Reklama

Nie jestem tylko do mycia okien

Spółdzielnia Mieszkaniowa Kujawy w Barcinie
    Nie jestem tylko do mycia okien
      Mieszkanka jednego z bloków spółdzielczych w Barcinie przez kilkadziesiąt lat płaciła czynsz, choć nie miała zawartej jakiejkolwiek umowy najpierw z KCW Kujawy, a później ze spółdzielnią. Teraz grozi jej eksmisja za długi, a prezes nie chce jej wysłuchać, tylko wyprasza z gabinetu.

Teresa Rybczyńska uważa, że to, iż nie ma uregulowanego statusu w spółdzielni, to wina przede wszystkim jej kolejnych władz, a na pewno nie jej samej. „Nie jestem tylko od mycia okien, domagam się od prezesa uprzejmości i wyjaśnień o co tutaj chodzi” - mówi kobieta.   
             fot. Karol Gapiński

    Jako pracownik ówczesnego Kombinatu Cementowo-Wapienniczego Kujawy w Barcinie Antoni Juszczyński 5 grudnia 1976 r. zawarł umowę najmu mieszkania w nowo budowanym bloku na ul. Pakoskiej 24 w Barcinie i wpłacił wkład mieszkaniowy w kwocie 17.820 zł (21 grudnia 1976 r.).
    Niecałe dwa lata później Antoni Juszczyński utonąl wraz z kolegą w Jeziorze Kierzkowskim. Pozostawił 25-letnią żonę z dwójką dzieci w wieku 5 i 6 lat.
    Od tego momentu Zarząd Gospodarki Mieszkaniowej w KCW odmawiał zawarcia umowy najmu z wdową Teresą Rybczyńską (nazwisko to przyjęła później po 2 mężu). Szwagier i ojciec jeździli do biura i próbowali zmienić ten stan rzeczy, ale bez rezultatu. - Nie otrzymałam od KCW żadnej umowy najmu na moje nazwisko, a ta na nazwisko zmarłego męża wygasła, rachunki jednak za mieszkanie płaciłam, bo przychodziły co miesiąc na moje nazwisko, na adres przy Pakoskiej 24. Jestem prostą kobietą, myślałam, że oni wiedzą, co robią, skoro są wykształceni i na stanowiskach - mówi Teresa Rybczyńska.
    Jednak fakt, że nie miała umowy, najmu, bardzo ją frustrował. Rodzina wyrzucała jej brak zaradności. Kobieta podupadła na zdrowiu. Zdarzały jej się coraz częstsze zwolnienia chorobowe w pracy, którą podjęła jakiś czas po śmierci pierwszego męża. Na początku lat dziewięćdziesiątych powstały na jej mieszkaniu pierwsze zadłużenia. Jeszcze przed przekształceniem się zasobów mieszkaniowych KCW w Spółdzielnię Mieszkaniową Kujawy zapadł wyrok sądowy na niekorzyść Teresy Rybczyńskiej. Udało jej się później te zobowiązania uregulować. W efekcie dopiero 20 maja 1999 r. - teraz już z SM Kujawy - Teresa Rybczyńska już na swoje nazwisko zawarła umowę najmu (nr 150). Rok później zdziwiło ją pismo z Zakładu Gazowniczego. Otóż zakład ten zawiera okresowe umowy z lokatorami na dostarczenie gazu. W umowie Zakład Gazowniczy napisał, że zawarta jest ona na dostarczenie paliwa energetycznego do lokalu na Pakoskiej, którego status to spółdzielcze prawo własności do lokalu zgodnie z umową ze Spółdzielnią Mieszkaniową nr 150 z 20 V 1999 r.
    Numer i data umowy rzeczywiście się zgadzały, ale kobieta pamięta, że podpisała jedynie umowę najmu, zaś status spółdzielczego prawa własności to całkiem inna bajka. Pozwala mieszkańcowi następnie wyodrębnić lokal i dysponować mieszkaniem według własnej woli. Teresa Rybczyńska jest przekonana, że w związku z tym, że w latach siedemdziesiątych, jak wszyscy mieszkańcy osiedla, i jej rodzina wpłaciła wkład mieszkaniowy, to po uregulowaniu zadłużenia wobec SM w latach 90., uzyskała w 1999 r. prawo spółdzielczej własności, jednak wskutek błędów w spółdzielni zamiast umowy o spółdzielczym prawie własności otrzymała umowę najmu. Frustrację kobiety pogłębiła jeszcze odnowiona w 2005 r. umowa z gazownią, w której znów widniało to, że lokal ma spółdzielcze prawo własności.
    Tymczasem Teresa Rybczyńska znów miała problemy z regulowaniem czynszu. Teraz jest już rencistką. W latach 2003-2005 wygenerowała, jak się przyznaje 13.000 zł zadłużenia. Jednak wskazuje, że od 4 maja 1994 r., kiedy to powstała po zasobach KCW Spółdzielnia Mieszkaniowa Kujawy, aż do 20 maja 1999 r. płaciła czynsz, choć nie miała jakiejkolwiek umowy regulującej status w spółdzielni. Wobec braku dokumentów nie była ani lokatorem, ani członkiem spółdzielni, ani właścicielem mieszkania, za które płaciła. - Nie wiem, jak oni dochody z mojego czynszu opodatkowali, skoro według papierów mnie tam nie było - dziwi się Teresa Rybczyńska. Wyliczyła sobie, że w tamtym okresie wpłaciła tytułem czynszu 17.000 zł i tyle domaga się teraz od spółdzielni. - Sprawę sądową założyłam w Wydziale Cywilnym w Sądzie Rejonowym w Szubinie w sierpniu br., ale jeszcze się ona nie zaczęła, bo trwały w sądzie remonty.
Tymczasem z powodu długów 20 października 2008 r. zarząd spółdzielni wypowiedział Teresie Rybczyńskiej umowę najmu. Chodzi o umowę nr 150 z 20 maja 1999 r., jednak tego dokładnie zarząd w wypowiedzeniu nie napisał, co też denerwuje Teresę Rybczyńską.
    - Próbowałam w ostatni wtorek rozmawiać z prezesem, jak to możliwe, że różne instytucje posługiwały się dwiema umowami: jedna najmu, drugą do prawa własności o tych samych numerach i zawartymi tego samego dnia. Czyżbym miała wtedy dwie umowy, a wiedziałam tylko o jednej? Prezes potraktował mnie, jak jakieś zwierzę. A przecież 32 lata mieszkam tu, płacę, sprzątam, myję okna w tym mieszkaniu. Czy tak prezes powinien traktować ludzi? Zamiast mnie wysłuchać, to zagroził, że zadzwoni po policję i wyprosił mnie ze swego gabinetu. To skandal - uważa Teresa Rybczyńska.
    Prezes Henryk Popławski nie ma sobie jednak nic do zarzucenia. - Ta pani jest dłużniczką. Ma stary wyrok eksmisyjny, teraz sprawa ta została wznowiona. Nie ma już ta pani żadnej umowy w spółdzielni i zostanie eksmitowana. A z gabinetu wyprosiłem ją, bo nie życzę sobie, aby na mnie krzyczała. Ta pani zachowuje się irracjonalnie, co poznać można przy dłuższym jej wysłuchaniu. Powiedziałem jej, że zadzwonię na policję, jeśli nie opuści gabinetu - powiedział prezes SM. Teresa Rybczyńska ripostuje: - Co ten pan może wiedzieć, jaka jestem, jak on mnie od początku zbywa, tak, jak wszyscy jego poprzednicy.
    Henryk Popławski nie widzi żadnych podstaw do szukania w archiwum umowy o spółdzielczym prawie własności do lokalu, jak chciałaby na podstawie zapisów w umowie z Zakładem Gazowniczym Teresa Rybczyńska, bo takiej umowy w spółdzielni nie ma, a gazownia zdaniem prezesa nie jest wykładnią, kto, jakie  ma prawo do lokalu spółdzielczego.

Karol Gapiński
Pałuki nr 879 (51/2008)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości