W ubiegły poniedziałek (27 marca) fundacja zajmująca się opieką nad zwierzętami zabrała z jednej z posesji w Małych Rudach dwa konie, kuca i psa. Odbyło się to wszystko pod nieobecność właścicielki posesji, która myśląc, że została okradziona, pojechała na policję.
KOMUNIKAT FUNDACJI
Tydzień temu do naszej redakcji dotarła informacja, że w Małych Rudach żyjące w tragicznych warunkach schorowane konie i owczarek niemiecki, zostały uratowane. Komunikat głosił, że inspektorzy Fundacji Viva! w asyście policji i lekarza weterynarii zdecydowali o ich odebraniu właścicielce.
Fundacja poinformowała, że lekarz weterynarii ocenił stan trzech koni na bardzo zły i wymagający natychmiastowego leczenia. Były one tak niedożywione, że miały wystające żebra i kości. Dwa z nich cierpiały z bólu, który był spowodowany przerośnięciem kopyt u jednej z klaczy i rażącym zaniedbaniem zębów u drugiej. Budynek, który służył jako stajnia i pensjonat dla koni, był skrajnie zaniedbany.
Zwierzęta stały na metrowej warstwie gnoju, który musiał nie być wybierany przez bardzo długi czas. Posesji pilnował owczarek niemiecki, który miał krwawiący guz na ciele.
W komunikacie Ilona Dąbkowska z Fundacji Viva! powiedziała, że właścicielka nie zapewniła zwierzętom właściwej opieki i leczenia przez co naraziła je na cierpienie. Dlatego we współpracy z policją i lekarzem weterynarii zadecydowali się odebrać konie i psa ze względu na zagrożenie ich zdrowia i życia. Zwierzęta trafiły do klinik weterynaryjnych, gdzie lekarze walczą o ich uratowanie. W dalszej części komunikatu czytamy, że właścicielka zwierząt Małgorzata M., nie była obecna podczas interwencji. Policji i inspektorom nie udało się do niej dodzwonić. Kiedy późnym wieczorem sama skontaktowała się z fundacją, zaprzeczyła że jej konie i pies były w jakikolwiek sposób zaniedbane.
AKCJA
Komenda Powiatowa Policji w Nakle potwierdza, że 27 marca o 13:15 szubińscy policjanci udali się do miejscowości Małe Rudy, gdzie przedstawiciel organizacji na rzecz zwierząt zgłosił, że konie w stajni są zaniedbane. Na miejscu funkcjonariusze zastali zgłaszającego oraz lekarza weterynarii. W otwartej stajni znajdowały się trzy konie, które zostały przebadane przez lekarza weterynarii, który uznał, iż stan i warunki w jakich przebywają zwierzęta zagrażają ich zdrowiu. Na podstawie art. 7 ust. 3 Ustawy o ochronie zwierząt konie zostały zabezpieczone przez wymienionych i przewiezione do zakładu opieki nad zwierzętami. Szubińscy policjanci prowadzą czynności sprawdzające w sprawie znęcania się nad zwierzętami.
Dowiedzieliśmy się, że Małgorzata M. wcześniej z mężem prowadziła coś na kształt pensjonatu dla koni. Kilka lat temu ratowała konie przed rzeźnią i przywoziła je do Małych Rud. Sołtys Małych Rud Mariusz Buczkowski powiedział nam, że po śmierci męża kobieta sama nie dała rady prowadzić pensjonatu i zostały z niego tylko dwa konie i kuc. - Ale w komunikacie fundacji podano, że trzy konie - dopytujemy. - Jeśli dla kogoś kuc jest koniem, to mogą być trzy konie - stwierdził sołtys.
Mariusz Buczkowski całą akcją związaną z zabraniem zwierząt jest poruszony. Kiedy policjanci i przedstawiciele fundacji byli na miejscu, on akurat znajdował się w Bydgoszczy. Powiedział nam, że nie mógł odebrać telefonu, ale po chwili oddzwonił. Usłyszał w słuchawce policjantów, którzy poprosili go o numer telefonu do Małgorzaty M. Odpowiedział, że postara się pomóc, ale dopiero jak dotrze do domu. Okazało się, że przekazany numer jest nieaktualny. Po drugie zwierzęta już zostały zabrane. Tego samego dnia późnym wieczorem (21:30) do drzwi domu sołtysa zapukała Małgorzata M., która powiedziała sołtysowi, że ktoś jej skradł konie i dlatego zgłasza sprawę na policję. Sołtys powiedział jak to wyglądało z jego strony zastrzegając, że nie był obecny podczas interwencji.
Jego zdaniem fundacja i policjanci przeprowadzili tę akcję w niewłaściwy sposób. Przede wszystkim dlatego, że weszli na teren prywatny i zabrali zwierzęta pod nieobecność właścicielki. - Nie było to zrobione we właściwy sposób, zgodnie z literą prawa. Wbrew wszystkiemu, bez obecności właściciela. Dla mnie to zwykła napaść z grabieżą. Nie było tam przedstawiciela Urzędu Miejskiego i mej skromnej osoby, która mogłaby reprezentować burmistrza, co nie raz się zdarzało. Rozbój w biały dzień w asyście policji - stwierdził sołtys.
Zapytaliśmy Powiatowego Lekarza Weterynarii w Nakle Piotra Kwiatkowskiego czy był na interwencji w małych Rudach. Odpowiedział, że ani on ani żaden z pracowników inspektoratu tam nie byli, a o całej sprawie dowiedział się z doniesień medialnych.
Zgodnie z zapisem ustawy po zabraniu zwierząt powinien być powiadomiony niezwłocznie burmistrz. Naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa w szubińskim ratuszu Iwona Kubiak potwierdziła, że pocztą elektroniczną dotarło zawiadomienie i nic poza tym. - Czekamy na dokumenty, żeby wszcząć postępowanie i wydać decyzję - powiedziała.
CO DALEJ?
Oficer prasowy komendanta powiatowego policji w Nakle mł. asp. Justyna Andrzejewska potwierdziła, że dzień po interwencji na komisariat w Szubinie przybyła właścicielka, która zamierzała zgłosić kradzież zwierząt. Policjanci wytłumaczyli jej, że zostały one zabrane, a nie ukradzione.
- Miała powiedzieć, że sprawę przemyśli i skontaktuje się z prawnikiem. Dodała, że złoży zeznanie pisemnie lub osobiście. Do teraz się nie skontaktowała - wyjaśniła Justyna Andrzejewska.
Zapytaliśmy funkcjonariuszkę, na jakim etapie jest postępowanie i czy Małgorzata M. przyznała się do winy, jeśli w ogóle była przesłuchiwana. Justyna Andrzejewska powiedziała, że w tej chwili prowadzone są czynności sprawdzające czy w ogóle doszło do przestępstwa. Od osoby zgłaszającej nie wpłynęło zawiadomienie, dlatego nie wszczęto jeszcze dochodzenia i nikt jej nie postawił zarzutów.
Jak nam powiedział Paweł Artyfkiewicz z Fundacji Viva! szybka interwencja w małych Rudach była konieczna, ponieważ zwierzęta były w bardzo złym stanie i nie mogły zostać w takich warunkach na miejscu.
- Konie nie mogły czekać - wyjaśnił.
Z Małgorzatą M. nie udało nam się porozmawiać, telefonem nie dysponujemy. W poniedziałek po południu (o 1800) byliśmy na miejscu wraz z sołtysem Małych Rud. Zastaliśmy biegające po posesji trzy koty i szczekającego psa. Między deskami hulał wiatr. Z fundacją nasz kontakt urwał się również, nie mamy bieżących informacji, co dzieje się ze zwierzętami tydzień po wydarzeniach.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1313 (15/2017)
Inne teksty na ten temat:
Płacze za swoimi końmi
Powinna wiedzieć, gdzie są zwierzęta
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze