Na dyrektorze Romanie Cieślewiczu spoczywa odpowiedzialność za wyprowadzenie żnińskiego szpitala z głębokiej zapaści. Dziś usłyszmy, jaka jest na to recepta. fot. Remigiusz Konieczka
Żnin, szpital, związki zawodowe, zwolnienia, likwidacja, oddziały
Najpierw wycięcie, potem zastrzyki
Związki zawodowe zostały poinformowane przez dyrektora żnińskiego szpitala o potrzebie zwolnienia 50 osób. Jeśli zwolnienia te będą związane z likwidacją lub łączeniem oddziałów w szpitalu, wówczas koszty odpraw poniesie ministerstwo zdrowia. Jeśli nie, za odprawy zwolnionym pracownikom zapłaci szpital. Dyrektor szpitala na dzisiejszej sesji Rady Powiatu ma przedstawić program naprawczy placówki.
Dyrektor żnińskiego szpitala Roman Cieślewicz nie chce zdradzić kwoty zadłużenia szpitala, gdyż jego zdaniem to tajemnica. Poproszony o przedstawienie programu naprawczego szpitala, powiedział, że nie może on być podany do prasy wcześniej, aniżeli zapoznają się z nim radni. Roman Cieślewicz zapewnił przed tygodniem, że program naprawczy zostanie przedstawiony podczas dzisiejszej sesji Rady Powiatu i przesłany do Regionalnego Komitetu Sterującego.
KREDYT POMOŻE?
Dyrektor zapewnia, że starostwo przekaże 200 tys. zł na dokończenie oddziału ratunkowego oraz zakupy dla szpitala. Prace nad dokończeniem budowy oddziału ratunkowego mają być wznowione w tym tygodniu. Zamiarem dyrekcji jest uruchomienie oddziału ratunkowego 1 lipca. Wtedy też szpital mógłby otrzymywać dodatkowe pieniądze z tytułu leczenia pacjentów na tym oddziale. Oprócz tego starostwo zamierza poręczyć szpitalowi kredyt.
- Bankowi wystarcza, że jest to poręczenie starostwa. Kredyt pozwoli nam swobodnie funkcjonować. Liczymy również na lepsze finansowanie z Narodowego Funduszu Zdrowia - wyjaśnia p.o. zastępcy dyrektora do spraw lecznictwa Jacek Koszek.
ODPRAWY
Dyrekcja prześle program naprawczy szpitala do Regionalnego Komitetu Sterującego. Jeśli zostanie on wraz z wnioskiem o przyznanie pieniędzy na restrukturyzację pozytywnie rozpatrzony, wówczas koszty odpraw pokryje ministerstwo zdrowia. Jeśli jednak negocjacje z Regionalnym Komitetem Sterującym zakończą się fiaskiem, wówczas szpital będzie musiał pokryć koszty odpraw. A wtedy - zdaniem dyrektora - wie pan co to oznacza. Roman Cieślewicz konsekwentnie nie chce ujawnić kwoty, jaką pochłoną koszty odpraw. - Koszty odpraw to duża kwota - wyjaśnia lakonicznie dyrektor.
Zapytany o kwotę oszczędności z tytułu zwolnień, dodaje: - Z tytułu zwolnień będą duże oszczędności. Roman Cieślewicz wyjaśnia, że kryteria, jakie brał pod uwagę przygotowując listę zwolnień to status emeryta lub okres przedemerytalny pracowników. Ponadto z pracy będą musiały odejść te osoby, które nie mają odpowiednich kwalifikacji na zajmowanym stanowisku.
NAJPIERW LIKWIDACJA, POTEM PIENIĄDZE
Dyrektor departamentu zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim w Toruniu Wiesława Żenkiewicz powiedziała nam, że aby otrzymać środki osłonowe, musi nastąpić likwidacja jednostki, łączenie oddziałów lub likwidacja oddziałów. Dyrektorzy szpitalu do 30 kwietnia muszą skierować wnioski do Regionalnego Komitetu Sterującego.
- Najpierw musi nastąpić likwidacja, a potem dopiero będą przyznawane pieniądze. Ma to odbyć się nie tylko na papierze, lecz faktycznie. Podejmowane działania będą sprawdzane - dodaje Wiesława Żenkiewicz.
BRAK DIALOGU
Dyrekcja zwróciła się do związków zawodowych z prośbą o zawieszenie funduszu socjalnego. Zdaniem dyrektora jedynie związek zawodowy lekarzy zgodził się na zawieszenie tegoż funduszu. I dodaje, że nie ma zrozumienia ze strony pozostałych związkowców w związku z trudną sytuacją szpitala.
- Nie może być porozumienia, bo nie mamy z czego dać, stąd zawieszenie funduszu socjalnego. Pielęgniarki złożyły do sądu pozwy o wypłatę 203 zł. To nie jest postawa godna ludzi, którzy dbają o swe miejsca pracy i zależy im na utrzymaniu pracy. Ja bym to z sądu wycofał - mówi Roman Cieślewicz.
Dyrektor dodaje, że skoro nie doszło do porozumienia ze związkowcami, osobiście ustalił reguły zwolnień i sprawa dla niego się zamyka.
- Związkowcy ten regulamin otrzymali i będą zwolnienia, niestety - wyjaśnia dyrektor.
Przypominamy, iż dyrektor nie przedstawił związkowcom imiennej listy zwolnień, co zasiało ziarno niezgody pomiędzy stronami. Związki domagały się imiennej listy, gdyż chciały zweryfikować czy kierowano się obiektywnymi kryteriami odsyłając daną osobę na bezrobocie. Dyrektor dwukrotnie odwoływał ustalone wcześniej terminy zebrań ze związkowcami. Do spotkania doszło 14 kwietnia, na dzień przed planowanym zawarciem porozumienia w kwestii zwolnień.
- Rozmawiałem z kierownikami działów, a kierownik - mam nadzieję - wie kto jak pracuje, a kto nie. Ja bardziej ufam kierownikom jednostek niż związkowcom. Zresztą w żadnym zakładzie w przypadku zwolnień nigdy nie będzie dobrej atmosfery. Przy tych żądaniach to do porozumienia nie mogło dojść. Żądają ode mnie imiennej listy zwolnień i będą analizować kto jakie ma zasługi i tak dalej. W tym momencie rozciąga się sprawa na lata dyskusji co kto robi i zwolnień nie ma. Zgodnie z przepisami, jeżeli nie dochodzi do porozumienia ze związkami, dyrektor sam pisze regulamin zwolnień - argumentuje dyrektor.
BARCIN
Związkowcy zarzucają dyrekcji, że zamierza spośród załogi szpitala zwolnić 50 osób, a zatrudnić pracowników barcińskiego pogotowia.
P.o. zastępcy dyrektora do spraw medycznych Jacek Koszek wyjaśnia, że szpital przejmując kontrakt w obrębie gminy Barcin i Łabiszyn zobowiązany jest do świadczenia pomocy i ustaleń zawartych pomiędzy szpitalem, SPZOZ w Barcinie oraz Urzędem Miejskim w Barcinie.
- Przejęcie tych pracowników wynika z porozumień zawartych między szpitalem a Urzędem Miasta w Barcinie i barcińskim SPZOZ. W celu utrzymania takiego stanu gmina Barcin przekazała szpitalowi 280.000 zł w skali roku w celu utrzymania tych etatów. Gmina Barcin pokrywa ich wynagrodzenie w całości. Tylko dlatego te osoby zostały przyjęte na zasadzie porozumienia stron - powiedział Jacek Koszek.
REDUKCJA OSTATECZNA
Dyrektor Roman Cieślewicz z początku mówił o potrzebie zwolnienia około 80 pracowników. Po pewnym czasie zdecydował, że redukcja będzie mniejsza, by w ostateczności poinformować 14 kwietnia związki zawodowe o zwolnieniu 50 osób.
Jacek Koszek wyjaśnia, że ideą i założeniem odejścia od pierwotnego planu liczby zwolnień było to, ażeby w jak najmniejszym stopniu przeprowadzić redukcję wśród osób pracujących bezpośrednio dla dobra chorego.
- Chcieliśmy postąpić tak, by pacjent w jak najmniejszym stopniu odczuł redukcję etatów i te niskie kontrakty. Zwolnienia nastąpią głównie w rejonach służb pomocniczych - mówi wicedyrektor.
Program zakłada zwolnienie w niewielkim stopniu personelu medyczno-pielęgniarskiego. Ostateczne decyzje mają jednak w tej sprawie zapaść wtedy, gdy zostanie ukończony program, który ma na celu liczenie pracy pielęgniarek. W zależności od jego wyników zostaną podjęte decyzje co do zwolnienia pielęgniarek. Dyrekcja wyjaśnia, iż liczenie pracy pielęgniarek wynika z norm zatrudnienia wynikających z rozporządzenia ministra zdrowia i polega na realnym czasie pracy na jednej zmianie w przeliczeniu na jedną osobę.
STRATY
Wicedyrektor Jacek Koszek ubolewa, że Narodowy Fundusz Zdrowia nie zapłacił szpitalowi za akcję hospitalizacji dzieci, które uległy zatruciu w szkole w Gąsawie. Mimo wcześniejszych zapewnień, że pieniądze na hospitalizację się znajdą, dyrekcja na wniosek wypłaty poniesionych kosztów podczas hospitalizacji otrzymała odpowiedź odmowną.
- I nie dostaniemy od Funduszu żadnych pieniędzy, gdyż nie ma on żadnych środków. Nie przewiduje się żadnych kosztów za nadwykonane usługi - żali się Jacek Koszek. Na koniec pierwszego kwartału br. z tytułu przekroczenia limitów żniński szpital generuje stratę 500.000 zł.
- Pieniądze te wychodzą ze szpitala, ale nie otrzymujemy za nie pieniędzy - mówi p.o. wicedyrektora.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 583 (16/2003)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze