W Nadleśnictwie Gołąbki
Niezależny związek nad leśniczym
Kontrola przeprowadzona przez dyrektora generalnego Lasów Państwowych wskazała naruszanie obowiązków służbowych przez strażnika leśnego Szymona D. Żnińska prokuratura prowadzi w tej sprawie dochodzenie. Bydgoska Solidarność zorganizowała pikietę w obronie Szymona D. i domaga się zdymisjonowania nadleśniczego Marka Malaka. Pracownicy nadleśnictwa mają dość współpracy z Szymonem D. Twierdzą, że przez niego od wielu lat atmosfera w pracy jest nie do zniesienia i że zapisał się do Solidarności, by być nietykalnym, a fakty: niewypełnianie przez niego obowiązków - są niezbite.
Związkowcy manifestowali przed Nadleśnictwem Gołąbki przez 2 godziny fot. Arkadiusz Majszak Przed tygodniem przed siedzibą Nadleśnictwa Gołąbki zebrali się działacze Solidarności. Manifestacja została zorganizowana przez Międzyzakładową Organizację Związkową NSZZ Solidarność przy Nadleśnictwie Osie i Zarząd Regionu Bydgoskiego NSZZ Solidarność. Przyjechali związkowcy z Bydgoszczy, Inowrocławia, Świecia, Koronowa, Tucholi i Żnina. Wyposażeni w trąbki i petardy, które co chwilę wybuchały, pikietowali przeciwko nadleśniczemu Markowi Malakowi. Zdaniem związkowców, nadleśniczy łamie prawa pracownicze, dyskryminuje działaczy Solidarności w nadleśnictwie, utrudnia swobodne funkcjonowanie działalności związkowej oraz niesłusznie pozbawił funkcji komendanta straży leśnej Szymona D.
Pikieta zakończyła się po dwóch godzinach. Przyglądali jej się żnińscy policjanci. Według informacji Jana Krygera, sekretarza Zarządu Regionu Bydgoskiego NSZZ Solidarność, brało w niej udział 150-200 pracowników. My oszacowaliśmy, że protestować mogło najwyżej 70 osób.
SZYMON D. W GOŁĄBKACH
Szymon D. do Gołąbek trafił z Nadleśnictwa Gniewkowo za czasów poprzedniego nadleśniczego Franciszka Fiutaka w latach dziewięćdziesiątych.
Najpierw pracował jako strażnik leśny, następnie starszy strażnik leśny, by ostatecznie zostać komendantem straży leśnej. Do zadań komendanta straży leśnej należy ochrona mienia Skarbu Państwa, przeciwdziałanie szkodnictwu leśnemu i doprowadzanie do jak najszybszego naprawienia zaistniałych szkód.
Z funkcji komendanta straży leśnej został odwołany w połowie października ub.r., ale nadal pozostawał starszym strażnikiem. W tej sprawie toczy się postępowanie przed Sądem Pracy. Szymon D. przed Sądem Pracy domaga się przywrócenia go na stanowisko komendanta.
Nadleśniczy Marek Malak przyznaje, że pomimo odwołania Szymona D. z funkcji komendanta, zachował mu pełne wynagrodzenia, ponieważ podlega ochronie związkowej. Nadleśniczy zwraca uwagę, że przed odwołaniem Szymona D. z funkcji komendanta, konsultował z radcami prawnymi, czy powinien mieć na to zgodę związków. Prawnicy wyjaśnili mu, że takiej zgody nie potrzebuje. Co innego, gdyby chciał Szymona D. zdegradować z funkcji starszego strażnika leśnego do strażnika leśnego.
- Pan D. nadal jest starszym strażnikiem leśnym, tylko nie pełni funkcji komendanta. Stracił moje zaufanie poprzez niewypełnianie swoich obowiązków i dwukrotne oddanie mnie do prokuratury. Prokuratura nie wszczęła nawet dochodzenia w tych sprawach - wyjaśnia Marek Malak.
Po utracie funkcji komendanta Straży Szymon D. był przez parę dni w pracy. Stwierdził, że przekazał swojemu następcy całość dokumentacji. Zdaniem nadleśniczego jest to nieprawda, bo policja przed tygodniem znalazła jeszcze dokumentację w biurku Szymona D.
SZYMON D. W SOLIDARNOŚCI
Przewodniczący krajowej sekcji pracowników leśnictw NSZZ Solidarność Kazimierz Uleniecki tłumaczy, że w 2008 r. nadleśniczy Marek Malak natrafił na uchybienia w pracy posterunku straży leśnej. Uznał, że Szymon D. nie powinien pełnić funkcji komendanta i odsunął go od kierowania pracami posterunku. Szymon D. wstąpił do Solidarności i poprosił Kazimierza Ulenieckiego o pomoc.
- Nikt mu nie chciał pomóc. I dlatego zwrócił się do mnie. Wszyscy odwrócili się do niego plecami - tłumaczy Kazimierz Uleniecki. Kazimierz Uleniecki rozpoczął mediacje między Szymonem D. a nadleśniczym Malakiem. Podczas nich Szymon D. został przywrócony do pracy w straży leśnej pod warunkiem, że uzupełni zaniedbania w dokumentach z prowadzonych przez siebie dochodzeń kradzieży drewna. Dokumentów jednak nie udostępnił. Miał je zamknięte w szafce. Nikogo do nich nie dopuszczał.
Tadeusz Pasternak, główny inspektor straży leśnej tłumaczy, że w listopadzie ub.r. do dyrektora generalnego Lasów Państwowych w Warszawie Mariana Pigana wpłynęła skarga na Szymona D. od przewodniczącego krajowej sekcji pracowników leśnictw NSZZ Solidarność Kazimierza Ulenieckiego. - Podczas mediacji miał szansę na naprawienie tych zaniedbań w dokumentach - wyjaśnia Tadeusz Pasternak.- Swymi działaniami doprowadził do ponownego odsunięcia go ze stanowiska. Czuję się przegrany, bo to człowiek z mojego związku, że nie udało mu się pomóc, ale on sam chyba nie chciał sobie pomóc - przyznaje Kazimierz Uleniecki.
Taczka z takim napisem została postawiona przed siedzibą nadleśnictwa fot. Arkadiusz Majszak W związku ze skargą Ulenieckiego, na początku grudnia ub.r. dyrektor generalny Lasów Państwowych Marian Pigan powołał komisję, która przeprowadziła w Nadleśnictwie Gołąbki kontrolę w zakresie poprawności funkcjonowania ochrony mienia Skarbu Państwa i działalności posterunku straży leśnej pod kierunkiem Szymona D. Tadeusz Pasternak, który teraz bada problem w Nadleśnictwie Gołąbki wyjaśnia, że nieprawidłowości w działalności posterunku straży leśnej sięgają roku 2001. W repertorium kradzieży drewna, czyli rejestrze prowadzonych spraw karnych dotyczących kradzieży drewna, szkód leśnych i spraw o wykroczenia, nie ma informacji, czy sprawcy zostali ukarani, czy zostały wobec nich wyciągnięte konsekwencje, czy zapłacili karę na rzecz Skarbu Państwa. W opinii Marka Malaka z powodu tych zaniechań Skarb Państwa poniósł szkodę w wysokości 10.000 zł. Według Tadeusza Pasternaka z dokumentów wynika, że sprawy były tuszowane przez Szymona D.
W piśmie dyrektora generalnego Lasów Państwowych Mariana Pigana do Adama Hutka, przewodniczącego Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ Solidarność 80 przy Nadleśnictwie Gołąbki (do wiadomości szefów wszystkich krajowych oddziałów związków działających w nadleśnictwach, a także głównego inspektora straży leśnej i Inspekcji Lasów Państwowych) czytamy: Na podstawie zgromadzonego przez zespół kontrolny materiału zostało ujawnionych szereg nieprawidłowości. Polegały one głównie na nieprawidłowej realizacji zadań, braku współpracy i dużych zaniedbaniach w zakresie funkcjonowania posterunku straży leśnej i ochrony mienia Skarbu Państwa pod kierunkiem p.o. komendanta posterunku straży leśnej pana Szymona D. Szymon D. m.in. nie dokonywał zaewidencjonowania zakupu i rozchodu amunicji do broni służbowej. Szczegóły tych spraw są dopiero teraz wyjaśniane.
ZWIĄZKOWCY DOMAGAJĄ SIĘ
Przed tygodniem na pikiecie w Gołąbkach związkowcy zwracali uwagę, że Szymon D. doskonale sprawdził się jako komendant straży leśnej.
Jan Kryger, sekretarz Zarządu Regionu Bydgoskiego NSZZ Solidarność wyjaśnia, że pikieta odbyła się po czterech miesiącach od czasu odsunięcia Szymona D. z funkcji komendanta, ponieważ wyczerpali wcześniej wszystkie środki w tej sprawie: - Rozmawialiśmy z Malakiem i tłumaczyliśmy, że to co robi jest niezgodne z Kodeksem Pracy. On złamał ustawę o związkach zawodowych, bo pan D. miał ochronę związkową. Przed podjęciem decyzji powinien zwrócić się do związku o zgodę. Później dowiedzieliśmy się, że jest donos pracowników na Szymona D. i że to było podstawą odsunięcia. Interweniowaliśmy również u dyrektora regionalnego Lasów Państwowych, pana Kaczmarka. Pan Malak został zobligowany do przywrócenia panu D. dodatku funkcyjnego, bo taki dodatek został mu zabrany. Nadleśniczy odsunął D. ze stanowiska bez zgody organizacji związkowej. Sprawa odsunięcia D. jest w sądzie i czekamy na jej wyjaśnienie - tłumaczy Jan Kryger.
Sekretarz dodaje, iż problem w nadleśnictwie tkwi nie tylko w dyskryminacji Szymona D., ale też innych pracowników. Ma również nie najlepsze zdanie o Kazimierzu Ulenieckim.
- Jeśli chodzi o pana Ulenieckiego, to muszę powiedzieć, że mamy szereg zastrzeżeń co do jego działania. Są prowadzone na szczeblu krajowym działania, które doprowadzą do jego odwołania - zapewnia Jan Kryger. I uważa, że wyniki kontroli przeprowadzonej przez generalnego dyrektora Lasów Państwowych są wyolbrzymione. Dlaczego?
- Odbyła się kontrola i stwierdzono szereg nieprawidłowości. My nie znamy tych nieprawidłowości - odpowiada. Fakt, że Szymon D. nie chciał oddać wszystkich dokumentów i biurko musiała otworzyć policja, tłumaczy w następujący sposób: - Nie chciał, żeby te dokumenty dotarły do ludzi, którzy mogliby w nich dużo namieszać.
Zdaniem biorących udział w pikiecie, Szymon D. wykrył wiele nieprawidłowości. Dodawali, że kierował sprawy do prokuratury przeciwko osobom przyłapanym na kradzieży drewna. Związkowcy przyznali, że byliby usatysfakcjonowani, gdyby Szymon D. został przywrócony na stanowisko komendanta straży, a nadleśniczy odwołany z zajmowanej funkcji lub przeniesiony do pracy w innym nadleśnictwie.
Związkowcy domagają się przywrócenia Szymona D. na stanowisko komendanta straży leśnej, zaprzestania przez Marka Malaka dyskryminacji działaczy i członków związku w nadleśnictwie, zaprzestania działań pracodawcy utrudniających prowadzenie działalności związkowej oraz zaprzestania uchylania się od prowadzenia negocjacji w sprawach pracowniczych, a także uznania niezależnego sposobu działania organizacji związkowej przez nadleśniczego.
Związkowcy twierdzą, że przykłady łamania prawa przez nadleśniczego to: niezgodne z prawem oddelegowanie Szymona D. w 2008 r. na inne stanowisko i zablokowanie telefonu służbowego podczas przebywania na zasiłku chorobowym, doprowadzenie poprzez niewłaściwą organizację pracy sekretariatu nadleśnictwa do zaginięcia korespondencji kierowanej do organizacji związkowej, skierowanie wobec członków związku bezpodstawnych zawiadomień o niepopełnionych przestępstwach, zakłócanie zebrań organizacji związkowej z udziałem nadleśniczego poprzez wprowadzanie przez niego członków innego związku, popieranie pomówień i bezpodstawnych skarg wobec członków związku, kierowanych przez osoby skazane za kradzieże drewna i część załogi, bezpodstawne pomówienia i zarzut przekroczenia uprawnień, a także zachowanie niegodne leśnika wobec Szymona D. ze strony trzech pracowników nadleśnictwa, zmuszanie jednego z pracowników do wystąpienia z zakładowej organizacji związkowej NSZZ Solidarność pod rygorem przeniesienia do innej pracy w przypadku odmowy, a także utrudnianie pracownikowi podnoszenia kwalifikacji zawodowych poprzez poświadczenie nieprawdy w sprawie dotyczącej oddelegowania na studia, utrudnianie prowadzenia działalności związkowej poprzez notoryczne stwarzanie nieuzasadnionych przeszkód z oddelegowaniem do pracy związkowej, łamanie zasad prawa pracy przy nakładaniu kar porządkowych w trybie niezgodnym z kodeksem pracy poprzez stosowanie kolektywnych sądów nad pracownikiem i znęcanie się psychiczne nad Szymonem D. oraz łamanie prawa pracy poprzez odwołanie D. zatrudnionego w oparciu o umowę o pracę, podlegającego ochronie związkowej i bez podania jakichkolwiek przyczyn.
Jeden ze związkowców ze Żnina proszący o niepodawanie danych przyznaje: - My byliśmy tam, żeby być, bo była to manifestacja Zarządu Regionu Bydgoskiego, pod który podlegamy, ale sprawy dokładnie nie znamy.
NADLEŚNICZY A ZWIĄZEK
Nadleśniczy Marek Malak oświadczył, iż w swojej dotychczasowej pracy nigdy nie kierował się chęcią dyskredytacji kogokolwiek, a tym bardziej działaczy związkowych, gdyż sam był przez wiele lat działaczem Solidarności. Wyjaśnia, że konflikt, do którego doszło w nadleśnictwie, powstał wyłącznie z powodu rażącego naruszania obowiązków służbowych przez Szymona D., co zostało stwierdzone przez kontrole wewnętrzne i zewnętrzne.
- W celu uniknięcia konsekwencji Szymon D. założył w 2008 roku kilkuosobowy związek zawodowy, jak mniemam, dla zapewnienia sobie ochrony. Kontrole wykazały, że pełniący obowiązki komendanta nie przestrzegał przepisów dotyczących postępowania i organizacji pracy w posterunku, czym naraził Skarb Państwa na wielotysięczne straty. Ponadto długotrwałe przebywanie pana D. na zwolnieniach chorobowych uniemożliwiało i uniemożliwia nadal pełne wyjaśnienie i usunięcie wszystkich stwierdzonych nieprawidłowości - wyjaśnia Marek Malak. Nadleśniczy jest przekonany, że manifestujący związkowcy nie znali prawdy o działaniach Szymona D., który - w jego opinii - jest skonfliktowany z większością załogi nadleśnictwa. Marek Malak zapewnia, że w swojej pracy kieruje się rzetelnością, sumiennością i przestrzeganiem litery prawa. Wszystkich pracowników traktuje równo. Z powodu ciągłych i bezpodstawnych ataków rozważa możliwość wystąpienia z pozwem do sądu o pomówienie przeciwko Międzyzakładowej Organizacji Związkowej przy Nadleśnictwie Osie i kierownictwu Zarządu Regionu Bydgoskiego NSZZ Solidarność.
Marek Malak dodaje, że w sprawie rzekomego dyskredytowania przez niego działaczy związkowych były skierowane dwa pozwy do prokuratury, które zakończyły się odmową wszczęcia postępowania. W swoim działaniu nie widzi też utrudniania działalności związków zawodowych, jeśli działają merytorycznie i zgodnie z prawem.
OCHRONA ZWIĄZKOWA
Związkowcy postawili przed siedzibą nadleśnictwa taczkę z napisem To jest taka na Malaka, skandowali, że Marek Malak powinien zostać wywieziony nią do lasu, ponieważ bardziej nadaje się do zarządzania zwierzętami niż ludźmi.
- Szymon D. niezgodnie z prawem został odsunięty z funkcji komendanta straży leśnej. Jest on chroniony ochroną związkową [szef związku w nadleśnictwie - am]. Są w tej sprawie złożone doniesienia do prokuratury i Sądu Pracy. Rozmawialiśmy w tej sprawie wielokrotnie z Dyrekcją Regionalną Lasów Państwowych i dyrektor Janusz Kaczmarek w dużej części podzielił nasze postulaty - powiedział nam Jan Kryger, sekretarz Zarządu Regionu Bydgoskiego NSZZ Solidarność. Wyraził również swoje oburzenie, że wójt Rogowa nie zgodził się na przeprowadzenie pikiety. Z jego relacji wynika, iż 24 lutego, w przeddzień pikiety, przed 1500 związkowcy otrzymali informację o braku zgody gminy na przeprowadzenie manifestacji. Mimo to postanowili 25 lutego między 1100 a 1300 pikietować, gdyż - jak mówi Jan Kryger - decyzja o odmowie pikiety nie może zapaść później niż 24 godziny przed jej rozpoczęciem. W tej sytuacji decyzja o odmowie przeprowadzenia protestu dotarła do bydgoskiego b iura związku na 21 godzin przed rozpoczęciem.
- To trąci PRL-em, jeśli się zakazuje manifestacji w obronie praw pracowniczych - twierdzi Jan Kryger.
Wójt Józef Sosnowski powiedział nam, że w przeddzień manifestacji otrzymał z nadleśnictwa informację, że plac, na którym ma się odbyć zgromadzenie, jest oblodzony i są na nim zwały śniegu. Poza tym plac ten służy do zawracania autobusów i samochodów. - Dlatego nie miałem technicznej możliwości ustosunkować się do tego na 24 godziny przed rozpoczęciem manifestacji. Taką decyzję wydaliśmy po czasie, obawiając się, że warunki do przeprowadzenia pikiety nie są najlepsze i jest pewne zagrożenie dla życia i zdrowia ludzkiego - wyjaśnia.
Kom. Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żninie, powiedział nam, że protest był legalny, więc policja nie ma podstaw, żeby prowadzić w tej sprawie jakiekolwiek czynności dochodzeniowe.
WTARGNIĘCIE ZWIĄZKOWCÓW
Do ostrej wymiany zdań doszło, kiedy delegacja związkowców wtargnęła na odbywające się podczas pikiety zebranie nadleśniczego z pracownikami nadleśnictwa. Poinformowano, że na zewnątrz czeka na niego taczka. Zażądano również, by nadleśniczy opuścił siedzibę nadleśnictwa i porozmawiał z manifestującymi związkowcami. Nadleśniczy wyjaśnił, że ma spotkanie z pracownikami. Dodał, że po jego zakończeniu może porozmawiać z wytypowanymi przez związkowców osobami. Większa część załogi poparła nadleśniczego. Innego zdania były jedynie trzy osoby z zakładowej Solidarności.
Marek Malak poinformował, że kontrola posterunku straży leśnej przeprowadzona przez komisję powołaną przez dyrektora generalnego Lasów Państwowych w Warszawie wykazała w jego działalności szereg nieprawidłowości i wiele zaniedbań. Po wzajemnej wymianie argumentów związkowcy przekazali postulaty i opuścili salę, w której odbywało się zebranie.
Pracownicy nadleśnictwa dziwili się pikietującym: - Czy wy wiecie, ilu nieprawidłowości dopuścił się Szymon D. pracując jako komendant straży leśnej?
UNIKALI WSPÓŁPRACY Z SZYMONEM D.
Pracownicy nadleśnictwa, z którymi rozmawialiśmy, nie mają najlepszego zdania o Szymonie D.
- On nas pilnuje zamiast szukać złodziei. Atmosfera jest nieprzyjemna. Jesteśmy zastraszani. Na siłę szuka na człowieka haka i chce zrobić z niego przestępcę. To już trwa od 5 lat - mówi o metodach pracy Szymona D. jeden z pracowników.
Niektórzy pracownicy nadleśnictwa na własną prośbę poprosili nadleśniczego o przeniesienie, by uniknąć dalszej współpracy z Szymonem D.
- Pracowałem w straży leśnej, ale od jakiegoś czasu zaczęły się problemy z Szymonem D. Pisał pomawiające mnie notatki służbowe, które nie znalazły żadnego potwierdzenia. Uniemożliwiał mi studiowanie. Kierował oskarżenia pod adresem leśniczych i podleśniczych. Ze względu na brak możliwości współpracy odszedłem z pracy w straży leśnej - tłumaczy pracownik nadleśnictwa.
Jeden z leśniczych opowiada, że D. oskarżał go o kradzieże drewna. Dodaje, że jedną z metod działania Szymona D. było wpychanie ludzi do samochodu, wywożenie do lasu i zastraszanie, że ma zdjęcia oraz numery rejestracyjne. - W ten sposób chciał wymóc przyznanie się do kradzieży niewinnych ludzi. Kiedyś nawet przewrócił rowerzystę na drodze i skuł w kajdanki - mówi leśniczy.
Nieprzyjemne wspomnienia o Szymonie D. ma również jeden z lokalnych przedsiębiorców. Twierdzi, że komendant podejrzewał go o kradzież drewna. Podkreśla, że zachowywał się bardzo ordynarnie. - Nie miałem postawionych zarzutów, a przez D. byłem już skazany. Głupie teksty do żony przy dzieciach mówił, żeby szykowała dla mnie szczoteczkę do zębów i kubek, bo idę do więzienia. Wyzywał mnie od kłamcy. Oczerniał w nadleśnictwie. W świetle zeznań się później potwierdziło, że ziarenka prawdy w tym nie było. Narobił szumu. Sprawę zgłosił na policję. Policja wyjaśniła to w ciągu tygodnia, a on w ciągu trzech miesięcy nie potrafił - mówi nasz rozmówca.
POSTERUNEK PRZESZUKAŁA POLICJA
Szef żnińskiej prokuratury Wojciech Jabłoński powiedział nam, że w związku z powiadomieniem Nadleśnictwa Gołąbki o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa przez komendanta posterunku straży leśnej Szymona D. zadecydował o podjęciu czynności, zmierzających do ujawnienia istotnej dokumentacji. W opinii nadleśnictwa, Szymon D. nie egzekwował wyroków, które zapadały w sądzie. Jeżeli sąd udowodnił komuś kradzież drewna, Szymon D. nie dbał o to, by zasądzone grzywny, które mieli wpłacić osądzeni, trafiły na rzecz Skarbu Państwa. Z tego tytułu naraził Skarb Państwa na straty przekraczające 10.000 zł.
W przeddzień manifestacji przeszukano wskazane pomieszczenia posterunku straży z udziałem policji i przedstawiciela nadleśnictwa. Zdaniem prokuratora, ujawniono dokumentację, która może służyć do przeprowadzenia postępowania karnego.
ZWOLNIENIE A DZIAŁALNOŚĆ ZWIĄZKOWA
To, kiedy można zwolnić działacza związku zawodowego, zależy od tego, na jakich warunkach jest on zatrudniony oraz czy zasiada w zarządzie organizacji. Według art. 38 Kodeksu Pracy o zamiarze wypowiedzenia pracownikowi umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony pracodawca zawiadamia na piśmie reprezentującą pracownika organizację związkową, podając przyczynę uzasadniającą rozwiązanie umowy. Jeśli organizacja związkowa uważa, że wypowiedzenie byłoby nieuzasadnione, może w ciągu pięciu dni od otrzymania zawiadomienia zgłosić na piśmie pracodawcy umotywowane zastrzeżenia. Po rozpatrzeniu stanowiska organizacji związkowej, a także w sprawie niezajęcia przez nią stanowiska w ustalonym terminie, pracodawca podejmuje decyzję w sprawie wypowiedzenia.
- Kwestie związane z wypowiedzeniem umowy o pracę precyzują także zapisy w ustawie o związkach zawodowych. Otóż pracodawca nie może bez zgody zarządu zakładowej organizacji związkowej wypowiedzieć ani rozwiązać stosunku pracy z pracownikiem będącym członkiem zarządu lub komisji rewizyjnej zakładowej organizacji związkowej w czasie trwania mandatu oraz w okresie roku po jego wygaśnięciu. Pracodawca nie może bez zgody zarządu zakładowej organizacji związkowej zmienić jednostronnie warunków pracy lub płacy na niekorzyść pracownika będącego członkiem zarządu lub komisji rewizyjnej zakładowej organizacji związkowej w okresie, o którym mowa w ustępie 1, chyba że dopuszczają to odrębne przepisy. Ochrona przewidziana w ustępie 1 i 2 przysługuje członkom komitetu założycielskiego przez okres 6 miesięcy od dnia utworzenia komitetu założycielskiego - tłumaczy Katarzyna Pietraszak, rzeczniczka prasowa Okręgowego Inspektoratu Pracy w Bydgoszczy.
Papierkiem lakmusowym dla Inspekcji Pracy pozwalającym wykazać, że związkowiec nie ma racji, a związek służy mu tylko do utrzymania miejsca pracy, pomimo że nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, jest Kodeks Pracy. Za jego pośrednictwem inspektorzy pracy mogą stwierdzić, czy w danym zakładzie pracy łamane jest prawo. PIP ma kompetencje jedynie w tym zakresie, więc nie może stwierdzić o czyjejś racji. Kompetencje do rozstrzygania spraw spornych ma sąd.
- Co innego, że rzeczywiście niektórzy działacze mogą nadużywać przywilejów, jakie niesie przynależność do związku. Kompetencje do rozstrzygnięć w tym zakresie ma również sąd - dodaje Katarzyna Pietraszak.
PRZYSZŁOŚĆ SZYMONA D.
Marek Malak twierdzi, że postulat przywrócenia Szymona D. na stanowisko komendanta straży leśnej w Nadleśnictwie Gołąbki w świetle stwierdzonych rażących nieprawidłowości w trakcie przeprowadzonych kontroli, w tym przez Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych oraz prowadzonego postępowania przez prokuraturę w Żninie dotyczącego narażania Skarbu Państwa na straty, nie jest możliwy do spełnienia.
Z Szymonem D. nie udało nam się porozmawiać. Od 4 miesięcy jest na zwolnieniu lekarskim i wyłączył swój telefon komórkowy. W czasie pikiety jego koledzy ze związku mówili, że obawiają się, że kiedy wróci do pracy, otrzyma wypowiedzenie.
- Ja rozumiem, że nadleśniczy chce te nieprawidłowości wyjaśnić, a ta pikieta wynika chyba z niewiedzy. Nie dziwię się, że przedsięwziął kroki, by odsunąć D. od posterunku, jeśli zostały stwierdzone poważne nieprawidłowości. Obrona związkowa pewnie bierze się z niewiedzy o tych nieprawidłowościach. Zależy nam na prawidłowych działaniach, a nie nieprawidłowościach. Jestem zaniepokojony. Być może potrzebne są zdecydowane działania bezpośredniego reagowania na nieprawidłowości. Dla mnie nie będzie to zdziwienie, jeśli nadleśniczy zwolni z pracy D. - oświadczył Tadeusz Pasternak.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 942 (9/2010)
Komentarz
Solidarność vs. Solidarność
Solidarność to symbol walki o wolność i demokrację. Logo, które kojarzy mi się z bohaterskimi czynami w obronie ludzkiej godności, heroizmem, cierpieniami, ideami, w końcu - po wieloletnich bojach - wolną od komunistycznego ucisku Polską. Przed tygodniem miałem okazję się przekonać, że idea i duch Solidarności ginie powoli na naszych oczach. Pod sztandarem symbolizującym suwerenny kraj broni się jednego człowieka, ale zarazem próbuje zniszczyć drugiego.
Najbardziej absurdalne jest to, że tak w zasadzie Solidarność protestuje przeciwko Solidarności. Najpierw Szymon D. nie skorzystał z szansy danej mu przez krajową sekcję pracowników leśnych związku. Krajówka pomogła mu, kiedy wszyscy się od niego odwrócili. Po roku władze krajowego związku przekonały się, że w nadleśnictwie nie jest kolorowo i w celu rozwiania wszelkich wątpliwości trzeba przeprowadzić kontrolę. I komisja powołana przez generalnego dyrektora Lasów Państwowych wykazała nieprawidłowości w działaniu posterunku straży leśnej. Wtedy z pomocą Szymonowi D. postanowił przyjść Zarząd Regionu Bydgoskiego NSZZ Solidarność, który w całości kwestionuje ustalenia krajowej sekcji pracowników leśnych NSZZ Solidarność.
To tylko świadczy o tym, że związek, który rozwiązywał przed laty szereg ludzkich problemów, teraz można wykorzystywać do załatwiania partykularnych interesów, np. by zapewnić sobie ochronę przed poniesieniem konsekwencji służbowych. W opisywanej przez nas sprawie ścierają się argumenty dwóch stron konfliktu. I tak naprawdę, to nie chce mi się wierzyć, że to Szymon D. jest poddany mobbingowi, kiedy tylu pracowników Nadleśnictwa Gołąbki nie ma o nim dobrego zdania i opowiada o nie zawsze humanitarnych metodach jego działania. Czy zapisanie się do związku było ucieczką przed uniknięciem odpowiedzialności i ratowaniem skóry? Na to i na inne sporne kwestie odpowie wymiar sprawiedliwości. Faktem jest, że wcześniej pomogło to zachować w nadleśnictwie status quo, a Szymon D. zachował swoje stanowisko. Nadleśniczy musiał wykonywać polecenia przełożonych. Robił to zapewne wbrew sobie, ale również liczył, że sytuacja się unormuje. Pierwsi obrońcy Szymona D. przejrzeli na oczy i osobiście przekonali się, że nie zasługiwał na szansę, jaką mu dano. Ten argument w ogóle nie trafia do Zarządu Regionu Bydgoskiego. I dlatego wydaje mi się, że problem tkwi gdzie indziej. Być może Marek Malak naraził się zwierzchnikom i za wszelką cenę, różnymi metodami próbuje się go odwołać z zajmowanej funkcji? Może Szymon D. jest narzędziem w czyichś rękach? Może próbuje się użyć wszelkich metod w celu odwołania nadleśniczego Malaka, organizując mu pikietę?
Najbardziej smutne jest to, że to wszystko rozgrywa się na terenie, na którym stoi pomnik naszego wielkiego rodaka Jana Pawła II, gdzie co roku w rocznicę napaści Sowietów na nasz kraj kultywuje się patriotyczne myśli i idee, które przyświecały również twórcom i pierwszym działaczom Solidarności.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 942 (9/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze