Niezwykli goście z Danii
Nie każdy może być Wikingiem
Wikingowie przyjechali do Biskupina aż z Danii, z Moesgard. Było to możliwe dzięki prof. Filipowiczowi ze Szczecina, który poznał ich już dwa lata temu, na Festiwalu Wikingów na wyspie Wolin i zaproponował zaprosić także na biskupiński festyn. Ci starsi ludzie - z zawodu: architekt, rzeźbiarz i archeolog wraz ze swymi żonami pokazali, jakie są ich pasje, oczarowali wszystkich i niejednego nastolatka zawstydzili swą radością, chęcią bawienia się i nieznikającym z twarzy uśmiechem.
Wikingowie przywieźli ze sobą kawałki różnego rodzaju lin, a także maszyny do ich skręcania. Obok najbardziej typowych: z włókna konopnego, owczej wełny, końskiego włosia, prezentowali też liny z trzciny, z garbowanej i nie garbowanej skóry łosia, skóry foki, ozdobną linę ze skóry krowy, przy wykonywaniu której z jednej strony materiału pozostawiono sierść. Były tez liny z kory lipy, łyka wierzbowego a nawet z pokrzywy, których wykonanie jest najbardziej pracochłonne gdyż piętnastocentymetrowy kawałek wymaga kilkugodzinnego plecenia.
Rzeźbiarz Magnus Kroch Andersen cały czas pracował nad dwoma rzeźbami. Pierwszą z nich wykonał specjalnie na okazję festynu, przedstawiała motyw zdobniczy charakterystyczny dla Wikingów. Na drugiej spod dłuta powoli wyłania się głowa diabła. Rzeźbiarz zapewniał jednak, że to dobre stworzenie i odpędza złe duchy.
Panie pokazywały srebrną biżuterię, wzorowaną na oryginalnej biżuterii Wikingów oraz gry na desce. Można było podziwiać kostki i pionki o przeróżnych kształtach zrobione z rogów jelenich, szkła i bursztynu, a nawet nauczyć się grać i przy odrobinie sprytu i szczęścia wygrać już przy pierwszym podejściu. Wśród tych gier znalazł się dobrze znany w Polsce młynek. Nie jest pewne jakie były zasady tej gry w okresie wikingowskim, wiele wskazuje na to, że używano do niej kostki. Możliwe, że wyrzucenie np. równej ilości oczek dawało prawo do przesunięcia pionka.
Jeden z Wikingów przywiózł ze sobą wykonaną samodzielnie kolczugę. Praca nad nią zajęła 3 lata - 300 godzin, bo wymagało to połączenia ręcznie aż 18 tys. metalowych kółeczek. Całość ważyła 9 kg. Zwiedzający także próbowali bawić się w łączenie kółeczek. Gdyby festyn w Biskupinie stał się tradycją to może z kilka lat turyści stworzyliby własną kolczugę.
Oprócz gier na desce pokazali oni jeszcze gry towarzyskie wymagające siły i zręczności fizycznej. Najbardziej ekscytujące były zawody na prawdziwego Wikinga. Przeciwnicy siadają na ziemię i zapierają się o siebie całymi stopami. Lekko pochyleni trzymają rękoma jeden kij. Wygrywa ten, który przeciągnie lub przewróci przeciwnika. Bardzo długo trwało nim wreszcie komuś udało się pokonać Duńczyka. Jak widać nie każdy nadaje się na Wikinga, być nim to nie fraszka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze