Mieszkańcy Marcinkowa Górnego, którzy stracili dach nad głową podczas sierpniowej nawałnicy, twierdzą, że zostali wprowadzeni w błąd przez członka gminnej komisji do spraw wyceny i szacowania szkód Józefa Marka P., , któremu zapłacili 2.500 złotych za sprawdzenie dokumentów i prowadzenie odbudowy zniszczonego budynku. Policja wszczęła dochodzenie mające wyjaśnić, czy Józef Marek P. działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i wyłudził od poszkodowanych pieniądze, czy działał zgodnie z prawem. On sam zastanawia się, komu zależy na wyeliminowaniu go z życia publicznego i twierdzi, że sprawa posiada drugie dno.
Nawałnica nie oszczędziła również budynku gospodarczego państwa C. fot. Arkadiusz Majszak Józef Marek P. związany jest z lokalnym środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości. W 2014 roku bez powodzenia kandydował z ramienia PiS do Rady Gminy w Gąsawie. Dwa lata później utworzył Komitet Wyborczy Wyborców Rozwój i Uczciwość w wyborach uzupełniających do Rady Gminy w Gąsawie w okręgu nr 8. Ubiegając się o mandat przegrał z Magdaleną Kolmajer. W ostatnich tygodniach w kuluarach zaczęto mówić, że może być kandydatem PiS na wójta gminy Gąsawa.
STRACILI DOBYTEK ŻYCIA
Po nawałnicy z 11 na 12 sierpnia wszedł w skład gminnej komisji do sprawy wyceny i rozmiarów szkód spowodowanych nawałnicami.
17 sierpnia wraz z dwojgiem pozostałych członków komisji pojawił się w domu państwa Barbary i Władysława C. (nazwisko do wiadomości redakcji) z Marcinkowa Górnego, którzy w wyniku nawałnicy stracili dach nad głową. Wichura nie oszczędziła również dachu na budynku gospodarczym.
Pani Barbara w rozmowie z Pałukami wyjaśnia, że 17 sierpnia Józef Marek P. był wraz z pozostałymi członkami komisji, żeby oszacować straty, a cztery dni później wziął 2.500 zł za sprawdzenie dokumentów i prowadzenie odbudowy zniszczonego nawałnicą budynku. Pokwitowanie za pobraną kwotę wziął dnia następnego.
- My po tej nawałnicy nie mieliśmy prądu, więc nie mieliśmy dostępu do telewizora i komputera. Jak wziął od nas te pieniądze, to się okazało, że wystarczyło mieć jedynie ze starostwa pozwolenie na odbudowę. Zostaliśmy zatem wprowadzeni przez tego pana w błąd, że wymagany jest nadzór budowlany, za który wziął od nas 2.500 złotych. Ta kwota to w tej chwili dla nas bardzo dużo. Straciliśmy cały dobytek życia. Jesteśmy w takiej sytuacji, jak byśmy się od nowa dorabiali. Pan P. jak dostawał te pieniądze, to mówił, że mam mu przyrzec, że nic wójtowi nie powiem. On czekał na to, kiedy dostaniemy 6.000 złotych odszkodowania z gminy. Jak dostaliśmy je z gminy, to on już po godzinie przyjechał po te pieniądze - mówią państwo Barbara i Władysław.
Poszkodowani mieszkańcy Marcinkowa 21 sierpnia otrzymali zasiłek celowy z gminy w wysokości 6.000 zł. Tego samego dnia pani Barbara zgłosiła budowę i wykonanie robót budowlanych w Starostwie Powiatowym w Żninie. Zgłoszone prace to odbudowa dachu wraz z wieńcem na budynku mieszkalnym i gospodarczym, na które nie jest wymagane pozwolenie na budowę.
ODSTĄPIENIE OD USTNEJ UMOWY
Państwo Barbara i Władysław zaczęli podejrzewać, że mogli stać się ofiarą oszustwa. - On mówił, że jest wymagany nadzór budowlany, a ja nie byłam wtedy świadoma, bo - jak wcześniej mówiłam - nie mieliśmy prądu i dostępu do telewizora i komputera. On wiedział, że nie potrzeba nadzoru budowlanego, a kombinował jak mógł. Postanowiliśmy załatwić sprawę polubownie - opowiada pani Barbara.
7 września pani Barbara podpisała oświadczenie o odstąpieniu od umowy ustnej na realizację usługi polegającej na sprawdzeniu dokumentów prowadzenia odbudowy zniszczonego nawałnicą budynku mieszkalnego, poza lokalem przedsiębiorstwa.
Niniejszym oświadczam, iż odstępuję od umowy ustnej na realizację usługi polegającej na sprawdzeniu dokumentów prowadzenia odbudowy zniszczonego nawałnicą budynku mieszkalnego dnia 22 sierpnia 2017 roku (...). Podstawą powyższego odstąpienia od umowy jest art. 27 w związku z art. 29 ust. 1 ustawy z dnia 30 maja 2014 roku o prawach konsumenta, przyznający konsumentowi, który zawarł umowę poza lokalem przedsiębiorstwa, co miało miejsce w niniejszej sprawie, prawo do odstąpienia umowy bez podania przyczyny i bez ponoszenia kosztów. Zauważyć przy tym należy, że w umowie ustnej zawartej 22 sierpnia brak było informacji o przysługującym konsumentowi prawie do odstąpienia od umowy oraz o sposobie i terminie jego wykonania, pomimo że takie obowiązki nakłada na przedsiębiorcę przepis art. 12 ust. 1 pkt 9 ww. ustawy, a niedopełnienie tych obowiązków stanowi wykroczenie w rozumieniu art. 139 b kodeksu wykroczeń zagrożone karą grzywny w wymiarze do 5.000 złotych. Mając na uwadze powyższe uznać należy, że zgodnie z treścią art. 27 w związku z art. 29 ust. 1 ww. ustawy przewidziany w ustawie termin, w którym dopuszcza się odstąpienie od umowy, jeszcze nie upłynął, a z chwilą złożenia oświadczenia o odstąpieniu, umowę z dnia 22 sierpnia uważa się za niezawartą. Na podstawie art. 32 ustawy z 30 maja 2014 roku o prawach konsumenta przedsiębiorca ma obowiązek niezwłocznie, nie później niż w terminie 14 dni od dnia otrzymania oświadczenia konsumenta o odstąpieniu od umowy, zwrócić konsumentowi wszystkie dokonane przez niego płatności, w tym koszty dostarczenia rzeczy. W związku z powyższym żądam zwrotu poniesionych kosztów w kwocie 2.500 złotych za niewykonaną usługę - czytamy w piśmie skierowanym do Józefa Marka P.
Dach i poddasze na domu państwa C. zostały już odbudowane fot. Arkadiusz Majszak POMÓGŁ IM WÓJT
Państwo C. twierdzą, że sprawę chcieli załatwić polubownie. Pan Władysław przyznaje, że zadzwonił do Józefa Marka P. i powiedział, że przy odbudowie budynku nie jest potrzebny nadzór, a także zaproponował, by oddał pieniądze i wszyscy grzecznie się rozejdą. Zdaniem pana Władysława rozmówca odpowiedział, że zostawi rozmowę na później. Nie odezwał się do dziś. Pieniędzy również nie oddał.
Państwo Barbara i Władysław opowiadają, że nawałnica zerwała dach z budynku mieszkalnego i gospodarczego. Przeszło 400 metrów dachu wraz z belkami i stropami zeszło do poziomu parteru. Dom został też zalany przez wodę. Otrzymali jak dotąd z ubezpieczenia 20.000 zł, a także 6.000 zł z gminy. W tej chwili na remonty wydali już ponad 60.000 zł. Trzeba jeszcze doliczyć koszty firmy budowlanej odbudowującej dom i ludzi, którzy pomagali. Mieszkańcy Marcinkowa Górnego liczą jeszcze na pieniądze od wojewody.
Wykonawca remontu w domu państwa C. mówi nam, że projekt dachu Józef Marek P. wykonał na kartce z zeszytu. - Zrobił rysunek odręcznie jako projekt. Powinien zrobić rysunki na komputerze. Moja córka w szkole lepsze rysunki robi. To był rysunek dotyczący tego, jak konstrukcja dachowa ma wyglądać. Jak ja tu przyjechałem pierwszy raz, to nie było nic. Wszystko do parteru było ściągnięte, a woda lała się do wewnątrz - mówi nasz rozmówca.
Pani Barbara opowiada, że Józef Marek P. po zakończeniu budowy chciał jeszcze dodatkowo 1.000 zł i 150 zł za rysunek. - On się teraz broni, że ja mu się narzucałam. A przecież zaraz po nawałnicy ja byłam nieświadoma, bo nie miałam gdzie sprawdzić, co mamy robić - mówi pani Barbara.
Sprawa trafiła na policję, która prowadzi dochodzenie. - Nie wiemy, kto tę sprawę zgłosił na policję. Policjanci sami tu przyjechali i pytali o pana P. - wyjaśnia pani Barbara. I dodaje, że całą sprawą niezwykle oburzony jest wójt Gąsawy Błażej Łabędzki.
- Wójt niemożliwie bluźni. Jest całą sytuacją oburzony. Wójt jest bardzo uczciwy. Robił, co mógł. Przyjechał tu do nas nawet z panią sekretarz gminy. Pismo do pana P. pomagała nam pisać radca prawny gminy, bo zwróciłam się o pomoc do wójta i pani sekretarz. Wójt dostał furii. Mówili, że tak bezczelnego człowieka, to jeszcze nie widzieli. Wójt nam załatwił jeszcze pustaki. Interesował się naszą sytuacją. Przyjeżdżał do nas po dwa, trzy razy. To bardzo uczciwy człowiek. Bardzo mocno się naszym losem zainteresował - mówi Barbara C.
ZAINTERESOWANA ZLECENIEM NADZORU
Józef Marek P. wyjaśnia, że na wniosek wójta gminy Gąsawa, jako fachowiec z uprawnieniami nadzoru budowlanego, wchodził w skład komisji szacującej budynki, które uległy zniszczeniu po nawałnicy w nocy z 11 na 12 sierpnia. Wśród poszkodowanych była rodzina Barbary C., której budynek zbudowany jest w ten sposób, iż część nieruchomości służy jako mieszkanie, a część służy jako obiekt gospodarczy (31,5 m x 11,5 m). Cała budowla uległa znacznemu zniszczeniu. Ta nietypowa sytuacja (mieszkanie i budynek gospodarczy w jednym obiekcie) wymagała zastosowania interpretacji przepisów, które zmieniały się w sierpniu dwukrotnie - wg rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Błaszczaka - 17 sierpnia oraz 29 sierpnia br.
- Podczas szacowania strat zabudowań u pani Barbary C., w dniu 18 sierpnia, była ona zainteresowana zleceniem nadzoru budowlanego nad odbudową obiektu, ponieważ jak się wkrótce okazało, planowała wprowadzić zmiany w architekturze budynku zmieniające stan budowli w stosunku do stanu przed nawałnicą. Koleżanka mająca uprawnienia odmówiła podjęcia się tych prac projektowych, uzasadniając swe stanowisko nawałem prac w biurze, w którym pracuje. Ja nie narzucałem swych usług, chociaż przyznałem, że takowe uprawnienia mam - wyjaśnia Józef Marek P. I dodaje, że po zakończeniu pierwszej tury wyceny dla gminy Gąsawa, na skutek uporczywych telefonów od Barbary C., zdecydował się jej pomóc. Po zawarciu 21 sierpnia umowy na wykonanie prac, wystawił fakturę na 2.500 zł na poczet prac, która została chętnie przez Barbarę C. zapłacona.
- Nie wyciągnąłem tych pieniędzy pani Barbarze C. z portfela. Połowę tych pieniędzy musiałem przeznaczyć na opłacenie ZUS-u i podatku. Dzięki mojej pracy pani Barbara C. wiele skorzystała, w sądzie będzie walczyła o dwukrotnie większe odszkodowanie, na skutek zaniżonej podpisanej przez nią niekorzystnej ugody, na co nieświadomie (jak twierdziła) się zgodziła. Aby dobrze wywiązać się z obowiązku, kilka razy jeździłem do żnińskiego starostwa, aby tam u źródła dowiedzieć się jak postępować w przypadku nieruchomości Barbary C. (mąż pani Barbary C. nie uczestniczył w rozmowach i działaniach). Zaznaczam, że nie miałem powodu prosić czy nalegać, aby nie mówiła wójtowi o mojej pracy na jej rzecz, działałem bowiem jawnie, zgodnie z prawem, na co dowodem jest fakt, iż działam legalnie, opłacam wszystkie należności związane z moją działalnością, w tym ZUS i podatki. Rola wójta w tym wypadku nie miała tu żadnego znaczenia - twierdzi Józef Marek P.
OSĄDZONY JAKO OSZUST
I przyznaje, że narysował wstępnie szkic rysunku inwentaryzującego konstrukcje dachu, zapiski odręczne niewiele jednak mówią osobom postronnym. Dla oszczędzenia klientom straty czasu wykonuje te szkice w miejscu ich zamieszkania, aby oszczędzić im kosztów dojazdu do jego domu, gdzie projekty wykonuje na komputerze. Miał przystąpić do dalszych prac związanych z umową dotyczących nadzoru budowlanego, za co należało się jeszcze, zgodnie z umową, dodatkowo 1.000 zł. Uważa, że nie jest to kwota zawyżona.
- Pragnę tu zwrócić uwagę, że osoby, które otrzymały pomoc w nawałnicy, winny okazywać się fakturami i rachunkami. To, że państwo C. nie mieli - podobnie jak inni - prądu, telewizora i dostępu do komputera, nie usprawiedliwia faktu, że za ich sprawą zostałem pomówiony, jakobym miał popełnić oszustwo. Pani Barbara C. dzwoniła do mnie wiele razy, a część jej rozmów mam nagrane w telefonie, które to nagrania traktuję także jako notatnik. Sprawa trafiła na żnińską policję, gdzie zostałem przesłuchany jako świadek w sprawie. Niestety okazało się, że w oczach części opinii publicznej zostałem już osądzony jako oszust żerujący na biednych ofiarach nawałnicy. Świadczy choćby o tym telefon pana Witolda Mrówczyńskiego, mieszkańca Gąsawy, z dnia 21 września, który zapytał mnie wprost, czy jestem oszustem, czy składałem propozycje korupcyjne. Poinformował mnie, że tak zostałem przedstawiony w bydgoskim biurze PiS-u. Nieoficjalnie dowiedziałem się, że na mnie jako oszusta wskazał jeden z policjantów, chociaż osobiście trudno mi w to uwierzyć - podkreśla Józef Marek P.
W obliczu tych wydarzeń 26 września Józef Marek P. złożył stosowne pisma w żnińskiej komendzie policji. Jak mówi, nie może pozwolić na szarganie jego osoby i podważanie wiarygodności niezbędnej nie tylko do wykonywania zawodu.
- Skoro pani C. wypowiada się, że to nie ona zgłosiła wydarzenie na policję, zrobił to ktoś, komu bardzo zależy, aby mnie skompromitować w opinii publicznej, kto wydaje wyroki przed zbadaniem sprawy. Samego postępowania policji się nie obawiam, wręcz z niecierpliwością oczekuję efektów dochodzenia, ponieważ wiem, że nikogo nie oszukałem, zawsze byłem uczciwym człowiekiem. W tej sprawie, to ja czuję się skrzywdzony i oszukany, ponieważ pani Barbara C. sztucznie poszukuje pretekstu, aby mi nie zapłacić i próbuje ode mnie wyłudzić trzy tygodnie mojej pracy za darmo. Gdyby jednak doszło do postępowania sądowego, to jako oskarżony mógłbym wreszcie mieć wgląd do akt sprawy i dowiedzieć się, kto zgłosił to wydarzenie policji, komu tak zależy, aby wyeliminować mnie z życia publicznego. Być może będę miał podstawę do sformułowania oskarżenia w stosunku do osób, które mnie oszczerczo pomówiły. Wszystkie osoby posiadające wiedzę na temat faktów dotyczących sprawy, chcące mi pomóc w jej wyjaśnieniu, posiadające wiedzę na temat faktów zakulisowych sprawy, proszę o kontakt, gdyż sprawa posiada drugie dno. Zapewniam o dochowaniu tajemnicy - oświadcza Józef Marek P.
NIE CHCE BYĆ POMAWIANY
Nasz rozmówca przekazał nam również kopię pisma, będącego odpowiedzią na pismo Barbary C. z 7 września o odstąpieniu od umowy. Kopia tego pisma również trafiła na policję.
Oświadczam, że nie zawierałem z panią C. w dniu 22 sierpnia 2017 umowy ustnej na wykonanie usługi, lecz 21 sierpnia 2017 roku. Przed zawarciem umowy w dniu 21 sierpnia 2017 roku zostały omówione wszelkie aspekty prawne, również te związane z prawem do odstąpienia od umowy, w tym warunki wynikające z art. 12.1.1 ustawy z dnia 30 maja 2014 roku o prawach konsumenta. (...) Ostatecznie zgodziłem się na zawarcie umowy ustnej z zastrzeżeniem umownym, że przyjmę zlecenie pod warunkiem wpłaty zadatku z góry na rzecz wykonania tej pracy, w wysokości 2.500 złotych. Po wykonaniu pierwszej części zlecenia za dalszą częścią robót pani Barbara C. za nadzór inwestorski miała wpłacić również z góry w formie zadatku jeszcze 1.000 złotych. Realizacja moich obowiązków wynikających ze zlecenia rozpoczęła się w dniu zawarcia umowy, tj. od 21 sierpnia 2017 roku obejmowały już również kontrole i nadzór budowy, mimo tego, że zadania te należały już do zakresu drugiej wpłaty. Zakres prac wykonywałem przez częste wizyty na terenie budowy, realizując równocześnie zadania specjalistyczne wynikające ze sprawdzenia budowy, takie jak: aspekty prawne procedur prowadzenia budowy na obiektach dotkniętych nawałnicami, analiza przysługującej wielkości pomocy dla poszkodowanych od państwa wynikająca z przepisów o zasadach pomocy państwowej z dnia 17 sierpnia 2017 roku i 29 sierpnia 2017 roku (między innymi zauważony przeze mnie brak zgłoszenia i wyceny szkód na budynku gospodarczym o wartości około 35.000 złotych, na skutek czego pani Barbara C. z opóźnieniem, ale jednak zgłosiła budynek gospodarczy do szacowania), analiza znacznie zaniżonej oceny szkód w ubezpieczeniu PZU w zawartej przez panią Barbarę C. ugodzie z PZU (w mojej ocenie uszczuplonej o około 20.000 złotych na budynku mieszkalnym i 35.000 złotych na części budynku gospodarczego), wykonanie kosztorysu szczegółowego uszkodzeń budynku na potrzeby sądowego odwołania się od wyżej wspomnianej ugody z PZU (...). Wymienione pierwsze trzy czynności wyczerpały zakres sprawdzenia dokumentacji opisane w fakturze opiewającej na kwotę 2.500 złotych. W świetle powyższych wyjaśnień uznaję, że zakres prac dotyczący pierwszej wpłaty został wyczerpany z korzyścią dla pani Barbary C. (kwota dodatkowych ustalonych przeze mnie roszczeń pomocowych powinna sięgać zgodnie z moim szacunkiem około 90.000 złotych) i w związku z tym nie należy jej się żaden zwrot wpłaty, a wręcz należy rozpatrywać dopłatę na moją rzecz za prowadzony przez trzy tygodnie nadzór inwestorski i koszt wykonania kosztorysu. (...) W sytuacji, gdyby pani Barbara C. podtrzymywała nadal żądanie zwrotu wpłaty zadatku dowodziłoby to chęci wyłudzenia darmowej pracy przez okres trzech tygodni wykonywania zlecenia i wtedy może podlegać osądowi zgodnie z art. 286 kodeksu karnego i podlegać karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. (...) Na koniec informuję, że w związku z powyższą sprawą szargana jest przez panią i pani męża moja reputacja oraz wypowiadane kłamliwe oskarżenia w stosunku do mojej osoby. Proszę, aby pani wspomniała okres bardzo dobrych relacji między nami i zdecydowała się zaprzestać takiej działalności. W przypadku kontynuacji wypowiadania niepochlebnych i nieprawdziwych opinii o mojej osobie, naruszających moje dobra osobiste, wniosę do sądu akt oskarżenia z art. 212 kodeksu karnego - czytamy w odpowiedzi Józefa Marka P.
WÓJT: NIE MIAŁ PRAWA POBIERAĆ OPŁAT
Wójt Błażej Łabędzki wyjaśnił nam, iż uzyskał informację o tym, że osoba będąca członkiem komisji zawarła z poszkodowanymi w wyniku nawałnicy umowę na pełnienie nadzoru inwestorskiego przy remoncie ich budynku oraz otrzymała z tego tytułu wynagrodzenie.
- Członkowie komisji nie mieli podstaw do pobierania jakichkolwiek opłat czy wynagrodzenia od poszkodowanych z tytułu czynności wykonywanych przez siebie w ramach prac komisji - podkreśla włodarz. I dodaje, że nie zachodziła potrzeba informowania organów ścigania o tym zdarzeniu, ponieważ uzyskały one tę wiedzę równolegle z nim.
Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie dotyczące przestępstwa określonego w art. 286 kodeksu karnego, czyli oszustwa. W toku czynności policjanci ustalają, czy inni poszkodowani w nawałnicy również płacili za usługi Józefowi Markowi P. Jak nas poinformowała mł. asp. Wioleta Burzych, oficer prasowy komendanta powiatowego policji w Żninie, Barbara C. złożyła zawiadomienie na policji 8 września. Jak dotąd jest to jedyne zawiadomienie w tej sprawie. Ponadto, jak się dowiedzieliśmy, dzień przed zgłoszeniem sprawy przez Barbarę C. policjanci z Barcina pozyskali informację o podejrzeniu popełnienia oszustwa przez jednego z członków komisji.
- Postępowanie toczy się w sprawie. Pan, którego nazwisko pan wymienił, został przesłuchany w charakterze świadka - zaznacza Wioleta Burzych.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1337 (39/2017)
Inne teksty na ten temat:
Wziął 2.500 zł, będzie wnioskował o rozbiórkę
Nie wyłudził pieniędzy
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze