Żnin, urząd miejski, burmistrz
Nowy porządek w Urzędzie
Pracownicy żnińskiego Urzędu Miejskiego spodziewali się zmian po wyborach. Sposób ich wprowadzania przez panią wiceburmistrz stał się jednak problemem. Po zwolnieniu Aleksandry Szpek zaczyna się już o tym mówić, jednak te rozmowy prowadzone są na razie po kątach i bez nazwisk. - Postawiliśmy wysoko poprzeczkę przed sobą i takie same oczekiwania mamy co do pracowników Urzędu - tłumaczy wiceburmistrz Aleksandra Nowakowska.
Niedawni przeciwnicy z drugiej tury wyborów stanowią w tej chwili zgrany tandem. Nowy regulamin Urzędu Miejskiego w Żninie stanowi, iż decyzje kadrowe leżą w kompetencjach pani burmistrz, a Leszek Jakubowski je tylko zatwierdza. Pracownicy potwierdzają, że tak rzeczywiście jest. fot. Remigiusz Konieczka
Przypomnijmy, że na sesji 26 kwietnia burmistrz Leszek Jakubowski przedłożył Radzie Miejskiej projekt uchwały dotyczącej odwołania skarbnika gminy Żnin Aleksandry Szpek. Rada większością głosów najpierw wprowadziła projekt pod obrady, a potem przegłosowała odwołanie skarbnika. Zaraz po tym na to stanowisko radni powołali Irenę Pilarską. Po publikacji w Pałukach dowiedzieliśmy się, że kilku pracowników Urzędu Miejskiego myśli o zwolnieniu się z pracy. Przyczyną tego miały być stosunki urzędników z panią wiceburmistrz Aleksandrą Nowakowską.
DUŻE ROZLUŹNIENIE
Wiceburmistrz Aleksandra Nowakowska kilka tygodniu po objęciu nowej funkcji (wcześniej była dyrektorem Miejskiego Zespołu Oświaty) zaczęła wprowadzać nowy model zarządzania zasobem ludzkim Urzędu. Zgodnie z nowym regulaminem organizacyjnym, wprowadzonym zarządzeniem burmistrza Leszka Jakubowskiego 19 stycznia 2007 roku, Aleksandrze Nowakowskiej podlega wydział organizacyjny.
Do kompetencji tego wydziału oraz pani wiceburmistrz należy między innymi organizacja pracy i zapewnienie sprawnego funkcjonowania Urzędu oraz prowadzenie spraw kadrowych pracowników i kierowników jednostek organizacyjnych. W poprzedniej kadencji pracami wydziału organizacyjnego kierował sekretarz gminy. - Zmieniając regulamin organizacyjny celowo podporządkowałem organizację pracy zastępcy burmistrza, bo sekretarz nie wprowadziłby takich zmian, jakich oczekiwałem. Przyznam, że jak jeszcze nie byłem burmistrzem i przychodziłem do Urzędu, to widziałem na kilku stanowiskach duże rozluźnienie. Dziś się to zmienia i może się to do końca wszystkim nie podoba, ale założyliśmy sobie podniesienie poziomu funkcjonowania Urzędu. I do tego dążymy - wyjaśnia Leszek Jakubowski.
DOBRZE CZY ŹLE?
Jak mówią pracownicy Urzędu, pani wiceburmistrz odwiedzała kolejne biura i sprawdzała np. sposób układania segregatorów w szafach, czy utrzymanie porządku na biurku.
- Sytuacja stała się nie do wytrzymania - słyszymy od jednej z osób pracujących w Urzędzie. - Teraz każdy się boi wyjść i rozmawiać. Ludzie nie wychodzą na papierosa, bo pani wiceburmistrz chodzi po biurach i sprawdza. Jak jej ktoś podpadnie, to wzywa na rozmowę do siebie i od razu chce zwalniać, bo na przykład nie podoba jej się zachowanie pracownika. Mówi, że obserwuje poczynania danej osoby w pracy. I do tego używa bardzo ostrych słów i krzyczy.
Pani wiceburmistrz wzywała pracowników Urzędu do swojego gabinetu na rozmowę. Nieraz bywało, że panie wracając z takiej rozmowy na miejsce pracy płakały i zwierzały się swoim kolegom i koleżankom z przebiegu konwersacji z Aleksandrą Nowakowską. - Co do krzyków i płaczu, to ja muszę często lekceważyć zachowania, które mogłabym nazwać agresywnymi. Zresztą pracownik, który ma rzeczowe argumenty na obronę swoich racji, nigdy się nie posunie do takich zachowań. Nie straszę zwolnieniami tylko uświadamiam pracowników, że praca w samorządzie jest poddana szczególnej ocenie i nie jest to praca łatwa - wyjaśnia nam Aleksandra Nowakowska.
Pracownicy mówią, że muszą uważać z kim i jak długo rozmawiają; czują, że ktoś donosi pani wiceburmistrz; wiedzą kto, ale nie chcą podawać nazwiska. - Ludzie się przejmują, bo przecież trudno jest o pracę. Nie wiedzą, czy pracują dobrze, czy źle. Przy niej nie ma spokoju. Jak mamy informację, że wyjeżdża, to wtedy od razu atmosfera wraca do normy.
Nasi rozmówcy podkreślają, że czasem nie wiedzą, jak wykonywać polecenia, aby były zaakceptowane przez zastępcę burmistrza. W związku z tym czują się niepewnie robiąc to, co wykonywali na swoim stanowisku pracy przez kilka, kilkanaście, czy kilkadziesiąt lat.
Pracownicy, z którymi rozmawialiśmy, odczuwają, że nowi urzędnicy są lepiej traktowani od tych, którzy mają za sobą dłuższy staż pracy w Urzędzie. - Nie zgodzę się z tym, że pani wiceburmistrz lepiej traktuje nowych pracowników. Muszę powiedzieć, że w stosunku do nich stawiane są nawet większe wymagania. Rzadko kończą pracę o 1530 - powiedział Leszek Jakubowski.
NAMÓWIĆ NA SZKOLENIE
- Postawiliśmy wysoko poprzeczkę przed sobą i takie same oczekiwania mamy co do pracowników Urzędu. Żeby nie być gołosłownym, to przypomnę, iż w pierwszych tygodniach współpracy zorganizowałam dla części pracowników Urzędu kurs doskonalący obsługę komputera. W każdej firmie pracownik doceniłby fakt, że pracodawca inwestuje w jego rozwój, a w tym przypadku musiałam namawiać do udziału i kontrolować uczestnictwo w szkoleniu. Inny przykład to beztroska pracowników w wydawaniu pieniędzy publicznych. Jeśli wstrzymuję niekontrolowane zakupy i domagam się kompleksowej obsługi Urzędu, bo tak jest taniej i sprawniej, to nie widzę problemu, chyba, że narusza to czyjeś interesy.
Jeśli zwróciłam uwagę na fakt, że biuro jako miejsce publiczne musi spełniać podstawowe standardy i jeśli mówiłam, że nie możemy przejść obojętnie obok petenta, który szuka pomocy w Urzędzie, to tak naprawdę mówiłam o rzeczach oczywistych - twierdzi pani wiceburmistrz. - Pan burmistrz powołując mnie na swojego zastępcę określił swoje oczekiwania, w tym zmianę funkcjonowania Urzędu, na taki, który będzie sprawnie realizował zadania władz samorządowych. To nie jest łatwe i nie dla każdego oczywiste. I niestety siłą rzeczy prowadzi do napięć, bo nikt nie lubi zmian. Prowadzenie takich trudnych rozmów i reagowanie na złą pracę pracowników należy do moich obowiązków, ale zawsze staram się, by rozmowa była rzeczowa i dotyczyła meritum sprawy.
KONIEC PEŁNEJ SWOBODY
Burmistrz Leszek Jakubowski powiedział, że w Urzędzie wprowadzany jest nowy porządek i jest to zamierzone. Dodał, że jego zastępca sama sobie wysoko stawia poprzeczkę i wymaga tego od innych. Dlatego Aleksandra Nowakowska zwraca uwagę na kulturę osobistą urzędników i estetykę miejsca pracy. - Tak naprawdę to czego wymagamy od pracowników Urzędu, dla osób, które pracowały w innych firmach i instytucjach, jest rzeczą oczywistą i nie mają żadnych problemów z realizacją swoich zadań. Jestem też przekonana, że dla większości pracowników to nie jest problem i łatwiej im się pracuje, jeśli wiedzą czego się od nich oczekuje. Docierają też do mnie pozytywne opinie mieszkańców gminy zadowolonych z pracy Urzędu i dlatego mam zamiar nadal działać tak, by motywować dobrych pracowników, a mobilizować tych, którzy jeszcze nie pogodzili się z nowymi oczekiwaniami - deklaruje Aleksandra Nowakowska.
- Cieszy mnie, że moje działania podejmowane w Urzędzie Miejskim w Żninie nie są nikomu obojętne. Źle by było, gdyby pracownicy komentowali, że jest tak samo jak przed wyborami, bo wyborcy podziękowali wyraźnie stylowi prowadzenia Urzędu, który polegał na pełnej swobodzie, braku nadzoru nad pracą poszczególnych pracowników, czy jakością obsługi mieszkańców naszej gminy - mówi Aleksandra Nowakowska.
PRACOWNIK - PRACODAWCA
Nasi rozmówcy podkreślają, że można wprowadzać zmiany i po wyborach - jak zawsze - spodziewali się ich. Problemem jest - w ich odczuciu - sposób wprowadzania zmian przez panią wiceburmistrz oraz styl prowadzenia przez nią rozmowy. Czują się pilnowani jak uczniowie: za to nagana, za to nagroda.
Niektórzy z urzędników próbują sami rozwiązać problematyczne sytuacje na linii pracownik - pracodawca „za wstawiennictwem” burmistrza. Tym bardziej, że część z nich była zatrudniana przez urzędującego burmistrza Leszka Jakubowskiego. Są również tacy, którzy nie widzą swojej przyszłości w Urzędzie Miejskim. - Bywały sytuacje różne, ale myślę, że z panią wiceburmistrz sobie wszystko wyjaśniliśmy - usłyszeliśmy od kolejnego pracownika. - Nie chcę być osobą dolewającą oliwy do ognia. Nie będę mówiła o tym, co zaszło. Mam tylko nadzieję, że będzie lepiej.
Jak się dowiedzieliśmy, do biura żnińskiego oddziału NSZZ Solidarność dzwoniono już z Urzędu z pytaniem, jak założyć związek zawodowy w miejscu pracy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze