"Rembud" Żnin
Nie ma pieniędzy na ogłoszenie
Brak pieniędzy na dokończenie procesu likwidacji spółdzielni "Rembud" w Żninie i tak naprawdę nie wiadomo, kiedy się on zakończy.
Pieniądze na płace
W okresie wypowiedzenia należało wypłacić pracownikom ich zarobki, by od razu mogli przejść na zasiłek. Pieniądze uzyskane za wykonanie zleceń oraz ze sprzedaży maszyn przeznaczyć musiano na powyższy cel ze szkodą dla kontynuacji likwidacji spółdzielni. Likwidator nie wziął jeszcze należnych mu poborów za grudzień, a za listopad wziął tylko za dojazdy. Mówi, że może poczekać.
Gdzie ogłoszenie?
W związku z tym w tej chwili likwidatora nie stać na zamieszczenie ogłoszenia o sprzedaży zakładu, które zamierzał zamieścić w "Gazecie Wyborczej". 4 moduły kosztują tam około 2600 (26 mln) zł, a wiadomo, że anons w prasie centralnej daje największe szanse pozyskania poważnego kupca. Jeśli ktoś z pieniędzmi zechce kupić "Rembud", jest szansa na ożywienie produkcji. A wiadomo - im mniejszy zasięg ogłoszenia, tym mniejsza możliwość, że zauważy je ktoś, kto ma duże możliwości.
Prawdopodobnie ogłoszenie wydrukuje "Gazeta Pomorska", która na kredyt zamieściła już jedno o likwidacji zakładu.
Należności
Największe należności finansowe do odzyskania ma "Rembud" w firmie telekomunikacyjnej "Pastel", dla której wykonał wiele różnych prac związanych z remontem hotelu "Basztowy" w Żninie.
Łączna wartość wykonanych przez spółdzielnię na rzecz hotelu prac oscyluje w granicach 140.000 zł. "Rembudowi" nie zapłacono jeszcze za faktury opiewające na kwotę nieco ponad 30.000 zł.
Firma "Pastel" podważyła jakość prac wykonanych przez spółdzielnię i przed Bożym Narodzeniem powołano wspólną komisję, która oceni, ile faktycznie Pastel powinien zapłacić spółdzielni. Niektóre usterki są bardzo poważne - na przykład różnice w wielkości otworów okiennych sięgające 7 cm, lub w wielkości otworów drzwiowych, sięgające 10 cm.
Z przeprowadzonych przeze mnie rozmów wynika, że gdyby nie remont hotelu, "Rembud" padłby już dawno.
Czy można było uratować zakład?
Likwidator zakładu Eugeniusz Olkowski twierdzi: - "Spółdzielczość pracy sypie się w całym kraju. Z 2500 spółdzielni pozostały tylko niedobitki" - dodaje.
Dziś nie pracują już tutaj prezes spółdzielni oraz główna księgowa (na emeryturze). Trudno więc dociec czy istniał jakikolwiek pr ogram naprawczy. Likwidator również o nim nic nie wie, zresztą nie pytał nikogo o to.
Co dalej?
Cały problem leży w sprzedaży budynków. W przygotowanym do druku ogłoszeniu o ich sprzedaży podano cenę 170.000 (miliard siedemset milionów) zł. Dług spółdzielni jest niższy, trzeba jednak wypłacić byłym pracownikom należne im odprawy, których wysokość jest bardzo duża, no i z miesiąca na miesiąc wzrastają koszty całego procesu.
Eugeniusz Olkowski powiedział, że jeśli ogłoszenie w "Gazecie Pomorskiej" nie przyciągnie chętnych do zakupu wszystkich budynków, wówczas zainteresowanym kupnem poszczególnych części - jeśli tacy będą - zaproponuje odpowiednie kwoty, które pozwolą mu wyjść na prostą.
Gdy chętnych nie będzie, to spróbuje szczęścia raz jeszcze w prasie regionalnej. Jeżeli i to nie da rezultatów, wówczas złoży do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości "Rembudu".
Na budynki jak na razie jest kilku chętnych, pytanie tylko - jaka cena będzie dla nich ceną rynkową?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze