Fatalne wyniki piłkarzy w lidze, niezdrowa atmosfera w klubie, bałagan w dokumentach, a w związku z tym realna groźba nieotrzymania gminnej dotacji - niewesoło wygląda sytuacja łabiszyńskiego klubu pod koniec sezonu rozgrywek.
- Będzie bardzo poważny problem z klubem „Noteć” Łabiszyn, dużo wskazuje na to, że klub ten nie otrzyma dotacji w przyszłym roku - poinformował radnych na ostatniej sesji burmistrz Łabiszyna Jacek Idzi Kaczmarek. - Klub nie dochował zasad, które wynikają z naszej umowy i ze stosownych ustaw. Do dzisiaj nie ma rejestracji w KRS i będzie problem. Sygnalizuję to, żeby nie było takiej sytuacji, że na końcu powiedzą, że to burmistrz jest winien, że klub sportowy nie może się realizować.
Burmistrz zapewnił, że pieniądze w budżecie zostaną na Noteć zagwarantowane. Klub nie musi brać udziału w konkursie, wynika to z ustawy o sporcie, zatem środki zostaną zabezpieczone, ale to, czy ostatecznie trafią do Noteci, stoi pod znakiem zapytania.
- Tam nie ma sprawozdań z działalności, ZUS ciągle wysyła informacje, a my je wszystkie dostajemy, bo oni za swój adres podają Plac 1000-lecia 1 i w ten sposób my całą tę korespondencję otrzymujemy. Sygnalizuję to radnym, żebyście państwo wiedzieli, że może być z tym bardzo poważny problem - mówił burmistrz Kaczmarek. Zwrócił także uwagę na fakt, że Noteć ostatnio osiąga złe wyniki. Na poparcie tej tezy przywołał mecz z ostatnią drużyną w tabeli, z którą łabiszynianie przegrali 0:4.
Prezes klubu Rafał Mazurkiewicz, były piłkarz Noteci, który funkcję prezesa objął 27 lutego br. zaznacza, że przez wiele lat Noteć nie była zarejestrowana w KRS-ie i nie przeszkadzało to miastu w jej dotowaniu. - Ja walczyłem o KRS cztery miesiące, wcześniej nikt mi nie powiedział, jaka jest sytuacja - mówi Rafał Mazurkiewicz. - A ja nie będę dofinansowywał klubu z własnych środków. Miałem pomysły, żeby zmienić wizerunek klubu, ale wielu osobom się to nie podobało.
Rafał Mazurkiewicz zaznacza, że złożył jedno sprawozdanie półroczne. Do 26 października burmistrz wymagał od niego rocznego sprawozdania finansowego. Prezes twierdzi, że takie zostało złożone 31 października. Złożony został także wniosek o dotację. Prezes podkreśla, że stara się w miarę możliwości wszelkich formalności dopełnić. Zapowiada jednocześnie, że zamierza zrezygnować z funkcji prezesa MLKS Noteć Łabiszyn, z ostateczną decyzją chce się jednak wstrzymać do czasu uchwalenia budżetu gminy Łabiszyn na 2013 rok.
- Żeby zmienić zdanie w kwestii rezygnacji, musiałbym widzieć zaangażowanie większej liczby osób - mówi Rafał Mazurkiewicz. - Kocham piłkę, ale muszę czuć wsparcie i móc liczyć na większy budżet z miasta.
Na brak zaangażowania ze strony prezesa narzeka z kolei trener drużyny Dariusz Kołacki. Główne zarzuty, które kieruje, wiążą się z tym, że nie bywa on na meczach i treningach, źle gospodaruje pieniędzmi i nie załatwia koniecznych formalności. Przyznaje, że osobiście czeka na rezygnację dotychczasowego prezesa, podobnie jak zawodnicy.
- Jeśli ktoś jest głową klubu, a robi klubowi pod górkę, to nie ma się co zastanawiać, czy nam pomaga, czy utrudnia - mówi Dariusz Kołacki. - Nie mamy pieniędzy na wodę do picia, od trzech tygodni jesteśmy na sucho i musimy prosić o pieniądze. Jak pan Mazurkiewicz zostawał prezesem, to były inne zapewnienia, miało być wszystko ładnie, mieli być sponsorzy, a nie ma nic. Za tydzień jest ostatni mecz i chcemy podziękować prezesowi. Na jego rezygnację czekamy wszyscy.
W tej chwili sytuacja jest o tyle niekorzystna, że zawodnicy nie przychodzą na treningi i osiągają złe wyniki, mimo fantastycznego startu w tym sezonie. Dariusz Kołacki uważa, że przyczyną tego jest brak motywacji i niezdrowa sytuacja, jaka powstała we władzach klubu. Sam też nie jest w najlepszym nastroju, zwłaszcza że dotąd nie przegrał tak wielu spotkań, jak w Łabiszynie. Niezdrowa sytuacja przekłada się na wyniki, choć trener uważa, że jest światełko w tunelu. Podkreśla, że drużyna jest młoda, utalentowana i na boisku wiele może zdziałać. Zaznacza, że drużyna w tej chwili najwięcej zawdzięcza kierownikowi, czyli Marcinowi Kowalskiemu i twierdzi, że jeśli ma być nowy prezes, to na tym stanowisku widzi właśnie Marcina Kowalskiego.
Marcin Kowalski informuje, że złożył do Urzędu Miasta w Łabiszynie wniosek o dotację i sprawozdanie merytoryczne. Nie złożył natomiast sprawozdania finansowego, bo nie ma faktur, choć jest pewien, że faktury są, tyle tylko, że u prezesa, z którym nie może się skontaktować. Co do ewentualnego objęcia funkcji prezesa, podchodzi z dużą ostrożnością. - Chciałbym, żeby najpierw obecny prezes rozliczył się z wszystkiego, bo nie chcę później za niego świecić oczami. Jeśli mam być prezesem, to chcę mieć czystą kartę - powiedział Marcin Kowalski.
W najbliższą sobotę rozegrany zostanie ostatni mecz w sezonie, po nim odbędzie się podsumowanie sezonu, a potem można się spodziewać zebrania zarządu klubu. Termin zebrania nie został jeszcze ustalony.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1082 (45/2012)
Komentarz
Wysadzeni na minie
Sytuacja w Noteci Łabiszyn od co najmniej kilku tygodni nie napawała optymizmem. O wymarzonym początku sezonu i miejscu w czołówce tabeli wszyscy już dawno zapomnieli, rozpoczął się natomiast okres walki o przetrwanie.
Kiedy skończyły się pieniądze w klubowej kasie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki skończyły się: wysoka frekwencja na treningach, rywalizacja o miejsce w składzie, a w konsekwencji dobra gra i korzystne wyniki meczów.
Jak zwykle sprawa rozbiła się o pieniądze, bo dzisiaj prawie nikt, poczynając od najniższych lig, nie zajmuje się piłką bezinteresownie i dla przyjemności, ale żeby zarobić trochę grosza. Nikomu status lokalnej gwiazdy i możliwość pokazania swoich umiejętności przed publicznością (coraz mniejszą zresztą) już nie wystarcza. Nie płacą - to nie gramy. Niestety dotyczy to już młodych zawodników, którzy jeszcze nic nie osiągnęli, a już chcą nie wiadomo jakich pieniędzy, choć powinni się raczej cieszyć, że mają możliwość gry. O przywiązaniu do barw klubowych nikt już nie wspomina. Cóż, takie czasy.
Młodzi działacze w Łabiszynie, mimo najszczerszych chęci, nie sprostali tym wyzwaniom dzisiejszych czasów i doprowadzili klub do niemałych kłopotów, o których mówił burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek na ostatniej sesji. Trzeba jednak powiedzieć, że już stary zarząd borykał się z problemami finansowymi, i tylko zaradności, kontaktom i niezbędnemu w takich przypadkach doświadczeniu udawało się mu wychodzić na zero.
Już w momencie rezygnacji starego, zasłużonego zarządu ze Zdzisławem Jakubczykiem, starzy działacze przewidywali kłopoty młodych, otwarcie mówiąc o ciężkiej i trudnej pracy w klubie, zwłaszcza w kwestii pozyskiwania środków na bieżącą działalność. Jak się dziś okazuje, trafnie przepowiadali, bo wiedzieli doskonale, z czym to wszystko się je, bo też ledwo wiązali koniec z końcem.
Jeden ze starych działaczy już wtedy mówił, i teraz to przypomina, że młodzi zostali wpuszczeni na minę przez stary zarząd, który oddał całą władzę w klubie. Młodzi byli pełni zapału i wierzyli, że im się uda utrzymać klub na dotychczasowym poziomie organizacyjno-finansowym. Niestety wiara nie wystarczyła, a zapał skończył się wraz z pieniędzmi w klubowej kasie. Obecnie mówi się, że postawiono na nie tego człowieka, ale chętni do objęcia prezesury drzwiami i oknami się nie pchali.
Dziś całe łabiszyńskie środowisko piłkarskie, któremu zależy na utrzymaniu w Łabiszynie, już nie tylko IV ligi, ale w ogóle klubu, powinno się zastanowić, jak temu pomóc. Jeśli do tego nie dojdzie, wysadzony na minie będzie nie tylko aktualny zarząd, ale także i cały klub.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1082 (45/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze