Mój Słownik gwary pałuckiej autorstwa Mirosława Kaźmiyrza Binkowskiego, to księga, której nie było na świecie, a teraz, a gdy już jest - to jest konieczna! Apoteoza gwary Żnina i okolic, a także ważkie źródło do poznania tutejszej mentalności.
Przekładam kolejne strony i odnajduję klimaty, które pamiętam z liceum. Coś, co tak kiedyś dziwiło świeżo naturalizowaną w Żninie wrocławiankę, co zwiększało poczucie obcości w tym miasteczku, teraz stało się lusterkiem, w które patrzę jak zaczarowana, by wydobyć stamtąd wspomnienia sprzed lat. Przypominają się rozmowy balkonowe sąsiadów z Tysiąclecia, gadki w kolejkach przed sklepami i telefony towarzyskie, gdy w rozmowach dominowało słynne he, modulowane na tysiąc sposobów, zależnie od tego, co miało wyrażać.
U mnie w domu tak się nie mówiło, za to słychać było tę mowę wszędzie dookoła. Był to dla mnie język wtajemniczonych w życie. Dorastałam w tym mieście, a teraz - tak jak autor Mojego Słownika - patrzę z sentymentem wstecz. Dla Kaźmiyrza czas mityczny to lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte, dla mnie - lata osiemdziesiąte i ponury stan wojenny. I okazuje się, że wskutek tej lektury czytelnicy podobni do mnie nagle czują do tej mowy i do Pałuk nowe przywiązanie. Takim przywiązaniem Mickiewicz darzył Litwę, a Stanisław Vincenz swoją Huculszczyznę.
Potwierdza się pewność, że Małe Ojczyzny trzeba zachowywać, gdyż są niepowtarzalne. Wymyślam więc, co może iść za tym dalej. Chyba czas będzie utrwalić brzmienie mowy - znaleźć kilku nejtifspikerów (coś a la lwowscy Tońcio i Szczepcio) i wydać płytkę z dialogami, dowcipami, a może i autentycznie pałucką bajkę dla dzieci? Myślę, że ojcowie miasta docenią iście wielkopolską pracowitość twórcy Mojego Słownika.
Po całym dniu lektury przyśniła mi się impreza z profesorem Kazimierzem Piwkowskim jako archetypem Pałuczanina. Grał na skrzypcach, i jak zwykle uśmiechał się rozkosznie od ucha do ucha. Tego uśmiechu w książce jest pełno, to bardzo uśmiechająca się do nas książka. Teraz, już rozbudzona, leże rano w wyrku, pisze to, mój ślubny u roboty, starsze dziecioki szykujom sznytki do szkoły, mały brynczy, a mi się ckni za Żninem.
Anna Księska-Kowalska
Pałuki nr 930 (49/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze