Reklama

Mieszkańcy działek bez prądu

Sobota: prąd popłynie z pożyczomego agregatu

      fot. Remigiusz Konieczka

ROD Pelikan, Szubin, mieszkańcy, działki, prąd
     Mieszkańcy działek bez prądu
     23 stycznia minął tydzień od dnia, w którym zarząd ogródków działkowych w Szubinie podjął decyzję o wyłączeniu prądu. Problem w tym, że w Szubinie na działkach mieszkają rodziny z małymi dziećmi. I jest dramat, bo ciepła woda jest na prąd, bo trzeba jakoś żyć w tym mrozie.

     Rodzinny Ogród Działkowy Pelikan w Szubinie liczy ponad czterysta działek. Piętnaście altan jest zamieszkałych. W dwóch z nich mieszkają kilkuosobowe rodziny z małymi dziećmi. Jedna z rodzin mieszka tam cztery lata, druga dwa lata. Nie chcą ujawniać nazwisk. Znaleźli się na zakręcie życiowym i w pewnym momencie musieli sobie jakoś poradzić. Rodzina z krótszym stażem mieszkaniowym wynajmowała mieszkanie w Rynarzewie. W pewnym momencie nie było ich stać na opłaty za mieszkanie. Z jednej wypłaty nie wystarczyło. Za kredyt kupili działkę z altaną. Kredytu hipotecznego nie mogli wziąć. Znaleźli się w trudnej sytuacji, niemal bez wyjścia, i ta działka to było jak złapanie koła ratunkowego. Mieli dach nad głową w postaci altany, którą mąż rozbudował o piętro. Mówią, że altana nie przekracza normatywu. Altany na działkach muszą mieć określone wymiary (max. 4-5 m wysokości). Rodzina poszła do Urzędu Miejskiego w Szubinie, aby się zameldować. - Z Urzędu przyjechała komisja na wywiad i oględziny. Zobaczyli, że wszystko się zgadza, że są warunki i zameldowali. Mamy adres w dowodach osobistych - mówi żona. Dzieci chodzą do szkoły, najstarsze już do trzeciej klasy, najmłodsze ma 2 lata. W jednej rodzinie jest trójka dzieci, a w drugiej rodzinie piątka. Teraz te wszystkie osoby żyją bez energii elektrycznej.
     BEZ PRĄDU
     Dokładnie tydzień temu zarząd ROD podjął decyzję o wyłączeniu prądu na działkach. Mieszkańcy działek twierdzą, że nikt ich o wyłączeniu prądu nie uprzedził. Prąd został wyłączony o 11:00. W trudnej sytuacji znaleźli się z dnia na dzień.
     - Każdy ma swój licznik. Płacimy zarządowi za prąd, a zarząd rozlicza się z „Eneą”. Zarząd twierdzi, że to działkowcy zdecydowali o wyłączeniu prądu na zimę. Ubiegłej zimy prąd był. Jak poprzedni zarząd działał, to też prąd był. Teraz wyłączyli, bo ludzie kradną. A my na tym cierpimy - mówią mieszkańcy. - Nie mieliśmy szans na to, aby się przygotować. Pracownik Ośrodka Pomocy Społecznej Wiesław Majdziński na własną rękę załatwił piecyki gazowe na butlę, żebyśmy mieli ciepło.
     Jedna rodzina skorzystała z pomocy, druga nie, ze względu na koszt związany z butlą gazową, którą mieli załatwić we własnym zakresie. Ponadto rodzina z krótszym stażem mieszkaniowym na działkach miała agregat. Był to agregat pożyczony i pracował przez weekend. W poniedziałek do działkowców dotarły nowe agregaty, zapewnione przez gminę. Z jednej strony rodziny przyjęły dar z otwartymi rękoma, z drugiej - martwią się o koszty związane z zapewnieniem paliwa do agregatów.
     - Przez cały rok tyle prądu nie zużyjemy, co przez miesiąc paliwa do agregatu - mówią.
     Mieszkańcy wyjaśniają, że chcieli rozwiązać problem z prądem. Chcieli podłączyć się do sieci osobno. - Nie są chętni do tego, aby nas podłączyć. Co by im szkodziło się zgodzić. I tak musimy płacić. Nawet na to nie chcą się zgodzić.
     DZIAŁKI TO NIE INSTYTUCJA CHARYTATYWNA
     Katarzyna Witkowska, prezes zarządu ROD, wyjaśnia, że nikt z dnia na dzień prądu nie wyłączył. Zaznaczyła, że mieszkańcy działek przede wszystkim zalegają z opłatami za prąd. Jedni na kilkaset złotych, drudzy na ponad tysiąc. Ci drudzy już od września 2012 nie płacą. Latem 2013 roku otrzymali informacje, że mają spłacać, a jeśli tego nie zrobią, to prąd zostanie odcięty. Ubiegłej zimy prąd mieszkańcy działek mieli, ale przy okazji inni działkowcy nielegalnie pobierali prąd i spowodowali straty wynoszące kilkanaście tysięcy złotych. Tej zimy sytuacja się powtórzyła, bo nie można włączyć prądu tylko tym dwóm działkom. Dlatego na początku roku prezes i skarbnik udali się do zastępcy burmistrza Szubina z informacją, że w związku z zaległościami płatniczymi i w związku z kradzieżami, prąd zostanie odcięty.
     - Skoro gmina tych ludzi zameldowała, to poprosiliśmy gminę, aby zapewniła im źródło prądu. Jak otrzymaliśmy informacje, że gmina da tym mieszkańcom agregaty, to podjęliśmy decyzję o wyłączeniu prądu - mówi Katarzyna Witkowska.
     Prezes dodała, że nie można podłączyć im prądu oddzielnie, ponieważ operator od razu pyta, czy są zaległości. Skoro zaległości są, to Enea nie wykona przyłącza. Poza tym wykonanie przyłącza wiąże się z dużymi kosztami, które ktoś musi pokryć.
     - Nie może być tak, że ci ludzie będą żyć na koszt innych działkowców. Działki to nie instytucja charytatywna. Nie mogę tolerować zadłużenia, bo potem muszę się z tego tłumaczyć - mówi prezes.
     AGREGATY I COŚ JESZCZE
     Renata Michalak, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej powiedziała, że agregaty dotrą do mieszkańców działek w poniedziałek o 1300, i dotarły. Ośrodek nie ma możliwości zwrotu kosztów za paliwo do agregatów, bo agregaty zostały zakupione z myślą o nich. Koszt jednego to 1.100 zł. Dodała, że nikt inny, oprócz tych dwóch rodzin zamieszkujących działki, nie zwrócił się do M-GOPS o pomoc.
     Zastępca burmistrza Szubina Mariusz Piotrkowski powiedział, że gmina będzie starała się pomóc tym mieszkańcom, którzy zamieszkują na działkach. Nie określił szczegółowo formy pomocy, ale zapewnił, że nie zostaną zostawieni sami sobie. Być może będzie to pomoc w pokryciu kosztów paliwa, a być może pomoc w podłączeniu się do sieci energetycznej. Dodał, że na pewno nie mogą liczyć na przydzielenie mieszkania, bo na tę chwilę mieszkań nie ma, lista oczekujących jest długa, a ponadto nie należy stwarzać precedensu. Mariusz Piotrkowski wyjaśnił też, że gmina nie mogła nie zameldować tych ludzi na działkach.
     - Dysponujemy wyrokami sądu i nie mogliśmy odmówić zameldowania - powiedział Mariusz Piotrkowski. - Przestrzegaliśmy ich, że to jest złe, że to jest rozwiązanie tymczasowe. Wiedzieli, że może dojść do trudnych sytuacji. Nie możemy dać im mieszkania, tylko dlatego, że zamieszkali na działkach. Chciałbym, aby sami starali się kierować swoim życiem i poszukali dla siebie jakiegoś lokum. To nie są rodziny dysfunkcyjne. Sami muszą kierować życiem. Będziemy starali się im pomóc, ale nie rozwiążemy za nich ich problemów.
     NIE DADZĄ SIĘ
     Mieszkańcy działek powiedzieli, że mimo zaległości, spłacają je regularnie. To, że ktoś inny kradnie prąd, nie oznacza, że ich rodziny muszą teraz żyć bez energii. Dodają, że nawet jeśli są zaległości, nie uprawnia to zarządu do wyłączenia prądu bez uprzedzenia.
     - Nie robimy awantur, nie przyjeżdża do nas policja. Żyjemy spokojnie. Chcą nas wykurzyć z tych działek, ale my się nie damy. Za dużo pieniędzy włożyliśmy, żeby to teraz zostawić. My chcemy tylko spokojnie żyć, a problemów jest ponad miarę - mówią mieszkańcy.
     Katarzyna Witkowska powiedziała, że zarząd na wiosnę wynajmie geodetę, który pomierzy wszystkie działki i altany. Altany ponadnormatywne, a w takich zdaniem prezes mieszkają obie rodziny, zostaną zgłoszone do odpowiednich organów, które mogą nakazać ich rozbiórkę.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1145 (4/2014)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości