Reklama

O wycieku dowiedział się z radia

W żnińskim sądzie rozpoczął się proces Dariusza P., który w imieniu właścicieli zarządza żnińskim browarem. Prokuratura oskarża go o rozszczelnienie instalacji amoniakalnej oraz stworzenie zagrożenia dla zdrowia i życia mieszkańców Żnina. Oskarżony do winy się nie przyznał i złożył wyjaśnienia.

     Sędzia Łukasz Bem otworzył przewód sądowy w miniony poniedziałek. Prokurator Wojciech Jabłoński odczytał akt oskarżenia. Wynikało z niego między innymi to, że instalacja amoniakalna na terenie browaru Żnin nie była odpowiednio zabezpieczona oraz to, że oskarżony Dariusz P. osobiście dokonał rozszczelnienia instalacji, czym spowodował umyślne zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Stanowi to naruszenia art. 164 § 1 kodeksu karnego. Przypomnijmy, że wyciek amoniaku z instalacji znajdującej się na terenie żnińskiego Browaru miał miejsce 15 listopada ubiegłego roku.
     W OBAWIE PRZED ZŁOMIARZAMI
     Oskarżony nie przyznał się do winy. Przyznał, że po zakończeniu produkcji w marcu ub. roku amoniak znajdował się na terenie browaru, ale instalacja była odpowiednio zabezpieczona. Instalację kontrolował Urząd Dozoru Technicznego i ma na to potwierdzenie w dokumentach. Instalacja amoniakalna była sprawdzana co sześć miesięcy. Ostatni przegląd miał miejsce 26 października 2007 roku. Wtedy też zostało wymienionych sześć zaworów po legalizacji. Oskarżony podkreślił, że ostatnia konserwacja instalacji była spowodowana artykułami prasowymi, które mówiły o tym, że na terenie browaru znajduje się amoniak. Dodał, że obiekt był dozorowany.
     Dariusz P. opisał również, jak wyglądał dzień 15 listopada 2007 roku, a więc ten, w którym doszło do wycieku amoniaku. Powiedział, że tego dnia przyjechał do browaru około godziny dziesiątej, aby spotkać się z pracownikiem biura ochrony zabytków. Chodziło o ustalenia dotyczące tworzonego w tym czasie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Przyznał, że w imieniu właścicieli jest jedyną osobą odpowiedzialną za cały teren browaru. Zapytany o to, czy sprawdzał pomieszczenia w browarze, oskarżony odpowiedział, że tak. Wyjaśnił, że miał świadomość tego, iż obiekt jest pusty, więc w obawie przed złomiarzami sprawdził wszystko. Zeznał, że około godziny trzynastej zakończył spotkanie z przedstawicielem konserwatora zabytków, a o godzinie piętnastej wyjechał z browaru. Nie mógł sobie przypomnieć, co robił przez te dwie godziny. Pojechał w kierunku Krakowa i pod Częstochową około osiemnastej trzydzieści dowiedział się z radia RMF o tym, że w Żninie nastąpiło rozszczelnienie instalacji i wyciek amoniaku. Wtedy też zadzwonił do Romualda M., który miał klucze do bram browaru i klucze do stołówki, w której z kolei znajdowały się klucze do pozostałych pomieszczeń.
     Romuald M. - jak wyjaśnił oskarżony - miał kilka razy w tygodniu nawiedzać teren browaru, zapalać światło i tym samym odstraszać potencjalnych złodziei i sprawdzać, czy nie ma grabieży. Dodał, że ten pan za nic nie odpowiadał. Dariusz P. powiedział, że także była księgowa Elżbieta G. posiadała jedynie klucze do bramy i do biura. Osoby te nie były zatrudnione, a prace wykonywały z dobroci. W ubiegłym roku mieszkanie na terenie browaru wynajmował Karol G. On także miał zadanie polegające na odstraszaniu potencjalnych złodziei. On miał z kolei tylko klucze od bramy i od wynajmowanego mieszkania. Jak przyznał oskarżony, opłaty za mieszkanie pobierane były od lokatora w zależności od jego kondycji finansowej. Po zdarzeniu z wyciekiem amoniaku najemca miał wyjechać za granicę.
     NADZOROWAŁ, ALE NIE INSTALACJĘ
     Sędzia Łukasz Bem ciekawy był tego, ilu właścicieli ma Browar Żnin. Zapytał, czy dwóch, a oskarżony odpowiedział, że jest to większa liczba osób i dodał, iż jest ich trzech. - Ale z dokumentów wynika, że jest ich dwóch. To pan nie wie, ilu ich jest? - dziwił się sędzia.
     Oskarżony wyjaśnił, że na pismach, jakie przychodziły do browaru, widniało nawet pięć podpisów i stąd jego pomyłka. Dodał, że część osób może posiadać pół promila udziałów. Powiedział również, że jest jedyną osobą zatrudnioną w browarze i jedyną odpowiadającą za zakład. Wtedy sędzia zapytał oskarżonego wprost, czy to on sam dokonał rozszczelnienia instalacji i w odpowiedzi usłyszał, że nie. Sędzia Łukasz Bem poprosił Dariusza P. o dokładny opis instalacji amoniakalnej.
     Od oskarżonego usłyszał wtedy, że do jego obowiązków nie należało sprawdzanie stanu instalacji w spółce. Do końca marca 2007 roku sprawdzali ją przeszkoleni pracownicy.
     - Powiedział pan, że jest jedyną osobą odpowiedzialną za zakład, a nie nadzorował pan instalacji? - dociekał sędzia Łukasz Bem.
     Dariusz P. powtórzył, że w jego zakres obowiązków nie wchodził nadzór nad instalacją. Odpowiadał za nią Urząd Dozoru Technicznego. On jedynie na prośbę właścicieli sprawował dozór nad obiektem. Więc sędzia pytał, na czym ten dozór polegał, skoro nie był odpowiedzialny za instalację. Oskarżony stwierdził, że dozór polegał na tym, iż zaglądał do pomieszczenia z instalacją i sprawdzał, czy ona stoi. Przyznał, że nie posiada ani kwalifikacji, ani kompetencji, aby szczegółowo badać stan instalacji. Oskarżony przyznał, że wiedział, iż zbiornik z amoniakiem stał wewnątrz pomieszczenia, a część instalacji umieszczona była na zewnątrz. Ta część instalacji ogrodzona była płotem, a furtkę zamykał na kłódkę. Dariusz P. podkreślił, że dołożył wszelkich starań, aby zabezpieczyć obiekt.
     Prokurator Wojciech Jabłoński dociekał, z kim oskarżony konsultował decyzję o zamknięciu browaru i czy po wstrzymaniu produkcji podjął próbę utylizacji amoniaku. Dariusz P. odpowiedział, że decyzję o wstrzymaniu produkcji konsultował z właścicielami i dodał, że komunikuje się z nimi w języku angielskim. Wyjaśnił również, że UDT nigdy nie zalecał utylizacji amoniaku.
Mecenas Henryk Biniek, który w poniedziałek występował w roli substytuta obrońcy oskarżonego Jana Balona, pytał m.in. o to, czy do oskarżonego dochodziły informacje o poszukiwaczach złomu. Dariusz P. odpowiedział twierdząco na to pytanie.
     BYŁO CZUĆ AMONIAK
     Jedynym świadkiem, jaki został w poniedziałek przesłuchany, był Romuald M. Zeznał, że zaczął przychodzić do browaru na miesiąc przed zdarzeniem, czyli w połowie października 2007 roku. Jego zadanie na początku polegało na opróżnianiu piwnic w browarze z wody. Nie wchodził do pomieszczeń, w których był amoniak. Pamięta tylko, jak przyjechał jeden z mechaników z browaru, który znajduje się za Gnieznem, w celu zamontowania zaworów w instalacji. Tego dnia było czuć wyraźnie amoniak, ponieważ drzwi do pomieszczenia z instalacją były otwarte. Romuald M. potwierdził swoje zeznania z 15 listopada 2007 r., w których przyznał również, iż było czuć amoniak, jak przechodziło się obok zamkniętego pomieszczenia, ale nie była to woń, która mogła powodować zagrożenie.
     Świadek dodał, że oskarżony 15 listopada dwukrotnie obchodził wszystkie pomieszczenia, najpierw sam, a później z pracownikiem biura ochrony zabytków. Zeznał, że tego dnia otwierał furtkę, za którą znajdowała się część instalacji amoniakalnej. Dodał, że nie wie, czy oskarżony wchodził wewnątrz ogrodzenia, ponieważ poszedł do piwnicy. Później zamknął ogrodzenie, poszedł do domu i wrócił wieczorem na polecenie Dariusza P. Wtedy - jak zeznał - było już po akcji. Policja wzięła go na przesłuchanie. Nazajutrz powiedział Dariuszowi P., że nie pójdzie do zakładu dopóki będzie się tam znajdował amoniak.
     Sędzia odroczył rozprawę do 20 listopada. Dalszy ciąg procesu będziemy relacjonować.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 869 (41/2008)

Reklama

 


Inne teksty na ten temat:

Amoniak nad Żninem Bardzo wyczuwalny amoniak Odpowie za wyciek amoniaku Uniewinniony za amoniak Starosta: - Kiedy pan to wywiezie? Musi usunąć amoniak

Amoniak zniknął

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/07/2024 10:20
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości