Reklama

Nie dali szansy sobie ani dzieciom

Małżeństwo, rodzice, sąd, dzieci, placówka opiekuńczo-wychowawcza
     Nie dali szansy sobie ani dzieciom
    Jak odpowiedzialną kwestią jest bycie rodzicem, przekonało się ostatnio małżeństwo z gminy Żnin. Matce pięciorga dzieci, która już raz straciła prawa rodzicielskie, a dzieci trafiły do domu dziecka poza granice województwa, sąd dał powtórną szansę. Kobieta jej nie wykorzystała.

     Pod koniec maja sędzia żnińskiego sądu Jacek Krysztofiak wydał ad hoc postanowienie w sprawie pięciorga rodzeństwa z gminy Żnin o umieszczeniu dzieci w pogotowiu opiekuńczym.
     Sprawa była na tyle poważna, że postanowienie zostało wydane doraźnie, do czasu rozstrzygnięcia sytuacji prawnej rodzeństwa. Postępowanie cały czas trwa.
     Pięcioro rodzeństwa z jednej ze wsi w gminie Żnin przebywało już w domu dziecka poza terenem województwa kujawsko-pomorskiego. Dzieci trafiły z powrotem do rodziców, kiedy matka zadeklarowała, że zrobi wszystko, żeby odzyskać pociechy. Sytuację rodziny doskonale zna dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Żninie Maria Bursztyńska.
     - Rodzice byli już pozbawieni władzy rodzicielskiej, jednak matka zaczęła współpracować i chodzić na terapię. Widząc znaczną poprawę, sąd postanowił przywrócić władzę rodzicielską matce - wyjaśnia Maria Bursztyńska.
     Rodzinie przyznano asystenta rodziny. Poprawa sytuacji nie trwała jednak długo. Rodzeństwo, z których najstarsza dziewczynka ma 10 lat, a najmłodsze z dzieci - 2 lata, zaczęło skarżyć się, iż boi się ojca. Podczas rutynowej kontroli okazało się, iż matka i ojciec byli pijani, a dzieci bały się rodziców.
     - Ostatecznością było to, że dzieci ponownie trafiły do placówki. Przebywają obecnie w zawodowej rodzinie zastępczej o charakterze pogotowia opiekuńczego w Jeżewicach (gmina Łabiszyn - am). Dano matce szansę, ale ona nie skorzystała z tego - zwraca uwagę Maria Bursztyńska. I dodaje, że Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Żninie szuka miejsca dla dzieci w domu dziecka. Czy umieszczenie dzieci w placówce jest ostatecznym rozwiązaniem, czy dziećmi nie mogą zająć się dziadkowie?
     - Jedna babcia jest alkoholiczką. Drudzy dziadkowie są niewydolni wychowawczo - odpowiada Maria Bursztyńska. Sytuacja w rodzinie jest bardzo poważna. Ojciec jest alkoholikiem i sprawcą przemocy, a matka jest uzależniona od alkoholu.
     - Środowisko to jest monitorowane przez nasz ośrodek i policję z uwagi na podejrzenie przemocy. Warto tu zwrócić uwagę, że samo zaniedbywanie dzieci jest też zjawiskiem przemocy. Dla matki, jak się okazuje, ważniejszy jest mąż niż dzieci. Ona w życiu by tych dzieci nie ochroniła. Dlatego musieliśmy skierować wniosek do sądu - tłumaczy pani dyrektor.
     Okazało się, że dwoje dzieci spośród pięciorga rodzeństwa - dziewczynka i chłopiec - potrzebowało opieki lekarza. Zostali przewiezieni do szpitala w Bydgoszczy. Pozostałą trójką dzieci do chwili wytrzeźwienia matki i postanowienia sądu o umieszczeniu w pogotowiu opiekuńczym zajęli się dziadkowie.
     Kobieta, która pierwsze z dzieci urodziła w wieku 18 lat, współpracowała z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Żninie, kiedy jej mąż przebywał w zakładzie karnym. Za kratki trafił za znęcanie się nad dziećmi.
     - On był odizolowany, ale siedział tylko trzy miesiące. Gdyby był dłużej, to może by się udało - zastanawia się Maria Bursztyńska. Kiedy mężczyzna wyszedł z więzienia, kobieta ponownie zaczęła wraz z nim nadużywać alkoholu, a dzieci ponownie zaczęły przechodzić traumę. Godzinami musiały stać w kącie. Czekały aż tata się zapije, żeby w domu zapanował spokój.
     Pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej próbowali ratować sytuację w rodzinie jak tylko mogli. Nie byli jednak w stanie wymóc na rodzicach większej troski nad własnymi dziećmi. Kobieta otrzymała schronienie w domu opieki chronionej w Paryżu. Jednak już po dwóch dniach zaczęła płakać za mężem.
     Sędzia Jacek Krysztofiak, na co zwraca wielokrotnie uwagę, zawsze kieruje się dobrem dziecka i szuka jak najwięcej argumentów przemawiających za tym, by zostało ono w domu z rodzicami. Decyzja o skierowaniu dzieci do placówki opiekuńczej jest ostatecznością. W przypadku pięciorga rodzeństwa z gminy Żnin nie można było orzec inaczej i dla ich dobra należało wydać postanowienie o umieszczeniu w pogotowiu opiekuńczym.
     Sąd wydaje postanowienie, natomiast znalezienie miejsca dla dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej należy do zadań Powiatowego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Żninie. O zapewnienie miejsce dzieciom w placówce nie jest łatwo. Obecnie na terenie powiatu żnińskiego istnieją dwie placówki opiekuńczo-wychowawcze typu rodzinnego, czyli rodzinne domy dziecka w Rozalinowie i Gąsawie. W obu placówkach przebywa 13 dzieci. Wcześniej w powiecie żnińskim funkcjonowały jeszcze rodzinne domy dziecka, które mogły zapewnić miejsce 16 dzieciom. W ich miejsce nie powstały nowe rodzinne domy dziecka czy rodziny zastępcze. By spełniać warunki rodziny zastępczej, trzeba mieć odpowiednie dochody i warunki mieszkaniowe. Osoby, które te warunki spełniają, nie są zainteresowane nabyciem praw rodziny zastępczej. Zazwyczaj wnioski o ustanowienie rodziny zastępczej składają osoby, które nie spełniają wcześniej wspomnianych warunków, nie posiadają odpowiedniego mieszkania i dochodu.
     W powiecie żnińskim oprócz wspomnianych placówek typu rodzinnego istnieje jeszcze Dom Dziecka w Kołdrąbiu oraz pogotowie opiekuńcze w Jeżewicach. Dyrektor PCPR w Żninie Maria Zwolenkiewicz cieszy się, że funkcjonuje pogotowie, ponieważ w znacznym stopniu pozwoliło rozwiązać problem z umieszczeniem w placówce pięciorga rodzeństwa z gminy Żnin.
     - To pogotowie to ulga, bo zapewnia miejsce natychmiast. W pogotowiu tym przebywa obecnie pięcioro rodzeństwa, dwa maluszki i jedno niemowlę - wyjaśnia pani dyrektor. Na ośmiorgu dzieciach jednak miejsce w pogotowiu się kończy. Maria Zwolenkiewicz nie ukrywa, że gdyby go nie było, to miejsca dla pięciorga rodzeństwa musiałaby szukać po całym kraju. Gdyby teraz otrzymała postanowienie sądu o umieszczeniu w placówce opiekuńczo-wychowawczej innych dzieci, to również na terenie powiatu nie byłoby dla nich miejsca.
     Pięcioro rodzeństwa będzie przebywać w pogotowiu opiekuńczym do czasu rozstrzygnięcia ich sytuacji prawnej przez sąd, czyli do zakończenia sprawy i wydania postanowienia. Maria Zwolenkiewicz, która na bieżąco monitoruje sytuację w placówkach opiekuńczo-wychowawczych zakłada, że miejsce dla pięciorga rodzeństwa znajdzie się w Domu Dziecka w Kołdrąbiu, gdyż część podopiecznych tejże placówki w tym roku się usamodzielni.
     - Te dzieci są bardzo pokrzywdzone, gdyż trzeba je drugi raz od rodziny zabierać. Już raz były w placówce, ale rodzice nie spełnili zadania - ubolewa pani dyrektor.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1166 (25/2014)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości