zrozumiałem, że rok temu wypowiadając się na temat zamiany mieszkań nie nazwał przestępcą prezesa i bardzo teraz tego żałuje. Czyli nie przeprosił, a jeszcze dołożył.
Nie powstrzymam się tu od komentarza, dotyczącego wolności słowa w Polsce, której rzekomo według jednych nie ma, według drugich jest krępowana. To bzdury. Wolność słowa w Polsce jest. Musimy jeno - korzystając z tej wolności - pamiętać, iż korzystanie z niej - tak jak korzystanie z każdej wolności - niesie za sobą konsekwencje.
Palisz ćmiki - możesz dostać raka. Lubisz wypić - alkoholizm za progiem. Wiele przyjemności skutkuje przykrymi konsekwencjami. Przyjemność obrażania ludzi - także. Stefan Moritz - jak wszyscy Polacy - korzysta z istniejącej u nas wolności słowa. Nikt jego wypowiedzi nie krępuje. Może mówić, co chce. Nie może się jednak dziwić, że za obrażanie innych czekać go może kara.
Dominik Księski
Pałuki nr 1011 (26/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze