Kołaczkowo, pieszy, samochód, wypadek
Nikt go nie wyrzucił
W walentynki wieczorem w Kołaczkowie pod samochód wpadł pieszy. Otrzymaliśmy informację, iż był mieszkańcem ośrodka dla bezdomnych i musiał go opuścić, ponieważ był po spożyciu alkoholu. Dyrektor ośrodka potwierdza, że tam mieszkał, ale nie został z niego wyrzucony. Teraz nawet przebywa w ośrodku.
14 lutego w Kołaczkowie o 19:24 doszło do wypadku drogowego z udziałem pieszego. Policjanci ustalili, że 53-letni mężczyzna został potrącony przez renault kangoo. Jak poinformowała st. sierż. Justyna Andrzejewska, oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Nakle, pieszy najprawdopodobniej wtargnął pod nadjeżdżający samochód. Autem kierował 57-letni mieszkaniec Bydgoszczy. Kierowca był trzeźwy. Od pieszego została pobrana krew do badań. Badania te mają stwierdzić, czy pieszy w chwili zdarzenia był trzeźwy.
Nazajutrz po zdarzeniu skontaktował się z nami nasz czytelnik, który powiedział, że pieszy został wyrzucony z ośrodka dla bezdomnych Judym, ze względu na to, iż był pijany, a potem wpadł pod samochód. Panią rzecznik nakielskiej policji zapytaliśmy o okoliczności tego zdarzenia.
- Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że potrącony mężczyzna faktycznie w dniu zdarzenia był w schronisku dla bezdomnych, jednak nie posiadam wiedzy, w jakich okolicznościach opuścił schronisko - powiedziała st. sierż. Justyna Andrzejewska.
Dyrektor ośrodka Judym Katarzyna Jaskólska poinformowała, że ośrodek jest otwarty, każdy może z niego wychodzić. Także ten mężczyzna wychodził, najprawdopodobniej w celach zarobkowych, a potem kiedy otrzymywał pieniądze, nie wracał do ośrodka przez kilka dni. Na terenie ośrodka regulamin zabrania spożywania alkoholu, więc mieszkaniec, chcąc się napić, musiał robić to poza Judymem. Tego dnia mężczyzna o 1630 zameldował prezesowi Ryszardowi Torbie, że zamierza wyjść z ośrodka i udać się do ciotki w Rynarzewie. Podpisał stosowne oświadczenie. Jednak, jak wskazują późniejsze okoliczności, do Rynarzewa nie dotarł. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w chwili zdarzenia, był po spożyciu alkoholu i miał około dwóch promili.
Katarzyna Jaskólska podkreśla, że nikt mieszkańca z ośrodka nie wyrzucił, wyszedł dobrowolnie, będąc trzeźwym, bo w ośrodku nie można spożywać alkoholu i przebywać tu pijanym. Jeśli okaże się, że rzeczywiście był pijany, to alkohol mógł spożyć tylko poza ośrodkiem. Ów mężczyzna nie doznał ciężkich obrażeń ciała. Ma uszkodzony nos. Teraz przebywa na terenie ośrodka, ze względu na ostatnie wydarzenia dla bezpieczeństwa otrzymał zakaz wychodzenia, ale błaga kierownictwo, by go wypuściło.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1150 (9/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze