7 listopada żnińska prokuratura z uwagi na brak znamion czynu zabronionego umorzyła śledztwo, dotyczące tego czy Józef Marek Pieczara działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i wyłudził od poszkodowanych przez sierpniową nawałnicę pieniądze. Oceniono, że postępował zgodnie z prawem.
We wrześniu opisywaliśmy problem mieszkańców Marcinkowa Górnego, którzy podczas sierpniowej nawałnicy stracili dach nad głową. W opinii pokrzywdzonych przez żywioł Barbary i Władysława C. zostali oni wprowadzeni w błąd przez członka gminnej komisji do spraw wyceny i szacowania szkód Józefa Marka Pieczarę, któremu wpłacili 2.500 złotych za sprawdzenie dokumentów i prowadzenie odbudowy zniszczonego budynku. Według pokrzywdzonych, mogli stać się oni ofiarą oszustwa, ponieważ Józef Marek Pieczara mówił im, że w celu odbudowy dachu wymagany jest nadzór budowlany, na co wyrazili zgodę.
Józef Marek Pieczara wyjaśnił, że po zakończeniu pierwszej tury wyceny dla gminy Gąsawa, na skutek uporczywych telefonów od Barbary C. zdecydował się jej pomóc. Po zawarciu 21 sierpnia umowy na wykonanie prac wystawił fakturę na 2.500 złotych na poczet robót. Została ona przez Barbarę C. zapłacona.
Dochodzenie mające wyjaśnić, czy Józef Marek Pieczara działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i wyłudził od poszkodowanych pieniądze, czy też postępował zgodnie z prawem, prowadziła żnińska policja. Śledczy nie dopatrzyli się w działaniach Józefa Marka Pieczary zabronionego czynu. 7 listopada żnińska prokuratura umorzyła śledztwo z uwagi na brak znamion czynu zabronionego. - Nie miałem wątpliwości, że sprawa musi się zakończyć umorzeniem, jeżeli będzie uczciwie prowadzona. Pozostał jednak niesmak. Mimo umorzenia dzisiaj sprawy to jednak od pierwszego dnia moi wrogowie polityczni pomawiali mnie. Ta sytuacja trwa do dzisiejszego dnia - podkreśla Józef Marek Pieczara. I zapowiada: - Ponieważ umorzenie sprawy nie jest jednoznaczne z tym, że osoby które mnie pomawiały mnie przeproszą (czego oczekuję), swojego dobrego imienia będę zmuszony bronić w sądzie. Jestem wdzięcznym wszystkim, którzy mnie wspierali i wierzyli w moja niewinność w tej sprawie. Dziękuję im wszystkim za wsparcie w potrzebie. Sprawa będzie miała dalszy ciąg.
Józef Marek Pieczara domaga się również przeprosin od członka lokalnych struktur Prawa i Sprawiedliwości w Gąsawie Witolda Mrówczyńskiego, który na naszych łamach wypowiedział się, iż Józef Marek Pieczara postąpił nieetycznie i zachował się co najmniej niestosownie wobec osób, które poniosły podczas nawałnicy bardzo duże straty. Jeśli Witold Mrówczyński go nie przeprosi, to sprawa trafi do sądu.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1343 (45/2017)
Inne teksty na ten temat:
Wziął 2.500 zł, będzie wnioskował o rozbiórkę
Nawałnica, pieniądze, polityka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze