Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie odpowiedziało nam na pytanie o reakcję Polski na upadek w lesie pod Zamościem, 9 kilometrów od Szubina, rosyjskiej rakiety Ch-55.
Zapytaliśmy o to, jakie jakie kroki MSZ podjęło wobec Rosji w związku z tym faktem (wezwanie ambasadora? nota?) i jakie decyzje dotyczące stosunków Polski z Rosją i Białorusią w związku z naruszeniem naszej granicy zostały podjęte w uzgodnieniu z innymi krajami NATO.
12 maja otrzymaliśmy odpowiedź od rzecznika MSW: "Uprzejmie informujemy, że przed uzyskaniem ostatecznych wyników prac kompetentnych organów państwowych, Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie komentuje kwestii znaleziska pod Bydgoszczą. Kiedy wyniki badań zostaną potwierdzone, zostaną one przekazane opinii publicznej." (dk)
KOMENTARZ
Jak sobie przypominamy, po publikacji w TVN reportażu "Franciszkańska 3", dotyczącego reakcji papieża Jana Pawła II na przypadki krzywdzenia dzieci przez księży i ocen tego postępowania - wezwany został na dywanik amerykański ambasador. Przypominam: media w ustroju demokratycznym cieszą się wolnością słowa i mają prawo do publikowania także takich informacji i opinii, które się rządowi nie podobają. Ale ambasador wezwany został (TVN jest własnością amerykańskiej firmy Warner Brothers Discovery).
Dlatego interesowało mnie, jak nasz rząd zareagował wobec Rosji na fakt odkrycia przez jadącą przez las konno kobietę rakiety Ch-55. Rakieta została wystrzelona znad Białorusi, z samolotu. Od premiera Mateusza Morawieckiego wiemy, że jest to rakieta, która wleciała do Polski 16 grudnia 2022 (miesiąc po wybuchu rakiety w Przewodowie). Komentatorzy uważają, że została ona użyta jako wabik dla obrony przeciwlotniczej - zamiast głowicy bojowej miała betonową wlewkę. Wszystko wskazuje jednak na to, że do samolotu przyczepiono ją odwrotnie. Zamiast na Kijów, poleciała na Bydgoszcz.
Musimy mieć świadomość, że nic i nikt nie potrafi odróżnić w locie, czy leci rakieta z betonową wlewką, konwencjonalnym ładunkiem wybuchowym czy głowicą jądrową.
W tym pierwszym przypadku, nikt nawet nie zauważył upadku ważącego 1700 kilogramów przedmiotu. Jest to dziwne, ale nie niemożliwe. Dziwne też jest (ale również nie jest niemożliwe), że rakieta ta przeleżała ponad 4 miesiące niezauważona w lesie.
Jeśli zabłąkałaby się do Polski rakieta z głowicą burzącą o masie 300 kg materiału wybuchowego, na pewno jej upadek zauważony by został, a lej przypominałby ten z Przewodowa: głęboki na 2-3 metry, szeroki na 5-8 metrów. Opieram się tu na opinii generała Waldemara Skrzypczaka, jaką wygłosił na temat wybuchu w Przewodowie: "to dół na kilkaset kg materiału wybuchowego". Gdy w Niemczech w grudniu 2021 roku przy pracach budowlanych zdetonowano przypadkowo bombę lotniczą o masie 250 kg - w promieniu 250 metrów uszkodzone zostały samochody i budynki.
Jeśli w zamojskim lesie wybuchłaby rakieta z ładunkiem jądrowym - w Zamościu, Łochowie, Białych Błotach, Turze, Kołaczkowie i innych wsiach położonych kilka kilometrów od miejsca upadku pocisku - nie przeżyłby nikt, rakieta Ch-55 może bowiem przenosić ładunki nuklearne o sile 200 kiloton. Dla porównania - bomba, która zniszczyła Hiroszimę miała moc 16 kiloton trotylu.
Myślę więc, że dotarcia na Pałuki tej rakiety nie powinniśmy lekceważyć. To, że nie została zestrzelona w locie, świadczy o słabym przygotowaniu Polski do obrony naszego terytorium. Fakt zaniechania poszukiwań jest skandalem. A przejście do porządku dziennego nad tą sprawą i brak reakcji wobec Rosji i Białorusi na to, że niedaleko naszych domów spadła rosyjska rakieta - tego już w ogóle nie jestem w stanie wytłumaczyć. Nie zareagowali także burmistrz Szubina i starosta nakielski, ale to rozumiem: nie prowadzą polityki międzynarodowej (a może powinni w tej sytuacji?).
Politykę zagraniczną Polski podsumuję tak: Ukazuje się smutny reportaż w telewizji - amerykański ambasador Marek Brzeziński wzywany jest na dywanik. Spada rosyjska rakieta - rząd od 16 grudnia 2023 udaje, że nic się nie stało.
Dominik Księski