W poniedziałek podczas Rady Społecznej Szpitala Małgorzata Bohuszewicz i Iwona Borzych dociekały, dlaczego zwolniono 4 pracowników barcińskiego pogotowia
fot. Arkadiusz Majszak
Barcin, Żnin, burmistrz, sanitariusz, ratownik, pogotowie, koszty, utrzymanie
Nie sanitariusz lecz ratownik
Burmistrz Barcina Ewa Stankiewicz nie wyklucza, że gmina Barcin przestanie dofinansowywać działalność żnińskiego pogotowia. Dyrektor Aleksander Kmiećkowiak powiedział, że ze wstępnego rachunku kosztów wynika, że gmina Barcin nie będzie musiała ponosić kosztów utrzymania pogotowia.
25 marca 2003 r. ówczesny dyrektor żnińskiego szpitala Roman Cieślewicz i ówczesny dyrektor SPZOZ w Barcinie Aleksander Kmiećkowiak (obecnie dyrektor Pałuckiego Centrum Zdrowia) podpisali porozumienie mówiące, że od 1 kwietnia 2003 r. żniński ZOZ przejmie pogotowie ratunkowe w Barcinie razem z 5 sanitariuszami oraz 5 kierowcami, którzy za porozumieniem stron staną się pracownikami szpitala. Zgodnie z umową gmina Barcin zadeklarowała się dopłacać 280.000 zł rocznie na utrzymanie pogotowia. Przejęci pracownicy mieli zapewnione zatrudnienie, a w przypadku zwolnienia któregoś z nich - z przyczyn leżących po stronie pracownika - pracownik przyjęty na jego etat powinien mieszkać w gminie Barcin.
PŁACI, WIĘC WYMAGA
W ubiegłym tygodniu burmistrz została poinformowana przez pracowników pogotowia o zwolnieniach. Postanowiła spotkać się z członkami komisji zdrowia i spraw socjalnych Rady Miejskiej, by omówić problem. Efektem spotkania było pismo, które Ewa Stankiewicz skierowała do Aleksandra Kmiećkowiaka, w którym przypomina o zawartej umowie.
- "Jeżeli mamy zawrzeć nową umowę, to zdaniem moim i członków komisji podstawowym warunkiem jest likwidowanie bezrobocia w gminie Barcin. Jeżeli my dajemy tak duże pieniądze, to nie ma podstaw, by tych ludzi zwolnić i zatrudnić innych" - uważa pani burmistrz. - "Według tego, co napisała pani księgowa dwa miesiące temu wynikało, że szpital w dalszym ciągu będzie zainteresowany dofinansowaniem przez nas pogotowia. Proszono nas o zabezpieczenie 230.000 zł w budżecie na 2005 r. Pan Kmiećkowiak nie wnosił jednak o żadną kwotę. Kalkulacji żadnej nie otrzymaliśmy, tylko mamy informację o zwolnieniach naszych pracowników. Kto płaci, to też coś wymaga" - podkreśla Ewa Stankiewicz.
TYLKO PRACOWNICY Z GMINY BARCIN
Aleksander Kmiećkowiak nie przedłużył umowy z 4 pracownikami z barcińskiego pogotowia. Zdaniem burmistrz, są oni bardzo rozgoryczeni. Jeden z nich prawie 30 lat pracował w pogotowiu. Ewa Stankiewicz uważa, że w ich miejsce mogą zostać zatrudnieni tylko pracownicy z gminy Barcin. W przeciwnym razie zastanowi się nad dalszym dofinansowywaniem pogotowia.
- "My chcemy, żeby to pogotowie było. Musimy wiedzieć, ile dyrektor Kmiećkowiak dostanie na pogotowie w 2005 roku z Narodowego Funduszu Zdrowia. W poprzednim roku my płaciliśmy na pogotowie 50% kosztów jego utrzymania. Nie jesteśmy krową, którą się doi, ile się chce" - zapewnia pani burmistrz.
NIE BYŁO ŻADNEGO DOBREGO
Problem zwolnień w pogotowiu był omawiany w miniony poniedziałek na posiedzeniu Rady Społecznej Szpitala. Zasygnalizowała go Izabela Borzych. Jej zdaniem, osoby, które zastąpią kierowców nie posiadają orientacji w terenie. Dodała, że zespół wyjazdowy powinien składać się z 4 osób: kierowcy, ratownika, pielęgniarki i lekarza.
Dyrektor Aleksander Kmiećkowiak wyjaśnił, że zawód kierowcy i sanitariusza przestanie w przyszłości istnieć. Wakaty po zwolnionych kierowcach chce uzupełnić przeszkolonymi ratownikami. - "Taki jest wymóg. Ja w Barcinie już 4 lata temu mówiłem: "Uczcie się, bo zawód kierowcy i sanitariusza przestanie istnieć". Trzech się zgodziło. Ratownik musi być po szkole średniej i skończyć dwuletnią szkołę policealną w trybie stacjonarnym. Jakie mam argumenty, że kierowca, który jeździł od 20 lat w pogotowiu i oglądał poza tym telewizję jest lepszy od ratownika. W Barcinie z tych, co nie przyjąłem, nie było żadnego dobrego. Nie stać mnie na zatrudnienie czwartej osoby w zespole wyjazdowym, bo musiałbym jeszcze kogoś zwolnić. Nie przesadzajmy z tą orientacją w terenie. Ci kierowcy nie posiadają po prostu kwalifikacji" - powiedział dyrektor.
Gdy Izabela Borzych chciała dowiedzieć się, ile dyrektor zyska zwalniając kierowców z pogotowia. Odpowiedział, że zadaje pytania jak zwolniona salowa, która pyta, co mu da te 800 zł. Dodał również, że jest to jego sprawa i nie musi o tym mówić.
W obronie zwolnionych pracowników stanęła też Małgorzata Bohuszewicz, która uważa, że według umowy z marca 2003 r. przejęci przez szpital pracownicy mają zagwarantowaną pracę.
- "Czy nie obawia się pan, że Rada Miejska w Barcinie może się wycofać z tego porozumienia? Finansujemy szpital w zamian za utrzymanie pracowników z Barcina" - powiedziała Małgorzata Bohuszewicz.
Dyrektor zapewnił, że funkcjonowanie pogotowia w Barcinie będzie chciał omówić na spotkaniu z władzami gminy.
- "Nie chcę, żebyśmy w kłótniach weszli w nowy rok" - dodał.
PIĘCIU Z BARCINA
Dyrektor powiedział nam, że ze wstępnego rachunku kosztów wynika, że gmina Barcin nie będzie musiała ponosić kosztów utrzymania pogotowia w Żninie.
Po reorganizacji pogotowia w Żninie na 10 pracujących ratowników i kierowców karetek, 5 to uprzednio zatrudnieni w Barcinie.
- "Pomimo że moim zdaniem umowa z marca 2003 r. nie zobowiązuje, to uważam, że umowy nie złamałem i zależy mi nadal, żeby ludzie z Barcina byli zatrudniani" - wyjaśnił dyrektor.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 670 (51/2004)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze