Reklama

Nikt niemowlęcia nie zbadał

Żnin, szpital, SOR, niemowlę, badanie, pomoc medyczna
     Nikt niemowlęcia nie zbadał
     Mimo to zostało zakwalifikowane na najdłuższy możliwy okres oczekiwania na pomoc medyczną.

     Rodzice i dziadkowie ośmiomiesięcznego Antka Kreskowiaka z Czewujewa mają wiele zastrzeżeń do funkcjonowania żnińskiego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.
     Kiedy dziecko zachorowało, a objawiało się to wymiotami, ostrą biegunką i silnymi bólami brzucha, szukając pomocy udali się do Epoki. Tam dziecko zostało zbadane i z podejrzeniem zapalenia żołądka i dwunastnicy skierowane na SOR w celu zrobienia badań pozwalających zdiagnozować problem.
     Matka z dzieckiem pojawiła się na SOR przed 18:00. Nikt dziecka nie zbadał, w recepcji wypełnione zostały dokumenty, a matka dziecka poproszona o potwierdzenie podpisem zgody na leczenie synka. Kazano im usiąść i czekać. - Z informacji, jaką uzyskaliśmy w recepcji, czekaliśmy na pediatrę, który miał do nas przyjść z oddziału szpitalnego. W trakcie naszego czekania na szpitalnym holu doszło do zmiany personelu na oddziale ratunkowym. Z uwagi na stan dziecka ponownie pytaliśmy, tym razem już inną kobietę w recepcji, kiedy zejdzie do nas lekarz i usłyszeliśmy, że ona pierwsze słyszy, że ma do nas przyjść pediatra z oddziału. Poinformowała też, że czas oczekiwania może sięgnąć czterech godzin. Dla nas było to przerażające - opowiada Daria Kreskowiak.
     Matka dziecka i jej ojciec czuli się bezradni, byli już od kilkudziesięciu minut w szpitalu z chorym niemowlakiem, jednak nie mogli uzyskać medycznej pomocy.
     Obawy, bezradność i brak zainteresowania się chorym wnukiem spowodowały, że jego dziadek ponownie interweniował pytając, ile jeszcze mają czekać na przyjście lekarza. Wówczas otrzymał zapewnienie, że czas oczekiwania jest do czterech godzin, ale mają prawo zabrać dziecko na własne żądanie. Pytali też o miejsce, gdzie mogą przewinąć dziecko, takiego miejsca nie było i polecono im przebrać dziecko na krześle w poczekalni.
     Ostatecznie rodzina podjęła decyzję o wypisaniu dziecka na własną odpowiedzialność i prosto ze szpitala udali się na prywatną wizytę do Gąsawy.
     - Uważam, że tak małe dziecko powinno zostać przyjęte w pierwszej kolejności, tym bardziej, że rokowania i wstępne rozpoznanie lekarza w „Epoce“ budziło ogromne obawy. Do tego, ani Antosia przebrać, ani nakarmić, nie było jak i gdzie - mówi dziadek małego Antka Dariusz Jerzak.
     O ustosunkowanie się do tej sytuacji poprosiliśmy Romana Pawłowskiego, dyrektora Pałuckiego Centrum Zdrowia w Żninie. Zapewnił on, że rozmawiał już z dziadkiem chłopca Dariuszem Jerzakiem.
     Dyrektor poinformował, że zgodnie z posiadaną dokumentacją medyczną mały pacjent oczekiwał na oddziale ratunkowym godzinę i 25 minut.
     Na SOR obowiązuje system klasyfikacji pacjentów triage, który oznacza segregowanie pacjentów w zależności od stanu zdrowia czy obrażeń. W triage obowiązują w Żninie trzy kolory - czerwony, którym nacechowany jest pacjent potrzebujący pomocy natychmiastowej, kolor żółty, gdy pomoc musi zostać udzielona pacjentowi do godziny oraz zielony, kiedy czas oczekiwania jest do czterech, a nawet sześciu godzin. - Jeśli się zdarzy, że trafi na SOR pacjent z poważnymi obrażeniami, zagrażającymi jego zdrowiu lub życiu, to jest on przyjmowany w pierwszej kolejności. Właśnie tego dnia po 19:00 trafił na oddział ratunkowy poważnie zagrożony pacjent. Wszystkie siły i środki skierowane zostały na niego, by ratować jego życie. Zresztą mimo starań zmarł kilka godzin później. Dodatkowo po 18:00 przyjętych zostało pięcioro pacjentów, którzy przypisani zostali na kolor żółty, czyli trzeba ich było przyjąć w godzinę. Chłopiec otrzymał kolor zielony, więc okres oczekiwania maksymalnie do 6 godzin, co się raczej nigdy nie zdarza, ale czekać na przyjęcie trzeba, mimo że zdaję sobie sprawę, że dziś nikt czekać nie chce - mówi dyrektor Roman Pawłowski.
     Dyrektor tłumaczy, że na SOR nie ma typowej kolejki w kolejności przyjęć, a rzeczywistą kolejkę wytycza tu zagrożenie zdrowia i życie. - Przykro mi, że taka sytuacja miała miejsce, ale nie jest to nasz wymóg, a wymóg pracy na wszystkich SOR - powiedział dyrektor.
     Ustosunkował się on również do uwag w kwestii braku miejsca na przewinięcie czy nakarmienie dziecka. Przyznał, że nie ma wyznaczonego miejsca do tego celu, bo poczekalnię SOR stanowi główny hol szpitala.
     Rodzina zastanawia się, na jakiej podstawie dziecko zostało zakwalifikowane na zieloną opaskę czy plakietkę, której oni zresztą nie otrzymali. - Nikt Antosia nie zbadał, nawet nikt do niego nie doszedł. Rozumiem, że po konsultacji z lekarzem, po wstępnych badaniach można zakwalifikować pacjenta pod względem jego zdrowia, ale bez tego, bez interwencji czy nawet kontaktu z lekarzem albo chociaż ratownikiem medycznym, uważam to za niemożliwe - mówi Daria Kreskowiak.
     Oczekujemy na odpowiedź Rzecznika Praw Pacjenta i jego ustosunkowanie się do czasu oczekiwania na pomoc lekarską w przypadku ośmiomiesięcznego dziecka.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1266 (20/2016)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości