- „Jeżeli spróbujecie cokolwiek inwestować, to mieszkańcy Zalesia, wszyscy jak jeden mąż i jedna kobieta, będziemy podejmowali wszelkie działania zgodne z prawem, żeby utrudnić zarówno budowę, a później funkcjonowanie fermy” - mówił Krzysztof Kroczka
fot. Remigiusz Konieczka
Zalesie, mieszkańcy, świnie, inwestorzy, rozprawa administracyjna
Mieszkańcy nie chcą świń, inwestorzy nie chcą rezygnować
Druga rozprawa administracyjna nie wniosła nic nowego w sprawie wydania przez burmistrza decyzji środowiskowej na budowę fermy chowu prosiąt.
Mieszkańcy Zalesia i Szaradowa prosili o to, by burmistrz nie podejmował decyzji środowiskowej, ale decyzję podjąć burmistrz musi. Negatywną lub pozytywną. Pomocną w podjęciu decyzji miała być rozprawa administracyjna. Zebraniu w szubińskim ratuszu przewodniczyła Iwona Kubiak, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa. Zaproszony został inwestor Rafał Kaźmierczak z Podgórzyna ze wspólnikiem Danielem Wiszkielem oraz mieszkańcy Zalesia i Szaradowa z sołtysami.
Przypomnijmy: inwestor Rafał Kaźmierczak wystąpił do burmistrza Szubina Ignacego Pogodzińskiego z wnioskiem o wydanie decyzji środowiskowej dla inwestycji polegającej na budowie w Zalesiu na działce 74 dwóch budynków inwentarskich do chowu trzody chlewnej. Inwestor przewiduje chów prosiaków od urodzenia do osiągnięcia 30 kg wagi, czyli ok. 80 dni. Przewidziane jest 750 stanowisk dla macior. W Zalesiu ma być w sumie ponad pięć tysięcy świń, z tym, że zdecydowana większość to prosięta. Po odchowaniu mają być zabierane i wywożone do dalszego tuczu w Podgórzynie.
Rafał Kaźmierczak (z lewej) podkreślał, że duża ilość zwierząt dotyczy nie tuczu dorosłych świń, ale chowu prosiąt, więc uciążliwość hodowli będzie minimalna
fot. Remigiusz Konieczka
Inwestycja należy do przedsięwzięć mogących zawsze znacząco oddziaływać na środowisko. Zatem z wnioskiem złożony był też raport oddziaływania na środowisko. Oceniany był przez Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Bydgoszczy i Państwowy Powiatowy Inspektorat Sanitarny w Nakle. Po koniecznych uzupełnieniach instytucje te raport uzgodniły. Jednak na inwestycję tę nie wyrażają zgody ani mieszkańcy Zalesia, ani Szaradowa. Działka 74 jest bowiem położona dokładnie na granicy tych dwóch wsi. Pierwsza rozprawa administracyjna odbyła się 11 września, druga 29 października. Zaraz na początku Iwona Kubiak odczytała pismo Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych z Włocławka, który odniósł się do uwag mieszkańców dotyczących rowu melioracyjnego.
Rów jest granicą działki 74 i zdaniem mieszkańców ferma zanieczyści wodę, która spłynie na obszar chroniony Natura 2000. Rów ma 5,6 km długości, od 5 do 15 metrów szerokości, a zasięg jego oddziaływania, jeśli chodzi o działkę 74, wynosi 85 metrów od środka rowu melioracyjnego. Wszystkie nawodnienia i odwodnienia są w granicach 85 metrów. Rów zbiera wody z tej odległości i jednocześnie w tej samej odległości nawadnia teren.
Krzysztof Kroczka z Zalesia powiedział, że skoro jest oddziaływanie cieku na działkę w odległości 85 metrów, to również działki na ciek. Jego zdaniem gnojowica może dostać się do rowu, skoro jest takie oddziaływanie. Zagrożenie jest tym większe, że ta zanieczyszczona woda popłynie rowem na Solniska Szubińskie. Jednak to nie był koniec wątpliwości. Kolejne dotyczyły nie środowiska naturalnego, ale bardziej spraw formalno-prawnych. Krzysztof Kroczka pytał, kto tak naprawdę jest inwestorem - Rafał Kaźmierczak, Daniel Wiszkiel, a może Sebastian Puzio, Paweł Jarmuż, a może firma A-Tucz spółka z o.o.
- Mam informacje, że tam pracować będzie pan Wiszkiel, a pan Kaźmierczak będzie tylko właścicielem posesji. Jeśli inwestorem jest pan Kaźmierczak, a faktycznie inwestował będzie Daniel Jacek Wiszkiel, to gdzie jest poświadczenie nieprawdy. W raporcie, w mailach czy w czasie rozmowy. Burmistrz wydając decyzję powinien wiedzieć, czy inwestor ma pieniądze, aby zapewnić to wszystko, co jest opisane w raporcie - mówił Krzysztof Kroczka.
Mieszkaniec Zalesia pytał, w jakiej kwocie ma się zamknąć ta inwestycja, skąd będą pieniądze. Rafał Kaźmierczak odpowiedział, że inwestycja będzie kosztować 3,5 mln zł, że będzie sfinansowana z kredytu bankowego i że będzie musiał dysponować 20% wkładem własnym.
Ale ja się pytam, czy panowie macie tą kwotę? Czy Urząd Kontroli Skarbowej ma sprawdzić, czy macie te pieniądze? - dociekał Krzysztof Kroczka.
Iwona Kubiak wyjaśniła, iż wystąpić z wnioskiem o wydanie decyzji środowiskowej mógł każdy. Nie trzeba być właścicielem gruntu, inwestorem, bogatym człowiekiem. Krzysztof Kroczka uważa, że obecni na sali panowie metodą małych kroków będą dążyli do realizacji inwestycji i na końcu może się okazać, że inwestorem jest ktoś inny niż na początku. To budzi społeczny sprzeciw, a burmistrz powinien słuchać mieszkańców, a nie inwestora. - Ten konflikt społeczny już jest i będzie narastał - dodał mieszkaniec Zalesia.
mieszkaniec Zalesia stwierdził, że przy tak intensywnej hodowli za pięć lat będzie jeden wielki ściek. Mieszkańcy wskazywali również na to, że po wybudowaniu fermy spadnie wartość nieruchomości, które posiadają i na jakich mieszkają. Wartość działek spadnie ze względu na zapach, jaki będzie wydobywał się z fermy. - Mam rodzinę w Chwaliszewie. Tam jest chlewnia. Są momenty, że nie można nawet okien otworzyć, a nie jest ona wcale blisko. Nie wyobrażam sobie, że tak blisko ma to być u nas w Zalesiu. Burmistrz powinien się głęboko zastanowić, a pan niech sobie pod Żninem hoduje - mówiła jedna z mieszkanek.
Obecni na zebraniu wątpią, czy nakazane w raporcie oddziaływania na środowisko zabezpieczenia zadziałają i ochronią ich przed ubocznymi skutkami inwestycji. Mieszkańców przeraża zapach i hałas, jaki będzie się stamtąd wydobywał i wzmożony ruch samochodów związany z transportem. Mieszkańcy podkreślali, że co prawda jest w Zalesiu gospodarstwo prowadzące hodowlę bydła, ale ono już było, wpisało się w życie wsi i nie stwarza problemów, np. nieznośnego zapachu.
Radna sejmiku wojewódzkiego i mieszkanka Zalesia Silvana Oczkowska powiedziała, że poprosiła departament planowania przestrzennego Urzędu Marszałkowskiego o wyrażenie opinii do raportu oddziaływania na środowisko. Radna na rozprawie administracyjnej odczytała analizę raportu. Zgodnie z nią raport ma nieścisłości, brakuje wymaganych analiz. Chodziło o rozbieżności w odległości inwestycji od najbliższej zabudowy mieszkaniowej, nie 250 a 160 metrów i narażenie na misje odorowe. Brak pełnej analizy oddziaływania na ludzi. Nie można udowodnić, że wariant inwestycji przedstawiony przez inwestora jest najkorzystniejszy dla środowiska naturalnego. Na prośbę Iwony Kubiak radna zgodziła się zostawić kopię analizy jako załącznik do protokołu, potem powiedziała, że sama przyśle kopię, a na dzień 3 listopada do szubińskiego urzędu kopia analizy nie dotarła.
- Uprzedzam panów, że jeżeli spróbujecie cokolwiek inwestować, to mieszkańcy Zalesia, wszyscy jak jeden mąż i jedna kobieta, będziemy podejmowali wszelkie działania zgodne z prawem, a prawo pozwala na bardzo wiele w takich przypadkach, żeby utrudnić zarówno budowę, a później funkcjonowanie tego. Bo my nie godzimy się na to, by niszczono dorobek przodków - zadeklarował Krzysztof Kroczka.
Obecni na zebraniu mieszkańcy pytali inwestora, dlaczego koniecznie chce budować chlewnie w Zalesiu, a nie w innym miejscu. Rafał Kaźmierczak wyjaśnił, że pytał burmistrza Szubina o możliwość inwestowania np. w strefie przemysłowej w Kowalewie. Otrzymał informację, że tam będzie lokowany przemysł, a nie rolnictwo. Wobec braku innych rozwiązań optuje za prowadzeniem inwestycji w Zalesiu.
- To niech pan buduje u siebie - naciskali mieszkańcy.
Krzysztof Kroczka obawia się, że wraz z upływem lat sprzęt będzie się zużywał, a tym samym maleć będzie ochrona. Podał przykład zbiorników na gnojowicę, które mogą stracić szczelność.
Inwestor wyjaśnił, że w Podgórzynie prowadzi tucz trzody, a chów prosiąt chce oddzielić od tuczu i dlatego planuje budować chlewnie w Zalesiu. Chce odnowić polską produkcję trzody. Na bazie polskiej hodowli zarodowej zamierza prowadzić chów polskich prosiąt. - W Polsce nie ma już hodowli prosiąt, a my chcemy mieć zdrowe, polskie prosięta - tłumaczył.
Dodał, że zbiorniki w okresie gwarancji, czyli w ciągu 10 lat, nie powinny stracić szczelności, a po tym czasie następuje wymiana na nowe zbiorniki. Natomiast przeglądy techniczne urządzeń następują co roku.
- Proszę nie udawać, że wszystko będzie dobrze - powiedział sołtys Zalesia Radosław Borowiak.
Krzysztof Kroczka przypomniał, że przez intensywną produkcję trzody i oddziaływanie fermy na środowisko ptaki nie będą mogły się gnieździć.
- A u nas ptaki są. Mnie gęsi zboże wyżarły, są skupiska saren - mówił Rafał Kaźmierczak. - Wszyscy mogą wkoło jeździć i nie śmierdzi. Ja sam pracuję 25 lat przy trzodzie i nie choruję.
Mieszkańcy powiedzieli, że to będzie odbywać się ich kosztem, że rozmnożą się insekty, szkodniki, gryzonie, a na okoliczne pola wylewana będzie gnojowica. Nie są przeciwko inwestorom, a przeciw inwestycji. - Nie można załatwiać swoich interesów kosztem innych - stwierdziła przed wyjściem Silvana Oczkowska. - Życzę wam, aby hodowla się rozwijała, ale nie tu.
Na rozprawie procedura administracyjna się nie kończy. Teraz powstaje protokół, który zostanie rozesłany stronom, potem będą mogły wnieść doń uwagi. Następnie zostanie wydane zawiadomienie o tym, iż można zapoznać się z kompletem dokumentów.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1186 (45/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze