Serwis: - Wina użytkownika. Użytkownik: - Naprawiali, ale nie naprawili
Monety i kręcenie
Nasz czytelnik w czerwcu ubiegłego roku kupił pralkę automatyczną. Po kilku miesiącach używania sprzęt zaczął się psuć. Serwis, pomimo kilku podejść, nie naprawił pralki w ramach gwarancji. Klient domagał się, aby serwis był bardziej skuteczny. Domagał się tak ostro, że odebrana została mu gwarancja.
- W czerwcu ubiegłego roku kupiliśmy nową pralkę „Mastercook”, która działała zaledwie pół roku. Od stycznia walczymy, aby została naprawiona w ramach gwarancji i nic. Wtedy pękł bęben i zaczęła lecieć woda. Awarię zgłosiliśmy do serwisu w Bydgoszczy. W lutym przyjechał pracownik serwisu. Przywiózł bęben, ale zapomniał filtra. Jak sprawdzał pralkę, to ją rozkręcił. Cały czas stała rozkręcona, aż do chwili jak po raz drugi przyjechał z filtrem. Bęben został wymieniony 19 marca. Po trzech tygodniach przyjechał z filtrem. Założyli filtr. Ale pralka nadal nie działała prawidłowo i leciała z niej woda. Zadzwoniliśmy jeszcze raz - opowiadają mieszkańcy jednej z podżnińskich wsi, którzy chcą zachować anonimowość. - Od tego czasu z serwisu przyjeżdżali do nas co dwa tygodnie. Przyjechał z serwisu jeden mechanik i powiedział, że pralka jest dobra. Podłączył pralkę, sprawdził, działała. Po tygodniu znowu zaczęły się problemy. Cały czas było słychać odgłos ciętej blachy. Od początku wszystko w niej chodzi. Jak wirowała, to aż w kuchni było słychać. Tym razem pracownik serwisu powiedział, że pralka jest rozsypana. Zawieźliśmy ją do sklepu, w którym została kupiona. Tam również dotarł pracownik serwisu i również powiedział, że pralka jest popsuta. Przywieźliśmy ją do domu. Przyjechali ludzie z serwisu. Stanęli i zaczęli robić zdjęcia. Jeden robił je telefonem, a drugi aparatem. Jeden z nich wyciągnął z bębna dwie monety, guzik i plastikowe części.
Dla klientów niezrozumiałym pozostaje fakt, dlaczego monety znalazły się w bębnie pralki, skoro przez dwa miesiące stała i nie była używana. Ale wyciągnięte monety spowodowały wymówienie gwarancji przez producenta. W piśmie producent napisał, iż jego zdaniem pralka używana była niezgodnie z zapisem w gwarancji: uszkodzenia mechaniczne nie powstały z winy producenta, lecz użytkownika, a sprzęt używany był nie tylko w gospodarstwie domowym, ale również w działalności gospodarczej.
- Nie wiem, na jakiej podstawie oni twierdzą, że pralka była używana w motelu. Czym się sugerowali? Czy tym, że wchodzili przez główne wejście i przez motel szli do mieszkania? To przestałem ich wprowadzać głównym wejściem. Pokazałem im pralkę, która jest używana w motelu. Tamta ma z 7 lat i nigdy nie było z nią problemów. Ta działała pół roku - mówią klienci.
Nasi czytelnicy postanowili dowiedzieć się u źródła, dlaczego ich pralka nie została naprawiona i skontaktowali się osobiście z serwisem. Dowiedzieli się tam - jak twierdzą - iż pralka po raz pierwszy zgłoszona została do naprawy w 2006 roku i były zamówione do niej części, które nigdy nie zostały do niej wmontowane. - Jak to możliwe, skoro nasza pralka w 2006 roku nie była wyprodukowana. Skąd się wzięły te części? Pracownicy serwisu nie chcieli nawet wpisywać napraw w karcie gwarancyjnej. Jest tylko jeden wpis. U producenta dowiedzieliśmy się tego tylko, że oni wierzą serwisowi i to co powie serwis, to święte - opowiadają rozżaleni czytelnicy. - Teraz, jak cofnęli gwarancję, chcą naprawić pralkę u siebie. Dlaczego nie zrobili tego wcześniej, jak była na gwarancji? Teraz jak usługa ma być płatna, to chcą zabrać?
Serwis firmy Fagor Mastercook potwierdził swoje zastrzeżenia związane z eksploatacją sprzętu przez klientów spod Żnina. Kierownik firmy Stomar-Serwis, który nie chciał ujawniać swoich danych osobowych, powiedział, że posiada dowody w postaci zdjęć na to, że pralka była używana niezgodnie z zapisem w gwarancji.
- Po pierwsze, sprzęt używany był w działalności gospodarczej, a po drugie źle eksploatowany. Między bębnem a zbiornikiem znaleźliśmy monety. Mamy zdjęcia tej pralki, a na ścianie jest napis motel. Sprzęt był przenoszony do pomieszczenia, w którym nie był podłączony do wody i odpływu. W trakcie drugiej naprawy był w pomieszczeniu gastronomicznym - powiedział nam kierownik serwisu.
Wyjaśniając kwestię wpisu do karty gwarancyjnej powiedział, iż nie ma obowiązku wpisu do karty, jeśli pracownik serwisu był, zobaczył i pojechał. - Jeśli nic nie wymieniał, to nie musiał - mówił kierownik. Dodał, że wymiana sprzętu na nowy też nie jest prosta, ponieważ pralka musiałaby przejść trzy naprawy główne, które przekroczyłyby 30% wartości pralki.
- To my decydujemy, gdzie jest naprawiany sprzęt. Ta pralka jest uszkodzona poważnie i dlatego chcieliśmy ją zabrać do siebie. Tutaj mamy możliwość sprawdzenia. Wtedy uszkodzenia nie były tak poważne, więc jej nie zabieraliśmy.
Powiatowy rzecznik praw konsumenta Izabela Gronet powiedziała, że klienci, którzy zakupili pralkę rozmawiali z nią w sprawie dalszego postępowania, ale nie zostawili żadnych dokumentów. Rzecznik poradziła im, aby zwrócili się pisemnie wprost do producenta i próbowali obalić argumenty stawiane przez serwis.
Ważne jest również to, aby postarali się o ekspertyzę techniczną niezależnego specjalisty. Klienci powiedzieli nam, że taką właśnie drogą zamierzają dochodzić swoich praw.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 850 (22/2008)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze