Reklama

"Modexpol" się pruje

Żnin
    "Modexpol" się pruje
    W poprzednim numerze "Pałuk" pisaliśmy o zamknięciu "Modexpolu". Informacje tam zawarte okazały się wierzchołkiem góry lodowej.  

    Rozżalenie pracownic
    W ubiegły piątek pracownice już o 12:00 czekały na swego byłego szefa, który od 13:00 miał wypłacać zaległe pobory, a przynajmniej ich część.
    Od progu zakładu zaatakowały mnie pytając, jak mogłem napisać, że zakład został zamknięty przez niechęć ludzi do pracy? Wyjaśniałem: to były słowa wypowiedziane przez Andrzeja Rzepińskiego - nie moje.  
    Atmosfera stawała się coraz bardziej napięta w miarę przychodzenia kolejnych pracownic. Padały ostre słowa pod adresem kierownika. Według zebranych pań 10 października otrzymały po 100 zł za wrzesień, a 31 października kolejne 50 zł. Pracownice, które były na zwolnieniu lekarskim lub odeszły wcześniej nie dostały nic. Usłyszały, że dla nich pieniędzy nie ma, bo nie pracowały do końca. Panie korzystające ze zwolnień chorobowych skarżyły się na zbyt niskie zasiłki z tego tytułu. Powinno być 80% średniej płacy za ostatnie 3 miesiące, a było i 50%. Do 30 dni choroby zasiłek nalicza i wypłaca zakład.
    O zamknięciu zakładu wszyscy dowiedzieli się ostatniego dnia pracy o 14:05. Pracownice usłyszały, że świadectwa pracy dostaną, ale muszą napisać wypowiedzenia. Wtedy nie należałaby im się odprawa (miały przedłużaną umowę co trzy miesiące). Szef proponował pójście do pracy do zakładu w Szubinie (spółka trzech osób w tym Andrzeja Rzepińskiego). Kobiety nie zgodziły się (koszty dojazdu), bo i do Żnina nie miały za co dojechać. Zresztą w Szubinie zakład również chyli się ku upadkowi. Zgodziły się napisać oświadczenia i iść na zasiłek. Pracownice twierdzą, że do ostatniego dnia pracy było ich jedenaście szwaczek, a nie 38, jak powiedział Andrzej Rzepiński.  
    Znikające karty
    Panie te płakały i pracowały w niedziele, Boże Ciało i inne święta. Pracowały po 26 godzin bez przerwy czy przez 36 godzin z 6-godzinną przerwą, wyrabiając po 270 i więcej godzin miesięcznie. Dla przykładu: przychodziły o 6:00 i pracowały do 14:00, jeszcze tego samego dnia od 21:00 do 14:00 następnego popołudnia. Mają prowadzone przez siebie zeszyty i mogą pokazać, jak długo pracowały. Wypełniały też karty pracy, w których podobnie jak w zeszycie pisały godziny i rodzaj wykonywanych czynności. Karty oddawały ostatniego dnia miesiąca. Według nich powinna być naliczana płaca. Dziwnym trafem karty te ginęły. Jeśli któraś miała wątpliwości i chciała porównać wypłatę ze swoim zeszytem i oddaną kartą, to tej ostatniej nie było. Czyli nie było podstawy, na której można by oprzeć swój protest. W ten sposób nie płacono za nadgodziny, nocki.  
    Kontrole
    Przed jedną z kontroli zginęła lista obecności. Sekretarka ponownie zbierała podpisy w szwalni. Pracownice podejrzewają, że chodziło o to, by na liście nie było podpisów pań zatrudnionych na umowę zlecenie - w podtekście tkwi niepłacenie ZUS przez szefa. Szwaczki mówiły też o ostatniej kontroli Państwowej Inspekcji Pracy, która miała miejsce w drugiej połowie października - inspektor pracy nie zajrzał nawet do szwalni.
    To i tak nie wszystko
    To nie wszystkie zarzuty pod adresem Andrzeja Rzepińskiego. Trudno by je wszystkie przytoczyć nie zajmując całej strony gazety. W każdym razie w piątek nie było żadnej wypłaty, być może będzie dziś (17 listopada).
    Dziwny aneks
    We wtorek (14 listopada) jedna z pracownic pokazała mi aneks do umowy o pracę, który w tym dniu otrzymała pocztą. Pieczątka na kopercie wskazuje, że wysłano go dnia poprzedniego. Tymczasem na aneksie widnieje data 30 września. Jego treść brzmi: "W związku z występującym od dłuższego czasu świadomym niewykonywaniem norm ilościowych i jakościowych przewidzianych na każdego pracownika, umowa za miesiąc październik zostaje zawarta na pół etatu". Pod tekstem pieczątka: "pełnomocnik Andrzej Rzepiński" - podpis nieczytelny. Tymczasem umowa o pracę zawarta 1 października 95 r. (jestem w jej posiadaniu) pomiędzy tą panią a "Modexpolem" reprezentowanym przez Andrzeja Rzepińskiego opiewa na czas określony do 31 grudnia 1995 r. w pełnym wymiarze godzin. Pracownica pracowała na całym etacie.
    Właściciel zaprzecza
    Andrzej Rzepiński słyszał zarzuty, które stawiają mu jego byłe pracownice. Powiedział, że do końca listopada zgodnie z umową wszystkie spłaci. Będzie mu trudno, ponieważ ostatnia produkcja wykonana przez żnińskie szwaczki (275 par spodni) po poprawkach dokonanych przez szwaczki w Szubinie wyjedzie do Holandii w czwartek i nie wie, kiedy pieniądze za ten towar dostanie. Powiedział też, że panie zostawały po 4-5 godzin po pracy, ale nigdy nie pracowały po 26 czy więcej godzin. Gdy któraś z pań poczuła się źle, to swym prywatnym samochodem odwoził je do domu. Jest niezmiernie zdziwiony zarzutami, nie wie jak to się stało, że od razu po zamknięciu firmy stał się złym człowiekiem. Gdy zakład istniał, to myślał, że ma dobrą opinię.
    W piątek zjawi się w zakładzie i będzie prosił o wyjaśnienia, o co w ogóle pracownikom chodzi.

Sławomir Kujawa
Pałuki nr 195 (46/1995)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości