Reklama

Nie bój się, że zmarnujesz głos w wyborach do PE

O ile nie głosujemy na skrajnie niepopularną partię, która nie przejdzie progu 5% - to nasz głos nie przepadnie w wyborach do PE - nawet jeśli (jak w województwie kujawsko-pomorskim (obejmującym także część Wielkopolski) okręgowi przyzna się tylko 2 mandaty. Jak to możliwe?

W wyborach, w których głosujemy na listę, podstawową sprawą jest takie wybranie listy i kandydata, aby - jak to się popularnie mówi - nasz głos „nie zmarnował się”.
W wyborach większościowych - na przykład do senatu - głosy mniejszości giną zawsze. Jeśli mamy dwa ugrupowania, a kandydat jednego zdobędzie 51% głosów, a drugiego 49% - to przechodzi tylko jeden. 49% głosów marnuje się.
Podobnie jest w przypadku progu wyborczego, aczkolwiek tu ginie tylko poniżej 5% głosów. Chodzi o to, że partia, która otrzyma (na przykład w wyborach do Parlamentu Europejskiego) mniej niż 5% głosów w skali kraju - nie wprowadzi żadnego kandydata.
W wyborach powiatowych mieliśmy do czynienia z jeszcze innym zjawiskiem. Im mniej mandatów w okręgu i im więcej partii, tym trudniej wprowadzić partiom o mniejszym poparciu swego przedstawiciela. Matematyka jest nieubłagana. Jeśli mamy w okręgu 3 mandaty (na przykład w wyborach powiatowych w Łabiszynie), to przy czterech ugrupowaniach, z których każde będzie miało około 25% głosów - jedno ugrupowanie na pewno mandatu nie zdobędzie, bo są tylko trzy miejscówki.

Aby takim sytuacjom zapobiec, twórcy ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego zastosowali sprytne rozwiązanie, które nie daje przepaść małym partiom, które zdobędą powyżej 5% głosów. Przypominam - w wyborach do Rady Powiatu partia, która zdobyłaby w okręgu łabiszyńskim nieco mniej, niż 25% może w najgorszym razie nie wprowadzić żadnego przedstawiciela!
Jaki to jest sposób, aby głosy na partie o poparciu mniejszym niż największe się „nie zmarnowały”? Otóż po obcięciu partii, które w skali całej Polski nie zdobyły przynajmniej 5% głosów (głosy na te partie się zmarnują niestety) w wyborach do PE liczba mandatów dla każdej partii obliczana jest w skali kraju.

Reklama

Mamy 53 mandaty do PE na całą Polskę. Metodą D’Hondta dzieli się wszystkie oddane na każdą partię w całej Polsce głosy i pięćdziesiąt trzy największe ilorazy trafiają do wszystkich partii, które przeszły próg. A więc z tego obliczenia wyjdzie, powiedzmy, że partia A dostanie 19 mandatów, partia B dostanie 18 mandatów, partia C dostanie 9 mandatów, partia D otrzyma 4, a partia E - trzy. Fajnie. Ale wybory nie odbywają się w jednym okręgu, tylko w trzynastu. Jak to podzielić na okręgi i kto z nich wejdzie?

Pamiętamy, że w pierwszych europejskich wyborach okręg bydgoski miał tylko jednego europarlamentarzystę (Tadeusz Zwiefka z PO), teraz ma dwóch (Krzysztof Brejza z PO i Kozma Złotowski z PiS). Z czego to wynika? Z frekwencji. Bowiem następny ruch, to przydzielanie do okręgów wyborczych tylu mandatów, aby uwzględnić frekwencję. Jeśli okręg X ma 6 milionów wyborców, a okręg Y ma 3 miliony wyborców, to niby powinno być tak, że pierwszy ma czterech, a drugi dwóch europarlamentarzystów. Dobrze? Hola hola, sprawdźmy frekwencję. W okręgu X zagłosowały 2 miliony i w okręgu Y też zagłosowały 2 miliony. Oba dostają po trzech europarlamentarzystów.

Reklama

Dlatego nasze województwo miało kiedyś jednego europarlamentarzystę, a teraz ma dwóch. Jak pójdzie nas mniej do wyborów - będzie jeden. Jak więcej - będzie dwóch. Trzech jest możliwych? Nie wiem. Trudno to policzyć, bo zależy to od frekwencji w innych okręgach.

Jak więc dzieli się mandaty na okręgi? Weźcie ołówek i na marginesie gazety piszcie sobie to, co poniżej napisane. A jeśli nie macie ołówka, to następny akapit opuśćcie bez szkody dla swej wiedzy.

Otóż odrębnie dla każdego komitetu liczbę głosów oddanych na listę w danym okręgu mnoży się przez liczbę przypadających (z wyżej wymienionych obliczeń metodą D'Hondta) danemu komitetowi mandatów (w skali Polski). A więc powiedzmy 500.000 razy 19. Otrzymany iloczyn dzieli się przez liczby głosów ważnie oddanych we wszystkich okręgach na listy kandydatów tego komitetu (załóżcie sobie jakąś liczbę). Wartość liczby całkowitej, przed przecinkiem, uzyskanego wyniku oznacza liczbę mandatów przypadających danej liście w okręgu. W poprzednich wyborach w naszym okręgu ten wynik dla dwóch największych partii wyniósł 1. Jeżeli po przeprowadzeniu tych obliczeń wobec wszystkich list w każdym z okręgów pozostają jeszcze w danym okręgu mandaty do przydzielenia danemu komitetowi, to pozostałe mandaty przydziela się tym listom, dla których wyliczone ilorazy wykazują po przecinku najwyższe wartości. Czyli - wyobraźmy sobie, że w naszym okręgu będzie duża frekwencja i dostaniemy trzy mandaty. Partii X wynik dzielenia wyjdzie 1,7. Partii Y wynik dzielenia wyjdzie 1,5. Partii Z wynik dzielenia wyjdzie 0,8. Trzeci mandat dostanie partia Z. Jeśli trzeciej partii wynik dzielenia wyszedłby 0,6 - trzeci mandat dostałaby partia X.

Reklama

Czyli liczy to się proporcjami. A o ostatnich mandatach decydują zazwyczaj ułamki. Czyli w gruncie rzeczy Wasz - pojedynczy - głos. Jak już wiadomo, ile w okręgu lista danej partii ma mandatów, to dalej już jest łatwo. Kto ma na liście najwięcej głosów - wchodzi. Czyli niekoniecznie jedynka. Ten, kto dostanie więcej głosów od innych kolegów z listy!

Teraz przejdźmy do tego, po co tak naprawdę piszę ten komentarz. Chodzi o rozwiązanie dylematu wyborcy, który patrzy na sondaże, patrzy na poprzednie wyniki wyborów i zastanawia się, jak w wyborach do PE głosować, aby jego głos się nie zmarnował.

Reklama

Pierwsza jego myśl: nasz okręg miał dwa mandaty i pewnie teraz też będzie miał dwa mandaty. Myśl w zasadzie prawidłowa. Tak najprawdopodobniej będzie.

Druga myśl: jeśli mamy dwie dominujące partie, to najprawdopodobniej ludzie z tych partii wezmą te mandaty - każdy po jednym. Myśl w zasadzie prawidłowa. Tak najprawdopodobniej będzie.

Trzecia myśl: więc nie warto mi głosować na inną partię, niż jedna z tych dwóch największych, bo głos mój się zmarnuje. Błąd!!! Nie zmarnuje się. Najprawdopodobniej kandydat w naszym okręgu z partii o mniejszej popularności - czyli trzeciej w poparciu, czwartej czy piątej - do PE nie wejdzie, bo są tylko dwie (najprawdopodobniej) miejscówki. Ale głosami oddanymi w Żninie, Szubinie, Mogilnie na tego kandydata wejdzie kandydat z tej partii w innym regionie. Który? Nie wiemy. Ale głosy na tę mniej popularną partię będą tworzyć bazę po to, aby w innych okręgach (a są okręgi gdzie rozdziela się więcej niż 10 mandatów!) kandydat z tej mniej popularnej partii wszedł.

Reklama

Czyli - o ile nie głosujemy na skrajnie niepopularną partię, która nie przejdzie progu 5% - to nasz głos nie przepadnie w wyborach do PE.

Sytuacji województwa kujawsko-pomorskiego nie możemy więc porównywać do wyborów powiatowych w gminie Łabiszyn. Tam głos oddany na czwartą w kolejności popularności partię był zmarnowany z definicji. W wyborach do PE - głos na trzecią, czwartą lub piątą partię nie będzie zmarnowany (o ile przekroczy ona próg 5%).

Dominik Księski


Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/06/2024 11:03
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości